#YiKO1

Jestem wokalistką. Śpiewam od zawsze. Niestety jakiś czas temu zakończyłam współpracę z moim zespołem. Pewnego dnia dostałam telefon z propozycją dołączenia do kapeli grającej na weselach. Miałam mieszane uczucia, ponieważ chciałam z jednej strony realizować swoją pasję, z drugiej chciałam mieć trochę czasu dla siebie, bo ostatnio mi go brakowało. Pomyślałam jednak, że spróbuję:)

Na pierwszy nasz występ - wesele, pojechałam niechętnie. Po poznaniu członków zespołu stwierdziłam, że chłopaki są nudziarzami. Najgorszy z nich był jednak perkusista. Bardzo atrakcyjny (taki drugi Rafał Maślak), ale strasznie milczący.

Gdy graliśmy już kilka godzin, któryś z gości poprosił o bardzo żywiołową piosenkę. Goście szaleli na parkiecie. Koledzy z zespołu także. Gdy zbliżał się refren, Bartek - perkusista, wykonał "zamaszysty" ruch ręką. Był na tyle mocny, że pałeczka wypadła mu z dłoni, lądując na moje głowie. Przestraszona zrobiłam automatycznie krok w przód, spadając ze sceny... Pamiętam tylko minę Bartka, straszne przerażenie! Wstałam szybko i wszystko obróciłam w żart. W przerwie Bartek przemówił. Okazało się, że jest strasznie nieśmiały, ale bardzo sympatyczny. Po weselu odwiózł mnie do domu, następnego dnia zaprosił na kawę.

Tydzień później mieliśmy kolejny występ. Nie stałam już przed Bartkiem z obawy o kolejny uraz :). Przekręcając teksty w skoroszycie, w miejscu pechowej piosenki zobaczyłam kartkę z napisem: "Przepraszam, więcej nie będę! Już jej nie gramy". Wczepione były tam też bilety do kina. Skorzystałam z zaproszenia i zaczęłam regularnie spotykać się z Bartkiem. Dziś jesteśmy ze sobą. Dzielimy wspólną pasję. I jesteśmy szczęśliwi:)

PS. Niedawno dostałam nagranie, na którym widać mój upadek ze sceny. Fajnie zobaczyć z innej perspektywy, jak twój mężczyzna wykonał ten pierwszy krok! :)

#aYyNa

Od ponad 5 lat zmagam się z depresją, mam epizody lęku wolnopłynącego.
Mam terapię psychologiczną i farmakologiczną, ale leki przestają działać, a psycholog nie pomoże mi z sytuacją zewnętrzną i uwikłaniem w różne sytuacje niezależne ode mnie.
Zdarza się, że kilka razy w miesiącu rozważam samobójstwo.
O wszystkich aspektach mojego życia nie wie nikt, bo dusi mnie wstyd. O depresji i lęku - tylko wy i specjaliści, którzy się mną opiekują. Jest mi bardzo ciężko.
Czytam czasem hejty niektórych użytkowników z tej strony i robi mi się przykro, nawet jeśli nie są skierowane na mnie. Nie wiecie, z czym naprawdę zmagają się osoby po drugiej stronie ekranu, szczególnie te "wygadane" czy ironiczne. Nie wiecie też, ile osób macie na sumieniu, bo nie wytrzymali waszych przytyków.

#PNqdv

Mam 28 lat, ale mój wiek od zawsze budził wątpliwości. Okazywanie dowodu za każdym razem przy zakupie alkoholu czy pytanie w różnych sytuacjach o pełnoletność to norma. Prawdopodobnie jest to zasługa mojej drobnej postury, 173 cm wzrostu i dość delikatnych rys twarzy, a także ubioru.

Rok temu umówiłem się z pewną panią znalezioną na portalu z anonsami erotycznymi w celu odbycia pierwszego stosunku. Wielu rzeczy bym się spodziewał, ale tego, że prostytutka poprosi mnie o dokument potwierdzający pełnoletność już nie.

#DqPgl

Jestem psychoterapeutą. Pracuję w ośrodku, ale mam też swój gabinet. Nie byłoby w tym nic anonimowego, gdyby nie to, że nienawidzę tej pracy. Męczy mnie narzekanie klientów. Robię to tylko dla pieniędzy. Oczywiście nie szkodzę im, wiem jak rozmawiać z ludźmi z problemami, depresją itd., ale jest to wiedza książkowa, po prostu wyuczona przez te wszystkie lata.

Gdy z mojego gabinetu wychodzi 15-letni chłopak, który twierdzi, że nie chce mu się żyć, w myślach go wyzywam i marzę, żeby dać mu w mordę. Nie rozumiem czym może się przejmować nastolatek, który musi się martwić jedynie o oceny. Uprzedzając, w jego domu wszystko dobrze.
Przychodził do mnie facet, który ma wszystkiego dość, bo zdradził żonę i kochanka teraz chce, żeby odszedł od żony dla niej. Przez całą terapię korciło mnie, żeby mu wykrzyczeć, że trzeba było nie sypiać z inną kobietą, gdy miało się żonę. Powstrzymałem się i dałem mu kilka sugestii i opcji, ale gdy wyszedł, zacząłem po cichu przeklinać i go obrażać.

Nie rozumiem problemów ludzi, chociaż nie daję tego po sobie poznać. Nie pamiętam kiedy wytrzymałem w pracy bez pomocy alkoholu, który chowam w szufladzie.
Anonimowe jest też to, że wielokrotnie planowałem uwieść nastolatki, które przychodzą do mnie z powodu niskiej samooceny i masy kompleksów. Tego też nie rozumiem, ponieważ są śliczne. W większości przypadków miałbym seks gwarantowany, bo takie osoby zrobią wszystko dla odrobiny docenienia przez innych. Powstrzymuje mnie to, że nie chcę mieć ich na sumieniu, gdyby coś sobie zrobiły po tym. Też nie chcę mieć z tego powodu problemów w pracy i złej renomy.

#81HVg

Parę lat temu pracowałam we Francji. Pewnego razu musiałam pilnie wrócić do Polski, samolot miałam o 6 rano, więc na lotnisku musiałam być o 4. Ostatni pociąg do Paryża miałam o 20, dojechałam na miejsce coś koło godziny 23 i pobiegłam biegiem na pociąg RER. Okazało się że ledwo zdążyłam na ostatni, biegiem wskoczyłam do pociągu i dopiero w drodze zorientowałam się, że linia ma rozwidlenie. Pytam się uczynnego Hindusa, czy ten pociąg jedzie na lotnisko, mówi, że nie, ale jak wysiądę na następnym przystanku, to przeskoczę do ostatniego pociągu, który jedzie na lotnisko. Uprzedził mnie, żebym trzymała telefon w kieszeni, bo to dość niebezpieczna okolica.

Wysiadłam, patrzę na tablice, a tu nie ma już żadnego pociągu! A stacja to jedynie peron na wolnym powietrzu i same przejścia podziemne! Myślę - zgwałcą mnie, zabiją. Telefon mi się rozładowuje, nikt nie będzie wiedział, gdzie jestem. Zobaczyłam po drugiej stronie trzech kolejarzy (byli w mundurach), więc bez zastanowienia pobiegłam do nich przez przejścia podziemne i pytam, czy nie wiedzą czym się mogę dostać na lotnisko. Wyobraźcie sobie, że jeden z tych pracowników, czarnoskóry mężczyzna, zwolnił się z pracy na godzinę, zaprowadził mnie na autobus, poczekał, aż podjedzie, pomógł mi wsadzić bagaż i poczekał aż odjadę, po czym wrócił do pracy. Powiedział kierowcy z autobusu, również czarnoskóremu, aby odwiózł mnie bezpiecznie na miejsce. Ten tak sobie wziął to do siebie, że pod lotniskiem przejechał przez plastikowe pachołki i wysadził mnie przed samymi drzwiami terminala. Gdyby nie oni, mogłoby się skończyć nieciekawie.

#s8N1l

Jestem psychologiem i psychoterapeutą. Mam własny gabinet i stosuję niestandardowe metody leczenia. O jednej z nich w tym wyznaniu.

Nie jestem z tego dumny, ale w celu zaspokojenia potrzeb seksualnych dzwonię po dziewczyny z pewnej strony. Jest to portal, na którym kobiety oferują swoje usługi. Od burdelu różni się tym, że nie mają nad sobą alfonsa, cała kasa idzie dla nich.

Dzwonię do jednej z dziewczyn. Tym razem postanowiłem spróbować z jakąś nową, dużo młodszą ode mnie, ona 18, ja 34. Przyjechała, trochę pogadaliśmy, później bzykanko, a później znowu porozmawialiśmy na luzie, bo wykupiłem dwie godziny. Okazało się, że u niej w domu nie jest za ciekawie, rodzice nie pracują, zasiłek i 500 plus przepieprzają na alkohol i papierosy, odkładają tylko na czynsz i jedzenie. Dziewczyna chce studiować weterynarię, na maturze musi dobrze zdać biologię i chemię, ale rodzice nie dają jej pieniędzy na korepetycje i dlatego musi zarabiać w ten sposób. Chciałaby też coś odłożyć, żeby móc się poświęcić nauce na studiach. Zrobiło mi się jej żal, ponieważ wiem, że mi rodzice zawsze pomagali i dzięki nim zdobyłem wykształcenie, które pozwala mi robić to co lubię za dobre pieniądze. Ona takiego wsparcia nie miała. Drugi raz już nie uprawialiśmy seksu, tylko porozmawialiśmy, potem pożegnaliśmy się i wyszła.

Teraz przechodzimy do sedna.

Przypomniałem sobie, że do mojego gabinetu przychodzą młodzi chłopacy, którzy mają problem z samooceną, pewnością siebie i w relacjach międzyludzkich. Tutaj postanowiłem przeprowadzić eksperyment. Zadzwoniłem do tej dziewczyny i opłaciłem kilka godzin. Wyjaśniłem co i jak i się zgodziła.

Otóż gdy przyszedł jeden z tych chłopaków i zaczął narzekać na swoją dolę, pokazałem mu zdjęcie pani X, zapytałem, czy mu się podoba, czy chciałby mieć z nią stosunek itd., a gdy stwierdził, że tak, dałem jej znak, żeby weszła. Skłamałem, że to nowo zatrudniona terapeutka, która mnie teraz zastąpi, a ja wyjdę. Widać było, że chłopak się zestresował, bo jak to? Zostać sam na sam w pokoju z ładną dziewczyną?
Zostawiłem ich, a ona tak jak się umawialiśmy zamiast terapii zaczęła z nim rozmawiać jak z kolegą i podrywać. Później przeszła do planu właściwego, ściągnęła mu spodnie i zrobiła dobrze. Efekt był taki, że po tygodniu ten chłopak przyszedł do mnie tylko po to, żeby powiedzieć mi, że umówił się z koleżanką, a teraz są w związku. W internecie wychwalał mnie pod niebiosa.
Ten eksperyment powtórzyliśmy na innych pacjentach, efekt ten sam.

Teraz dziewczyna pracuje u mnie zdalnie jako administrator strony na Facebooku i usunęła profil na wyżej wspomnianym portalu, a na co dzień studiuje wymarzoną weterynarię.

Piszcie co chcecie, ale metody, które wydają się niemoralne, czasami mogą przynieść pozytywne efekty.

#3O7fx

Jestem autorka wyznania #ZLRHW, dokładnie tego o trenerze i ludziach otyłych.
Większość, jak nie wszyscy, życzyła mi wszystkiego co najgorsze, w tym też ponownego gwałtu.
Wszystko tylko dlatego, bo napisałam, że brzydzą mnie ci ludzie. Tak, brzydzą mnie ludzie ważący o 100 kg więcej niż powinni, czasem nawet i więcej.
Oburzył Was fakt o rygorystycznej diecie i ciężkich treningach, a więc wyjaśnię na czym to polega...

Zanim zaczynają pracę ze mną, wysyłam ich na komplet badań, żeby sprawdzić w czym tkwi problem. Zdarza się też, że bez pomocy psychologa się nie obejdzie, ale to już kwestia mniej ważna w dalszym wyznaniu.
Wiecie na czym polega rygorystyczna dieta u ludzi wyjątkowo tłustych? Na ograniczeniu całkowicie cukru i niezdrowego jedzenia. Niektórzy muszą jeść co godzinę, a innych muszę zmuszać, żeby zamiast jednego wielkiego posiłku jedli kilka mniejszych. Zdajecie sobie sprawę, że niektórzy potrafią w jednym posiłku spożyć całkowite swoje zapotrzebowanie kaloryczne, nawet po 2 tys. kcal, i mówimy o jednym tylko posiłku.
Treningi i przekraczanie granic? Otóż zapewne wielu z was nie wie, że taki człowiek nie jest w stanie czasem przejść kilku metrów.
Często, oczywiście nie zawsze, symulują różne bóle i całkowite zmęczenie, wręcz już stan agonalny i ja wiem, że jakikolwiek trening dla takich ludzi jest nowością i sprawia im to wiele trudu, ale naprawdę czasem nie mam pojęcia, czy te 10 min spaceru to już było za dużo, czy jednak jego ciało pozwoli mu na więcej, ale odezwało się lenistwo.
Nie mam wtedy oporu powiedzieć, że albo ruszy swoje cztery litery i zrobimy trening, albo wzywam karetkę lub jedziemy sami do szpitala, skoro "umiera".

Jestem na każde zawołanie, każdy telefon, nawet ten w środku nocy. Czasem pytania są głupie, bo potrafi klient zadzwonić w środku nocy i zapytać, czy może zjeść batonika, a czasem naprawdę są chwile załamania i wtedy bardziej potrzebują wsparcia.

Możecie ponownie życzyć mi wszystkiego co najgorsze, ale w momencie kiedy poświęcacie miesiące dla kogoś, martwicie się, jesteście 24h i układacie po raz setny dietę, bo poprzednia nie była zbyt dobra i przychodzi czas ważenia i mierzenia, widzicie BRAK jakiegokolwiek efektu, a co gorsze zdarza się przybranie na wadze... jedyne co słyszycie to: "a przecież robiłam/łem to, co pani kazała".
Potem słyszę, że to ja jestem winna, bo dieta była zła, bo treningi za trudne i ich nie robili. Wierzcie, że nie mam wtedy najmniejszego oporu nazwać kogoś leniem i powiedzieć wprost, że zjada za dużo i to jak wygląda to jego wina i żeby skończył się użalać i pierdolić głupoty. Dostaje ultimatum: albo w końcu bierze się do pracy i waga pokaże chociaż kilka kg mniej, albo koniec współpracy.

Poprzednie wyznanie pisałam pod wpływem emocji, ale podtrzymuję moje słowa, że nie mam szacunku do kogoś, kto doprowadza się do takiego stanu.
Chętnie zobaczę, co macie teraz do powiedzenia...

#udrUk

Gdy miałam trzy lata, razem w rodzicami, moim ojcem chrzestnym i jego synem pojechaliśmy nad morze. Pewnego dnia na plaży zachciało mi się siusiu, więc syn chrzestnego poszedł ze mną wysiusiać się na wydmach. Patrzę co on robi w wielkim szoku, bo jak to, chłopcy nie kucają? A co on ma pomiędzy nogami? Wróciłam do mamy i zapytałam się, czemu chłopak siusiał na stojąco, więc wyjaśniła mi, że on ma "ptaszka". 

Jak tylko wróciliśmy do domku, mój tata poszedł do łazienki. Nie spodziewał się, że będąc ciekawym dzieckiem wejdę zaraz za nim, żeby zobaczyć, czy też ma ptaszka. A więc wbiegłam do łazienki, spojrzałam na tatę i krzyknęłam "Tato, ale ty masz ptaszysko!". Od tego dnia tata nauczył się zamykać w łazience...
Dodaj anonimowe wyznanie