#aRGN6

Jako dziecko przeszłam poważną operację kręgosłupa i biodra. Ból był nie do opisania, zarówno zaraz po operacji, jak i w późniejszych latach. Musiałam się uczyć na nowo chodzić, funkcjonować.
Przez ten ból, który towarzyszył mi od dziecięcych lat, mój organizm uodpornił się na "lekkie" leki przeciwbólowe. I to nie tak, że jestem uzależniona, nie biorę ich nagminnie, tylko wtedy, kiedy naprawdę nie mogę już wytrzymać. Chodzi o to, że moje ciało nie reaguje na wszelakie apapy, ibupromy. Przyjmuje tylko silne środki, np. na bazie opioidów. Nieważne, czy boli mnie głowa, biodro czy kręgosłup (bo te czasem dają o sobie znać), aby przestało muszę przyjmować tramal, Doretę czy sprowadzane z USA tak mocne ibupromy, że po przyjęciu nawet połowy tabletki mam zawroty głowy. Wszystko przez to, że przez czas, gdy leżałam w szpitalu, podawano mi morfinę i jej pochodne. Boje się, że na starość moja wątroba nie da sobie rady. A mam dopiero 35 lat.

#QpIrO

Odkąd pamiętam mam ogromny problem z matematyką. Od gimnazjum chodzę na korki (obecnie jestem w drugiej klasie LO), rzecz w tym, że nawet to mi nie pomaga.

Na koniec gimnazjum miałam 2 z matmy, to samo w pierwszej klasie LO. Rozumiem, gdybym olewała naukę i w ogóle się nie przykładała, ale chodzę na korki dwa razy w tygodniu i sama w domu sporo ćwiczę, rozwiązuję zadania itp. Wciąż nie potrafię zrozumieć tego cholernego przedmiotu, popełniam te same błędy, mylą mi się cyfry, potrafię zamieniać kolejność np. zamiast 23 napiszę 32. Nie wspominając już o minusach i plusach... Wiem, że dwa minusy dają plus, ale i tak napiszę minus. Każdy sprawdzian, każda kartkówka to modlenie się o 2. Nie umiem liczyć w myślach, potrzebuję zawsze kalkulatora.

Dzisiaj pisałam sprawdzian, na który uczyłam się cały tydzień i boję się, że dostanę 1, co będzie już oznaczało zagrożenie. Każda lekcja matematyki to dla mnie koszmar. Kiedy komuś o tym mówię, w odpowiedzi słyszę tylko "za mało się uczysz". I że matma jest przecież prosta. Dla mnie to najtrudniejsze co może być.

Nie wiem już co mam robić. Bo uczę się bardzo dużo, a efektów nie ma. Boję się cholernie tego, że ta matma będzie się za mną ciągnąć całe życie, że nie zdam matury i nie znajdę dobrej pracy przez brak umiejętności matematycznych. Boję się, że zniszczy mi to życie.

#fkUGR

Jestem bardzo nieśmiała.
Pracuję cały czas nad tym rozmawiając z innymi ludźmi albo chociażby wchodzę do sklepu i pytam się o cokolwiek ekspedientów, żeby przełamać swój lęk. 

Dzisiaj udałam się do pewnego sklepu, żeby złożyć CV. Podeszłam do ekspedientki i zaczęłam rozmowę. Zobaczyłam jej wzrok i zaczął plątać mi się język, a co najgorsze dostałam jakiegoś szczękościsku i nie wiem czy ta kobieta mnie w ogóle zrozumiała. 

Mam nadzieję, że zadzwonią do mnie i będę mogła umówić się na rozmowę kwalifikacyjną.

#XLRSM

Od dziecka cierpię na dziwną przypadłość. W kościele wszyscy śpiewali piosenki - ja w płacz, przedstawienie brata w szkole - to samo, włączone radio w domu - jak wyżej. Teraz mam lat 20+ i nadal muszę siłą powstrzymywać łzy, gdy któraś z piosenek za bardzo "zadziała". Dodam, że nie musi to być kompletny smęt, potrafię się rozpłakać nawet przy szybkich nutkach. Ot, takie dziwactwo.

#JU0qM

Mój najgłupszy błąd w życiu

10 lat temu pracowałem jako kontroler biletów. W autobusie ujawniłem 18-latka z przerobioną legitymacją szkolną. Chłopak sam się przyznał, że zapomniał oddać legitymacji do podbicia i po prostu odcisnął dwuzłotówkę. Wysiadłem z nim, wypisałem mandat, a legitymację zgodnie z procedurą zatrzymałem. Chłopak w międzyczasie zadzwonił po swojego ojca. Po ok. trzech minutach na przystanek podjechał czarny terenowy mercedes. Ojciec chłopaka zaoferował, że da mi 5000 zł, bylebym tylko nie zatrzymywał jego legitymacji. Dodał, że syn zaczyna niedługo studia prawnicze i że cała ta sytuacja może zrujnować jego przyszłą karierę. Byłem nieugięty i odmówiłem. Za bardzo zależało mi na tej pracy.

Teraz żałuję. Dwa miesiące po całym zdarzeniu firma, w której pracowałem przegrała przetarg na kontrole biletów. Jako że pracowałem na umowę zlecenie, nie należały mi się z tego powodu żadne pieniądze. Na kilka miesięcy zostałem bezrobotny. Musiałem wyprowadzić się z wynajmowanego mieszkania i wrócić do rodziców. Te pieniądze naprawdę mogłyby pomóc mi przetrwać ten ciężki okres.

A chłopaczek pewnie się wywinął. O ile wcześniej po zatrzymaniu przeze mnie dokumentów byłem wzywany na komisariat, to tylko w tym jednym wypadku tak się nie stało.

#gnPR6

Mój mąż namawia mnie do zdrady. Wyznał mi któregoś razu, że bardzo chciałby mnie zobaczyć z innym facetem. Ja w szoku. No bo jak to tak? Przecież miłość, wierność i uczciwość małżeńska...
Oczywiście powiedziałam, żeby wybił to sobie z głowy, bo zawsze chciałam być tylko jego (był moim pierwszym i chciałabym, żeby był też ostatnim). Prosi mnie też o opowiadanie wymyślonych historyjek z motywem zdrady i mną w roli głównej. Niezręcznie się wtedy czuję wypowiadając te żenujące rzeczy, tym bardziej że mój ukochany prosi wciąż o więcej szczegółów.

Ostatnio chodzi przygaszony, bo te myśli stały się bardzo nachalne i z jednej strony by chciał, żebym dopuściła się niewierności, a z drugiej bym była tylko jego. Nie wiem jak mu pomóc. Z całą pewnością nie byłabym w stanie spełnić jego próśb, ale jednak zastanawiam się, czy nie spróbować dla jego dobra i spokoju.
Proponowałam mu wizytę u seksuologa, ale odmówił, bo nie ma odwagi, żeby opowiedzieć o tym komuś obcemu. Ja też nie mam zamiaru dzielić się tym wyznaniem osobiście, jednak anonimowo mogłam to opowiedzieć, bo niszczy mnie to od środka.

#WI5JV

Moja rodzina pochodzi z Kresów. Przez kilka lat próbowałem się zmusić, żeby obejrzeć "Wołyń". W końcu dziś to zrobiłem.
Mam już swoje dziesiąt lat, moi rodzice jeszcze żyją, dziadkowie już od dawna nie. Ale przypomniało mi się wszystko, co mi opowiadała moja babcia. Jak Ukraińcy weszli do ich wioski. Jak porąbali żywcem młodszego brata mojej babci i wrzucili w ogień. Jak jej matkę rozrąbali na pół i nadziali na płot. Jak jej ojca obdarli ze skóry. To samo spotkało ich sąsiadów. Babcia przeżyła tylko dlatego, że uciekła do lasu i wspięła się na jakieś wysokie drzewo, gdzie nikt jej nie widział. Kto oglądał "Wołyń", ten pamięta, jakie sceny tam miały miejsce. Ludzie byli paleni, rozrywani, mordowani, rąbani. Dzieci i kobiety.  Niemcy stworzyli Auschwitz, ale nawet oni nie traktowali ludzi tak bestialsko.

Cała moja rodziny z pokolenia mojej babci została wybita przez UPA. Wiem, że minęło już wiele lat. Wiem, że nadeszły nowe pokolenia, które w niczym nie zawiniły. Znam wielu Ukraińców, staram się mieć z nimi dobre relacje, mieszkają tu w Polsce, płacą podatki i pracują. Ale po prostu nie mogę, nie mogę wybaczyć tego, co spotkało moją rodzinę i innych. To się nigdy nie zmieni. I chciałbym, aby jak najwięcej Polaków obejrzało "Wołyń". Nie po to, żeby potem oskarżać, ale żeby pamiętać. I nie pozwalać na kult bestialskich morderców.

#xBrQW

Jestem ojcem na pełen etat.

Dwa lata temu moja żona dostała wspaniałą propozycję pracy wymagającą jednakże wielu wyjazdów służbowych. Zdecydowaliśmy więc, że dla dobra naszych dzieci najlepiej będzie, jeśli zostanę w domu. Oczywiście były jeszcze inne przesłanki, ale jednak intratny kontrakt mojej żony był najważniejszym przyczynkiem do naszej decyzji, którą w sumie to ja zaproponowałem - sam miałem bardzo dobrą pracę, ale porzuciłem ją bez większego żalu.

Chociaż mi i mojej żonie taki układ jak najbardziej odpowiada, spotykaliśmy się z niebywałą wręcz falą nieprzyjemności. Ja, oczywiście, jestem "facetem pozbawionym jaj". Moja żona jest, oczywiście, "zwariowaną feministką, której nie obchodzą jej własne dzieci". Nasz związek i układ jest, oczywiście, "nienormalny".

Nikogo nie interesuje, że uwielbiam taki styl życia i w całym moim prawie 40-letnim bycie na tej ziemi nie byłem bardziej szczęśliwy niż teraz, zajmując się moją wesołą bandą i piekąc im ciasta. Kocham nasze dzieci i prawdę powiedziawszy, nigdy w pracy nie doświadczyłem takiej satysfakcji, jaką mam widząc codziennie jak się rozwijają te potworki i jak z każdym dniem mnie zaskakują. Cieszę się, że mam z nimi taki dobry kontakt - poniekąd pewnie wynika to z faktu, że sam miałem typowego Pana Ojca, co to nawet kanapek sobie nie potrafił zrobić i nie interesował się zbytnio swoimi dziećmi.

Przerażał mnie jednak kompletny brak zrozumienia dla naszej sytuacji przez osoby postronne - resztę rodziny, znajomych, osoby niemalże nam nieznane. Tak więc pojawiło się kłamstwo - od kilku miesięcy mówimy z żoną wszystkim, że ja owszem, pracuję, ale zdalnie z domu. Od tego czasu kąśliwych uwag i och, jakże śmiesznych żartów jest zdecydowanie mniej.

Dziwi mnie nadal jednak, czemu facet zostający w domu z dziećmi to nadal taki wielki fenomen. Po cichu chciałbym, żeby coś się w społeczeństwie zaczęło odmieniać, bo chciałbym choć raz spotkać się zamiast szyder z normalnym "Aha, fajnie" w reakcji na moje "Moja żona pracuje i nas utrzymuje, ja jestem w domu z dziećmi i zajmuję się domem". Tak po prostu, chciałbym nie być wytykany jako dziwak i jakiś pod-mężczyzna. Tyle.

#iSQ2q

Moja siostra niszczy rodzinę. Klaudia ma siedemnaście lat i od dwóch ma zdiagnozowane borderline. Ja jestem od niej dwa lata młodsza, mam jeszcze brata bliźniaka.

Klaudia zawsze była kłótliwa i starała się być w centrum uwagi, ale tak od półtora roku jest po prostu koszmarnie. Kiedy ją zdiagnozowali, zaczęła właściwą terapię i brać leki, myśleliśmy, że nie będzie tak źle.

Ale jest coraz gorzej. Siostra kombinuje, żeby nie brać leków, nie współpracuje z psychiatrą. Szkołę olewa, wczoraj rodzice dostali informację, że Klaudię wyrzucono z technikum z powodu prawie zerowej frekwencji. Nie pomagało odprowadzanie pod klasę i czekanie do dzwonka, zawsze się wymyka. Rodzice zainstalowali jej w telefonie aplikację, która pokazuje miejsce pobytu, ale znalazła ją i odinstalowała, a komórkę sprzedała. Znalazła sobie szemrane towarzystwo, potrafiła zniknąć na kilka dni. Potem kompletnie pijana i/lub naćpana trafiła do szpitala. Wujek, który jest policjantem na pamięć wie, gdzie jej szukać.

Najgorsze są awantury w domu. Wrzeszczy, wyzywa nas, mama prawie codziennie przez nią płacze, oboje z tatą chodzą na terapię. Podczas jednej z awantur zagroziła tacie (najbardziej cierpliwej i spokojnej osobie, jaką znam), że oskarży go o molestowanie w dzieciństwie i będzie skończony. Wtedy nie wytrzymałam i nawrzeszczałam na nią, powiedziałam, że jej nienawidzę. Wtedy wpadła w depresję i zaczęła płakać, że nikt jej nie kocha i najlepiej będzie jeśli się zabije. Tak jest po każdej kłótni. 

Spokój jest kiedy trafia do psychiatryka. Spędziła tam większość wakacji po tym jak się pocięła. Wtedy rodzice odpoczęli na tyle, że ja wyciągnęłam mamę do fryzjera i kosmetyczki i na zakupy, a brat z tatą jeździli na ryby. Chodziliśmy do kina, bez nerwów i zastanawiania się o co będzie awantura. Teraz Klaudia też jest w psychiatryku, wyjdzie na święta. W dodatku zaraziła się kiłą od swojego chłopaka, który jest ćpunem. Oczywiście rodzice nie zgadzają się na ich związek. 

W ogóle rodzice są wyczerpani, wiem, że rozważają ubezwłasnowolnienie siostry po jej osiemnastce. 

Chciałabym, żeby Klaudia była normalna, ale to niem. Coraz częściej łapię się na myśli, że wyniesie się z domu i więcej jej nie zobaczymy, czym regularnie nam grozi.
Bartek (brat) zawsze był cichy i spokojny, ale jesteśmy ze sobą blisko i wiem, że to wszystko go dobija. 

Rozumiem, że Klaudia jest chora, ale bokiem mi wychodzi kiedy psycholog znowu twierdzi, że to wina choroby, a my musimy być dla niej oparciem i dawać jej poczucie, że w nią wierzymy i wspieramy. Szkoda tylko, że Klaudia ma nas wszystkich gdzieś.

#wU3nY

Nie mieszkam w Polsce.

Zawsze, gdy przyjeżdżam w odwiedziny, oglądam z mamą jej seriale, choć ich nie lubię.

Jest super szczęśliwa, gdy może streścić mi ostatni rok perypetii Mostowiaków, czy innych Pyrków (Pyrek?), więc próbuję zapamiętać jakieś główne wątki, by następnym razem móc o tym wspomnieć.
Dodaj anonimowe wyznanie