#ZG1Ke
Rodzice starali się go jakoś ujarzmić, tak żeby chociaż dokończył gimnazjum - nic z tego. Edukację zakończył równo ze swoimi 18 urodzinami i jedyne, co potem robił, to siedział w domu. Po pół roku rodzice zagrozili eksmisją, jeśli nie weźmie się do roboty. Po miesiącu jakimś cudem przekonał rodziców, by dali mu pieniądze na wyjazd do Niemiec. Potrzebował na transport, jakąś kwaterę i życie, dopóki nie zarobi na miejscu. Ponoć kumpel miał mu pomóc z pracą. Rodzice, zadowoleni, że się go pozbędą, dali mu 5 tys. złotych i życzyli powodzenia.
Po roku wrócił i wydało się, że kasę przehulał, do Niemiec nie pojechał i mieszkał u jakiegoś małżeństwa przez rok. To małżeństwo wydzwaniało potem do mojej mamy, żeby oddała za syna pieniądze, jakie napożyczał od ludzi. Ostatecznie, po bodajże pół roku żerowania na rodzicach, przyszła policja i siedział za długi.
Gdy wyszedł z więzienia po dwóch latach, rodzice nie chcieli już go wpuścić pod swój dach. Do mnie też przyszedł, ale odmówiłam. Nie chciałam mieć problemu na głowie, tym bardziej że rok wcześniej urodziłam córkę. Nawet nie chciał jej zobaczyć.
Poszedł do siostry mojej mamy, starej panny. Tak ją omamił, że dała mu 10 tysięcy ze sprzedaży auta. I był spokój. On mieszkał sobie z ciocią i chyba im się układało. Kilka razy nawet poszłam go odwiedzić i wydawał się taki miły, taki inny. Aż żałowałam, że nie wypuściłam go wtedy pod swój dach.
Nie minęło pół roku, a on zaczął się ogłaszać na Fb, że wydaje książkę. Byłam bardzo ciekawa. Podpytywałam go o tematykę, ale nie chciał powiedzieć. Jako że amatorsko zajmuję się fotografią, zrobiłam mu kilka zdjęć na okładkę.
Po jakimś czasie wyszła książka. Pochodzimy z małego miasteczka (ok. 6 tys. mieszkańców) i każdy każdego zna, więc wiadomo, że wszyscy ją chcieli przeczytać. Dostałam od niego egzemplarz, przeczytałam od deski do deski... i nie mogę do teraz uwierzyć.
Oczernił rodziców, mnie, mojego męża, a nawet ciotkę, która mu pomogła. Wyzywał nas od złodziei, że to niby my kradliśmy pieniądze i on ZA NAS siedział w kiciu. Rodziców nazwał alkoholikami i opisywał wyssane z palca awantury w domu. Wszystkie swoje niepowodzenia zwalił na nas, na rzekomą patologię w domu. Mnie i mojego męża oskarżył w książce o to, że wybudowaliśmy dom z kradzionych materiałów od klientów (mąż ma małą firmę budowlaną). Pozmieniał imiona i nazwiska, ale firmuje książkę swoim nazwiskiem, a opisuje dzieje rodziny, więc każdy, kto zna nas choć trochę, wie o kogo chodzi.
Jestem po prostu wściekła.
Skierujcie sprawę do sądu, jak siedział to widocznie bardzo mu się tam podobało.
I skontaktujcie się z wydawcą w sprawie wycofania publikacji.
Na jakiej podstawie skoro to fikcja literacka? I nie jestem złośliwa, tylko ciekawa.
@Dispater
Jeśli opis bohaterów książki umożliwia powiązanie ich z prawdziwymi ludźmi, to można coś ugrać. Zapoznaj się z procesem wytoczonym Andrzejowi Żuławskiemu przez Weronikę Rosati.
@Dispater Książka "Amok" też miała być fikcją literacką, jednak udało się powiązać wydarzenia z książki z przestępstwem.
To inna sprawa, bo ta książka dokumentuje przestępstwo. Gdyby było analogicznie to na podstawie książki brata można by było wsadzić do więzienia rodzinę, a nie jego.
Sąd, zmiana imion i nazwisk nie pomoże
bardzo proszę o tytuł książki napisanej i wydanej własnym sumptem przez absolwenta , chyba, gimnazjum:))) i tak nie znam autora i jego rodziny ale poczytam chętnie:)))
Co to za bzdury? Nie był w stanie skończyć gimnazjum a napisał książkę którą w ogóle dało się czytać? I którą w ogóle ktoś odważył się wydać? Do tego by musiał zatrudnić profesjonalnego redaktora żeby poprawił jego wypociny. A poza waszym miasteczkiem nikogo by ta książka nie interesowała. W ogóle w takich miasteczkach ludzie nie czytują raczej książek , a już szczególnie podczas pandemii.
Nie wiem, czy historia jest prawdziwa, ale wydrukowanie książki jest możliwe. Zlecasz druk w wydawnictwie drukującym na żądanie - wydadzą Ci wszystko, bez korektora, redaktora (tzn. w ofercie rzekomo jest, ale w praktyce jeśli nawet, to jest to student z łapanki na zlecenie - te książki z drobnymi wyjątkami nie przechodzą rzetelnej redakcji), byle tylko klient zapłacił.
Wydał mały nakład za który sam zapłacił z kradzionych pieniędzy. Książkę pisał sam i bez jakiejkolwiek korekty ją wydał. Są tam błedy stylistyczne, gramatyczne, kardynalne, a nawet orta wyłapiesz. On to uważa za arcydzieło. Ludzie na fb mu piszą, że świetna książka bo zadaje się x taką samą patologią jak on sam.
Na jakiej podstawie twierdzisz, że ludzie w małych miastach nie czytają książek? Dysponujesz jakimiś badaniami na ten temat?
Abstrahując od tego czy to dobrze czy źle...
Kurde, nie dziwię się. Idźcie z tym do sądu, chory człowiek...
no i pyk, masz dowod na sprawe o znieslawienie i pomowienie
a wtedy juz widze sequel- rodzice po raz drugi wsadzili mnei do wiezienia
tym razem prawdziwa ;p
Hvafaen Jeśli napisał, ze pisze o swojej rodzinie i nazwał ich ojciec, matka, siostra itd. to zmiana nazwisk wątpię, ze wystarcza. Chociaz nie jestem prawnikiem, także ręki sobie nie dam uciąć.
Skanalizuj swoja wscieklosc. Napisz ksiazke. Wstepna reklame juz masz.
Na co czekasz, pozywaj gnoja o zniesławienie i pomówienie, przy okazji o rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji. Art. 212 KK zawiera wszystko łącznie.
Taka opcja - na swoim fb możesz napisać recenzję.
A które to wydawnictwo zaryzykowało wydanie takiego "dzieła"? Pewnie wydał własnym kosztem, ale sprzedawać będzie na targu? Obojętnie w jaki sposób wydał, masz możliwość wystąpienie do sądu o wstrzymanie dystrybucji "dzieła", w którym szkaluje Twoją rodzinę. Swoją drogą mam też brata-gnojka, ale opisanie jego faktycznych świństw jakoś nie dałoby mi chyba żadnej satysfakcji.