Wstydzę się mojej siostry. Nie sądziłam, że kiedyś to przyznam, bo zawsze miałyśmy dobre relacje. Jest ode mnie młodsza o dwa lata, nie mamy innego rodzeństwa, więc sporo czasu spędzałyśmy razem. Siostra ma 21 lat, więc nie jest już dzieckiem ani nastolatką, a zachowuje się tak, że w miejscach publicznych robi wstyd sobie i mi gdy wyjdziemy gdzieś razem. Oto kilka przykładów.
Nie jest brzydką dziewczyną, ale po prostu się zaniedbuje. Wiecznie tłuste włosy, znoszone ubrania, nieuprasowane, bo po co prasować. Kosmetyki ma, mogłaby trochę się pomalować, ale po co. Nie chodzi tylko o wygląd, ale i o zachowanie w miejscach publicznych. Ostatnio wymyśliła sobie, że będzie porywać chłopaków i tak oto idąc chodnikiem popycha mnie na przechodzącego obok chłopaka, albo głośno mówi coś w stylu: "zobacz siostra jakie ciacho, jak myślisz, może umówi się ze mną do kina?" (tak, na pewno oszołomiony twoimi tłustymi włosami i pomiętą bluzką).
W małym sklepie u nas na osiedlu ( do którego ze wstydu już nie chodzę) pracuje młody chłopak. Jakie jest ulubione zajęcie mojej siostry? Po skasowaniu wszystkich produktów, gdy chłopak podaje kwotę do zapłaty, ta odpala teksty: "a mojego numeru telefonu nie chcesz? Może się umówimy?". I tak za każdym razem... Biedak tłumaczył, że ma dziewczynę, musi być miły, bo obsługuje klienta, ale widać, że nie jest zachwycony, gdy siostra wchodzi do sklepu.
W większym markecie też nie umie się zachować jak człowiek. Nawet jak stoimy 15 m od siebie, a ona coś zobaczy, to drze się na cały sklep: "oooo, zobacz!" albo krzyczy moje imię i "przyjdź tu" zwracając na siebie uwagę połowy sklepu. Kiedyś jakaś kobieta zapytała ją o datę ważności, bo nie wzięła okularów, co zrobiła moja siostra? Zamiast sprawdzić, powiedzieć i "do widzenia" zaczęła zagadywać babkę, że też kupuje ten serek, że ma mało tłuszczu, że w TV gadali... Bla, bla, bla... Na twarzy kobieciny było widać zniesmaczenie, w myślach pewnie obmyślała plan jak uciec, bo nic nie odpowiadała, tylko z niesmakiem przytakiwała.
Siostra zawsze gada głośno, śmieje się głośno do tego stopnia, że zwraca na siebie uwagę wszystkich ludzi w promieniu 50 m. Próbowałam z nią gadać. Że powinna przede wszystkim o siebie zadbać, ma pracę, pieniądze, więc mogłaby sobie kupować fajne ciuchy. Tłumaczyłam, że to podrywanie chłopaków ośmiesza ją i mnie przy okazji, bo nie dość, że wygląda koszmarnie, to gada głupoty. Prosiłam, żeby w sklepie zachowywała się normalnie, nie darła się, bo nikt nie musi słuchać tego co ona ma do powiedzenia, że jej żarty wcale nie są śmieszne, tylko żałosne.
Nie chcę, żeby siostra była takim dziwakiem. Widzę, że koleżanek ma coraz mniej, coraz bardziej się zaniedbuje, żyje w poczuciu, że jest fajna, zabawna. Niestety widzę reakcje ludzi, a ona nie daje sobie nic wytłumaczyć, bo ponoć ciągle się czepiam...
Tydzień temu w piątek wykazałem się wyjątkową cierpliwością. Kumpel, z którym wynajmujemy mieszkanie zawsze w piątki wieczorem ogląda horrory. Schowałem się u niego w szafie i siedziałem tam 4 godziny. Nigdy nie zapomnę wyrazu jego twarzy, gdy wyskoczyłem z szafy, a on leżał na łóżku i był w trakcie oglądania szczególnie krwawego momentu filmu.
Nawiasem mówiąc nie wiedziałem, że człowiek jest w stanie podskoczyć bezpośrednio z pozycji leżącej.
Mam 14 lat i jestem szczerze przerażona tym co się dzieje w naszym kraju. Od zawsze mój ojciec powtarzał mi że jestem mądra, a gdy zaprzeczałam - bo przecież jestem taka głupia, że średnia moich ocen to 3 i nie potrafię się nauczyć kilku wzorów - mówił że kiedyś zrozumiem o co mu chodzi. Chyba już jest ten czas. Mam wrażenie, że w niektórych sprawach jestem mądrzejsza od innych. Gdy patrzę co robią teraz dorośli - ci którzy mieli być dla mojego pokolenia przykładem, chce mi się płakać.
Czy tak trudno zrozumieć że osoby homoseksualne nie wybrały swojej orientacji tak o? To się po prostu stało, nie ich wina że nie podoba im się osoba tej samej płci i nie byliby z nią szczęśliwi.
Trudno jest też zrozumieć, że osoby o innym kolorze skóry też tego nie wybierały?
Ja nie wybierałam, wy też nie.
To samo jest osobami trans,czy też z całą resztą.
To nie ich wina, dlaczego co poniektórzy nie potrafią tego zrozumieć? To naprawdę aż takie ciężkie?
Jestem kobietą o rubensowskich kształtach i absolutnie się tego nie wstydzę. Dziś tak potoczyła się rozmowa z moim narzeczonym.
On (o moich "pelikanach" przy ramionach) - No popatrz, masz skrzydełka, jak ta wiewiórka, tylko powinny Ci sięgać do pasa.
Ja - No na całe szczęście nie sięgają.
On - Ale je masz.
Ja - Czy Ty właśnie powiedziałeś, że jestem gruba?
On - Oczywiście, że nie. Mówię tylko, że jesteś zajebiście... lotna.
Nawet nie mogę się na niego wkurzyć, bo dostałam ataku śmiechu. Wybrnął z sytuacji jak prawdziwy mistrz.
Pracowałem kiedyś w Anglii. Była to fabryka pakująca słodycze w zestawy okolicznościowe. Snickersy, Marsy, Bounty, Twixy, Skittlesy i inne. Od pierwszego dnia dorwałem się do jednego z najlepszych stanowisk - układałem paczki na palecie. Osoby pracujące przy taśmie miały mega ciężko - wysiadał kręgosłup, szyja. Kilka tabletek przeciwbólowych dziennie, by wytrzymać ból. Ciągle powtarzane ruchy w szybkim tempie. Wiem, bo raz zamieniłem się z kolegą na cały dzień.
Chciałem pracować obok ślicznej blond kobiety ze Słowacji. Naprawdę ładną była. Ale po całym dniu i bólu w szyi odpuściłem. Wróciłem na swoje super stanowisko.
W fabryce pracowali ludzie z różnych krajów. Polska (dużo było takich, co uciekali przed wyrokami w Polsce), Słowacja, Rosja, Portugalia i inne. Portugalczycy trzymali się bardzo razem. Był wśród nich olbrzym ponad 2 m, który dorabiał na bramce w klubie.
Kiedyś miałem z nimi spinę na stołówce podczas przerwy obiadowej. Koleżanka prosiła, bym zajął jej krzesło, bo musiała zadzwonić. Zająłem i nagle podchodzi Portugalia i bierze. Ja grzecznie mówię, że zajęte. Ona mówi, że skoro nikt nie siedzi, to wolne. Ja trzymam krzesło, ona ciągnie. Krzesło. Co by nie było niedomówień. Ogólnie ona i jej siostra miały wyraźne ciemne, nieduże wąsy. Serio. Dużo Portugalek tak tam miało. Widzę, że nie ustępuje. Ten wielkolud już wstał i podchodzi powoli do nas. Ja też mały nie jestem - prawie 1.9 m. Jak widziałem co się kroi drugą ręką walnąłem z całej siły w stół. Huk niesamowity. Zapadła totalna cisza. Wykrzyczałem jeszcze: Don't touch IT! Reserved! Portugalczycy odpuścili. Od tej pory bardzo mnie nie lubili.
Życie toczyło się dalej. Któregoś dnia Supervisor, który mnie lubił (jak słyszałem potem od kogoś - gej) zachorował. Zastąpił go inny... Portugalczyk. Wiedział co zrobiłem na stołówce. Podchodzi do mnie na początku zmiany i mówi: Ty już nie będziesz pracował na tym stanowisku! Ja twardo: Będę! On: Nie! Kłóciłem się z nim, a w międzyczasie dziewczyna z wąsami zajęła moje stanowisko. On mówi do mnie: Albo na taśmę, albo OUT! No to udałem, że wybieram out i skierowałem się w stronę wyjścia.
Znałem już fabrykę i nie wyszedłem. Poszedłem na sąsiednią halę. Nikt nie zauważył. Tam była zgniatarka kartonów. Kartonów było multum. Przywozili w nich słodycze i opakowania okolicznościowe. Przy zgniatarce pracowali Słowacy. Wcisnąłem im ściemę, że przysłali mnie tu. Schowałem się za zgniatarką. Nad zgniatarką był nieszczelny dach. Tam padało 300 dni w roku. Serio! Wtedy też. Woda leciała na zgniatarkę. Słowacy mówią: Nie baw się zgniatarką, bo ledwo działa. Poszli zbierać kartony. A ja: UP... DOWN... UP... i tak wieeele razy... Za chwilę... BZZZZYY... PACH!
Zgniatarka padła! Miejsce na składanie kartonów szybko się skończyło! Zamknęli fabrykę na wiele dni!
W nawiązaniu do komentarzy z wyznania #HCW0p.
Pojawiło się sporo zarzutów, że nie powiem nic mężowi. Nie powiem, bo to jego rodzina i wiem, że byłoby mu przykro. Kiedy zdarzy się coś, co naprawdę mnie zaboli to oczywiście o tym rozmawiamy. On zawsze powtarza, że mam się nie przejmować i już. Czuję, że on zdaje sobie sprawę, że moja relacja z jego rodzicami nie jest do końca poprawna i niesamowicie szanuję go za to, że zawsze staje po mojej stronie i broni moich argumentów.
Właśnie dlatego wolę zacisnąć zęby i raz na jakiś czas tam pojechać żeby nie robić mu przykrości.
Kolejna rzecz jaką mi zarzucacie to hipokryzja. Podane przykłady mają jedynie obrazować do jakiego stopnia oni potrafią kombinować żeby 700 razy przetworzyć rzecz, która do niczego się nie nadaje. I to samo dyktują nam. Nie chodzi mi o oszczędzanie. To akurat szanuję jak najbardziej u każdego i sama staram się możliwie dużo rzeczy, których nie używam oddawać innym. Warunek jest taki, że rzecz jest w dobrym stanie i ktoś chce ją przyjąć. Nie wciskam nic na siłę.
Oni naprawdę nie są biedni. Nie zamierzam rzucać kwotami, bo to nikomu do niczego niepotrzebne. Są zwyczajnie skąpi.
Co do sytuacji z herbatą. Faktycznie nieprecyzyjnie się wyraziłam. Byliśmy wtedy u nich w odwiedzinach. Jego ojciec wyjechał, że miejsce kobiety jest w kuchni i łaskawie mogłabym zrobić mu herbatę. Ogólnie zawsze kiedy tam jedziemy to pomagam przy posiłkach itd, ale akurat wtedy byłam po operacji i jeszcze nie do końca dobrze się czułam.
I wisienka na torcie czyli zarzut @Miguel1234:
""Mąż mi kupił nowe auto ". Czyli jesteś typową kurą domową, która nic w życiu nie osiągnęła oprócz rozłożenia nóg i wyjścia za mąż. A teraz gadasz, że ktoś, kto musi oszczędzać jest zje*any. Idź do pracy nierobie".
Tak się składa, że mąż kupił i zarejestrował auto na siebie, a ja za nie zapłaciłam i je utrzymuję. On figuruje jedynie w dokumentach. W życiu osiągnęłam całkiem sporo jak na swój wiek, pracuję i zarabiam równie dobrze co mój mąż. Nie jestem niczyją utrzymanką i gdyby w tej chwili moje małżeństwo się rozpadło to bez żadnych problemów utrzymam się sama. Ubawiłam się setnie przy twoim komentarzu.
Dlaczego o tym piszę? Są osoby w podobnej sytuacji, które mnie zrozumieją. Czasem lepiej zamknąć pysk i się uśmiechnąć niż iść na wojnę. A ja doskonale wiem, że w tym wypadku poszłabym na wojnę i byłoby bardzo źle. Jest sporo więcej sytuacji, które mogłabym opisać i które potwierdzą tylko i wyłącznie to, że oni ingerują w nasze życie. Nauczyłam się uśmiechać i grzecznie odmawiać, ale to nadal męczy. Kto był w takiej sytuacji ten wie o czym mówię. Czasem naprawdę chcę dobrze, jestem miła i znów obrywam kijem w łeb. To zwyczajnie odbiera chęć żeby próbować tą sytuację jakkolwiek zmienić. Jeśli tego nie przeżyłeś - masz fart!
W związku z rozwojem mojego hobby, jakim jest szycie, podarowałam koleżance wykonany przez siebie komplet pościeli dla jej córeczki. Specjalnie użyłam naturalnych materiałów, prałam w płynach dla bobasów, pytałam o rozmiar łóżeczka, kolory, wzory i wszystko, na co chciałaby mieć wpływ. Starałam się bardzo i byłam z siebie bardzo dumna.
Sprzedała go na Olx-ie...
W grudniu 2014 u mojego taty zdiagnozowano raka płuc. Dla całej rodziny był to ogromny szok, tata od zawsze był okazem zdrowia, niestety ponad 20 lat trwał w nikotynowym nałogu. Jednak gdy w wakacje przeszedł zapalenie płuc postanowił ograniczyć palenie, a później przerzucił się na e-papierosa, następnie w ogóle przestał.
Ja sama nie umiałam się pogodzić z jego chorobą. Jestem córeczką tatusia i jakakolwiek myśl, że miałoby go przy mnie nie być w tylu ważnych momentach sprawiała, że miałam łzy w oczach. Niestety, nowotwór zaklasyfikowano jako najzłośliwszy, guz w płucu był rozmiaru dorodnej mandarynki, liczne przerzuty. Rokowania napawały mnie przerażeniem.
Po pierwszej chemii tata wyszedł w Sylwestra, spędziliśmy go razem. Nie miałam humoru na imprezy, dodatkowo po głowie chodziły mi słowa mamy "To może być jego ostatni sylwester z nami". Dodam, iż lekarze przewidywali dla niego pół roku, ewentualnie rok. Jednak trzeba było zachować dobrą minę do złej gry. Rozmawiałam z tatą o tym, co będziemy robić w wakacje, co się stanie jak wróci do pracy.
Teraz przenosimy się do dnia 2 marca, gdy mój tata miał pierwszą tomografię od czasu chemioterapii. Cały dzień nie mogłam wysiedzieć w szkole, ciągle wydzwaniałam do mamy, pytając czy już coś wiadomo. Pisząc pracę klasową z polskiego zadzwoniła mama, informując, że... wszystkie przerzuty zniknęły, a guz zmniejszył się o połowę. Popłakałam się ze szczęścia. To było coś niesamowitego. Niewiele jest takich przypadków, gdzie pacjent z najzłośliwszym rakiem płuc w trzy miesiące osiąga tak pozytywne wyniki badań. Przynajmniej niewiele się o tym mówi.
Nie wiem czemu umieszczam to na anonimowych wyznaniach, jednak myślę, że pokrzepi to niektórych i da im do myślenia... kto wie, może nawet zmotywuje do walki z nałogiem. Na chwilę obecną tata ma się bardzo dobrze, kilka dni temu miał kolejną tomografię, a pierwsza seria chemioterapii skończyła się miesiąc temu. Guz znów się zmniejszył, przerzutów ani śladu.
Mój facet pozwala mi na zdradę :) Pod warunkiem, że mu za każdym razem wszystko ze szczegółami opowiem. Myślcie co chcecie, ale ja uważam ze jestem mega szczęściarą. Jesteśmy narzeczeństwem od dwóch lat i w przyszłym roku bierzemy ślub. Z pozwolenia skorzystałam trzy razy jak do tej pory i za każdym razem było warto.
Opowiem wam pierwszy raz z jego kolegą, który jest mężem mojej kuzynki jednocześnie. Byliśmy na basenie we czwórkę, zabawa, wygłupy itp. przez dużą ilość osób wolne były tylko rodzinne kabiny do przebrania. Podczas suszenia kuzynce spadł ręcznik, pod którym nic nie było. Zaśmiała się tylko mówiąc, że w końcu to rodzinna kabina i zerwała ręcznik ze mnie. Też byłam naga, hehe. U chłopaków wywołało to wzwody, co w kąpielówkach było bardzo widoczne. Skoro wszyscy to wszyscy, skwitował jej mąż i też się już nie zasłaniał, tak samo jak i mój facet.
Kuzynka ogarnęła się bardzo szybko i postanowiła że pójdzie zapalić i coś zjeść, bo jest mega głodna. Mój facet też pali, więc wystrzelił zaraz za nią. Zostałam sama z jej mężem, oboje nago. Suszyłam włosy nago i zerkałam na niego, a on na mnie. Wstałam i po prostu go złapałam za ptaka. Po chwili oparta o ścianę kabiny przeżywałam swój pierwszy seks bez zobowiązań. Nie trwało to długo bo z max 10 minut, ale zdążyłam dojść 2 razy, a on po raz pierwszy od bardzo dawna jak się okazało mógł dojść w środku bez gumki. Kuzynka inaczej nie pozwala, a nie chce brać tabletek. Ja biorę. Po powrocie do domu i zdaniu relacji swojemu facetowi kochaliśmy się jak szaleni, a ja znów miałam 2 orgazmy. Super dzień.
Prowadzę mała restaurację.
Gdy zatrudniam nowego kelnera, daję mu 3-4 dni na wdrożenie, a potem zapraszam na obiad swojego brata z żoną i dwójką dzieci w wieku wczesnoszkolnym.
Proszę ich, by byli najgorszymi klientami, jakich można mieć.
Jeśli kelner da radę i zrobi wszystko profesjonalnie, to wychodzę z zaplecza, razem z bratem i jego żoną bijemy małe brawo i kelner dostaje 100 zł napiwku.
Taki test :)
Dodaj anonimowe wyznanie