#023YC

Z tej strony lekarz mechanik. Opisywałem moje przeżycia z rodziną i mieszkaniem po babci. Oficjalnie - mieszkanie jest moje, wpisane we wszystkie możliwe akty notarialne. Moja "rodzina" nie ma do niego prawa. Nie wiedziałem co zrobić z mieszkaniem więc je wynająłem. Wszystko było ładnie i pięknie do czasu.

Kiedy to moja rodzina zaczęła wypisać donosy na mnie do urzędu skarbowego, że "nie wiadomo skąd wziął na to pieniążki", "pewno narkotykami handluje" , poszedł również donos, że " urządził tam agencje towarzyską i jest sutenerem ". W urzędzie skarbowym byłem już kilkukrotnie i tłumaczyłem co i jak. Panie w urzędzie widząc mnie po raz kolejny z totalnym politowaniem z wzroku stwierdziły " eh.... Pan to ma przeboje z tymi donosami". No cóż. Mam.

Po niedługim czasie dowiedziałem się, że mój brat został ojcem. Zadzwoniłem, żeby pogratulować mu i jego żonie, zapytać jak się czuje jego syn. Myślałem, że to normalna sprawa. Brat odebrał z hasłem "kto mówi?", powiedziałem kto. On swoje "ale kto?" tłumaczę mu jeszcze raz - mówi Radek (imię zmienione). On cisza i dalej "ALE KTO MÓWI?! BO NIE KOJARZĘ!!" Na co ja" mówi Radek! Twój brat!" Po chwili ciszy usłyszałem "Spier*alaj ty je*any cw*lu kur*a, nie mam brata! nie znam Cię! nigdy do mnie nie dzwoń" - poszło jeszcze kilka bluzgów. Rozłączyłem się.

Dowiedziałem się później od dalszego kuzyna, że zmanipulowałem babcię, żeby przepisała na mnie mieszkanie więc oni (dalsza rodzina) też mnie nie chce znać. W sumie za 20 dni święta. Jedziemy z narzeczoną do jej rodziny. Teście bardzo mnie lubią i wiedzą o całej sytuacji. Skomentowali wszystko słowami, że nic tak nie poróżni rodziny jak spadek i pieniądze. Coś w tym jest. Od niedawna mamy ustaloną datę ślubu z narzeczoną, sala jest, powoli wszystko dopinamy na ostatni guzik. Coraz bardziej dorastam do myśli, że nie chcę mojej rodziny na swoim weselu.

Żadnych ciotek, wujków, kuzynostwa, rodziców, rodzeństwa. To ma być nasz dzień a nie roszczeniowej rodziny, która nie przyjedzie lub jak przyjedzie zrobi awanturę. Czy robię dobrze? Nie wiem. Czy robię źle? Nie wiem. Wiem jedno. Robię to co uważam za słuszne i jedyne w tej sytuacji. Pewnie po naszym ślubie i weselu ciągle by wszystkim mówili jaki jestem zły i podły. Wychodzi na to, że straciłem "rodzinę" z powodu mieszkania, które babcia mi zapisała. I wiecie co? Jest mi strasznie przykro z tego powodu.

Czasami mam ochotę ryczeć. To cholernie boli jak najbliższa "rodzina" mówi takie rzeczy, pozywa Cię do sądu, wysyła donosy, jak mówią Ci " odejdź bo śmierdzisz jak typowy robol ...a nie! ty jesteś robolem a byłeś". Ale cóż - mam wspaniałą narzeczoną i wiem, że stworzymy rodzinę.

PS Nieważne czy moje dziecko będzie chciało być nauczycielem, fryzjerem czy murarzem. Będę dumny ze swoich dzieci. Ważne, żeby byli szczęśliwi w tym co będą robić.

#Sh5iC

W mieszkaniu centralnie nade mną mieszka pewna patologiczna rodzina. Poza standardowymi zachowaniami typu krzyki, hałasy, płacz dzieci w środku nocy czy odgłosy awantur, mają jeszcze jeden dziwny zwyczaj.


W każdy weekend przychodzi do nich sąsiad z innej klatki schodowej. Nie wiem po co, ale to jedyny moment, gdzie w ich mieszkaniu panuje cisza. Zawsze mnie zastanawiało o co w tym chodzi, bo z tego co nie raz widziałam, nie mówią sobie dzień dobry na ulicy, w ogóle zachowują się wobec siebie jak obcy ludzie.


Za to w każdą sobotę wieczór, widzę jak sąsiad idzie do naszej klatki, mija moje drzwi, a chwile później słyszę, ze wchodzi do państwa patologicznych. I nie zwróciłabym na to uwagi, gdyby nie to, że wczoraj byłam świadkiem, gdy ten sąsiad z innej klatki mijał pod blokiem córkę państwa nade mną. 15-latkę na oko. Usłyszałam fragment rozmowy i brzmiało to mniej więcej "pamiętaj aby się umyć przed tą sobotą". Jestem pewna, że się nie przesłyszałam, ale też nie mam pojęcia jaki był kontekst rozmowy. Powinnam iść na policje? Wiem, że sąsiadów regularnie odwiedza opieka społeczna, ale wydaje mi się, że tam może dziać się coś złego i ten sąsiad ma z tym coś wspólnego. Nie wiem co robić. Boje się, ze jak pójdę na policję, bo usłyszałam tylko coś o myciu się, to mnie zignorują.

#iHHX1

Mam wyższe wykształcenie i ukończyłam mnóstwo kierunkowych kursów, od wielu lat pracuję w renomowanej firmie na wysokim stanowisku. Jednocześnie jakiś czas temu zatrudniłam się jako sprzątaczka.
Dlaczego? Ano dlatego, że sprzątam biuro konkurencji, kiedy nikogo już w nim nie ma, a papiery walają się po wszystkich biurkach.
Takie rzeczy nie tylko w filmach.

#wvjeI

Lubię kręcić bekę z tzw. inceli. Czasem wchodzę na bracia samcy czy innego wykopa i leję z postów kolesi, którzy winą za swoje niepowodzenia w sferze miłosnej i seksualnej obarczają wszystkich i wszystko dookoła, a nie patrzą na swój charakter, zachowanie wobec innych.

Zero refleksji nad sobą, że może skoro z kolejną nie wyszło to chyba jest coś nie tak. No bo przecież to wszystko przez brak kasy, brak dobrego startu w życiu no i przede wszystkim przez kobiety - złe, okropne, bo ich nie chcą, "bo łobuz/Mukebe/bogaty chłop/facet z okładki lepszy".

No, jeżeli te łobuzy itd. to przede wszystkim pewni siebie, zaradni ludzie, ogarnięci życiowo, z hobby i kręgosłupem, a nie mięczaki i zdesperowane mameje pozwalające po sobie jeździć, to mnie wcale nie dziwi. I tak - istnieją laski (faceci też) z wymaganiami z księżyca, w porównaniu z tym co same mają do oferowania. Ale takich ludzi kopie się w dupę, a nie w nią włazi. 

Nie mam nic do zwyczajnie miłych nieśmiałych facetów, - to nic złego. Również szanuję takich którzy pracują nad wadami, nad tym co im przeszkadza. Ale jak ktoś wszystkie wrzuca do jednego wora, bo jakaś walnięta księżniczka go źle potraktowała i potrafi tylko jojczyć, bo on taki niby miły i wartościowy, a niedoceniany, no to sorry.

Zresztą, to co sobie wypisują na forum - ich rzecz. Ja się po prostu dobrze bawię czytając te bzdety - czasami aż zbyt dobrze, zważając na poziom absurdu. Ot, taki sposób na zresetowanie. Problem jest, jak głoszą to gdzieś indziej w sieci i inni zaczynają w to wierzyć.

#EZ7KQ

Uratowałam dwa razy ludzkie życie.... Pierwszy raz 20 lat temu. Ulicą szedł skulony człowiek. Wszyscy myśleli, że pijany, bo jakiś taki dziwny. Podeszłam, zapytałam, czy mogę w czymś pomóc. Odpowiedział, że boli go w klatce piersiowej.
Bez wahania wsadziłam go do auta i zawiozłam na pogotowie. Miał zawał. Przeżył. Po kilku dniach odnalazła mnie jego żona i bardzo dziękowała.

Drugi raz... Kochałam 20 lat. Namówiłam męża na badania. Poszedł. Diagnoza - nowotwór złośliwy. Operacja. Dostał drugie życie. Po dwóch latach odszedł. Do innej.
Zostałam sama z dzieckiem.

Do dziś biję się z myślami, czy warto było... W pierwszym przypadku na pewno.

#RFCg8

Jestem uzależniona od samookaleczania.

Zaczęło się w 5 klasie podstawówki, zwykle zadrapania na zewnętrznej części ręki połamaną linijką, później do użytku wkroczył cyrkiel. Wiele dziewczyn to robiło, każda na swój sposób, ta która zrobiła coś do krwi była uważana za odważną. Jednak sprawa szybko trafiła do pedagoga i większość z tym skończyła, no właśnie, większość. 

Zaczęłam szukać innych rozwiązań, linijka i cyrkiel nie dawały mi tej samej przyjemności co na początku, zaczęło się popękane szkło, ruletka w której nie wiesz czy dany koniec jest wystarczająco ostry by zrobić ci krzywdę, a jednak i tak robisz to mocno na wypadek, gdyby miał być tępy.

W szkole zauważono że nie skończyłam z tą "zabawą" powiadomiono moją mamę, ta gdy wróciłam do domu przywaliła mi kilka razy w głowę mówiąc, że jestem popierdolona i że ona dopiero mi pokaże co to są problemy. I tak to trwało przez lata, były zmiany miejsc, zmiany narzędzi, zmiany częstotliwości oraz mocy. Na dzień dzisiejszy na całym moim ciele doliczyłam się ponad 100 blizn stworzonych przeze mnie, nie przeszkadzają mi w żadnym stopniu, jedne mniej widoczne, drugie bardziej. Z działania na całym ciele wróciłam do jednego miejsca, do przegubu.
Używam już tylko żyletek bądź skalpela, rany są otwarte na tyle, że gdy zginam rękę się zamykają, a gdy prostuję otwierają.

Piszę to nie po to by prawić morały jak to trzeba reagować na takie zachowania, a dla własnego uświadomienia sobie, że to nie jest już tylko zwykła zabawa, to uzależnienie od tego uczucia które jest nie do opisania. W końcu czas przyznać to przed samym sobą.

#f9nB5

Rok temu poznałam Ankę. Zaimponowała mi swoim luźnym stylem bycia i beztroską - wszyscy w szkole ją lubią. Kiedy więc zagadała do mnie, ucieszyłam się. Od słowa do słowa i umówiłyśmy się na imprezę, a już tydzień później stałyśmy się najlepszymi kumpelami. Nigdy nie zastanawiałam się, dlaczego Anka do mnie podbiła, choć jestem raczej szarą myszką w szkole. Jakiś czas później dowiedziałam się prawdy.

Anka zakochała się w moim starszym bracie. Mój brat jest przystojny, gra w drużynie piłkarskiej i cieszy się w sumie sporym powodzeniem u dziewczyn. Nie sądziłam jednak, że Anka należy do jego fanklubu. Skąd o tym wiem? Przyznała mi się sama. Co więcej, zaczęła mnie SZANTAŻOWAĆ, żebym tylko pomogła jej zdobyć mojego brata. To jest dla mnie chora sytuacja, która trwa od kilku miesięcy i nie do końca wiem, jak to wszystko rozwiązać.

Jak Anka mnie szantażuje? Przykładowo, powiedziała, że jeśli nie wykradnę dla niej telefonu brata (żeby mogła sobie poczytać SMS-y), naopowiada wszystkim w szkole, że chętnie chodzę do łóżka z chłopakami za 50 zł. Oczywiście nie ma w tym krzty prawdy, ale znając siłę przebicia Anki, wszyscy w szkole się ode mnie odwrócą. Teraz jestem lubiana, bo się z nią zadaję, ale gdy zacznie na mnie nagonkę, to mogę zapomnieć o jakimkolwiek normalnym życiu w szkole.

Inna sytuacja: Anka zagroziła, że wrzuci na snapa moje zdjęcie bez stanika i powie wszystkim, że wysyłam takie foty każdemu. Tak, ma takie zdjęcie, bo kiedyś namówiła mnie, żebyśmy sobie takie zrobiły. Oczywiście jej telefonem, więc swoje od razu skasowała. Teraz mnie szantażuje, a w zamian chce, bym umówiła ją z moim bratem na randkę w ciemno.

Nie wiem co mam robić. Wiem, że te wszystkie afery, które Anka może wywołać miną i za jakiś czas o nich zapomnę. Jednak nie wyobrażam sobie przeżywać takiego piekła w szkole, w której spędzam większość mojego czasu… Dałam się jej nabrać jak ostatnia idiotka.

#frZGQ

Mam 21 lat i dziadków których kocham nad życie z małym wyjątkiem.
Rodzice mojej mamy to ludzie cudowni, pełni miłości i dobroci. Za dziadka dałabym się pociąć, a za babcią pójdę wszędzie jednak są jeszcze rodzice mojego taty.

Dziadek to cudowny człowiek z ciężkim charakterem, jednak można się z nim na spokojnie dogadać nie wszczynając kłótni. Traktuje wszystkich na równi. Nikt nie jest lepszy czy gorszy. Natomiast mama mojego taty to (za przeproszeniem) stara zołza. Mam kuzynkę starszą o 5 lat. Kiedyś razem wyjeżdżałyśmy na wakacje do babci. Uwielbiałyśmy się razem bawić, do czasu kiedy to babcia zaczęła nas od siebie separować. Nagle stałam się tą gorszą, musiałam starć się o jej względy. 

W podstawówce same 4 i 5 by babcia była dumna (rodzice nigdy nie naciskali na moją naukę. Twierdzili, że im bardziej będą naciskać tym bardziej mi nie będzie się chciało uczyć). Kiedy przyjeżdżała na odwiedziny narzekała na mamę, bardzo chciała by tata ją zostawił bo... nie spełniała jej wymogów. Wszystkie kłótnie pomiędzy nią a rodzicami odbijały się na mnie i moim bracie. W połowie 5 klasy wysłała tylko list, że nie chce mieć nic do czynienia z tatą.

Przestała przyjeżdżać, dzwonić czy pisać. Nie rozumiałam wtedy dlaczego. I tak żyłam ze świadomością odrzucenia przez jednych dziadków (babcia nakręcała dziadka i kłamała na nasz temat przez co i on urwał kontakt). Na początku bolało ale miłość od rodziców mojej mamy potrafiła zastąpić miłość drugich dziadków. Rodzice powtarzali, że przecież mogę sama napisać do babci nigdy nie wmawiali nam, że jest złą osobą i chcieli byśmy mieli kontakt jednak ja nawet nie wiedziałam co miałabym jej napisać/powiedzieć.

Dopiero gdzieś w 1 liceum dostałam paczkę. Była to paczka od babci z listem i numerem telefonu. Na początku nie wiedziałam jak mam się zachować. Jednak rodzice poprosili bym zadzwoniła, bo skoro babcia pierwsza wyciągnęła rękę to nie ładnie byłoby nie zadzwonić i nie podziękować. Tak odświeżyły się nasze relacje ale... babcia przez ten cały czas była za kuzynką. Znów wróciłam do motta "Rób tak by babcia była dumna i kochała cię jak kuzynkę". Święta spędzone u niej to była katorga dla mojej psychiki.

Wiecznie słyszałam, że X zrobiła to, a X zrobiła tamto. Jedynie dziadek był za mną i mówił, że jest dumny bardziej ze mnie i mojego brata niż z kuzynki. Kolejne spotkania z nią opierały się na mówieniu o X. Czara goryczy przelała się kiedy pochwaliłam się moim 5 letnim związkiem. Była zła, że nie mam jeszcze ślubu i dziecka, a X już ma. Wtedy wygarnęłam jej wszystko co mnie bolało i że kuzynka wpadła i dlatego wzięła ślub w wieku 20 i miała już dziecko. Nie docierało nic, ba nawet mówiła, że ja też byłam wpadką (urodziłam się ponad rok po ślubie rodziców). Kontakt się urwał, a ja nie wiem czy postąpiłam dobrze.

#llD1E

Mam 25 lat i niejasne przeświadczenie że coś mi dolega umysłowo. Całe dnie, tygodnie, a może i miesiące żyję na autopilocie.

Pracuję, widuję się ze znajomymi, sypiam ze swoją dziewczyną, chodzę do kina, sprzątam mieszkanie, robię obiad i wszystko to, co robi się w normalnym życiu.
Ale raz na jakiś czas; na przykład właśnie teraz, gdy piszę to wyznanie, spoglądam za siebie i widzę pustkę.
Nie umiem dokładnie przypomnieć sobie poszczególnych dni. Ich szczegółów, emocji z tych dni, czy były szczęśliwe, czy nudne, smutne itp.
Dodatkowo pojawiają się myśli typu (uwaga, to dziwne)
- następnym razem chcę mieszkać w USA 
- następnym razem chciałbym jednak iść na medycynę
- następnym razem...
- następnym...

Reasumując, żyję sobie spokojnie na autopilocie, od czasu do czasu mam przebłyski, że coś jest nie tak, bo życie na takim autopilocie nie ma sensu, dodatkowo "następnym razem..." przeraża mnie najbardziej.
Nigdy nie wierzyłem w reinkarnację, religie wschodu są mi obce.
Czy to objaw, czy po prostu pęd życia wymusza na mnie takie działanie? Wiem, że nie ma "następnej szansy" (a przynajmniej mam takie przekonanie).

Planuję spędzić trzy dni samotnie nad morzem - wakacje znad morza pamiętam bardzo dobrze. I poświęcić je w całości na myślenie nad samym sobą. Boję się tego, do czego mogę dojść, ale jeszcze bardziej boję się, że tydzień albo dwa po tym jak wrócę i spróbuję wspomnieć to, co tam robiłem, okaże się, że znowu jest pusto...
Przepraszam, jeśli to zbyt zawiłe.
Dodaj anonimowe wyznanie