Nikt nie wie, że dokonałam kiedyś aborcji, 5 lat temu, chwilę po przeprowadzce do nowego kraju. Po prostu uznałam, że nie jestem w stanie dziecka urodzić, nienawidziłam go wręcz. Ojcem był mój były partner, który został w Polsce i nie chciałabym mieć z nim nic wspólnego. Usunęłam. I czuję się z tym bardzo dobrze. Nie zniszczyłam swojego życia ani temu dziecku, które na starcie miałoby przekichane i to bardzo, bo jak może się czuć porzucone, niekochane dziecko? Z pewnością nie tak wspaniale, jak przeciwnicy tych zabiegów to przedstawiają.
Pozdrawiam, obecnie szczęśliwa matka dwójki CHCIANYCH dzieci.
Kiedy byłam mała i chodziłam z mamą na cmentarz do grobu babci, zawsze myślałam, że napis „śp.” (Świętej Pamięci) znaczy „śpi”, ale ktoś zapomniał dodać „i”.
Moja starsza siostra od wielu lat walczy z uzależnieniem od alkoholu. Od kilku miesięcy zatrzymuje się w naszym domu. Nie zliczę, ile razy musiałam sprzątać jej wymiociny i myć ją, gdy wypróżniła się w majtki. Nie pomagają rozmowy ani wizyty u specjalistów, a w dodatku nauczyła się manipulować terapeutami do tego stopnia, że przypisują jej najróżniejsze środki na zmyślone schorzenia. Leki w połączeniu z alkoholem dają jej taką „fazę”, że niejednokrotnie baliśmy się o jej życie. Nigdy nie zgadzała się na pobyt w ośrodku leczenia uzależnień. Jednak ostatnio pojawił się przełom – udało się nam ją przekonać, żeby podjęła się leczenia. Wtedy cała rodzina zgodnie zaczęła jej to odradzać, wręcz wymuszać, żeby nie zamykać jej w klinice, bo „co ludzie sobie pomyślą”...
Podoba mi się dwóch chłopaków, obydwaj się kumplują.
Na szczęście żaden z nich mnie nie chce, więc nie muszę pomiędzy nimi wybierać :/
Czuję się nieatrakcyjna. Przestałam o siebie walczyć i dbać jakoś szczególnie o wizerunek. Ubieram się w luźne ciuchy w ciemnych kolorach (najczęściej ubrana jestem na czarno). Chowam się za fasadą z ironii, sarkazmu i czarnego humoru. Wolę być postrzegana jako chamska niż słaba. W ostatnim czasie przytyłam kilka kilogramów, co dodatkowo mnie zdołowało (mimo że mieszczę się w „widełkach” przewidzianych dla mojego wzrostu – około 60 kg przy 1,70 m wzrostu). Psychikę ryją mi najbliższe osoby. Mam pracę, która nie sprawia mi satysfakcji. Na studiach idzie jako tako. Nie podobam się facetowi, z którym jestem od prawie 3 lat. On też ostatnio jest wobec mnie jakiś taki oschły. Nie mam motywacji i siły do ćwiczeń, które kiedyś uwielbiałam.
Ale robię dobrą minę do złej gry. Bo na własne życzenie wzięłam na siebie za dużo rzeczy naraz.
Może jutro coś się zmieni i będzie lepiej?
Już wiem, skąd się biorą niektóre dowcipy...
Ostatnio mój tato zawiózł babcię (82 lata, słabo słyszy) i ciocię (siostra babci, 84 lata, początki demencji) do lekarza, a że musiał spieszyć się do pracy, zostawił je w przychodni, wrócić miały taksówką.
Wizyta się odbyła. Następnego dnia tato przyjechał do nich i pyta się, co im powiedział lekarz.
Babcia: Nie słyszałam...
Ciocia: Nie pamiętam...
No... tak że tego ;)
Na maturze ustnej z angielskiego tak się zestresowałam, że nazwałam moją mamę bardzo dobrą kuchenką.
Mieszkam wspólnie z rodzicami i babcią.
Była niedziela, wróciliśmy z kościoła. Moja babcia stwierdziła, że jest dzisiaj tak ładnie wystrojona, że muszę wziąć aparat i jej zrobić zdjęcie. Nie spodziewałam się tego usłyszeć od niej, ponieważ nigdy wcześniej nie prosiła mnie o nic takiego, ale nie dopytując, przyniosłam aparat i wzięłam się do roboty.
Zrobiłam jedno, drugie, pokazałam efekty swojej pracy krytycznym oczom babci i jak się okazało, była tak zachwycona zdjęciami, że stwierdziła uradowana: „W końcu mam jakieś ładne na nagrobek!”.
I tak oto nieświadomie robiłam swojej babci półgodzinną sesję na śmierć...
Mam kilka lat starszego brata. Do pewnego czasu był normalnym, wesołym facetem, ale mniej więcej w okresie studiów zaczęło się wszystko zmieniać. Od dziecka chorował na astmę i alergię (pyłki, sierści, trawy), ale był świetnym sportowcem. W gimnazjum doszła nerwica i stany depresyjne – oczywiście do dzisiaj leczone. Następnie cukrzyca typu I. Od małego zawsze był pełen pasji, kochał zwierzęta, lubił się udzielać... ale to wszystko zmieniło się przez mojego ojca, który tak naprawdę jest jego ojczymem. Brat był raczej z tych spokojnych, bezproblemowych dzieci, nie bił się, ale nie zrobił niczego sam od siebie, bo się wstydził. Ojciec, człowiek wulkan, szybko popadał w złość – nie tłumaczył nigdy niczego, bo facet powinien to wszystko wiedzieć. I tak było ze wszystkim – nie akceptował wyboru jego studiów, „bo będzie bezrobotny”, choć brat miał świetny plan. Wg ojca mężczyzna ma pracować i tyle, po co jakieś wykształcenie. I wiecie co? Mój starszy brat, który za dwa lata przekroczy 30, jest wycofany, zmęczony życiem, z domu wychodzi raz na jakiś czas ze znajomymi, ale generalnie spędza czas sam. I nie potrafi nic – boi się cokolwiek zrobić/naprawić w domu, gdy się zepsuje, bo jak tego nie zrobi, to będzie kłótnia, a jak zrobi, to też będzie źle, bo w mniemaniu ojca zawsze pieprzy całą robotę. Z pracą też ma problemy przez swoje lęki podjęcia się czegokolwiek, ale w domu ciągle słyszy, że nic nie umie, tylko żerować, nie chce mu się pracować i że ojciec go z domu kiedyś wpier... Gdzie w tym moja mama? Starała go całe życie bronić, stawać murem za starszym synem, zarazem „uczyć go”, ale widzę, że ją to też przerasta.
Staram się pomóc bratu jak tylko mogę. Dodaję odwagi, dobieram ubrania, żeby dobrze wyglądał, przypadkowo „podrzucam” mu pieniądze, gdy mu się kończą, roznoszę i rozsyłam jego CV po kryjomu, a gdy coś się w domu stanie, to biorę to na siebie, bo mnie się też oberwie, ale ja się nie boję powiedzieć, co myślę, krzyknąć – przyzwyczaiłam się do tych agresywnych reakcji ojca i nie robi to na mnie wrażenia.
Dlaczego to piszę? Bo każdy potrzebuje się komuś wygadać, a ja jako roześmiana, wesoła osoba, która „nie ma problemów w życiu” i która ma „mnóstwo wspaniałych koleżanek i kolegów” nie mam tak naprawdę do kogo się z tym zwrócić... albo może mam, ale za bardzo się wstydzę.
Przypomniało mi się ostatnio kilka historii z wczesnej podstawówki (klasa 1 i 2). W tym czasie byłam całkiem mocno nękana przez inne dzieciaki i z perspektywy czasu myślę, że nie działoby się tak, gdyby nie nasza ówczesna „wychowawczyni”.
Sytuacja nr 1.
Chłopaki z klasy zwyzywali mnie przy nauczycielce, mówiąc między innymi, że jestem taka brzydka, że mogłabym grać w „Brzyduli”. Odpowiedź nauczycielki? „Powinnaś się cieszyć, to był komplement, powiedzieli, że mogłabyś być dobrą aktorką”.
Oni oczywiście to słyszeli, jak się domyślacie, po tym było o wiele gorzej.
Sytuacja nr 2.
Weszłam do klasy, gdzie rzuciło się na mnie trzech chłopaków, przewrócili mnie, szarpali, może nie jakoś mocno, ale dla dziecka w wieku 6 lat to było całkiem straszne przeżycie.
Myślicie, że jak w tej sytuacji nauczycielka zareagowała? „To musi być twoja wina, że zawsze ciebie biją”.
Zostałam ukarana na równi z tymi, którzy mnie bili.
Sytuacja nr 3.
Ktoś popsuł element dekoracji w klasie i pech chciał, że przy tym byłam (w tym momencie w klasie były tylko dwie osoby poza mną, nikt inny tego nie widział). Na następnej lekcji osoba, która to zepsuła, powiedziała, że zrobiłam to ja. Oczywiście zaprzeczyłam, opowiedziałam, jak było naprawdę, ale cała klasa (której przy tym nie było) zaczęła krzyczeć, że to ja. „To ty jesteś winna, bo cała klasa mówi, że to ty. Mam wierzyć tobie, zamiast pozostałym 20 osobom?”
Próbowałam tłumaczyć, że były przy tym tylko trzy osoby, ale to nie miało znaczenia, oczywiście i tak byłam winna.
Nie wiem, co z tą panią było nie tak. Nie wiem, co chciała przez to osiągnąć, ale na pewno dała do zrozumienia tym, którzy to robili, że są bezkarni i że mnie można bić i wyzywać, więc zaczęli to robić jeszcze okrutniej i dotkliwiej. W końcu w trzeciej klasie, mając już inną wychowawczynię, zostałam przeniesiona do równoległej grupy po tym, jak zostałam pobita pod szkołą. W innej klasie byłam traktowana całkiem normalnie, jak każdy inny, i nie było już problemów. W końcu przestałam bać się chodzić do szkoły.
Smutne, że tacy ludzie pracują z dziećmi i nikt nie chce zauważyć, co się dzieje (sprawa wielokrotnie zgłaszana), bo ta nauczycielka bez problemów pracuje w tej szkole do dziś i jest uważana za jednego z najlepszych pedagogów.
Dodaj anonimowe wyznanie