#yRUBV

Jejku, nawet nie wiem jak zacząć.. Nikt o tym z najbliższych nie wie i raczej się nie dowie.

Było to około 10 lat temu...
Tata pomagał dziadkowi na wsi przy żniwach. Robiła się pomału szarówka, a ja jako dziecko postanowiłam iść po tatę. Powiedziałam babci i poszłam. Kawałek drogi był za mną, a przede mną jeszcze około kilometra.

Jechał ciągnikiem... Dobry kolega dziadka i taty. Uśmiechnięty powiedział, że jedzie do nich i żebym wsiadała. Więc dziecko, widząc znajomego, wsiadło. Powiedział, żebym usiadła na kolanach. Usiadłam, jego ręce zaczęły jeździć po moich udach. Zapytał, czy chcę pokierować. Wstałam, wtedy jego ręka znalazła się pod spodenkami... A zaraz pod majtkami... Jego ohydne łapska zaczęły mnie masować. Jego ohydne palce zaczęły wchodzić w środek. Był taki obrzydliwy... Pytał, czy mi się podoba i mówił, żebym nikomu nic nie mówiła. Będzie to nasz mały sekret. Gdy dojechaliśmy, on jak gdyby nigdy nic uśmiechnięty, zadowolony powiedział tacie, że przywiózł mnie, bo tak biednie szłam, a już taka szarówka.

Czemu nikomu nigdy nic nie powiedziałam? Bo cholernie się tego wstydzę. Jakbym tam nie wsiadła... Nic by się nie stało. Wiecie co jest najgorsze? Widuję go bardzo często i on ma taki cholerny uśmieszek... Dzięki, że chociaż tu mogę się wygadać i nikt nie będzie wiedział kim jestem.

#IVsLT

Nie opowiem tego nikomu z moich znajomych, bo brzmi to po prostu głupio, nie wiem, czy ktoś to zrozumie.

Jestem chodzącą definicją stoicyzmu. Moich znajomych wkurza mój brak emocji, opanowanie. Nie biorę żadnych leków ani nie mam skłonności do ataków paniki.

W listopadzie przez około trzy tygodnie budziłem się dokładnie o trzeciej w nocy: otwieram oczy, leżę, próbuję zasnąć, sprawdzam czas i zawsze zastaję 2:59 i zaraz 3:00. Z czasem coraz ciężej było mi z powrotem zasnąć, wstawałem do pracy nieco bardziej zmęczony niż zazwyczaj, ale temat ginął w codziennym zabieganiu.

W ostatnim tygodniu pojawiły się w moich snach emitujące aurę niepokoju, karykaturalne postaci, wychudzone, z okrągłymi łysymi głowami, zapadniętymi oczodołami. Szły w dwóch liniach i ginęły za zakrętem ceglanego budynku. Sny jak to sny, często nie mają sensu czy kontekstu. Jednak ich oczy...  Budziłem się z przeszywającym uczuciem bycia obserwowanym, jakby ktoś właśnie wszedł do mojej sypialni. Walczyłem ze sobą, aby nie popadać w paranoję i próbować spać dalej. Resztę pierwszej koszmarnej nocy wyleżałem na plecach, w bezruchu.


Wracam właśnie z pracy, codzienna droga prowadzi mnie jednak do coraz bardziej podejrzanego miejsca, robi się ciemno, mimo że zazwyczaj wracam o czternastej. Znajomość trasy utrzymuje mój krok. Nie wiem dokładnie kiedy znalazłem się wewnątrz budynku bez okien z grubymi ścianami, na środku stertą ubrań. Starych, znoszonych, mających chyba pasiasty wzór, czego potwierdzić nie mogę przez ich stan. Wiercenie wróciło, poznałem je zaraz po jego charakterystycznym odczuciu jakie we mnie wywierało.


Obudziłem się...
Budynek zniknął, jednak emocje nie. Sprawdzam czas: 2:58, myślę tylko o absurdalności tego co się właśnie dzieje, dokładnie pamiętam wszystkie moje procesy myślowe, skłonności mózgu do wyszukiwania teorii spiskowych, wzorów.
3:00, ktoś mnie obserwuje, nie mogę już znieść całej tej sytuacji, palę światło w całym mieszkaniu, siadam w kącie w toalecie, czuję się jakby ktoś miał zaraz po mnie przyjść, jakby włamywacz był już w drodze do mojego mieszkania. Moje myśli zeszły na rozważania "jakim cudem dałem się omamić jakiejś manii, dlaczego to sobie robię?" Jednak coś trzymało mnie w skulonej pozycji boso na lodowatych kafelkach. Absolutna niespotykana w moim bloku, mimo nocy, głucha cisza. Nikogo ani niczego nie słychać.
Siedzę tak pogrążając się w nieodpartym poczuciu niebezpieczeństwa, popadając w szaleństwo.

Wszystko zakończyło się wraz z telefonem. Zadzwoniła moja koleżanka z pracy pytając, dlaczego jeszcze mnie nie ma, rozglądam się po pokoju - jestem w sypialni, właśnie się obudziłem, wyszedłem w pośpiechu spóźniony do pracy.

Minął tydzień, poczucie czystego horroru pozostało jednak do dziś.
Odwiedziłem jakiś czas temu specjalistę, nie stwierdzono u mnie żadnej psychozy.

#yMoQz

Jestem w ciąży. Ciąży, której chciałam. Pokochałam maleństwo, które jest we mnie, ale... nie mogę wybić sobie z głowy tego, że rośnie we mnie. Rączki, nóżki, włosy - strasznie mnie to odpycha. Wręcz obrzydza. Nie mam pojęcia czemu tak jest, próbuję z tym walczyć, ale to wraca.

#cC7ak

Zacznę od tego, że jestem audiofilem (miałem robione "ślepe testy", które potwierdzają to, że posiadam znacznie bardziej wyostrzony i dokładny słuch), ale też nie mówię tego na lewo i prawo, nie kolekcjonuję drogiego sprzętu oraz nie narzekam wszystkim na jakość dźwięku wszędzie wokół. Ot, prosty ze mnie człowiek z bardzo dobrym słuchem. Jedyne co łączy mnie z byciem audiofilem (poza dobrym słuchem) jest to, że dużo czytam o dźwięku, nagłośnieniu i po prostu bardzo dużo wiem z dziedziny nagłośnienia. W ten sposób trafiłem na konkurs, gdzie do wygrania była zniżka na naprawdę dobre słuchawki ze wzmacniaczem - najwyższa półka i olbrzymia cena.

Konkurs udało mi się wygrać. Kupon ważny był rok i w tym czasie odłożyłem resztę pieniędzy. Trzymałem je w swoim pokoju wpięte tymczasowo do komputera z braku lepszego sprzętu do odtwarzania muzyki (na ten wciąż odkładam pieniądze). I pewnego dnia pojawiła się u mnie w domu koleżanka mamy z 10-letnim dzieckiem. Wychodziłem z domu i na prośbę mojej mamy puściłem dzieciakowi jakąś grę na komputerze. Słuchawki z całym sprzętem schowałem do schowka zamkniętego na klucz.

Po kilku godzinach gości nie było. Wróciłem do domu. Komputer wyłączony, mama twierdzi, że wszystko w porządku. Nie było.. Klucz do kłódki jest w dwóch kopiach - jeden mam przy sobie. Drugi ma w razie czego ojciec. Mama go użyła, żeby dać dzieciakowi słuchawki, bo od głośników z monitora bolały je uszy i nie mogły spokojnie rozmawiać. Oczywiście słuchawki uległy zniszczeniu. Przycisnąłem mamę do ściany i wszystko mi opowiedziała. Wiedząc, co będzie się działo, potajemnie nagrałem to co mi zeznała. Najpierw upomniałem się o pieniądze, bo słuchawki można naprawić, ale tylko w autoryzowanym serwisie za koszt, który znacznie przekracza moje możliwości. Oczywiście usłyszałem odmowę. Więc pozwałem matkę chłopca do sądu.

Sprawę wygrałem, słuchawki w serwisie. Na osiedlu uchodzę za nadętego bogacza, który nie ma szacunku dla starszych. Rodzice nie komentują, bo wiedzą, że częściowo to ich wina. A ja zabezpieczenia wzmocniłem przed kolejnym takim incydentem.

Możliwe, że pojawią się oskarżenia o hipokryzję, gdyż twierdziłem, że nie zbieram drogiego sprzętu - to prawda, nie zbieram. Na słuchawki odkładałem z nadwyżki pieniędzy, a gdybym nie uzbierał, to miałem zamiar kupon wymienić na coś innego. Nie odejmowałem sobie chleba od ust dla kawałka metalu.

#TVbtZ

Po porodzie naturalnym z komplikacjami, moje narządy płciowe nadają się tylko do rekonstrukcji. Jednak w tej sytuacji znalazłam niespodziewaną satysfakcję. Kiedy leżę na plecach i puszczę bąka, czuję jak lokuje się on w mojej pochwie, gdzie później odczuwam go w formie mniejszego lub większego bąbelka.

#6vrIK

Pracuję w poradni ginekologicznej na recepcji. Często oprócz standardowo umówionych pacjentek pojawiają się przypadki na cito - czyli inaczej pilna sprawa. Wśród pacjentek ''pilnych'' wyróżnić można 3 grupy kobiet.
1. Problemy związane z ciążą,
2. Prośba o wypisanie recepty - głównie antykoncepcja lub tabletka ''dzień po'',
3. Kobiety z utkwionym przedmiotem w pochwie.
Do wszystkich kobiet z kategorii nr 3 - jeśli już musicie, to wkładajcie dezodoranty nie od strony zatyczki. Ona zazwyczaj zostaje i ciężko ją wyciągnąć. Nawet doświadczonemu lekarzowi :)

#fYZk5

O tym, jak moja mama zrobiła z mojego brata życiową kalekę. Nie róbcie tego swoim dzieciom!

Mój brat, Karol, był normalnym dzieckiem. Chodził do szkoły, grał w piłkę z kolegami itp. Problemy zaczęły się, kiedy Karol wszedł w okres dojrzewania. Szybciej niż u kolegów jego głos zaczął mutować, a on się tego wstydził, bo koledzy mieli jeszcze "normalne" dziecięce głosy. Wtedy zaczął unikać chodzenia do szkoły, symulował choroby, odciął się od chłopaków, nie wychodził prawie z domu. Mama zamiast kazać mu iść do szkoły, szybko załatwiła mu nauczanie indywidualne, czyli utwierdziła go w tym, że może się odciąć od ludzi i siedzieć w domu.

Doszło do tego, że Karol nie miał żadnych obowiązków domowych - kiedy trzeba było skosić trawę, robiłam to ja albo siostra. Całe dnie siedział przy komputerze i grał, a matka go tłumaczyła "on jest chory i nie może pomagać w domu". Kiedy pytałyśmy na co jest chory, mama nie potrafiła odpowiedzieć, motała się w zeznaniach, raz miał nerwicę, innym razem schizofrenię, jeszcze innym razem miał depresję czy borderline. Z tego co dowiedziałam się dopiero teraz, czyli po latach, psychiatra zdiagnozował mu tylko nerwicę. Dodam, że ja i siostra też miałyśmy problemy w okresie dojrzewania. Ja miałam dużą nadwagę, przez co też wstydziłam się chodzić do szkoły, bo rówieśnicy naśmiewali się ze mnie z tego powodu, ale na szczęście nade mną matka się nie użalała. Siostrze zaczął szybciej rosnąć biust, przez co też się wstydziła chodzić do szkoły, ale i nad nią mama się nie użalała, po prostu kazała iść i koniec. Obie musiałyśmy nauczyć się radzić sobie z problemami i przeciwnościami, dzięki temu dziś sobie radzimy życiowo.

Ja i siostra poszłyśmy do pracy zaraz po szkole, ja w wieku 18 lat, siostra chyba 19. Kiedy Karol skończył naukę, też chciał iść do pracy tak jak my, ale mama stwierdziła, że to za wcześnie i niech jeszcze posiedzi w domu, aż się "wyleczy", a ona mu wszystko zapewni. Słowem, chciała go chronić przed całym światem i przed nim samym.

Lata leciały, dziś Karol ma 30 lat i NIGDY nie pracował. Jest już na tyle przyzwyczajony do wygód, że jak sam twierdzi, on do pracy już nie pójdzie. Rodzice go utrzymują, teraz mama pluje sobie w brodę, ale jest za późno. Kiedy ktoś Karolowi każe choćby zmyć gary, on dosłownie wpada w szał i wymienia wszystkie swoje zmyślone choroby, które rzekomo utrudniają mu jakikolwiek wysiłek, podczas gdy ma zdiagnozowaną tylko jedną - wspomnianą nerwicę. Ja mam zdiagnozowaną depresję, nerwicę, stany lękowe, do tego nadciśnienie, zwyrodnienia kręgosłupa i wiele innych rzeczy, siostra ma borderline, obie pracujemy i nie robimy z siebie ofiar losu. Bo nie my pierwsze i nie ostatnie mamy problemy ze zdrowiem!
Karol, cóż... boję się, że za jakiś czas będziemy go utrzymywać, jak rodziców zabraknie.
Dodaj anonimowe wyznanie