Jest coś, czym nie lubię się chwalić, chociaż czasami ciężko jest to ukryć. Cóż to za straszną tajemnicę skrywam? Mam IQ na poziomie powyżej 140.
Zapewne część z was pomyśli, że to jest powód do dumy, ale prawda jest taka, że jestem bardzo samotnym człowiekiem. Samotnym w samym środku tłumu.
W życiu zawodowym odnoszę same sukcesy i co ważne spełniam się, ale w życiu prywatnym nie jestem w stanie stworzyć trwałej relacji. Większość ludzi których w życiu poznałem, po krótkim czasie zaczynała mnie nudzić.
Tak wiele osób nie zdaje sobie sprawy jak bardzo są przewidywalni i podatni na manipulacje. Przecież jesteśmy tacy unikalni...
Wiem, że wiele osób skrzywdziłem, ale nie sprawiło mi to nawet najmniejszej przyjemności. Przykro mi.
Czasami introwertyzm jest sposobem na ochronę innych przed samym sobą.
Rok temu postanowiłam zakupić sobie lejek do sikania dla kobiet, bo wybierałam się w długą podróż pociągiem - ok. 12 godzin. Chciałam sobie ułatwić życie i nie musieć w pociągowej ubikacji robić siku na wisząco, ryzykując, że jak pociągiem szarpnie, to wyląduję tyłkiem na wątpliwej czystości sedesie.
W domu oczywiście przetestowałam lejek kilkadziesiąt razy, żeby nabrać wprawy i się nie obsikać. Szło mi bardzo dobrze, więc stwierdziłam, że w pociągu nie będzie problemu.
Jechałam z trzema przesiadkami najpierw pociągiem regionalnym. W regio zachciało mi się sikać, poszłam z moim lejkiem do toalety, która nie była pierwszej czystości. Mało powiedziane, była obsikana z każdej strony, a w kącie leżał obs***ny papier. Ale mi się tak bardzo już chciało, że na szukanie innej nie było już czasu. No to zdjęłam gacie, przyłożyłam lejek, upewniłam się, że jest w odpowiednim miejscu i siuuuu. Jak można się już domyślić, mocz przeszedł bokiem i się obsikałam.
Przede mną było jeszcze jakieś 11 godzin podróży, a wagon, w którym siedziałam, był pełen ludzi. Miałam co prawda spodnie i majtki na zmianę, ale zostały w walizce, która została przy moim siedzeniu. No więc dłuższy czas spędziłam w korytarzu między przedziałami, czekając aż plama wyschnie i zastanawiając się, czy ktoś mi w tym czasie nie zawinie walizki. Poszłam po walizkę dopiero jak pociąg zbliżał się do stacji docelowej, a plama była już prawie niewidoczna, potem na dworcu w płatnej ubikacji się przebrałam.
Od tamtego momentu nigdy więcej nie skorzystałam z lejka.
A miało być tak pięknie.
Nigdy nie odczuwałam tego, że jestem gruba. Nikt mnie nigdy nie wyśmiewał, miałam chłopaka i przyjaciół. Wiedziałam, że jestem grubsza od innych ale nie docierało to do mnie. Jak o sobie myślałam to zawsze jako o osobie może nie szczupłej ale też nie tak grubej jak byłam w rzeczywistości. A musicie wiedzieć, że w rzeczywistości ważyłam 120 kg przy wzroście 170 cm. Całkiem sporo, prawda?
Żyłam sobie zatem jak monstrum, nie zwracając uwagi na odbicia w lustrze czy zdjęcia, wmawiając sobie, że to tylko kilka kilo za dużo. Wszystko się zmieniło, gdy mój ginekolog był na urlopie, a mi kończyły się tabletki antykoncepcyjne. Poszłam do innej przychodni, do jakiejś nowej lekarki. Zbadała mnie, ale zanim przepisała leki zapytała czemu je biorę. Wyjaśniłam, że nie tylko jako środek ochronny przed ciążą ale też po to by unormować nieregularne miesiączki. Pamiętam jak na mnie poważnie spojrzała i stwierdziła, że nie będę mieć dzieci. Nie i koniec bo jestem gruba. Nieregularne miesiączki są też dlatego że jestem gruba. Spytała mi się czy mi to nie przeszkadza. W końcu jestem młoda i ładna i po co mi balast w postaci dodatkowych 50 kg.
Zamurowało mnie. Rozbeczałam się jak dziecko, wzięłam receptę i obiecałam sobie, że wysmaruję tę wstrętną kobietę na forach internetowych.
Jednak jak przyszłam do domu to spojrzałam na siebie. W końcu na siebie spojrzałam. Zdjęłam ciuchy i zaczęłam się oglądać. I wiecie co? Ja na serio byłam wtedy gruba, byłam obrzydliwie gruba. Wyglądałam jak wieloryb, a moje ciuchy rzucone na podłogę jak namiot turystyczny.
Tego dnia zapisałam się do dietetyka i to była najlepsza decyzja w moim życiu. Trzy lata i 43 kg później mogłabym tę lekarkę całować po rękach za to że jako jedyna uświadomiła mi to, czego sama nie zauważałam, a bliscy bali mi się powiedzieć.
Uwaga, będzie apel! Proszę, mówcie swoim najbliższym o ich problemach. Uświadamiajcie ich. Nie pozwalajcie im żyć w pięknym kłamstwie.
Moja babcia z Alzheimerem któregoś dnia, kiedy wyjątkowo nie była pod niczyim okiem, rozebrała się do rosołu, następnie usiadła na podłodze przy oknie balkonowym i zesrała się pod siebie (kolejność możliwie odwrotna). "Na deser" zaczęła nabierać "farby" na zgrabiałe ze starości dłonie i malować po szybie niczym na transparentnym płótnie, nośniku jej gównianego geniuszu. Zasrana artystka ^^
Jestem szesnastoletnią dziewczyną, posiadam młodszego brata (lat trzynaście). Nietrudno jest zauważyć, że w naszym domu traktowani jesteśmy kompletnie inaczej.
Wykonuję w domu bardzo wiele prac (pomagać zaczęłam około dziesiątego roku życia) i nie było by w tym kompletnie nic złego, gdyby nie to że mój brat, który także mógłby już dużo robić, nie musi nic. Przykładowo nasz weekend wygląda tak, że ja muszę posprzątać salon, kuchnię, łazienkę i swój pokój, wszystkie te pokoje poodkurzać, zrobić pranie, wyprasować ciuchy dla całej rodziny itd. (wszystko to obowiązki które zostały mi narzucone przez mamę). W tym czasie mój albo jeździ gdzieś z kolegami, albo gra na komputerze. Dodatkowo w tygodniu sprzątam i robię różne rzeczy na bieżąco. We wszystkim trzeba mu pomagać, nie potrafi sam się uczyć i mimo ogromu wolnego czasu ma okropne oceny i jego edukacja leży. Młody nie zna słowa ,,nie". Potrafi godzinami drzeć się w swoim pokoju (podczas grania z kimś), przez co nie mogę się uczyć ani robić nic co wymaga skupienia, jednak mimo moich próśb mama nie zwraca mu uwagi. Jestem karana za bardzo małe przewinienia, na niego jeszcze nikt nawet nie nakrzyczał. Przez wiele lat zastanawiałam się dlaczego jesteśmy traktowani inaczej i co mogę w sobie zmienić, teraz już tylko czekam aż stanę się pełnoletnia i będę się mogła wyprowadzić.
Pewnego dnia w drugiej klasie gimnazjum, strasznie nie chciało mi się rano wstać z łózka, żeby pójść do szkoły. Moja mama przychodziła do mnie co 5 minut i prosiła, żebym wstał. Mama ma widok na kawałek mojego łóżka z kuchni, więc spokojnie widziała moją głowę, gdy leżałem. Ale ja, mega zmęczony, wpadłem na świetny pomysł! Przeczołgałem się na drugi koniec łóżka i tam zasnąłem. Mama uznała, że wstałem, i wyszła do pracy niczego nieświadoma.
Obudziłem się o... 13.
Wreszcie udało mi się umówić z dziewczyną, za którą szaleję już od dawna. Spotkanie było fenomenalne! Momentalnie złapaliśmy silną więź, śmialiśmy się jak szaleni, dogryzaliśmy sobie nawzajem, okazało się, że mamy podobne zainteresowania i podobne poglądy na większość rzeczy. Przegadaliśmy pół nocy, a jak się rozstawaliśmy, to czuć było ten ekscytujący niedosyt i potrzebę dalszego „odkrywania siebie nawzajem”. Wróciłem do domu uskrzydlony, z bananem na twarzy i świadomością, że moje modlitwy zostały wysłuchane.
Kiedy już leżałem w łóżku, usłyszałem dźwięk przychodzącego SMS-a. Jakże się ucieszyłem, gdy okazało się, że to od NIEJ! Z sercem bijącym jak szalone i motylkami tłukącymi się w moim brzuchu otworzyłem wiadomość.
Serce przestało bić, a motylki padły niczym potraktowane środkiem na owady, kiedy przeczytałem: „Przyjaźń! Jakie to piękne uczucie!”.
Było lato. Gorące, upalne lato. Miałam koło 15 lat, więc jak wiadomo czas hormonów, szaleństw, głupot. Jako że mieszkam w małej miejscowości, jedyną atrakcją dla 15 letniej dziewczyny w wakacje było wielogodzinne spacerowanie po mieście z przyjaciółmi. Tak też było tego dnia.
Wybrałam się z przyjaciółką na przechadzkę po nudnych ulicach miasteczka. Szłyśmy wesołe, ze wszystkiego robiłyśmy sobie żarty, aż w pewnym momencie podszedł do nas pewien pan, na oko 45 lat. Bez namysłu zapytał moją koleżankę "Czy mogłabyś mi zawiązać sznurówkę?". Koleżanka spojrzała na mnie myśląc, że facet robi sobie jaja, biorąc nas za głupie gówniary, które można poniżyć poprzez wiązanie butów obcemu facetowi. Bez namysłu śmiejąc się odpowiedziała "Ja nie zawiążę, koleżanka to zrobi!". Zareagowałam może dziwnie, ale przystałam na prośbę nieznajomego i robiąc słowiański przykuc zawiązałam gościowi owego buta. Czułam się jakoś nieswojo, ale myślałam nad tym chwilę i stwierdziłam, że coś musiało być nie tak, skoro poprosił nas o taką przysługę. Nie wyglądało jakby sobie żartował. Mężczyzna podziękował, a my odeszłyśmy.
Następnego dnia jechałam z mamą samochodem na zakupy. Akurat ów facet szedł ulicą, a mama zaczęła monolog "Jakie życie jest niesprawiedliwe i okrutne. Widzisz tego gościa? Miał wypadek. Zamiast prawej nogi ma protezę, a lewą rękę ma całkowicie bezwładną. Jeszcze żona go zostawiła i został z dwójką dzieci. Dobrze, że mieszka z nim jego mama, to chociaż pomoże mu się ubrać".
Tak też doszłam do ważnego życiowego wniosku już w wieku 15 lat - nie ocenia się ludzi po pozorach, bo pozory mogą mylić.
Jestem spokojnym, 26-letnim facetem. Na pozór wszystko gra, żyję sobie dość przeciętnie, jak każdy mam lepsze i gorsze momenty, grupkę przyjaciół, pracę, utrzymuję dobre kontakty z rodziną, u której zresztą póki co mieszkam itd. Jaka jest skaza w tym na pozór spokojnym życiorysie? Otóż jest nią moja największa tajemnica, o której nikt nie wie, absolutnie nikt, żaden znajomy ani żaden członek rodziny, a którą chciałem z siebie wyrzucić tutaj - mam dość sporą stulejkę.
Edukacja seksualna jest u nas w kraju jaka jest od lat, a rodzice też ją dodatkowo olali. Zanim więc odkryłem, że mam problem (który odkryłem dzięki oglądaniu pornografii), minęło sporo lat. I od tej pory cisza. Nie zrobiłem z tym nic. Są ku temu dwa powody. Pierwszym jest strach. Okropnie boję się bólu (co skrzętnie ukrywam, bo co to za facet, który się boi, że poboli?) i powikłań po zabiegu. Jak już byłem zdecydowany pójść, to poczytałem na forach o ludziach po tym zabiegu i naczytałem się o tym, jak to niektórych bolało, jak lekarz usiłował na siłę ściągnąć napletek, albo jak później cierpieli przez powikłania. Po prostu się boję i na myśl o tym, że miałbym z tym iść do lekarza jestem bliski wymiotów. Lekarzowi nie opowiem o obawach, bo boję się wyśmiania, no bo ponownie - co to za facet bojący się bólu? Nikomu o tym nie mówię z podobnych powodów. Odwagi nabieram dopiero po alkoholu, no ale który lekarz będzie przeprowadzał zabieg na pijanym? Do tego okropnie się wstydzę. Tego, że mam problem, tego, że olałem go tyle lat i tego, że ktoś miałby mi majstrować przy sprzęcie. Wstydzę się rodziny, przed którą nie ukryłbym zabiegu, a która by się dopytywała o co chodzi, że idę do lekarza. Dlatego utrzymuję to w głębokiej tajemnicy.
Lecz jestem tym już zmęczony. Czuję się wybrakowany (zwłaszcza że mój sprzęt nie jest jakoś pokaźny, co dodatkowo podkopuje moje ego) i jest to jeden z powodów, dla których nigdy nie miałem dziewczyny (innym jest moja nieśmiałość, która dodatkowo przeszkadza). Nie jestem aseksualny i mam swoje potrzeby, które zaspokajam wiadomo jak. Za każdym razem kiedy jednak patrzę na swój sprzęt jestem i smutny, i wściekły. Smutny, że jestem wybrakowanym facetem, zły, że jestem żałosnym tchórzem bojącym się cokolwiek z tym zrobić. Później zapominam i na parę dni jest spokój. I tak przez te kilka lat się to toczyło. Obiecałem sobie zrobić z tym porządek w tym roku, no ale przyszła korona i mój wewnętrzny opór dostał kolejny powód, by nic z tym nie zrobić. Na serio jestem tym zmęczony. Nie chcę współczucia, bo wiem, że ta strona do tego nie służy. Po prostu musiałem to z siebie wyrzucić, a z powodów opisanych wyżej nie powiem o tym nikomu bliskiemu ani znajomemu. Chciałbym przestać być takim tchórzem.
Poprzedniej nocy z moją dziewczyną oglądaliśmy film, a potem leżeliśmy przytuleni na kanapie i rozmawialiśmy. Po jakimś czasie ona zasnęła, a ja wkrótce zorientowałem się, że nie mogę tak spać, bo leżę na samym skraju. Nie chciałem jej budzić, więc przykryłem ją i położyłem się na podłodze obok. Nad ranem gdy się obudziłem zobaczyłem, że jestem przykryty, a ona leży na podłodze razem ze mną.
Niby nic, ale jestem zdania, że nie wielkie słowa, a takie małe gesty najwięcej mówią o kondycji związku.
Dodaj anonimowe wyznanie