#NZ4mh
Nie pamiętam, kiedy ostatnio powiedziałam mu, że go kocham (nawet nie chcę tego robić, bo zdaję sobie sprawę jak nieszczerze mogłoby to brzmieć). Nie mam ochoty na seks z nim, ani żaden inny kontakt fizyczny. Jedno się nie zmieniło - nadal lubię spędzać z nim czas, mamy identyczne zainteresowania, nigdy nie spotkałam osoby, z którą tak zgadzałyby mi się gusta jak z nim. Jednak kiedy spędzam z nim czas to czuję się jakbym spędzała go z kumplem.
Dzięki niemu poznałam fantastycznych ludzi (jest bardzo towarzyską i lubianą osobą, a ja zawsze marzyłam o paczce przyjaciół i dopiero dzięki niemu mam taką ekipę), z dwoma osobami się naprawdę zaprzyjaźniłam. I to jest powód dla którego nie chcę się z nim rozstać - wiem, że to egoistyczne i perfidne, ale boję się, że jak go zostawię, to stracę kontakt z tymi wszystkimi ludźmi, bo oczywistym jest, że staną murem za nim. Prawda jest taka, że bardziej zależy mi na naszych kumplach i kumpelach niż na nim. Chciałabym móc się z nim kumplować i trzymać z paczką, ale wiem, że to nierealne, w końcu tekst "zostańmy przyjaciółmi" to bujda. Boję się samotności, przez co tkwię w nieszczęśliwym związku, który coraz trudniej mi zakończyć.
To się nazywa rutyna, skarbie. W każdym związku motylki w końcu ulatują.
Tyle, ze najpierw skladaja jaja. No i w konsekwencji masz zarloczne gasienice.
Na szczęście nie u każdej kobiety. My nie mamy zamiaru mieć. Wyobrażasz sobie jak wielkimi incelami byłyby moje dzieci?
No, nie u kazdej.
I nie, nie za bardzo. Gdybym musial byc szczery.
Właściwie incelstwo nie może być dziedziczne, prawda?
To się zastanów w końcu czy było dobrze czy źle. Niżej jest to samo, ale najpierw było dobrze a teraz się popsuło i chcesz jego psa. Aż się odechciewa czytać.
O czym ty gadasz? Gdzie niżej? Co?:D
Jak mniemam chodzi o strefy intymne @tacodoinnychpodobna
tanocdoinnychpodobna i magicznapyra - o wyznania chodzi... 😒
W poczekalni były dwa, nie wiem czy nadal to jest, w sumie średnio mnie to obchodzi, ale były dwa z rozym zakończeniem.
A to nie jest po prostu kryzys związku? Może terapia małżeńska?
Jeśli tyle czasu nie było u was czułości, seksu, namiętności, to on chyba czuje to samo.
Kiedyś się kochaliście. Swiata poza sobą nie widzieliście. To da się jeszcze przywrócić.
Chciałabym, byś była z nik szczęśliwa...
Może powinniście spróbować jakiejś terapii dla par? Albo wyjechać gdzieś razem, jakieś w miarę romantyczne miejsce. Może wyjść też gdzieś, gdzie wychodziliście na początku waszej znajomości? Porobić coś fajnego. Moim zdaniem warto spróbować, ale zrobisz jak będziesz chcieć.
A może wchodzicie po prostu w nowy etap związku bądź brakuje jakiegoś bodźca żeby rozpalić na nowo uczucia. Dziwne że tyle jesteś ze swoim chłopakiem, a nie rozmawiałaś jeszcze z nim o tym. Związek nie zwiąże się z motylami w brzuchu cały czas. Są dni gdzie masz ochotę rzuć partnera ale są też takie pełne ognia i miłości. Rozmowa przede wszystkim.
Dla mnie związek w którym nie ma uczucia ani pociągu fizycznego do partnera to nie związek. Byłam z mężczyzną 5 lat, ostatni rok był taki jak opisała autorka - zero uczuć, pożądania. Trzymało mnie przy nim tylko przyzwyczajenie, ale tłumaczyłam sobie to tak, jak wy teraz autorce - że po takim czasie w związku zaczyna się rutyna i to normalne. Przekonałam się, że to po prostu nie to, kiedy poznałam mężczyznę mojego życia. Wtedy już wiedziałam, że mojego partnera nie kocham, więc rozstałam się z nim i związałam się z moim obecnym partnerem przy którym czuję, że "to jest to".
Jako osoba aseksualna poczułem się trochę urażony...
Ja z kolei z moim partnerem jestem już 6 lat, również mieliśmy lepsze i gorsze chwile. Tak samo jak u Ciebie w pewnym momencie to uczucie zaczęło wygasać ( po prostu do naszego życia wkradła się rutyna, studia, praca ), jednak gdy to zauważyłam porozmawiałam o tym z moim partnerem, zaczęłam się jeszcze bardziej angażować w związek (on oczywiście też). Zawsze gdy mam chwilę zwątpienia to myślę sobie jakbym się czuła gdybym dowiedziała się, że mój partner umarł, czy gdyby mnie zdradził byłabym o niego zazdrosna lub gdybyśmy się rozstali czy bym za nim tęskniła.
Jest też kolejna kwestia- zauroczenie w innej osobie ( może Ci się to nie wydarzyło, może wydarzy ). Jest to całkowicie normalne po tak długim stażu w związku. Swojego partnera widziałaś w prawie każdym możliwym stanie. Znasz jego wady, kłócicie się (często lub nie) - to wszystko przez to, że spędzacie ze sobą dużo czasu. Nowa osoba ( możesz znać ją długo, ale przecież i tak nie wiesz tyle ile o swoim partnerze) w której się zauroczysz jest praktycznie ideałem, motylki w brzuchu i te sprawy. Ale czy tak samo nie było z Twoim obecnym partnerem na samym początku waszego związku? Jeśli tak to bardzo możliwe, że i ten skończy się tak samo.
Witamy w dorosłym świecie. Motylki zdechły, zaczęło się prawdziwe życie w związku.
Mam wrażenie że to jakaś biologicznie zaprogramowana reakcja. Jeśli po pewnym czasie nie pojawia się potomstwo, uczucia się wygaszają aby umożliwić znalezienie płodnego partnera.
Pudło. Wyobraź sobie, że chodzą po tym świecie ludzie, którzy nie chcą za nic mieć dzieci. Mateusz i ja właśnie takimi ludźmi jesteśmy. Nigdy nie chcieliśmy mieć dzieci, dalej ich nie chcemy, my nawet nie myśleliśmy o ślubie.
@tanocdoinnychpodobna A co to ma wspólnego z reakcją organizmu?
Kris to ma sens bo właśnie jest ten 7 letni kryzys
Każdy związek musi mieć etapy żeby się dobrze rozwijał a jak ustanie w jakimś momencie to zaczyna się problem. Teraz już rozumiem że to biologia. Oczywiście można to przetrzymać i być ze sobą na zawsze z dziećmi lub bez bo jednak oprócz biologii mamy też rozum
Ale jak to "nie pojawia się"? Dzieci się nie pojawiają same z siebie, da się to zaplanować. Jedni się kochają i nie mają dzieci bo nie planują, inni się nawet nie lubią a zaliczają wpadkę a później się już nawet nie "nie lubią" tylko nienawidzą otwarcie.
Mam aktualnie z partnerem podobnie. W którymś momencie miłość wygasa, zostaje przyjaźń. Pytanie czy oboje chcecie to przezwyciężyć i zakochać się od nowa w sobie.
Prawdziwa miłość nie wygasa
Co najwyżej przygasa pożądanie z jeżeli się o jie nie dba
Zakochanie mija, bo minac musi. To w koncu stan nierownowagi chemiczno-psychicznej. Milosc to juz inna bajka. Moze trwac i trwac i ... nawet ewoluowac.