#fNMOP
Mój mąż był miłością mojego życia. Uwielbiałam jego poczucie humoru, szalone pomysły, czułość, romantyczne gesty. Jednak jeden temat od początku leżał - seks. Mąż nie tylko nie umiał, ale też nie lubił. Naiwnie liczyłam na to, że z czasem mu się spodoba... Niestety... (Pozdrawiam w tym miejscu hejterów, którzy sobie pomyśleli - pewnie jesteś zimną rybą w łóżku. Nie jestem)
Nie szukałam, ale kiedyś w jakimś komunikatorze nawinął mi się żonaty facet, z którym świetnie mi się rozmawiało. Po wielu miesiącach pisania spotkaliśmy się. Poszliśmy do łóżka. Facet był niski, gruby, wąsaty i miał małego ptaka, ale uwielbiał seks. Spotykaliśmy się rzadko, może raz na dwa miesiące, ale seks z nim był tak dobry, że chciało mi się czekać. Miałam potworne wyrzuty sumienia. Kochałam mojego męża. Wiele razy kończyłam tę znajomość, ale tamten zawsze jakoś mnie znajdował i namawiał na spotkanie. To nie był nawet romans. Żadne z nas nie chciało kończyć swojego małżeństwa, byliśmy bardzo ostrożni i nikt się nigdy nie dowiedział. Chodziło tylko o seks.
Ta znajomość trwała około dziesięciu lat. Tak! 10 lat! I paradoksalnie pozwalała mojemu małżeństwu trwać.
Któregoś dnia mój wąsacz oznajmił, że to koniec, bo właśnie się zakochał. Rozwodzi się z żoną i przeprowadza do nowej oblubienicy. Cóż za ironia losu, co za niespodziewany zwrot akcji! Mój świat się zawalił. Straciłam bardzo ważny filar równowagi mojego życia.
Rok później byłam już rozwiedziona. Nie chciałam znów zdradzać męża ani żyć niewidzialna jako kobieta. Seks jest dla mnie ważny tak samo jak inne elementy udanego związku.
Morał? Nie czekajcie z seksem do ślubu. Jeśli wasze temperamenty okażą się bardzo różne, to lepiej żebyście wiedzieli to wcześniej. Taki związek może po prostu nie zadziałać.
Przez 10 lat spotykałaś się na seks z innym, ale to nie romans.
Nie szukałaś, ale się nawinął. Gdybyś nie szukała, to by się nie nawinął.
Morał? Nie czekajcie z rozwodem tyle lat, skoro caly czas zdradzacie.
no i jeszcze bardzo kochala meza, ALE
Jeśli go zdradziłaś, to widocznie go nie kochałaś. Poza tym mogliście 10 lat temu pomyśleć o jakiejś poradni.
Jeśli ktoś seksu nie łączy nierozerwalnie z uczuciami to nie widzę powodu dla którego zdradę miałoby się łączyć nierozerwalnie z nie kochaniem. Jak najbardziej można zdradzić osobę która się kocha.
@Feniks06 Ale bzdura, to ze jedno nie kocha to nie znaczy ze ma zdradzać. Po prostu mówi do widzenia a nie się szmaci.
feniks spoko, ale w takim przypadku maz musialby wiedziec i sie na to zgodzic, a tu widze, ze nie zaistnialo nawet takie pytanie czy informacja
Hahaha wiedziałem, że oczywiście dyżurna Bazienka już się zapali co doskonale pokazuje, że niby czytasz a nie rozumiesz. Rutabo następny, który się zapalił nawet nie rozumiejąc co przeczytał.
Drogie dzieci wyjaśnię wam znowu od podstaw...
Radiant powiedział, że jeśli się kogoś zdradziła to znaczy, że się go nie kochało. Więc ja mówię, że zdrada nie wyklucza kochania. Jest możliwe, że zdradzi się osobę, którą się kocha. Tylko tyle.
I teraz wpada Rutabo... który dzielnie mi tłumaczy, że nie powinno się zdradzać. Że powinno się najpierw zerwać. Ale co ma piernik do wiatraka?
Bazienka mi mówi o jakichś przypadkach. Jakich przypadkach? Co mąż ma wiedzieć i na co się zgadzać? Na zdradę? Ty w ogóle przeczytałaś co ja napisałem zanim postanowiłaś się ze mną spierać w temacie, którego w ogóle nie poruszyłem?
@rockandrollqueen Tu nie chodzi o reakcje chemiczną, bo co do tego się zgadzam. ale o kewstie zasad, wiec jak się komus mówi że się kocha, a pod tym pojęciem mamy szereg zasad, to te zasady przestrzegamy. alnbo jesteśmy zwykła szmaciurą. No chyba ze dwie osoby za obopólna zgoda ustalaja inaczej.
A porównania sa naprawde z dupy, mam lepsze, mąż alkoholik napierdziela zone, torturuje ja psychicznie i fizycznie, ale kocha, bo tak mu sie uroiło.
Przemawia do wyobraźni...
Tyle że ludzie potrafią się zabić dlatego że kochali a nie potrafiliby zdradzić? ;)
@rock zgadzam się w całości.
@Feniks06
Jak ktoś myśli że kogoś kocha i jednocześnie zdradza go/ją, to sam się oszukuje.
Jeżeli ktoś naprawdę kogoś kocha, to wtedy zdrada nawet nie przejdzie przez myśl. To samo wszelkie inne nieładne zachowania, które mogły by zranić kochaną osobę.
@jose tu akurat mi bliżej do poglądu rockandrollqueen. W książkach romantycznych, filmach i bajkach być może miłość to uczucie czarno-białe. Zerojedynkowe. Myślę jednak, że życie tak proste nie jest jak chcielibyśmy o nim myśleć. Określenie, że jak się kogoś kocha to się nawet nie pomysli o zrobieniu czegoś co mogłoby ta osobę zranić to w pewnym sensie banał. Tyle że mijający się z prawdą. Gdyby fakt zranienia innej osoby negował istnienie miłości to śmiałbym twierdzić że, miłość to uczucie abstrakcyjne, fikcyjne. Związki w których jedna osoba nigdy nie zraniła drugiej świadomie bądź nie istnieją tylko w fantazjach i naszych poboznych życzeniach.
@ Feniks: Masz niestety, (kurfa), racje. I juz.
@Feniks06
Cóż nawet w kwestii co to jest miłość są rozbieżności.
Zabawne wyznanie w sumie.
(Pozdrawiam w tym miejscu wszystkie durne picze, którym się wydaje, że są takimi kocicami, że nikt im się nie oprze, zmarli wstaną z grobów na ich widok, a po ślubie zamienią aseksualnych facetów w demony seksu)
Miłość życia? Kochałaś? Kobieto, najwyraźniej nie wiesz, co te słowa oznaczają. Skoro zdradzałas, to nigdy nie kochałaś. Skoro mąż był miłoscia twojego życia - to nie grzmociłabyś się z jakimś oblechem po kątach przez 10 lat!
Szukałas bolca i tyle. No, ale po co rozmawiać z mężem, po co szukać rozwiązania tej możliwości (terapie, seksuolog, ostatecznie rozwód), skoro szybciej i łatwiej jest zrobić z siebie ku.wistrzała na zawołanie.
Sorry, ale nie ma absolutnie żadnego wytłumaczenia na zdradę. Było ci źle, to trzeba było wziąć rozwód.
Swoją drogą, jak facet zdradza, to świnia! Ale jak kobieta zdradza, to "przeżywa przygodę".
Tfu!
Rozumiem Twoje podejście i szanuję. Ale każdy jest inny. Związek po jakimś czasie się wypala, jak ktoś dalej czuje motylki w brzuchu po 15 latach małżeństwa to gratuluję i cieszę się wraz z nim. Ale prawda jest taka, że po bzykaniu jak dzikie pszczoły przychodzi życie, a człowiek dalej ma pociąg. Tylko już nie do swojej połówki... Rodzą się wtedy fantazje, którzy niekiedy wcielają w życie. I często oznacza to tylko zaspokojenie chuci, a serce niezmiennie pozostaje dla męża/żony. Wiele osób decyduje się na bzykanie na boku. Piszę "bzykanie" bo to jest oderwane od uczuć. Tylko niewiele osób umie znaleźć granicę i zrozumieć, o co chodzi. Ja sama chciałam by mój mąż zaznał radości, bym ja ją zaznała po tylu latach sam na sam (dwie dziewice się dobrały). Nawet dawałam mu gumki na wyjazdy służbowe z przyzwoleniem zabawy. Nie skorzystal. Czy ja skorzystam... Czas pokaże. I okazja, bo ta czyni złodzieja. Ale pociąg nie jest związany z miłością... To chemia i biologia. I szanuję osoby wierne, tak jak osoby, które wiedza, że raz się żyje...
Nawka, jesteś cudowną żoną, naprawdę. Ja i mój mąż też się kochany, mamy świetny seks, ale chemii nigdy nie było i nie będzie. Dekada minęła, a ja chciałabym,żeby on zasmakował czegoś innego, szybki numerek w barze, coś w tym stylu. Ale chyba nadal nie jesteśmy na to gotowi. Zdrada dla mnie jest wtedy, gdy się angażujesz mentalnie.
Taaak istota udanego związku jest piep&-#enie sie ile wlezie, codziennie, jak króliki. Jeee Ooo taak bejbe, wez mnie tu i tu a potem tam. I nie mow, ze nie chcesz, wszyscy chcą takie kocice diablice....
Nie jest, ale seks jest bardzo ważny. Dobra relacja ze złymi seksem wytrzyma krócej, niż zła relacja z dobrym seksem.
zjamci zalezy
dla jej meza widocznie nie byl
Ale dla niej był. Gdyby autorka miała honor, to dawno by się z nim rozstała. Jeśli jedna osoba w związku twierdzi, że seks jest zły, to jest zły.
chodzi mi o to, ze wypowiadasz sie arbitralnie, ze seks jest bardzo wazny
w domysle zawsze
wiec uswiadamiam, ze nie, nie zawsze, dla mnie np. tez nie jest czynnikiem decydujacym, podobnie jak dla meza autorki
masz racje, powinna byla to zakonczyc duzo wczesniej a nie liczyc na cud
Okej, może nie muszę uwzględniać w mojej odpowiedzi procenta związków aseksualnych. To chyba oczywiste...
aseksualna nie jestem :) i ten chlop tez nie
ale serio to jest gradacja, tak jak z libido, nie ma tak, ze ten seks zawsze jest bardzo wazny
a co jak np. druga osoba zachoruje i nie jest w stanie go uprawiac? zostawic?
Bazienka
To są dwie różne sytuacje. Podobny przykład: większość osób nie chce być w związku z kimś, kto nie pracuje i nie robi nic w życiu (czytaj jest nierobem), ale czy to znaczy, że zostawi drugą połowę, bo po chorobie/wypadku nie może pracować? Dwa tak różne stanowiska absurdalnie ze sobą zestawiasz.
Ja czekałam i jest super ;) ale fakt faktem mogliśmy poznać swoje temperamenty na inne sposoby. Nie byliśmy do końca"cnotliwi", po prostu seks zostawiliśmy sobie na deser, żeby ślub nie był zwykła formalnościa.
fajnie, z eci sie udalo :)
ale ryzyko jest ogromne...
No może i jest, ale podczas związku (który trwał 6 lat zanim się pobraliśmy - zaczynaliśmy jako 17latkowie) zdążyliśmy dobrze się poznać, swoje temperamenty też no i tak jak mówię - jedynie samego seksu nie uprawialiśmy, natomiast np. seks oralny już tak. Za to na noc poślubną warto było czekać 😁
Najlepiej oral, anal uprawiać, ale czystość do ślubu zachowana. Bzdet jakich mało. Seks oralny to też jest seks.
A czy ja napisałam, że nie jest? Nie uznaje się za cnotke, po prostu uznaliśmy, że fajnie będzie poczekać z samym standardowym seksem do ślubu, coś w tym złego, zrobiliśmy komuś krzywde? Nigdzie też nie wspomniałam o czystości przedmałżeńskiej.
P.s. Nie muszę Ci się tłumaczyć, ale analu nie było ;)
Rozumiem cię doskonale. Nie martw się hejterami, którzy mówią, że nie kochałaś męża. Jakoś mężczyźni zdradzają żony, które kochają, bo szukają wrażeń. Mówi się, że płeć męska potrafi odłączyć seks od uczuć, a kobiety nie. Podwójne standardy. Kobiety też zasługują na dobry seks i orgazmy. Trzymaj się :)
no to trzeba bylo od niego odejsc od razu a nie go zdradzac i zabierac mu lata zycia na malzenstwo z taka wywloka
albo przed slubem pogadac z nim jak to widzi?
tym to sie wlasnie konczy, zadnego slubu przed seksem!
Tez jestem zdania, ze jesli na poczatku seks jest slaby, to pozniej bedzie juz tylko tak samo, lub nawet gorzej. Mam znajoma, ktora uwaza, ze wszystkiego mozna sie nauczyc i seks mozna urozmaicic tak by stal sie lepszy. Nie wiem jednak, czy to prawda, bo znajoma rozwniez czeka z seksem do slubu, wiec widocznie ludzie musza sie nauczyc na wlasnych bledach. Nie ma sensu radzic i oswiecac, bo i tak nikt nie slucha rad.
Tak wlasciwie to mozna sie uczyc i urozmaicac nawet jesli od poczatku jest dobry, a nawet bardzo dobry. Wystarczy chciec.
Problem pojawia sie, gdy ktorejs ze stron przestaje sie chciec.
Pewnie że można się nauczyć. Są różne sytuacje, u mnie to na początku nasz seks trwał kilka sekund. Ale z każdym razem było coraz lepiej i dłużej. Coraz więcej widziałem. Podobnie pewnie jest w sytuacji, gdy ludzie byli wcześniej w związkach a teraz dopiero zaczynają uprawiać miłość ze sobą.
Trzeba się nauczyć siebie nawzajem, swoim nawyków i tak dalej. Grunt aby nie być w seksie samolubem, no i trzeba czuć jednak do siebie jakiś pociąg. Inaczej można być najwyżej przyjaciółmi.
Dziwka