#e2liV
Wśród nich znajdują się takie kwiatki jak:
- czy używanie tamponów to grzech? Czy pójdę za to do piekła?
- jak byłam w przedszkolu, to się nieświadomie masturbowałam, jestem nienormalna i do tej pory mi wstyd... Jak sobie z tym poradzić?
- chciałabym zacząć używać tamponów, ale nie wiem gdzie je włożyć...
- mam 17 lat i jeszcze nie miałam miesiączki, to normalne?
- ostatnio miałam swój pierwszy raz i poleciała krew. Co to może być za choroba?
- jak się domyć w pochwie, tam gdzie palce nie sięgają? I jak wypłukać stamtąd mydło?
To wszystko autentyczne przypadki. Wystarczy dostać się na jedną z takich grup, sami poczytacie.
Powiedzcie mi teraz, proszę, że edukacja seksualna nie jest potrzebna...
To już jest po prostu kompletny idiotyzm, a nie brak edukacji seksualnej. Wystarczy trochę logicznego myślenia, dostęp do Internetu czy książek i już edukację seksualną masz w jednym palcu. A przynajmniej podstawy...
Zwłaszcza ten dostęp do internetu to super edukacja seksualna. Polecam wam poczytać fora dla matek. Tam to dopiero się dzieje.
Całe sedno chodzenia do szkoły to właśnie nauka selekcjonowania informacji i samodzielnego rozumienia. Idź na studia, czy do liceum i powiedz, że ty nie możesz napisać tej pracy, bo nie potrafisz ocenić czy źródło jest rzetelne. Nie szukajmy rzetelnej edukacji seksualnej na zapytaj.pl czy kafeterii, ale na stronach z zapleczem naukowym, albo chociaż profilach na ig, które dostarczają lepszych informacji niż cała szkolna edukacja razem wzięta ;)
@ElizabethTheSecond Z tym wyszukiwaniem w internecie to zawsze jest szansa, że trafisz na jakieś religijne forum. Jako dzieciak obejrzałam kiedyś na yt o aborcji, nie skleiłam faktów, ale do dzisiaj pamiętam jakie bzdury wygadywali. Niektórzy naprawdę wygadują bzdury.
Wiesz co, może najlepiej zlikwidujmy całkowicie edukację skoro dziś wszystko można znaleźć w internecie? Poprzestańmy na nauce czytania, całej reszty niech się dzieci uczą na własną rękę. Przecież w szkole i tak się uczą masy rzeczy mniej przydatnych od wiedzy o własnym ciele.
Zapewnienie całemu narodowi rzetelnej edukacji w takich podstawowych sprawach, której od dawna brakuje (!) to roszczeniowość?
Zgadzam się z poprzednimi odpowiedziami, a od siebie: serio myślisz, że dziecko, które wychowane jest w przeświadczeniu, że tampony to potencjalny grzech i wstydzi się w ogóle myśleć na takie tematy postanowi wyszukiwać informacje na ten temat w Internecie? Jak dla kogoś to jest mocne tabu, to nawet czytania o tym będzie się wstydzić. Poza tym takie dziecko nie ma możliwości zweryfikowania rzetelności źródła, na które trafi, więc równie dobrze może wpaść na jakiegoś trolla na forum, uwierzyć w totalne bzdury i potem mieć tylko kłopoty.
Dostęp do wiedzy w Internecie jest zajebisty, ale niestety w szkole nie uczą umiejętnego filtrowania źródeł. To przychodzi z wiekiem i doświadczeniem, ewentualnie od rodziców, ale myślę, że w tym konkretnym przypadku nie można się spodziewać, że taki rodzic nauczy dziecko ostrożności i sceptycyzmu wobec Internetu, skoro nawet nie jest w stanie powiedzieć córce jak się używa tamponów.
Sama jestem zdania, że można wszystko wyszukać dziś - ale tego też trzeba nauczyć się metodą prób i błędów. Trzeba mieć też jakąś bazę, minimum wiedzy jak wybrać choćby dobre materiały do obejrzenia. Bez podstawowej wiedzy się nie obejdziesz. Ciekawe, jak byś pisał Batat w tym momencie bez swojej szkoły, czy sam byś tak wyszukiwał wszystko od podstaw - język polski, matematyka itd. Rzetelna, podstawowa edukacja powinna być w szkołach i dostępna dla każdego, zwłaszcza gdy dotyczy to tak podstawowej informacji. Tego nie wolno wręcz nazywać roszczeniowością, bo to prawo do edukacji.
Dobra, popierający edukację itp. Piszecie o dzieciach z ultrakonserwatywnych rodzin, którym takie zajęcia miałyby (w teorii) pomóc. Z tym, że jeśli są to takie rodziny, to rodzice raczej zatroszczą się o to, by nie „gorszyć” ich dzieci takimi sprawami i z dużym prawdopodobieństwem nie wyrażą zgody na uczestnictwo dziecka. Co teraz?
@Wrath1 chociażby inne dzieciaki z klasy będą mieć wiedzę, to się zawsze taki delikwent dowie - np zapyta. Zresztą sama obecność takiego nauczyciela już wiele daje - też można do niego iść np. po lekcjach i zapytać. Jasne, można robić dalej z seksu taboo, to więcej pracy i pieniędzy dla psychologów i seksuologów. Nie zmartwią się. Powiem tak. Wiele kobiet, które znałem, miało super duży problem z seksem właśnie przez brak wiedzy i wstyd, nad którym sobie teraz pracują z terapeutą. Może jakby wiedziały więcej, to inaczej by się ich życie potoczyło - dokonałyby innych wyborów partnetow chociażby. Sam na szczęście byłem brzydkie dzieckiem, więc nie zamoczyłem jak byłem taki głupi.
XD już widzę, jak dziecko idzie i pyta nauczyciela o te sprawy. A dzieciaki do pewnego wieku mają z tego wszystkiego bekę, więc cała edukacja skończyłaby się pewnie na wyśmianiu albo wlepianiu gał, jak w ufo.
Podaj nam namiary, wyedukujemy grupę
TAK! :D
Jak będzie w katolicyzmie, czy jakoś tak. Koleżanka tam jest dla jaj, ale czasem przynosi strasznego raka.
Też jestem w tej grupie i takich idiotyzmów nikt tam nie pisze, więc raczej nie :)
dawaj, chetnie tam wkrocze ;)
Mam 15 lat i nigdy nie przyszły mi do głowy takie pytania. O miesiączce, błonie dziewiczej, stosunku itd. wiem z lekcji biologii. W Internecie bardzo łatwo można znaleźć rzetelną instrukcję wkładania tampona, schemat budowy pochwy itd. Na temat seksu też można sobie poczytać w rozmaitych, sensownych źródłach. Nie rozumiem jak w XXI wieku można być tak głupim i nie znaleźć sobie odpowiedzi na nurtujące pytania w książkach lub Internecie, przecież dostęp mamy nieograniczony.
Może dlatego, że ktoś Ci tę wiedzę przekazał na lekcji? Nawet nie wiesz ile miałaś szczęścia trafiając na nauczyciela, który nie robił się czerwony i nie zmieniał tematu. Niewątpliwie umiejętne szukanie informacji w internecie pozwala odpowiedzieć na sporą część pytań, ale większość dzieci raczej nie przeczyta artykułów naukowych z renomowanych pism, tylko zadowoli się odpowiedzią z forum. Dzieci mają prawo się uczyć, a państwo ma obowiązek zapewnić im dostęp do wiedzy. I ja bym nie była taka prędka z nazywaniem kogoś głupim, dlatego że miał gorsze warunki rozwoju, mnieszy dostęp do informacji, czy bardziej konserwatywną rodzinę i np. bał się szukać odpowiedzi w internecie, bo jako dziecko - ludzie zaczynają dojrzewać fizycznie będąc dziećmi, a nastolatka nie nazwałabym dorosłym człowiekiem - miał kontrolę rodzicielską na komputerze. Trochę pokory.
Borze szumiący, płukanie pochwy mydłem? Yyyyy. Ale tak szczerze mówiąc to ja nie mając WDŻ uczyłam się o sprawach związanych z ciałem na biologii. Albo z listów z Bravo😁 bo to było 20 lat temu. I wszystkiego można się było dowiedzieć. A teraz w dobie internetu, gdzie wystarczy wklepać w wyszukiwarkę odpowiednie pytanie i wyskoczy milion odpowiedzi, to te dziewczyny są zwyczajnie głupie, albo leniwe.
No w brawo to pewnie były pytania na tym samym poziomie :D
Nie chodzi o to, że wszystkie dzieciaki, czy nawet większość tak myśli, tylko, że nie udostępniając tej wiedzy np. Właśnie w szkołach powiększamy grupe, która na własną rękę nie dała rady. Też byłam ogarnietym dzieckiem, ale pamiętam co za bzdury wygadywały koleżanki.
Nieżywa - oczywiście, że non stop pojawiały się takie pytania.
Czy przez korzystanie z tego samego ręcznika, co brat/tata można zajść w ciążę? Od kąpieli w tej samej wannie?
Od pocałunku/seksu oralnego?
Czy jak kobieta jest u góry to nie zajdzie w ciążę, bo plemniki wypłyną?
Czy płukanie wodą pochwy po stosunku to dobra metoda antykoncepcji?
Czy podczas pierwszego razu można zajść w ciążę?
Ile razy chłopak musi skończyć w środku, żebym zaszła w ciążę?
I wstyd się przyznać - nie na wszystkie pytania znałam odpowiedź, ale chociaż nie myślałam wtedy o seksie :d
A jak już miałam w domu Internet to wstydziłam się wyszukać coś takiego, bo bałam sie, że zobaczę gołego faceta ;)
Niezywa Pytania może i były głupie, ale w tych (wyśmiewanych dziś) pisemkach odpowiedzi były dość rzetelne. Młodzież 20 lat wstecz nie miała takiego dostępu do informacji jak dziś. Krążyło wiele mitów, szkodliwych dla zdrowia lub naiwnym nieświadomym robiono głupie żarty.
Bardzo dobrze, że pojawiały się tam odpowiedzi na podobne pytania, pewnie pomogły wielu osobom którym brakowało podstawowej wiedzy i wyciągały błędne wnioski.
w Galeriankach plukaly pochwe prysznicem w ramach antykoncepcji...
Temat tamponowego grzechu najbardziej mnie rozsierdził
Bo pojdziesz za to do piekla?
Iksde
Nie smiej sie ze mnie prosze. Co dokladnie oznacza "Ikxde", "xd:"? Usmiech, owszem, ale dokladnie? Jak to odbierasz?
Rozbawienie głupotą ludzi, którzy postrzegają tampony jako narzędzie szatana ;)
podobniez w krajach azjatyckich faceci nie pozwalaja swoim dziewczynom uzywac tamponow...
Słyszałam o tym, ale to śmieszne. Nawet gdyby ten durny tampon dawał przyjemność, to jak słabym trzeba być w łóżku, żeby czuć z jego strony zagrożenie
W niektórych przypadkach zgodzę się, że brak edukacji seksualnej, ale np. przy wkładaniu tampona, ale nie wiadomo gdzie to już zwyczajnie umysłowa pustka.
Większość z tych tematów miałem na biologi. Poważnie, ja, facet, wiem więcej o menstruacji niż dzisiejsze nastolatki.
Już za "moich czasów" (15-20 lat temu) były różne fora internetowe i były poruszane tego typu tematy. I już wtedy zastanawiałam się, jak można nie umieć znaleźć tego typu rzeczy. Teraz jest tego 1000x więcej, można znaleźć takie rzeczy w kilka sekund.
to jest zatrwazajace
podobnie jak kolezanka 40+, ktora myslala, ze sikamy pochwa :/
z jednej strony brak edukacji ( albo niewlasciwa przez ksiezy prowadzacych wdz), a drugiej strony brak mozgu i ban na google
Nie. Wystarczy uważać na przyrodzie. Wszystkie te tematy juz 20 lat temu były poruszane na lekcjach przyrody, w czasach, gdy świat w ciągu 10 lat miał się skończyć od dziury ozonowej i używania lodówek, które to promieniują do atmosfery. W tamtych czasach w podręcznikach dla 10 latków genitalia, układ rodny męski i żeński były szczegółowo omawiane, niejasności były kolejny raz poruszane na Przygotowaniu do życia w rodzinie. Także trzeba uważać na lekcjach, to wystarczy.
PS. Na każdym opakowaniu tamponów jest instrukcja obsługi z obrazkami.