#4hF6I
Jestem facetem po 30, niedawno mi i mojej żonie urodził się syn. I dokładnie od tego momentu zaczyna się mój problem. Mimo że ma on już 3 miesiące, tylko raz miałem go na rękach. Nie mam z nim prawie żadnego kontaktu. I nie dlatego, że nie chcę. Moja żona zamieniła się w jakiegoś zaborczego cyborga. Nie dopuszcza mnie ani nikogo innego do naszego syna. Każdą moją pomoc odrzuca. Nie wolno mi go trzymać, zmienić pampersa, przebrać, nawet jak mały zapłacze w nocy i do niego wstanę - ona i tak jest szybsza.
Próbowałem z nią rozmawiać, ale nie da się. Nic do niej nie dociera a ja nie wiem już co mam robić. Nie pomagają tłumaczenia, że to także moje dziecko i chciałbym uczestniczyć w jego życiu, że przydałaby się jej pomoc, że mogę trochę ją odciążyć i żeby wyszła na spacer z koleżanką a ja się wszystkim zajmę. Według niej ja nie wiem jak się zająć dzieckiem... Tylko do cholery jasnej, skąd może wiedzieć czy potrafię, skoro ani razu nie dała mi się wykazać? Jedyna pomoc na jaką mi "zezwala" to wyniesienie pampersów na śmietnik...
Oczywiście nie będę wspominał o naszym wspólnym życiu, które przestało istnieć. Jestem w stanie zrozumieć, że nie chce się kochać, że to może dla niej być za wcześnie. Ale mi nie wolno nawet jej dotknąć, przytulić.
Czuję się jak piąte koło u wozu w tym domu.
A wcześniej zdradzała objawy choroby psychicznej? Za kilka lat będzie wyla, że wszystko na jej głowie i nikt jej nie pomaga. Tragiczna baba. Niech zacznie się leczyć.
Kobieta ma jakiś problem, nie wyzywajmy jej od razu od "tragicznych bab", bo nie mamy pojęcia przez co przechodzi. Urodziła dopiero 3 miesiące temu, jej zachowanie nie jest normalne i potrzebuje pomocy, a nie wyzywania. Autor musi podjąć jakieś autentyczne działania zamiast żalić się na anonimowych.
Pirat masz absolutną rację - mało tego potem powie, że mąż był straszny i okropny i poda go do sądu, że się w ogóle dzieckiem nie zajmuje. A czy ktokolwiek widział go choć raz na spacerze z dzieckiem albo jak się bawił? Nigdy nic nie robił!
Chłopie uciekaj od niej póki czas, to wariatka i to niebezpieczna dla ciebie, wykończy cię. Jeżeli nie umiesz od niej odejść to wyobraź sobie jak będzie wyglądała wasza sprawa rozwodowa.
Ewentualnie idź do psychologa omów temat, żebyś miał jakiś dowód i najlepiej nagraj babę jak odmawia pójścia z tobą na terapię i jak ładuje takie teksty że nie chce, żebyś został, żebyś się zajął, jak ci utrudnia kontakt z dzieckiem
Pogadaj z prawnikiem
współczuję bo masz psychopatkę :(
Archos, w jaki sposób rozwiązuje to problem chęci uczestnictwa w wychowaniu dziecka?
Whiteknight rozwiązania i porady jak sobie radzić doraźnie masz dalej, inni napisali wystarczająco dużo. Ja wskazuję co gościa czeka i jak się może zabezpieczyć, to zupełnie inna kwestia
Możesz ją zapytać, czemu się tak zachowuje.
Pytałem nie raz, ale Ona chyba sama nie wie. Za każdym razem mnie zbywa.
@arrakarra jak się żyje bez jaj? Tak spytam bez zwiazku.
Dno lepiej niż z niebieską kartą:D
Zapytał się jej. Co więcej Twoim zdaniem ma zrobić facet 'z jajami'?
@ Jestem: Wbrew pozorom moze zrobic wiecej. Nie jest to proste, wrecz bardzo trudne, ale mozna. Duzo wiecej mozna. Tyle ze, jakby to powiedziec, no, trzeba miec jaja. No i cierpliwosc, zdolnosc do logicznego myslenia i planowania troche dalej niz stad do drzwi, i takie tam. Krotko, nie tylko jaja.
Jeśli rozmowy nie skutkują, kobieta nie chce wyjaśnić swojego zachowania, pójść na terapię z mężem, czy zrobić jakikolwiek krok w celu polepszenia sytuacji to po prostu rzuciłabym hasłem "rozwód". Terapia szokowa.
@Coraz dzięki za wyjaśnienie :)
Trochę brutalnie z tymi jajami, no ale innej rady nie ma... Masz się nie dać zbyć... Skoro sytuacja i tak się nei zmienia to masz piękne pole do nauki dialogu... Może poczytaj sobie o konstruktywnej krytyce, asertywności, użyj jakiejś karty przetargowej...
@Jaglanka Dlaczego brutalnie? Dorosły facet, ojciec, ma prawo być traktowany jak dorosły człowiek. Dawanie się zbywać i ignorować jest mega słabe. To nie jest lekki problemik, tylko poważny brak. Mści sie już w tej chwili, a odbije jeszcze bardziej, i to na całej rodzinie. Nie ma co oszukiwać autora, że to drobnostka.
@dnoiwodorosty a tak mi się jakoś napisało, z natury jestem za miła dla obcych ludzi. Problem jak najbardziej poważny.
W sytuacji kąpania, przebierania lub innej na której ci zależy zapytaj się czy potrzebuje twojej pomocy. Jeżeli odpowie że nie to idź do sklepu, kup czteropak, usiądź przed telewizorem i nawet nie kiwnij palcem do końca dnia. Żadnego wynoszenia śmieci, zmywania po kolacji ani nic. Nawet jak będzie cię o coś prosiła. Powiedz że pytałeś czy potrzebuje pomocy. Powiedziała że nie. I tak codziennie. Obstawiam że dłużej jak tydzień nie wytrzyma. Małe dzieci potrzebują uwagi przez cały czas. Będzie krzyczeć, będzie marudzić, będzie grozić i płakać. Najważniejsze to się nie ugiąć. W końcu będzie tak wyczerpana że pęknie i zaakceptuje twoja pomoc. Gdy zobaczy że jednak sobie radzisz i się starasz to trochę zmieni retorykę. To będzie dla ciebie trudne bo ciężko jest być obojętnym na krzywdę którą się samemu wyrządza. Ale tak jak nie pozwala się dziecku bawić nożem a ono palacze, tak ona też musi zrozumieć że to co robi jest źle, nawet jeżeli miałaby płakać...
Ale najpierw powinien spróbować poobserwować siebie (może to typ zapominalski, przegapiacz, któremu ona boi się powierzyć coś tak wyjątkowego i nie-do-odkupienia jak dziecko?) I porozmawiać z nią logicznie.
Potem takie manipulanckie zagrywki (acz przyznaje że pomysł może zadziałać..).
Problem w tym że niektóre kobiety są tak zawzięte że tego typu zagrywki mogą nie zadziałać.
Co za idiotyczna rada... Żona albo zauważy, że pomagał albo uzna, że jest zupełnie bezużyteczny i do niczego nie jest jej potrzebny. Nigdy nie zrozumiem takich gierek. Przepraszam, ale tylko głupi człowiek mógł napisać taki komentarz. W budowaniu relacji ważna jest szczerość i prawda a nie manipulacja i gierki. Żona zachowuje się nie fair, ale prędzej pomoże jej psycholog niż mąż z czteropakiem na kanapie. I skąd taka pewność jak ona zareaguje? Że się ugnie i zauważy, że się myliła? A może uzna, że ma okropnego egoistycznego męża. Wiem, że ta kobieta zachowuje się strasznie ale autor powinien się zbliżyć do żony i szukać metody dotarcia do niej a nie ją tresować jak psa. Przecież to oczywiste, że ona ma jakieś problemy psychiczne.
Głupia rada. wyjebie go za drzwi. \
Sama mam malutkie dziecko (2 miesiące) i nie chce żeby partner mi pomagał w opiece, ponieważ widzę jak bardzo jest nieostrozny lub niedelikatny, i albo sie obraza, albo nie reaguje na moje prośby, żeby jednak trochę bardziej uważał. To chyba jest normalne, że matka boi się o swoje dziecko. Dziwne jednak, że Twoja żona nawet nie dała Ci spróbować. Kto wie, może potrafiłbyś niektóre rzeczy zrobić lepiej od niej?
A rzeczywiście jest nieostrożny i niedelikatny, czy to opinia przewrażliwionej mamuśki? W głowie mi się nie mieści, że można partnerowi, OJCU dziecka zabraniać opieki nad nim.
@Lazur zapytam z ciekawości jak dajesz radę opiekować się nim sama 24 na dobę? Nigdy nie chciałaś się wyspać albo wyjść do sklepu i zostawić dziecko pod opieką ojca? Nie mówię tego złośliwie,po prostu zastanawiam się jak wygląda takie życie gdzie ojciec nie ma żadnej styczności z dzieckiem.
Jakie masz prawo, by ojcu dziecka zabraniać opieki nad nim? Może to Ty dla odmiany jesteś w stosunku do dziecka zbyt opiekuńcza?
Lazur, a może to z Tobą jest coś nie tak? Może jesteś przewrażliwiona i nadopiekuńcza? Odcinanie ojca dziecka od opieki nad nim, jest najgorszym co możesz zrobić i facetowi i dziecku. Później w razie rozwodu takie matki mają pretensje, że ojciec się nie interesuje dzieckiem. Ale jak on ma się interesować kimś, z kim nawet nie miał szansy nawiązać więzi. Gdyby mi ktoś zabrabiał kontaktu i możliwości opieki nad dzieckiem, to najpierw bym nazbierała dowodów, a potem bym szła sądownie walczyć o możliwość opieki. Nawet jakby miało to zakońycz małżeństwo.
On ci rzuca tym dzieckiem, że boisz się że krzywdę mu zrobi? Czy po prostu jego ruchy są szybsze i bardziej żwawe niż twoje rozczulanie się nad dzieciakiem? Już widzę twoje komentarze pt. 'nikt mi w tym domu nie pomaga, facet ma to w dupie...'. Sama sobie rozwalasz związek.
A za 10 lat będzie gadanie, jak to chłop nic w domu i przy dziecku nie pomaga :)
Lazur, czy ty jesteś kolejną upośledzoną debilką (sory za dosadne określenie), która jest jak małpa i nie pozwala nikomu podejść do dziecka? To jest jego ojciec. Może to ty jesteś jakaś upośledzona w ruchach, a on robi wszystko lepiej od ciebie, szybciej, sprawniej itd i to cie boli.
A za kilka lat, małpo, będziesz ryczeć, że facet ma w dupie dzieciaka i jedyne, co przy nim robi, to się pobawi. O ile oczywiście w ogóle będzie między nimi jakakolwiek więź.
Przepraszam za takie dosadne i chamskie określenia. Myślę, że trochę mnie poniosło, ale serio, czasem trzeba potrząsnąć takimi dziewczynami. Nie możecie tego robić ojcu dziecka. On ma takie samo prawo do opieki nad dzieckiem jak i wy.
Nie zrobi dziecku krzywdy. No chyba że to przemocowiec albo jakiś inny patol. To wtedy ok. Ale normalny rodzic nie chce krzywdzić własnego dziecka.
Wg mnie, kobiety, które zachowują się w ten sposób jak ten przez Ciebie opisany, wyrządzają ogromną krzywdę zarówno dziecku, jak i ojcu malucha. Dzięki tej opiece, między nimi wytworzy się więź. Mężczyzna nie jest w ciąży, nie ma skoku hormonów odpowiedzialnych za miłość i przywiązanie do dziecka. To się wytwarza podczas opieki nad maluchem. Nie krzywdz ich.
Nie musisz być najlepsza we wszystkim. On też musi mieć szansę by się wykazać. Może się okaże, że wiele rzeczy będzie umiał zrobić lepiej od Ciebie. Niektóre w sposób, o którym nie przyszło Ci nawet do głowy i się okaże, że to znacznie ułatwia zajmowanie się dzieckiem.
Nie oceniaj go, nie pouczaj na każdym kroku. Postaw się w jego sytuacji i pomyśl, czy sama byś chciała, by to on Tobie zabraniał przytulać, pielęgnować tego malucha. Gdyby Cię pouczał na każdym kroku.
Zobaczysz, za kilka lat poziom hormonów Ci opadnie i będziesz miała pretensje do całego świata, że mąż nie robi nic przy dziecku.
Wow! Faktycznie możecie się oburzać, ponieważ nie przybliżyłam Wam sytuacji. Po którym zdaniu mojej wypowiedzi wnioskujecie, że NIE DOPUSZCZAM mojego partnera do dziecka? Każdego dnia przychodzi po pracy i normalnie zajmuje się małym. Napisałam, że nie chce, ponieważ za każdym razem, gdy widzę np. jak ,,szoruje" swoim czterodniowym zarostem, po buźce małego to robi mi się słabo. Chodzi o rzeczy, ktore nie są fajne dla takiego malucha i mogą mu wręcz zaszkodzić. Co do przewrazliwienia, to chyba bardziej tata panikuje. Za każdym razem, gdy ćwiczę z dzieckiem (zalecenia od fizjoterapeuty) jest płacz, że zrobię krzywdę naszemu dziecku- bo kładę je na brzuch. Nie opiekuje się dzieckiem 24h na dobę- no chyba, że faktycznie muszę. Studiuje i oprócz tego mam trochę spraw do załatwienia, których chłopak nie może ogarnąć (np. Brak czasu). Przeważnie na weekendy pomaga nam moja mama. Muszę też mieć czas dla siebie ;). Poważnie mam do tego wszystkiego zdrowe podejście, zwyczajnie jako matka MUSZĘ rozmawiać z ojcem naszego dziecka, że coś mi się nie podoba, albo że w ten sposób może je skrzywdzić. Cokolwiek byście sobie nie myśleli, zwyczajnie czasami nie chce, żeby mój chłopak opiekował się dzieckiem. Odnosząc się do tematu mojego związku, układa nam się super.
PiratTomi to z upośledzeniem było wyjątkowo chamskie i kompletnie nie potrzebne. Możliwe, że mój komentarz był dla Ciebie szczególnie bolesny.
Chcę jednak podkreśli, że sama byłam zdziwiona, że partnerka autora nie pozwoliła nawet spróbować mu opieki nad dzieckiem.
Ciekawe czy w życiu jesteś taką ciamajdą, że baba zwyczajnie boi się ci powierzyć dziecko czy odwaliło jej po porodzie (co też się zdarza, jest taka właśnie możliwość jak to co opisujesz).
Zapalenie pieluszkowe mózgu czy jakoś tak.
Kocha swoje dziecko, może się boi, że je upuścisz, zrobisz coś źle, nie tak, cokolwiek? Żeby nie było- taka postawa jest zła i robi tym krzywdę Tobie i dziecku. Kurczę, jeśli jest to Wasze pierwsze dziecko, to normalne, że możesz czegoś nie wiedzieć, np. jak to dziecko trzymać, ale ona przecież też nie wiedziała, też miała ten swój pierwszy raz ze zmianą pieluchy czy kąpielą. Nie może zabraniać Ci bliskości z dzieckiem, wg mnie jest bardzo przewrażliwiona, że coś się temu dziecku stanie, kiedy będzie na rękach kogokolwiek innego, niż jej. To trochę chore. Nie wiem, czy jest sens się wykłócać, żeby jej bardziej nie odwaliło, ale może na początek zaproponuj opiekę pod jej okiem? Wiesz, Ty będziesz zmieniał pieluchę, ona będzie patrzyła i ewentualnie dawała Ci wskazówki? Tak samo z kąpielą czy „lulaniem”? Wiem, że to może być trochę słabe opiekować się dzieckiem pod opieką żony (jak to brzmi w ogóle...) ale wydaje mi się póki co lepsze, niż wszczęcie awantury, która z pewnością pogorszy Wasze relacje i jej stosunek do Twojej opieki do dziecka... Uświadom ją, że kochasz swoje dziecko, że chcesz się nim zaopiekować, że też chcesz je przytulać, mówić do niego, że chcesz tworzyć rodzinę, że chcesz być mężem i ojcem, a nie współlokatorem. Jak to nic nie da, może zwróć się o pomoc do jej rodziny, może oni do niej dotrą? Albo jakiś psycholog, który podpowie Ci, jak się w tej sytuacji zachować, bo awantury mogą przynieść odwrotny efekt...
Laska może być też mocno niedowartościowana i widzi w opiece nad dzieckiem jedyną możliwość poczucia się dla kogoś kimś najważniejszym. Albo dziecko nie jest jego.
Brzmi jak odpieluszkowe zapalenie mózgu w początkowym stadium.
Urodziłam w poniedziałek. Największym szczęściem jest opchnąć małą tacie i iść pod prysznic bez wyrzutów sumienia!
Poczekaj, daj jej czas...istnieje prawdopodobieństwo, że przypomni sobie o Twoim istnieniu jak będzie chciała mieć drugie😅 a tak serio to ma problem z odpieluszkowym zapaleniem mózgu i nie wiem jak się to leczy..
Porozmawiać na poważnie bez zbywania, spróbować ustalić jakieś zasady, np raz ty kąpiesz/ przewijasz/ cokolwiek, raz ona. Jak wydziwia, że niby nie potrafisz, to mówisz żeby w takim razie cię nauczyła albo któryś raz "nadzorowała" twoje starania i tyle, bo jak w takim razie masz nabyć wprawy