Miałem kiedyś chomika. Zwierzę małe, łatwe do uszkodzenia, a ja, wówczas mały bachor zachwycony posiadaniem własnego zwierzątka, wpadłem na pomysł, by zorganizować ulubieńcowi basen.
Do wanny nalałem masę wody, dodałem trochę swoich i jego zabawek, a następnie dosłownie mówiąc jeb#em chomikiem w wodę. Po uświadomieniu sobie, że zwierzę słabo pływa, wrzuciłem biedaka na małą, plastikową, napędzaną sznurkiem łódkę. I tutaj rozpędzając ją jak najszybciej się dało cieszyłem się patrząc, jak chomik przyczepiony pazurami do powierzchni zabawki pędzi z zawrotną prędkością w ścianę wanny, a następnie efektownie wywraca się.
Zabawę przerwał mój ojciec, wcześniej jednak chomik kilkukrotnie wylądował w wodzie. Następnie dostałem zakaz zbliżania się do zwierza i porządny opieprz.
Chomik zmarł kilka tygodni później. Przyczyna: atak serca. Miał chłop refleks.
Byłam kiedyś z babcią na mieście i chciałyśmy przejść przez pasy, na których zatrzymała się taksówka. Chciałam ją ominąć, ale babcia wpadła na lepszy pomysł. Otworzyła drzwi taksówki od strony pasażera i weszła do środka. Na to zdziwiony kierowca: "Co pani robi?!", a babcia: "Przechodzę przez pasy!".
Mina kierowcy - bezcenna. Babcia wysiadła i jednak przeszła normalnie przez drogę, ale "komplementów" dla pana kierowcy nie szczędziła.
Będąc małą dziewczynką, bardzo nie lubiłam jeść skórek chleba. Wyjadałam zawsze tę "miękką część", a skórkę wrzucałam do śmietnika, gdy mama na mnie nie patrzyła. Po jakimś czasie mama zorientowała się i powiedziała mi, że to grzech nie jeść skórki od chleba i Bóg będzie na mnie zły. A ja oczywiście w płacz, bo jako mała dziewczynka bałam się, że spadnie na mnie gniew bóstwa, więc co robiłam? Wszystkie kanapki jadłam w pokoju pod kołdrą, a skórki chowałam pod poduszkę, na wszelki wypadek, żeby Bóg nie odkrył, jaka to ja nieposłuszna. Niestety po około tygodniu odkryła to moja mama, gdyż w pokoju latało sporo much i czuć było woń nadgnitego jedzenia. Dostałam ochrzan i musiałam to sprzątać, ale dowiedziałam się od mamy, że skłamała.
Latem wybrałem się z kumplem o świcie na ryby. Dla relaksu, coby odpocząć od stresów dnia codziennego. Jako iż dość dawno się nie widzieliśmy, od razu zaczęliśmy dosyć wcześnie sobie umilać czas alkoholem, nad rzekę dotarliśmy już w stanie mocno wskazującym. A że dodatkowo była bardzo duża mgła, to nie za bardzo widzieliśmy, jak daleko zarzuciliśmy spławiki. Zarzuciliśmy i dalej sobie piwkowaliśmy w najlepsze, aż w końcu zmógł nas sen.
Rano okazało się, że nic nie złapaliśmy. Nic dziwnego w sumie, gdyż jak się okazało, wędki były zarzucone w przeciwną stronę niż rzeka...
Dwa lata temu rozwiodłam się po blisko 25 latach małżeństwa. Wychowaliśmy razem dwoje dzieci, doczekaliśmy wnuka, jednak mój mąż stwierdził, że ma za mało wrażeń, że od życia oczekuje czegoś jeszcze i odszedł. Nie powiem, bolało, ale pogodziłam się już z tym i nawet myślałam, że z szacunku do siebie i ze względu na wszystkie wspólne dobre lata będziemy potrafili ze sobą rozmawiać. Myliłam się.
Spotkaliśmy się wczoraj przypadkiem w sklepie, był z jakąś kobietą. Złego słowa bym mu nie powiedziała, przecież ma prawo spotykać się z kim chce, jest wolny. Myślałam, że nas sobie przedstawi, że się przywita, w końcu coś nas łączyło, kupę lat byliśmy ze sobą, całe nasze dorosłe życie. Uśmiechnęłam się do niego i chciałam się przywitać, on jednak wybrał inną opcję - udał, że mnie w ogóle nie zna...
Poczułam się, jakbym dostała w twarz. Jednym małym gestem przekreślił jakiekolwiek szanse na to, że kiedyś, gdy spotkamy się na ślubie naszych dzieci czy urodzinach wnuków, będziemy potrafili siąść i wspomnieć miłe chwile. Jestem dla niego teraz kimś, kogo kiedyś znał, a nawet gorzej, bo do dawnych znajomych człowiek się przyznaje.
Serce mi pęka, ale dzieciom nie powiem, nie chcę, żeby to zdarzenie miało wpływ na ich wzajemne stosunki.
Nigdy nie wybaczę moim rodzicom że próbowali mnie zmusić, abym zerwał z moją dziewczyną, gdy zachorowała na raka. Mimo ich nacisków i szantażu nie zrobiłem tego. Teraz jej życiu już nie zagraża niebezpieczeństwo, a ja pod koniec roku planuję się oświadczyć.
Już jako mała dziewczynka mówiłam co myślałam i nie miałam najmniejszych skrupułów, by to robić. Tak było i tym razem, kiedy zaczęłam naukę w klasie pierwszej szkoły podstawowej.
Zaaklimatyzowałam się już w nowej klasie i podczas lekcji grzecznie notowałam coś w zeszycie, kiedy pani poprosiła, by dyżurny wytarł tablicę. Jako że widniałam na liście uczniów jako pierwsza, nauczycielka powiedziała, bym ja to zrobiła, na co ja ze stoickim spokojem odpowiedziałam: "Ja przyszłam się tu uczyć, a nie sprzątać". Oczywiście nie obyło się bez uwagi nauczycielki i rozmowy z rodzicami, ale mama do tej pory wypomina mi tę historię, śmiejąc się do łez. ;)
Przyszłam do pracy. Z rana spotkanie, na szczęście zdalnie. Poszłam po kawę. Szłam do drukarki, gdy koleżanka z pracy mnie o coś spytała, więc nawiązała się krótka pogawędka. Siadam, opieram się na moment i już się prostując słyszę, że coś się odkleja. Patrzę na oparcie krzesła... a tam wkładka higieniczna. Zamarłam. Nie wiem jak długo była na moich plecach i kto ją mógł zauważyć. Od razu zaznaczę, że nie wyszła mi z majtek, tylko z bluzki. Mam problem z nadmiernym poceniem się, więc często ich używam. Tylko ta cholera tego dnia uznała, że się światu pokaże.
Jakby mało było stresu z tego, że się zastanawiałam kto mógł to widzieć, to zanim ją odkleiłam z krzesła, zauważyła ją koleżanka z biurka obok. Wytłumaczyłam co i jak, a ona, pomimo śmiechu, na szczęście ze zrozumieniem pocieszała, że może nikt nic nie zauważył. Ja spociłam się jeszcze bardziej niż zwykle.
Chyba muszę wypróbować inny sposób na mój pot.
Miałam kiedyś pewnego kolegę. Nie był on zbyt popularny ani lubiany - taka szara myszka. Chodziłam z nim do klasy w podstawówce i w gimnazjum. Pamiętam, że zawsze kiedy mieliśmy pisać list na lekcji polskiego, on adresował go do swojej mamy. Wszyscy go z tego powodu wyśmiewali, mówili że maminsynek itp.
Wczoraj po kilku latach go spotkałam. Delikatnie wspomniałam o sprawie z listami, bo chciałam się dowiedzieć, dlaczego pomimo wyśmiewania, on zawsze pisał list do mamy. Odpowiedział mi, że dlatego, że gdy był mały, jego mama zawsze mówiła mu, że gdy nie może czegoś powiedzieć prosto w oczy, powinien napisać list, aby dać upust emocjom. Umarła na tętniaka, kiedy był w 2 klasie i każdy list, który do niej napisał, zanosił na jej grób.
Gdy mi to powiedział rozpłakałam się i nie mogłam uspokoić przez dobre 10 minut.
Piszę to, bo warto pamiętać, że każdy ma swoją historię i nie powinniśmy oceniać ludzi z góry.
Od lat cierpię na depresję i tylko dzięki mojej przyjaciółce, której mama jest psychiatrą, udało mi się trafić w ręce specjalisty i podjąć leczenie. To przykre, że jedyne wsparcie, które dostałam, pochodziło od obcych ludzi, a nie z najbliższego otoczenia. Tymczasem moja siostra wczoraj zabrała mi leki, zrobiła im zdjęcie i wrzuciła je na Facebooka z podpisem: „Panowie, niech ktoś wreszcie wyr#cha moją siostrę, bo mam już dość tej smutnej nudziary!”. Zrobiłam jej awanturę. Moi rodzice szybko dowiedzieli się co młoda zrobiła i zamiast dać gówniarze jakąś reprymendę, przyznali jej rację mówiąc, że też mają dość moich obsesyjnych prób zwrócenia na siebie uwagi...
Dodaj anonimowe wyznanie