Zawsze w moim domu dochodziło do faworyzowania sióstr (mam dwie siostry), ja byłam jak Kopciuszek... Gdy tylko coś chciałam, było to za drogie, brzydkie, niepotrzebne mi, lecz gdy siostry zachciały buty za 500 zł para, to rodzice od razu im to kupowali. Jedyną osobą, która mnie rozumiała, była moja ciocia. Rodzice byli z nią pokłóceni, więc musiałam do niej chodzić w tajemnicy. Ciocia zawsze, gdy przyszłam, dawała mi jakieś pieniądze.
Podczas gdy moja siostra skończyła już klasę maturalną i miała wakacje, a ja jeszcze chodziłam do szkoły, stwierdziłam, że za pieniądze, które udało mi się oszczędzić, sama kupię sobie laptopa, o którym marzyłam od dłuższego czasu. Gdy już go kupiłam i przyszłam z nim do domu, moja mama mi go zabrała i stwierdziła, że to będzie idealny laptop dla siostry na studia...
Jako mała dziewczynka bardzo lubowałam się w książkach. Moją ulubioną serią był „Harry Potter”. Wszyscy o tym wiedzieli, a ja nawet tego jakoś nie ukrywałam.
Cała historia dzieje się w moje urodziny. Od rana rodzice byli dziwnie cisi, zazwyczaj od rana było ich słychać. Oczywiście na początku nie zwróciłam na to uwagi, aż do momentu, w którym usłyszałam dzwonek do drzwi. Pobiegłam otworzyć, bo goście mieli się zjawić (był środek lata). Za drzwiami stał listonosz z dziwnym uśmiechem. Zapytał, czy to ja itp. W końcu wręczył mi list i sobie poszedł. Gdy na niego spojrzałam, dotarło do mnie, że to list z Hogwartu! Pobiegłam do kuchni i zaczęłam krzyczeć ze szczęścia, otworzyłam go wraz z mamą i okazało się, że mam się tam stawić w nowym roku szkolnym.
Jak się spodziewacie, nie zdążyłam. W dniu rozpoczęcia nowego roku szkolnego całkiem o tym zapomniałam. Rozczarowanie następnego dnia niezapomniane.
Po kilku latach dowiedziałam się, że to rodzice przygotowali list dla mnie, a listonosz był podstawiony. A ja się tak chwaliłam koleżankom i kolegom... Wypominali mi to do końca szkoły.
Kiedyś jako dziecko zapomniałem psa.
Poszedłem na pocztę, aby gdzieś zadzwonić (komórek nie było, telefonu nie mieliśmy). Psa przywiązałem w pobliżu. Wychodząc z poczty, tak byłem przejęty rozmową, że zapomniałem o psie. Jak wróciłem wieczorem do domu, to wszyscy pytali, gdzie pies. Zaczęliśmy szukać. Nie było go nigdzie.
Rano napisaliśmy ogłoszenie, poszliśmy je skserować. Punkt ksero był koło poczty.
No i okazało się, że pani od ksero zaopiekowała się naszym pieskiem, który cały dzień spędził przywiązany. I tak pies do nas powrócił :)
Jakieś 2, może 3 lata temu powiedziałam mamie o swojej orientacji (wolę dziewczyny). Były krzyki i wrzaski ze strony mojej rodzicielki, że jestem nienormalna, że mi się odmieni (co się do tej pory nie stało) i że „lepiej mnie byłoby usunąć”. Od tamtego czasu miałam stany lękowo-depresyjne i stosowałam wobec siebie autoagresję, a że ojciec jest dosłownie „pupilkiem swojej żonki”, on także na mnie krzyczał i mnie wyzywał.
To, co powiedziałam mamie, powiedziałam i babci. Ta cieszyła się z tego, gratulowała mi i nawet pytała, czy już kogoś mam. Bardzo mi wtedy pomagała i wspierała duchowo.
Po pewnym czasie i po namowach babci, może rok od wyznania rodzicielce prawdy o mnie, rodzice zapisali mnie do psychologa. Cieszyłam się z tego, że wreszcie będę mogła porozmawiać o moich problemach z kimś doświadczonym. I tak było, rozmawiałam, wygadywałam się i mój stan psychiczny się poprawił.
Od jakiegoś miesiąca (czyli od czasu, od którego nie chodzę do psychologa) rodzice byli dla mnie jakoś dziwnie mili. Próbowali rozmawiać ze mną, pytali się co u mnie itd. Cieszyłam się, że jednak może zmienili zdanie i mnie zaakceptowali.
Otóż nie.
Babcia tydzień temu powiedziała, że rodzice traktują mnie dobrze tylko dlatego, że lekarz im tak kazał. Tak naprawdę nie zaakceptowali mnie i dalej gardzą „ideologią LGBTQ+”.
Mamo, jeśli to czytasz, to ch*j ci w dupę.
Kiedy miałam nieskończone 18 lat, sypiałam z żonatym mężczyzną po 40. Teraz gdy jestem parę lat po ślubie, boję się, że karma do mnie wróci i mój mąż mnie zdradzi.
Kiedy miałem jakieś cztery czy pięć lat, umiałem już normalnie korzystać z toalety. W pewnym momencie coś mi się przestawiło – miewałem zatwardzenia, męczyło mnie to okropnie, a rodzicielka jedyne co była w stanie mi zaoferować, to rumianek (teraz już wiem, że to jest zespół jelita wrażliwego i wystarczyłby zwykły syrop, ale wtedy nikt o tym nie wiedział). Nie lubiłem chodzić na dwójkę do toalety, bo kojarzyła mi się już tylko z bólem brzucha. No i w końcu wpadłem na to, że będę robić w gatki... Rodzicielka nie wiedziała, jak mnie tego oduczyć, pytała, czemu nie wołam, że muszę do toalety, dlaczego chowam się do kąta i robię w spodnie. Wtedy nie chciałem się przyznać, ale sprawiało mi wielką przyjemność, że mały, twardy bobek siedzi mi w bieliźnie.
Nie mam pojęcia, czym się kierował mój kilkuletni mózg.
Całe szczęście mi przeszło.
Moja rodzina to prawdziwa, katolicka konserwa z patriotycznymi tradycjami i żelaznymi zasadami dyktowanymi wprost z kościelnej ambony. Kiedy miałam szesnaście lat, moi rodzice posadzili mnie przy stole w kuchni i postanowili zrobić mi wykład na temat dorosłości, odpowiedzialnego podejścia do podejmowanych przeze mnie decyzji i zła, które niesie ze sobą przedmałżeńskie baraszkowanie. Podczas gdy mama opowiadała mi o szatanie dybiącym na dusze grzeszników, ojciec walił pięścią w stół, warcząc spod czarnego wąsa hasła w stylu: „Żadnego spania aż do ślubu! Rozumiesz? Masz pozostać czysta! Nieskalana!”. Ja, młoda, zbuntowana metalówa z ukrywanym przed rodzicielskim okiem kolczykiem w pępku, bezczelnie rechotałam, będąc święcie przekonaną, że lada chwila odkryję ten zakazany świat wszelkiej maści cielesnych uciech. Większość z moich rówieśniczek miała już „to” za sobą, więc – jak to się mówi – „Natury nie oszukasz...”.
Dziś mam 36 lat i wciąż z nikim nie spałam. Nie mam też męża ani dzieci. Mam za to wrażenie, że te 20 lat temu, podczas pamiętnej rozmowy, moi rodzice rzucili na mnie klątwę.
Ostatnio podczas wspólnego obiadu ojciec warknął spod siwego wąsa: „Weź ty sobie, wreszcie kogoś znajdź, na dyskotekę jakąś pójdź, może kogoś wreszcie wyrwiesz...”.
Mam 24 lata, jestem w 8 miesiącu ciąży. Do czasu ciąży nie odczuwałam żadnych braków w sferze towarzyskiej. Miałam trochę znajomych z pracy, trochę z liceum, trochę ze studiów. Było z kim wyjść na imprezę, zakupy, do kina, na kawę itd. Zwykle kilka razy w tygodniu widywałam się z koleżankami, po pracy czy po zajęciach.
Od kiedy jestem w ciąży, czuję się jak trędowata. Od razu powiem, że nie publikuję swojego życia na instagramach itd., nie wstawiam natchnionych opisów o miłości do mojego ''bąbelka'' i zasadniczo nie mówię o ciąży, dopóki ktoś mnie nie zapyta. A jak już, to są jakieś ogólniki, że dobrze się czuję, że ciężko być grubym, niewiele poza tym.
Na początku starałam się utrzymać wszystkie znajomości, pisałam do znajomych, czy może jakaś kawa, zakupy, oczywiście bez alkoholu, ale poza tym, to „po staremu”. Jedna koleżanka wyszła ze mną na zakupy świąteczne w grudniu, a druga (sąsiadka) była ze mną w markecie kilka razy. Reszta mnie zbywała: a to zajęcia, egzamin, praca, przeziębienie (no przecież nie chcę cię zarazić). Raz zostałam zaproszona na urodziny, poszłam, posiedzieliśmy, pogadaliśmy, reszta coś piła, ja miałam sok i było w porządku.
Początkowo jeszcze sama gdzieś wychodziłam, na spacer, do galerii, do miejsca, gdzie pracowałam, ale od około dwóch miesięcy praktycznie nie wychodzę z domu, bo sama nie mam po co. Koleżanki, które tak bardzo nie mają czasu wpaść w odwiedziny (zapraszałam wielokrotnie na kawę, ciasto, ploteczki), najpierw opowiadają, jakie są zarobione, a później jest fotka na insta, całej „mojej” grupy znajomych #lejdisnight #party itp.
Chciałabym nieraz wyjść jak kiedyś, na film czy na plotki, ale po prostu nie mam z kim. Praktycznie nikt (a jeżeli już, to bardzo rzadko) nie odzywa się do mnie pierwszy. To, że będę miała dziecko, nie zmieniło mojej osobowości, chętnie robiłabym to samo co kiedyś, ale moi znajomi mają mnie totalnie gdzieś, a z licznej paczki zostały cztery osoby, z którymi czasem rozmawiam, i mój facet. Na razie staram się po prostu zajmować sobą, wyjść na spacer obok domu, poczytać książkę, obejrzeć serial. Ale jest mi przykro, że tak na dobrą sprawę przez większość czasu nie mam się do kogo odezwać i siedzę w domu sama.
Dawno temu miałem przygodę z siostrą. Całowaliśmy się i były małe pieszczoty, ale nie było seksu. Do dziś pamiętam jej smak, a minęło tyle czasu... Czasem ciekawi mnie, jak ona teraz tam wygląda.
Późna noc. Byłem lekko pijany. Poszedłem do ubikacji. W jednej ręce trzymałem papier toaletowy, a w drugiej zapalonego papierosa...
Podobno mój krzyk obudził nawet sąsiadów piętro wyżej.
Dodaj anonimowe wyznanie