Ostatnio odwiedziłam swojego lubego i już w przydworcowej Biedronce, do której zaszliśmy chwilę po tym jak wygramoliłam się z pociągu, zastała nas całkiem zabawna sytuacja.
Jesteśmy już przy kasie, ja przyglądam się wystawionym gumom do żucia, a na podajniku znajdują się podstawowe produkty spożywcze na typowy, polski obiad... Plus do tego rzecz jasna czteropak. Z racji tego, że mam problem z podejmowaniem decyzji, spytałam swojego lubego o pomoc, a ten tylko uśmiechem sięgnął po prezerwatywy i rzucił je na ziemniaki z tekstem "Te też da się żuć". I właściwie nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć lub jakkolwiek zareagować, kasjerka fuknęła na niego, że jego zachowanie było seksistowskie oraz że "Jest nieodpowiedzialnym RODZICEM".
Mam 21 lat...
Mieszkam w czteropiętrowym bloku. Od jakiegoś czasu co parę dni mamy awarię prądu. Polega ona na tym, że nagle zasilanie pada na kilka sekund. Gasną światła, telewizory, wyłączają się komputery, lodówki… Potem „cyk!” - prąd wraca, ale dosłownie na dwie minuty, bo po chwili znowu wszystko gaśnie. I tak kilka razy. Przez te niespodziewane awarie zasilania straciłem trzy rozdziały pracy magisterskiej, a mój tata rozciął sobie pół twarzy podczas golenia.
Trwało to dość długo. Sprawę zgłaszaliśmy do administracji. Co chwilę wpadał tu elektryk. Ba, nawet zmieniono część instalacji. Problem jednak się powtarzał i ani my, ani sąsiedzi nie byli w stanie dojść, co jest jego powodem. Aż do dnia, kiedy zupełnie przypadkiem, wstawiając rower do piwnicy, złapałem nastolatka z ostatniego piętra, który gapiąc się w ekran swojego telefonu gmerał przy skrzynce rozdzielczej. Dopadłem go dokładnie w chwili, kiedy wyłączał prąd w całym pionie. Gnojek zarobił solidnego liścia w potylicę i zmuszony został do składania zeznań.
Okazało się, że szczyl podkradał nam sygnał wi-fi i czasem nie mógł się podłączyć, więc trzeba było zresetować router. Niekiedy kilkukrotnie. Nie wiedział, w którym mieszkaniu znajduje się źródło cennego Internetu, więc pstrykał sobie radośnie guzikiem od ogólnego zasilania.
Strzeliłem mu jeszcze jednego plaskacza w łeb i na kopach wyrzuciłem z piwnicy. Nikomu nie powiedziałem o moim odkryciu, bo chłopak pewnie by został zlinczowany na najbliższej gałęzi.
Na wszelki wypadek jednak założyłem sobie hasło w routerze...
Wychowywałam z mężem jego dzieci, bo ich matka porzuciła rodzinę, jak były malutkie. Dorosły, poszły w świat. Matka je odnalazła, przyznała się, że są dziećmi innego mężczyzny, z którym ona jest od lat. Tamten wiedział, ale mu pasowało, że inny wychowuje jego dzieci. Kiedy my zajmowaliśmy się ich wychowaniem, tamci używali życia. Dzieci, gdy się o wszystkim dowiedziały, zerwały całkowity kontakt z moim mężem.
Był najlepszym ojcem, jakiego znałam. Potraktowali go wszyscy jak śmiecia. To boli.
Co się dzieje gdy pracujesz zbyt dużo, a śpisz zbyt mało?
1. Chłopak znajduje cię siedzącą w środku nocy przy zapalonym świetle w salonie. Na pytanie co wyprawiasz, mówisz, że czekasz na fakturę.
2. Kolejne o lunatykowaniu... Wyjmujesz sztućce z szuflady. Na pytanie co robisz, odpowiadasz, ze liczysz pieniądze.
3. Po zaparkowaniu auta inaczej niż zwykle siadasz jako pasażer i czekasz tak aż auto ruszy.
4. Lejesz wodę do szklanki w taki sposób, aby się nie spieniła.
5. W wolny dzień wsiadasz do auta z chęcią podjechania do znajomych. Po dojechaniu na miejsce pracy, orientujesz się, że jechałaś w zupełnie inną stronę.
6. Gdy podczas pracy chcesz coś sprawdzić w necie, włączasz niechcący monitoring i przeglądasz go przez kilkanaście minut.
Jadąc dzisiaj rano metrem widziałam sytuację, która powinna być wzorem dla każdego.
Na jednej ze stacji, do metra w pośpiechu wskoczyła mała dziewczynka, jednak drzwi się już zamykały i nie zdążyła wsiąść jej mama z rodzeństwem. Dziewczynka od razu rozpłakała się, widząc jak jej rodzina zostaje w tyle. W momencie zareagował na to młody chłopak, około 22 lat, który podszedł do niej i zaczął mówić do niej, że nic się nie stało i odnajdą jej mamę w następnym pociągu, który pojedzie za kilka minut. Chwycił ją za rękę i wysiadł z nią na następnej stacji żeby razem z nią poczekać.
BRAWO dla tego chłopaka, nie każdy umiałby się tak zachować.
Boję się wypróżniać we własnym domu, dlatego robię kupę na swoją rękę, a dopiero później delikatnie umieszczam to w kiblu.
Jestem 17-letnią dziewczyną.
Jestem okropnie zazdrosna o mojego chłopaka.
Jestem w związku od roku i za każdym razem ,jak on wspomina o swojej byłej, czuję chorobliwą zazdrość. Nawet jeżeli wspomni, że kiedyś byli razem na imprezie i świetnie się bawili, to jestem zazdrosna, ponieważ wiem, że u nas tak nigdy nie będzie przez moje lęki społeczne. Średnio raz, dwa razy dziennie wspomina o niej. A to że kiedyś byli w jakimś fajnym miejscu, a to że kiedyś coś razem dziwnego zrobili. Boli mnie to, ponieważ na początku naszej relacji wspominał, że tęskni za nią i nie może pogodzić się z ich zerwaniem.
Parę tygodni temu miałam mały wypadek i gdy opatrywał mi ranę, to nawet wtedy zaczął mi opowiadać historię, jak kiedyś musiał zawieść Weronikę na pogotowie, bo rozcięła sobie łuk brwiowy.
Mówiłam mu kilka razy, że nie lubię, jak tak często o niej wspomina, a on dalej swoje.
Nie wiem już, czy to z nim jest coś nie tak, czy ze mną.
Kiedy byłam jeszcze dzieckiem wysoki poziom adrenaliny nie był mi obcy.
Podczas jednej wspaniałej zimy, kiedy jeszcze zdarzało się, że poziom śniegu sięgał kolan. (bądź szyi, gdy było się małym brzdącem, jak ja) postanowiłam jak to dziecko pojeździć na sankach. Biorąc pod uwagę, że mieszkałam na jednej z najwyższych i najlepszych do tego zajęcia górek w miejscowości dziarsko wzięłam moje sanki i zaczęłam zjeżdżać. Było wspaniale, szybko jednak stało się to nudne i w mojej głowie zaczęły rodzić się ciekawsze pomysły.
Postanowiłam zrobić najlepszą skocznię narciarską na świecie, jeszcze lepszą niż skocznia mamucia. Usypałam na samym dole tuż pod najbardziej ostrym zboczem, dość wysoką kopkę śniegu, tak by na finiszu móc wystrzelić w powietrze. W połowie zjazdu w dół zorientowałam się jednak, że było to niezbyt właściwym pomysłem, bo sanki mknęły w zdecydowanie zbyt szybkim tempie, a skocznia coraz szybciej jawiła mi się przed oczami. W końcu nadeszła ta chwila, kiedy sanki wjechały na mój twór ze śniegu. Będąc w powietrzu pożałowałam tego pomysłu, by chwilę później z całym impetem wbić się nogami w metalową siatkę ogrodzenia. Zawisłam nogami uwiezionymi w siatce i za nic nie mogłam się z niej wydostać. Nie mogłam wyciągnąć nóg. Zaczęłam wołać moją babcię, by przyszła mi z pomocą, jednak na marne, ponieważ nie było nic słychać. Z frustracją próbowałam się stamtąd wydostać, a moje przerażenie rosło z każdą chwilą. Jakby tego było mało, chwilę później obok przejeżdżał autobus pełen młodzieży, która z zainteresowaniem przylgnęła do szyb, wskazując na mnie palcami. Zdesperowana ściągnęłam buty i poszłam na bosaka do domu, zostawiając moje obuwie zaglebione w siatce.
Zablokowałam na czacie internetowym kolesia, który wysyłał mi obleśne wiadomości.
Dziś przyszedł do mnie do domu. Nie mam pojęcia skąd wiedział gdzie mieszkam i jak się nazywam.
Wiecie, jak to jest, jak jesteście młodzi i podoba wam się jakaś dziewczyna czy chłopak. Widzicie tę osobę na chodniku i świat zaczyna inaczej się kręcić, wszystko przestaje mieć znaczenie. Ja tak kiedyś zacząłem się uśmiechać i machać do jednej pięknej niewiasty, zapominając o bożym świecie.
Historia kończy się tym, że wpadłem do śmietnika, ale to tak dosłownie, że tylko nogi wystawały w górę.
Dodaj anonimowe wyznanie