Napoje "zero". Mieszkam w UK i jest tu podatek "od cukru". W fast foodach cola zwykła jest droższa (minimalnie) od tej bez cukru. Wszędzie jest promowane picie bez cukru, cukier to śmierć i chyba największe zło tego świata... No i spoko, ale jaki ma sens kupowanie słodzików, napojów typu "zero", jak na obiad bierze się jedzenie, które jest albo mrożone, albo wkładasz do mikrofalówki i gotowe?
Tradycyjne śniadanie: fasolka, tosty, jajko sadzone, bekon... I cola zero...
Typowy obiad: mrożone, gotowe wcześniej obiady, które wkładasz do piekarnika na 20 minut... ale herbatka słodzona słodzikiem.. Ludzie dorośli 25+ lat mówią mi, że NIGDY w życiu nie gotowali.
Osiedlowy sklep ma pełną opcję jedzenia typu pizza, mrożone dania, zupy w puszkach, dania do mikrofali i może znajdziesz tam świeże owoce i warzywa. Cukierki, żelki i inne słodkości są mega tanie.
Ja osobiście nie znoszę smaku sztucznego słodzika i wolę sobie coś ugotować i napić się normalnej coli (czego nie robię za często), niż pić rzeczy ze sztucznym słodzikiem. Można kupić colę "normalną", ale inne tego typu napoje są już mniej dostępne. No i wkurza mnie nie ta nagonka na cukier. Super, że jest alternatywa, ale jak ktoś pochłania niezdrowe jedzenie, to naprawdę już wielkiej różnicy nie robi ten cukier...
P.S. dla wszystkich którzy chcą powiedzieć jak dużo jest cukru w coli, to zaznaczę, że nie chodzi mi tylko o popularne napoje, ale też używanie słodzika do herbaty czy kawy.
Jestem do tego stopnia samotna, że mój mózg w nocy "wyśniewa" mi wymyślonych znajomych, z którymi fajnie spędzam wtedy czas. Zawsze robimy coś, co nareszcie pozwala mi odczuwać radość, czego za dnia raczej nie doświadczam. Za każdym razem daję się oszukać i trwam w tym chwilowym złudzeniu, że komuś na mnie naprawdę zależy.
Po okropnej awanturze zostawiłam męża i wyjechałam z naszym małym dzieckiem do rodziny. Nie rzuciłam go definitywnie, wiedział, że jeśli się zmieni, znajdzie pracę, pójdzie na leczenie, to wrócimy do domu. Wczoraj przyjechał odwiedzić synka, a mnie przepraszał, zapewniał, że zrobi dla nas wszystko... pewnie wiele osób zna ten błagalny bełkot. Nawet przez chwilę wierzyłam, że będzie dobrze i nie ruszy więcej alkoholu, jak mówił. Dałam mu kilka złotych. Na zupki dla dziecka, bo u mnie na wsi nie ma, a on wracał do miasta. Wieczorem moja mama musiała pilnie jechać do apteki, pomyślałam, że zabiorę się z nią, zobaczę co u niego, a mały spędzi jeszcze trochę czasu z ojcem. Zupek nie było. Za to mój wspaniały mąż znowu był w stanie mocno wskazującym. Kopnęłam go w dupę, tym razem całkowicie poważnie, i zagroziłam, że bez leczenia nie zgodzę się na kontakt z małym.
A prawda jest taka, że dziecko wcale tych zupek nie potrzebowało. Dałam mu pieniądze, żeby go przetestować. Dziesiątki kilometrów ode mnie mógł z palcem w tyłku udawać trzeźwego, bo niby jak to sprawdzę? Moja mama wcale nie potrzebowała do apteki. Zawiozła mnie tylko po to, żebym mogła sprawdzić, czy rzeczywiście nie pije. Zostałam samotną matką ze złamanym sercem i to niecały rok po ślubie. Ale szczerze mówiąc, to pozbyłam się niepewności i teraz mogę ułożyć sobie życie od nowa.
Człowiek uczy się całe życie. Wczoraj na przykład dowiedziałem się, że niektóre osy lubią budować gniazda w bardzo dziwnych miejscach. Ot, dajmy na to - pod klapą silnikową samochodów, których długo się nie używa. Kolejnym elementem istotnej wiedzy, który posiadłem to fakt, że gniazda os są znacznie mniej wytrzymałe niż może się wydawać i na przykład mogą ulec zniszczeniu podczas otwierania przez nieświadomego mężczyznę takiej to właśnie klapy samochodu, pod którym gniazdko sobie „uwiły”. To jednak nie koniec nauki! Dowiedziałem się też, że jak człowieka ugryzie paręnaście os jednocześnie, to może on dostać wstrząsu anafilaktycznego i w stanie ciężkim trafić do szpitala.
Pozdrawiam was serdecznie spod kroplówki. Lekarz mówi, że mój stan powoli się poprawia i jak wszystko dobrze pójdzie, to wyjdę pojutrze.
Będzie obrzydliwie!
Było to 10 lat temu, byłam na finiszu pierwszej ciąży. Zebrało nam się z mężem na amory. Robił mi dobrze językiem i już prawie dochodziłam, kiedy przerwał i wypluł coś na rękę. Okazało się, że odszedł mi tzw. czop śluzowy. Możecie sobie wyobrazić, co musiał wtedy czuć...
Dla ciekawskich: niestety nie skończył, bo zwymiotował (czemu się wcale nie dziwię), ale spokojnie, jesteśmy szczęśliwym małżeństwem :D (trzy dni później urodziłam).
Mam 38 lat i 11-letnią córkę. Jestem raczej przystojnym facetem, bardzo o siebie dbam i często chodzę w garniturze. Myślę, że to przez to przyciągam wiele kobiet, często młodszych o kilkanaście lat. Nigdy tego nie wykorzystywałem i choć miałem mnóstwo okazji na przelotne romanse, starałem się budować trwałe związki.
Kilkanaście miesięcy temu zakochałem się w Darii, 17- letniej córce mojego najlepszego kumpla, Tomka. Nie wiem jak i dlaczego, ale po prostu się stało. Do pewnego momentu Daria była dla mnie dzieckiem, ale gdy wyjechaliśmy razem na wakacje (ja z córką i Tomek ze swoją rodziną), zobaczyłem w niej kobietę. Pewnej nocy poszedłem na plażę przed hotelem, żeby poobserwować gwiazdy. Daria też tam była. Przysiadłem się, zaczęliśmy gadać, tak po prostu i o wszystkim, później spacerowaliśmy. Dowiedziałem się o niej wiele, ona o mnie też. Okazało się, że mamy wspólne pasje, lubimy podobne jedzenie, sporty, filmy, muzykę, książki. Nad ranem umówiliśmy się na kolejną noc, potem jeszcze jedną. Po powrocie do domu zaczęliśmy się regularnie widywać i robić razem rzeczy, które lubimy. Fajnie spędzaliśmy czas, nikt nie wiedział, że spotykamy się tylko we dwoje, nikt niczego nie podejrzewał, a ja zacząłem się zakochiwać.
Pewnego popołudnia, gdy odebrałem ją ze szkoły, bo jej rodzice wyjechali, zaproponowała, żebym wstąpił na kawę. Znowu długo rozmawialiśmy i nagle Daria mnie pocałowała. Powinienem wtedy jakoś zaprotestować, ale nie potrafiłem. Już po chwili byliśmy w jej łóżku. Gdy powiedziała, że to jej pierwszy raz, chciałem to przerwać, ale tłumaczyła, że jest gotowa i czekała na ten moment kilka miesięcy.
Kocham ją, ona mnie też, ale nie wiem co dalej. Za kilka tygodni będzie miała 18 urodziny, a ja nadal nie wymyśliłem jak powiedzieć o naszym związku jej rodzicom. Nie wiem też jak zareaguje na to moja córka, dla której Daria zawsze była jak starsza siostra. Boję się, że najbliżsi potraktują mnie jak jakiegoś zboczeńca, ale Daria to kobieta mojego życia i nie chcę jej stracić.
Moja historia zaczęła się około 3 lata temu. Znajomy pochwalił się wygranym kuponem z zakładów bukmacherskich. Zaciekawiło mnie to i sama postanowiłam zagrać. Mecze obstawiłam totalnie losowo. Na taśmie było ich bodajże 23, do wygrania ponad 20 tysięcy. Po sprawdzeniu kuponu okazało się, że 1 mecz nie wszedł. Byłam zła i zaczęłam grać wtedy za coraz więcej i więcej. Dzień bez kuponu był dniem straconym. Wpadłam w wir uzależnienia i złudnej nadziei na wygraną. Partner zaczął straszyć, że odejdzie, gdy przegrywałam całe nasze oszczędności.
Anonimowe jest to, że wyszłam z uzależnienia dzięki terapeucie, a raczej jego podejściu do mojej sprawy. Gość prawie roześmiał mi się w twarz, jak opowiedziałam mu moją historię. Wyobraźcie sobie zapłakaną dziewczynę i terapeutę, który z politowaniem na nią patrzy i prawie się śmieje z jej problemu. Od tamtego czasu nie zagrałam ani raz. Nie chcę już nigdy oglądać tej jego śmiejącej się gęby.
Kilka lat temu wybrałem się na egzotyczne wakacje z grupą bliskich znajomych. Poszliśmy na plaży, a ja niewiele myśląc, wbiegłem do wody i niemal natychmiast z niej wybiegłem - okazało się, że podczas kąpieli jakaś uprzejma meduza postanowiła się przywitać. Wszyscy spanikowali, aż w końcu Radek, mój przyjaciel, wyszedł przed szereg i powiedział, że słyszał, że trzeba nasikać na poparzone miejsce. Nie była to łatwa decyzja, ale postanowiłem skorzystać z oferty kumpla. Już po całym zabiegu zdecydowałem się szybko wejść do wody i opłukać nogę.
Tak właśnie zostałem dwukrotnie poparzony przez meduzę w ciągu jednego popołudnia na plaży.
Za czasów szkoły średniej chodziłam do klasy, w której były same dziewczyny. Zbliżał się czas studniówki, więc na pierwszej próbie poloneza dyrektor przywlekł nam równoległą klasę, gdzie było sporo chłopaków, żeby losowo stworzyć pary. Przytrafił mi się osobnik dziwaczny, niezbyt urodziwy i koszmarnie pokraczny w ruchach. Czułam się z nim bardzo niekomfortowo. Na domiar złego typ zaczął za mną łazić, co było mega creepy. Powiedziałam mu wprost, że nie jestem zainteresowana i żeby znalazł sobie inną partnerkę do tańca, bo ja wysiadam. Freak, na szczęście odpuścił.
Dręczył mnie jednak temat poloneza i koleżanka podsunęła mi pomysł, żeby zatańczyć z nauczycielem. Padło na bardzo przystojnego młodego osobnika, do którego wzdychały wszystkie licealistki. Nie miałam z nim nigdy zajęć, więc spytanie go to była jedna z bardziej stresujących chwil mojego nastoletniego życia. Jego chyba też, bo zgodził się, ale poczerwieniał jak burak.
Było super, zatańczyłam z nim upragnionego poloneza... i nie tylko. Dużo żartowaliśmy, przetańczyliśmy razem całą noc. Właściwie to flirt leciał na pełnym gazie. Byłam przekonana, że w szkole wszystko wróci do normy, ale nie. Czasem wpadał na mnie celowo, prowokując moment, żeby mnie złapać, uśmiechał się, puszczał oczka. Zwracał się do mnie po imieniu, choć nigdy właściwie mu się nie przedstawiłam, popisywał się przede mną. Zaczęłam się kłopotać tym wszystkim. Podobało mi się to, ale nasze flirty zaczęli zauważać inni. Zaloty innych dziewcząt traktował chłodno. Musiałam zbywać nawet moją przyjaciółkę, choć chciałam jej opowiedzieć wszystko. Co więcej, dowiedziałam się, że ma rodzinę, a mimo to czasem łapałam się na tym, że szukam go na przerwach wzrokiem, a on mnie. Czasem fantazjowałam co by było gdyby, ale odcięłam się w porę. Na szczęście to był już koniec szkoły, do niczego więcej nie doszło i nigdy potem go nie spotkałam. Mimo wszystko lubię powspominać, historia trochę jak z filmu, ale prawdziwa.
Od kilkunastu lat zawsze gdy robię kupę, to koniecznie muszę coś czytać, inaczej nie jestem w stanie się wypróżnić. Od kilku lat zawęziło się to tylko do Anonimowych. Czasem wystarczy samo włączenie tego portalu, bo wyznania czytam tylko przy naprawdę grubych sprawach (czyli w sumie często). Dziękuję, że nieświadomie wspieracie mnie w tej wstydliwej sprawie.
Dodaj anonimowe wyznanie