#esMbi

Kilka miesięcy temu kupiłem papugę i regularnie ją tresuję.

Co w tym anonimowego? Uczę papugę używać wulgaryzmów i obraźliwych słów, żeby mogła je mówić innym, bo ja jestem zbyt miły dla otoczenia i każdy to wykorzystuje.

Umie już mówić "Ty ch**u" na zawołanie. Często poprawia mi humor.

#4ZL2X

Mam ciężki zawód, nieistotne jaki. Co wieczór zasiadam więc do wina i piję, dopóki nie usnę. Nie mogę spać, więc piję i przeglądam internet.

Ostatnio (w tamtym momencie ostatnio, czyli jakiś rok temu) w mojej okolicy grasowała grupa przestępców, którzy kradli rozmaite przedmioty ogrodowe. Coś mnie pokusiło, żeby tej nocy sprawdzić monitoring. Mieszkam sam w dużym domu z ogrodem, nudziło mi się i stwierdziłem, że jak co czwartek pooglądam sobie walki kotów na żywo. Od godziny oglądałem obrazy z różnych stron posesji, gdy nagle ku mojemu zdziwieniu zauważyłem na moim podjeździe trzech rosłych mężczyzn, którzy prowadzili zamaszystą gestykulację, a z ich postaw było można wywnioskować, że o coś się kłócą. ,,Interesujące" - pomyślałem. Postanowiłem nie wzywać jeszcze policji i zobaczyć jak potoczy się dyskusja. W pewnym momencie jakby znikąd pojawia się niewiasta. Wkurzona niewiasta. Zaczyna machać rękoma, zarzucać włosami, wskazywać palcem jednego z mężczyzn. Nagle BUM, poszedł w jego stronę soczysty plaskacz. Myślę sobie "Co za komedia, co tu się dzieje?". Pozostałych dwóch próbuje odciągnąć kobietę, ale zręcznie udaje jej się wydostać z ich objęć i zaatakować osobnika swoim butem. Teraz samiec biega wokół karmnika, a niewiasta w szale próbuje trafić go torebką. Za nią podąża dwóch osiłków, którzy potem rezygnują i postanawiają nie wtrącać się w ich konflikt.

Sam nie wiem dlaczego w tamtym momencie jeszcze nie wezwałem policji, naprawdę się zaangażowałem w tę dramę.

W jakiś sposób mężczyźnie udaje się unieruchomić rozżaloną kobietę. Rozpoczyna się 20 minut monologu i spokoju. W tym czasie postanawiam dolać sobie wina. Prawie pogodziwszy się, że to już koniec spektaklu, zauważyłem, że jeden z mężczyzn dzierży w dłoni skrzynkę. "To piwo?" - pomyślałem, ale tym razem już na głos. Przeszli na drugą stronę ścieżki i zauważyłem, że delikwent otwiera browara o moją drewnianą altankę! No tego to już było za wiele! Przełączam się na inny obraz i widzę, że facet wyciąga ze skrzynki coś jeszcze. Przyglądam się i nie jestem w stanie zidentyfikować tego przedmiotu. Nie musiałem długo się zastanawiać, gdyż tym cennym, wartym włamania czymś była paczka prezerwatyw...

Kolejne dwie godziny spędziłem na oglądaniu orgii uprawianej na trawniku w moim ogrodzie. Grupa imprezowiczów przed zakończeniem zabawy postanowiła zabrać ze sobą metalowe składane krzesełko ogrodowe.

Rano zgłosiłem sprawę na policję.
Anonimowe w tej historii jest tylko to, że te dwie godziny masturbowałem się i wyobrażałem sobie udział w orgii z włamaniem.

#hM94q

Zerwałam z moim chłopakiem po tym, jak dowiedziałam się o jego zdradzie. Nie walczył o mnie, tylko od razu zgodził się na wyprowadzkę i zaczął szukać dla siebie jakiegoś mieszkania do wynajęcia.  Wtem nagle w życie weszła ta cała zasrana kwarantanna i w efekcie Robert nie zdążył znaleźć jeszcze żadnego lokum, niby szuka, ale nie znajduje niczego ciekawego. Nie wiem, czy faktycznie nie może znaleźć, czy to jakaś jego gierka, ale fakt jest taki, że teraz siedzimy razem i jesteśmy dosłownie uwięzieni pod jednym dachem. Na szczęście mam dwa pokoje, więc jakoś podzieliliśmy sobie przestrzeń na ten chory czas.

Musiałam jakoś wyrazić swoją frustrację, więc codziennie się na nim mszczę i dosypuję mu do porannej herbaty środek na przeczyszczenie, a ten sra całe dnie, aż go tyłek piecze i myśli, że to z nerwów.

#ZG1Ke

Mój brat to życiowy nieudacznik, aż wstyd się przyznać. Od zawsze były z nim problemy. Nie chodził do szkoły, kradł rodzicom pieniądze. Tu nawet nie chodziło o "złe towarzystwo", bo nie miał żadnych kumpli, a jak już jakiś się pojawiał, to na chwilę.

Rodzice starali się go jakoś ujarzmić, tak żeby chociaż dokończył gimnazjum - nic z tego. Edukację zakończył równo ze swoimi 18 urodzinami i jedyne, co potem robił, to siedział w domu. Po pół roku rodzice zagrozili eksmisją, jeśli nie weźmie się do roboty. Po miesiącu jakimś cudem przekonał rodziców, by dali mu pieniądze na wyjazd do Niemiec. Potrzebował na transport, jakąś kwaterę i życie, dopóki nie zarobi na miejscu. Ponoć kumpel miał mu pomóc z pracą. Rodzice, zadowoleni, że się go pozbędą, dali mu 5 tys. złotych i życzyli powodzenia.

Po roku wrócił i wydało się, że kasę przehulał, do Niemiec nie pojechał i mieszkał u jakiegoś małżeństwa przez rok. To małżeństwo wydzwaniało potem do mojej mamy, żeby oddała za syna pieniądze, jakie napożyczał od ludzi. Ostatecznie, po bodajże pół roku żerowania na rodzicach, przyszła policja i siedział za długi.

Gdy wyszedł z więzienia po dwóch latach, rodzice nie chcieli już go wpuścić pod swój dach. Do mnie też przyszedł, ale odmówiłam. Nie chciałam mieć problemu na głowie, tym bardziej że rok wcześniej urodziłam córkę. Nawet nie chciał jej zobaczyć.

Poszedł do siostry mojej mamy, starej panny. Tak ją omamił, że dała mu 10 tysięcy ze sprzedaży auta. I był spokój. On mieszkał sobie z ciocią i chyba im się układało. Kilka razy nawet poszłam go odwiedzić i wydawał się taki miły, taki inny. Aż żałowałam, że nie wypuściłam go wtedy pod swój dach.

Nie minęło pół roku, a on zaczął się ogłaszać na Fb, że wydaje książkę. Byłam bardzo ciekawa. Podpytywałam go o tematykę, ale nie chciał powiedzieć. Jako że amatorsko zajmuję się fotografią, zrobiłam mu kilka zdjęć na okładkę.

Po jakimś czasie wyszła książka. Pochodzimy z małego miasteczka (ok. 6 tys. mieszkańców) i każdy każdego zna, więc wiadomo, że wszyscy ją chcieli przeczytać. Dostałam od niego egzemplarz, przeczytałam od deski do deski... i nie mogę do teraz uwierzyć.

Oczernił rodziców, mnie, mojego męża, a nawet ciotkę, która mu pomogła. Wyzywał nas od złodziei, że to niby my kradliśmy pieniądze i on ZA NAS siedział w kiciu. Rodziców nazwał alkoholikami i opisywał wyssane z palca awantury w domu. Wszystkie swoje niepowodzenia zwalił na nas, na rzekomą patologię w domu. Mnie i mojego męża oskarżył w książce o to, że wybudowaliśmy dom z kradzionych materiałów od klientów (mąż ma małą firmę budowlaną). Pozmieniał imiona i nazwiska, ale firmuje książkę swoim nazwiskiem, a opisuje dzieje rodziny, więc każdy, kto zna nas choć trochę, wie o kogo chodzi.

Jestem po prostu wściekła.

#p8cYL

Mój chłopak oświadczył mi się wczoraj. W nietypowy sposób, bo na balkonie, podczas kwarantanny. Zapytałam go, skąd ten pomysł na takie spontaniczne i oryginalne oświadczyny… Powiedział, że „to z tych całych nudów na kwarantannie”. Po czym dodał: „No i ty zarabiasz ładnie, a ja nie wiem, czy będę miał pracę za tydzień”.

Cóż za szczęście mieć takiego romantyka u boku...

#ZjbFY

Mam nietypowego kolegę, powiedzmy Kamila, który nigdy nie odpuszcza i nie daje sobie w kaszę dmuchać. Akcja działa się w Szczecinie przy Manhattanie, dawno temu, kiedy telefonowanie do kogoś było drogie - to ważne.

Zaczepił go młody chłopak na ulicy, prosząc o pieniądze. Mój kolega spytał czemu nie pójdzie do pracy. Koleś powiedział, że zbiera pieniądze na odzież ochronną, bo chce pracować w warsztacie samochodowym, a na rodziców nie ma co liczyć - alkoholicy. Mój kolega pokazał mu, gdzie facet najmuje ludzi do pracy z ulicy przy przeprowadzkach - noszenie mebli itp. Kamil postanowił pomóc młodemu chłopakowi i przyjęli się razem na jeden dzień do pracy, a szefo potwierdził "nie będziecie stratni" i zapewnił, że wypłata będzie wystarczająca na ubranie robocze, buty ze stalowymi noskami i rękawice.

Pracowali 8 godzin - dwie osoby. Noszenie mebli w ciasnych blokach bez windy. Kamil - kulturysta - był odpompowany. Kiedy przyszło do wypłaty, dostali 20 zł. Kamil spokojnie wytłumaczył, że nie taka była umowa. Szefo zaczął straszyć policją, bo pracowali na czarno. Wtedy Kamil wyjaśnił mu, że z policją to on może mieć problem, że zatrudniał na czarno. Szefo tylko powiedział, aby nie był taki cwany, po czym wsiadł do auta i uciekł.

Kamil postanowił się zemścić. A skoro zemsta smakuje najlepiej na zimno, odczekał miesiąc, wszystko planując.

Po miesiącu kupił kartę telefoniczną Tak Tak (nierejestrowaną) i zadzwonił do szefa prosząc o dużą przeprowadzkę 80 km od Szczecina (dwa auta ciężarowe - 6 osób). Szefo nie poznał głosu Kamila i bardzo się zapalił, bo Kamil zgodził się na wysoką opłatę - bo mu się spieszy, bo mu zależy. Szefo był cwany, poprosił o telefon z numeru stacjonarnego, ale Kamil się wykręcił mówiąc, że telekomunikacja już mu odłączyła telefon. Prosił grzecznie, zgadzał się na wszystko. Szefo widać już liczył pieniądze przed oczami - zgodził się.

Następnego dnia auta ruszyły ze Szczecina i kiedy dojeżdżały na umówiony adres, Kamil zadzwonił do dowodzącego kierowcy (szefo został w firmie), że pomyłkowo podał zły adres przeprowadzki. Ten nowszy był ponad 40 km dalej - czyli razem 120 km od Szczecina. Kierowca pojechał i jak się domyślacie, nikogo tam nie zastał. Kamil wyłączył telefon.

Włączył go następnego dnia. Połączeń nieodebranych - dziesiątki.
Szefo w końcu się dodzwonił - Kamil odebrał i odkrył wszystkie karty. Przypomniał historię sprzed miesiąca, przez którą szefo teraz musi zapłacić 6 osobom za cały dzień i za benzynę dwóch aut ciężarowych, które pokonały 240 km każda - łącznie 480 km. Szefo wyzywał Kamila przez telefon od najgorszych, straszył, że go znajdzie i odzyska kasę. Kamil spokojnie z uśmiechem mu wyjaśnił, że dodzwonił się na Tak Taka i że kartę zaraz wyrzuci, a w ogóle to nadal traci pieniądze, bo... dzwoni do niego. Szefo się rozłączył.


Kamil, pozdrawiam Cię. GT

#CVHod

Gdy miałam 10 lat, koleżanki w klasie zaczęły nosić staniki. Byłam okropnie zazdrosna, że ja mimo miseczki A go nie miałam. Mama ze mną jeszcze o "tych sprawach" nie rozmawiała, więc pomyślałam, że coś wykombinuje na własną rękę. Strasznie się wstydziłam iść do sklepu i po prostu kupić stanik. Poszperałam w szufladzie mamy (choć ona miała C) z nadzieją, że coś znajdę dla siebie. I nagle tadaaam! Czarny koronkowy stanik, bez fiszbin, zapinany na klamerki na ramionach. Pomyślałam, że to jest to. Poszłam do łazienki go przymierzyć i pasował jak ulał. Zdziwiło mnie jednak to, że wkłada się go przez głowę.

Zadowolona na następny dzień włożyłam swoją zdobycz, tak żeby nikt nie zauważył z domowników, że mam go na sobie, po czym poszłam do szkoły. Po wf-ie w szatni specjalnie zmieniałam koszulkę nieco dłużej, żeby koleżanki zauważyły, że i ja noszę stanik. Ale one nawet nie zwróciły uwagi. Ależ byłam zła! Nie bacząc na to, nosiłam go codziennie z nadzieją, że ktoś w końcu zauważy ramiączka odciskające się na mojej koszulce.
Aż pewnego dnia po wf-ie przyjaciółka spytała, gdzie kupiłam stanik. Wytłumaczyłam jej, że znalazłam u mamy w szufladzie z bielizną i "pożyczyłam". Koleżanka po obejrzeniu bielizny stwierdziła, że to nic innego jak pas do pończoch.
W wieku lat 10 nie przypuszczałam, że coś takiego istnieje.

#2Pr8w

Moi rodzice na starość głupieją, a ja nie wiem co mam zrobić.
Wszystko zaczęło się 8 lat temu. Przez 20 lat życia byłam jedynaczką, moi rodzice wychowywali mnie mądrze, dużo czasu spędzaliśmy razem, jeździliśmy na wycieczki, chodziliśmy do parku, na basen, czy po prostu graliśmy w karty. Moje dzieciństwo i młodość wspominam wspaniale.

Nagle, 8 lat temu, rodzice poinformowali mnie, że będę miała rodzeństwo. Trochę dziwnie, tym bardziej że oboje byli już w okolicach czterdziestki, no ale OK, ich sprawa. Z tym że rok później mama zaszła znowu w ciążę. A potem znowu i znowu. Teraz mam 28 lat i piątkę młodszego rodzeństwa, gdzie najstarsze ma 7 lat, a najmłodsze rok. Nie wspominając o tym, że lekarze już przy drugiej ciąży odradzali mamie kolejne, ze względu na wiek i płynące z tego zagrożenia. Mama 2 razy poroniła, ale dalej robili sobie dzieciaki, bo nagle zamarzyła im się duża rodzina.
Ja w międzyczasie wyjechałam na studia za granicę. Rodzicom od razu postawiłam sprawę jasno, że jeśli oni zachorują lub umrą, to ja tymi dziećmi zajmować się nie będę. Brutalnie, ale sama nie chcę mieć dzieci, nie lubię ich, do tego w domu rodzinnym bywam rzadko i przez to, oraz przez dużą różnicę wieku, nie mam z nimi dobrego kontaktu, nie czuję z nimi więzi, jaką powinno czuć się z rodzeństwem.

Kolejną głupotą jest to, że niedawno kupili dom. Bardzo się zdziwiłam, bo rodzice byli raczej biedni, oboje zarabiali najniższe krajowe, niby teraz doszła im kasa z 500+, ale mama musiała odejść z pracy, żeby zająć się dziećmi, więc na jedno wychodzi.
Na dom pożyczyli pieniądze od jakiegoś podejrzanego faceta, a gdy zobaczyłam w jakim stanie jest ten budynek, to prawie się popłakałam. Brak łazienki, łyse ściany, brak ogrzewania, brak ocieplenia, stare nieszczelne okna. Rodzice nie mają kasy na remont, bo muszą oddawać to co pożyczyli na zakup. A więc mają dom, w którym nie mogą mieszkać, więc wynajmują małe dwupokojowe mieszkanie i tam żyją w 7 osób w potwornym ścisku.

Nie wiem co się stało z moimi wspaniałymi, rozsądnymi rodzicami. Wychowali mnie na dobrego i mądrego człowieka, nauczyli jak podejmować w życiu dobre decyzje, a teraz sami zachowują się gorzej niż dzieci, podejmują decyzje bez uwagi na konsekwencje i nie widzę w ich zachowaniu żadnego głosu rozsądku.
Jednak najbardziej szkoda mi mojego rodzeństwa. To kochanie dzieciaki, ale mają przewalone od początku. Rodzice nie poświęcają im zbyt wiele uwagi, tata ciągle pracuje, a mama jest zbyt zmęczona ogarnianiem domu, by jeszcze się z nimi bawić czy choćby zabrać je na plac zabaw.
A ja chciałabym im jakoś pomóc, wysyłam im co miesiąc kasę, kupuję ubrania, ale to wciąż za mało. Jednocześnie zbyt ciężko pracowałam, by znaleźć się w miejscu, w którym jestem, aby zrezygnować z tego przez głupotę rodziców. Nie mam w sobie tyle altruizmu.

#KGkte

Mój ojciec jest pedofilem.

Podchodzę z bardzo biednej i patologicznej rodziny. Moi rodzice byli uzależnieni od alkoholu, w zasadzie to nie pamiętam ich trzeźwych. Sam ojciec dość rzadko bywał w domu - więcej czasu zaczął tam spędzać, jak miałem jakieś 9-10 lat. Wtedy pamiętam, że zaczynał się do mnie dobierać. Matka zawsze była zbyt uchlana, żeby cokolwiek z tym zrobić, a nawet jak od święta wypiła tylko jeden kieliszek, to nigdy jej to jakoś nie przeszkadzało. Ojciec bił ją i mnie. Bił mnie, a potem dotykał.

Pewnego dnia, kiedy za bardzo go zdenerwowałem, po prostu mnie wykorzystał. Nie będę wchodził w szczegóły. A matce to nie przeszkadzało. Ważne, że do niej wracał. Ważne, że miała z kim pić.
Jak miałem 15 lat, to uciekłem z domu. Niedługo później zamieszkałem u ciotki.
Mimo że minęło już 9 lat od samej mojej ucieczki, wciąż doskonale pamiętam moje codzienne piekło.

Niedawno dowiedziałem się, że mój rodzice mają dziecko. Syna. Boję się o niego, ale równie bardzo boję się stawić czoła mojemu oprawcy. Wciąż mam traumę i jestem tchórzem i wiem, że jeżeli coś się stanie temu chłopcu, to będzie to również i moja wina, ale na samą myśl o moich rodzicach mnie paraliżuje. Boję się dotyku, specyficznych słów, gwałtownych ruchów i dźwięków, w życiu nie tknąłem alkoholu. Mimo mnóstwa wizyt u psychologa i psychiatry nie czuję się lepiej. Wciąż się ich boję.

#0HIHb

Niestety, jestem brzydka. Obojętnie co zrobię, jakkolwiek o siebie zadbam, cokolwiek ubiorę, nie zmieni to faktu, że mam brzydką twarz. Nieproporcjonalną, niesymetryczną.
Od dziecka borykam się z tym problemem, ale dopiero w wieku nastoletnim dotarło do mnie, że nikt nie będzie chciał być w związku z taką dziewczyną jak ja. Jestem miła, towarzyska, zabawna, mam wielu przyjaciół, ale nikt nigdy nie pomyślał o mnie jak o partnerce.

Na studiach wynajmowałam mieszkanie razem z bardzo przebojowymi dziewczynami, często robiłyśmy imprezy. Było fajnie, gry towarzyskie, alkohol, tańce, ale oczywiście nikt się mną nie interesował. Raz, po mocno zakrapianej imprezie u nas na chacie, poszłam się położyć do swojego pokoju. Kilka osób miało u nas nocować. Jeden chłopak wszedł do mnie do pokoju, mówił, że też chce się już położyć i zapytał, czy może spać na podłodze. Zgodziłam się, mimo iż faceci mieli spać u koleżanki, a ona u mnie. Po jakiejś pół godzinie gość wgramolił mi się do łóżka. Oczywiście zapytał, czy chcę się zabawić, ale myślał, że jestem pijana. Nie byłam bardzo wstawiona i zgodziłam się. Sam fakt, że ktoś się do mnie przytula był nowy i niesamowicie przyjemny. Mogłam go obejmować, być z nim, w głowie udawałam, że jesteśmy parą. I wiedziałam, że to może być jedyny raz, jedyna szansa na zbliżenie z facetem, więc wykorzystałam ją.
Od tamtej pory minęło 6 lat, a ja ciągle jestem sama. To był jedyny raz, jedyna przygoda, jaką miałam z mężczyzną.
Oczywiście mogłabym łazić po klubach i wierzę, że udałoby się kogoś złapać, ale mi nie o to chodzi. Cierpię z powodu tej samotności, tego braku przytulania, bliskości. Miałam tylko namiastkę tego i cieszę się, że chociaż tyle, ale tęsknię za tym...

W zeszłym roku miałam operacje uszu i nosa, robiłam nadgodziny w pracy, wieczorami korki dla studentów - długo na nie oszczędzałam, ale to nie załatwia sprawy. Jest trochę lepiej, ale natury nie oszukasz... Po konsultacji w klinice zaczęłam oszczędzać na kolejne operacje. Może przed 40 uda mi się wyglądać ładnie. Rodzice też do pięknych nie należą i wyśmiewają moje decyzje. Krytykują na każdym kroku.

Ładnym ludziom jest w życiu łatwiej. Chciałabym, żeby ktoś zwrócił na mnie uwagę, pokochał mnie. Chciałabym kochać.
Wkurzają mnie te wszystkie filmy, gdzie mówi się o samoakceptacji, pogodzeniu się z losem, własnym ciałem. Ja mogę siebie polubić, co nie zmieni faktu, że nikt inny nie zacznie postrzegać mnie jako osobę ładną.
Ludzie z pracy, przyjaciele znają mnie jako osobę towarzyską, zabawną. W towarzystwie dobrze się bawię, ale wystarczy, że popatrzę w lustro i nienawidzę siebie jeszcze bardziej, że zobaczę parę w parku i strasznie cierpię z tej samotności.
Dodaj anonimowe wyznanie