Kraków. Chciałem pilnie wysłać list, poszedłem na pocztę kupić znaczek, kolejka 4 osoby. Stanąłem na końcu kolejki, a pani poczciarka mówi, żebym już nie stawał, bo ona zaraz ma przerwę półgodzinną. Ja na to, że tylko znaczek, ale nie i koniec. No to ja pytam drugiego w kolejce, czy mi nie kupi znaczka, a on: "Ja nie mówić po polski", pytam trzeciej osoby - to samo. Co za filozofia poprosić jeszcze znaczek. A czwarty był jakiś dziadek i mi mówi, że kupno znaczka to zawsze sekundy i finalnie on nie zdąży załatwić sprawy przed przerwą.
Zagotowało się we mnie, złapałem za drzwi, wyraziłem w sposób niezbyt kulturalny swoje zdanie o poczcie i ogólnie o takim zachowaniu, że w tym kraju nawet wysłanie pieprz*nego listu stanowi problem. Złapałem za klamkę, przeszedłem próg ciągle wyrażając swoją opinię, wziąłem zamach i z dumą trzasnąłem drzwiami.
Wtedy dopiero spostrzegłem, że zamiast wyjść z poczty to wszedłem do kabiny telefonicznej...
Dodaj anonimowe wyznanie
Nigdy nie byłem na żadnej poczcie w Krakowie (może tam są jakieś inne zwyczaje), ale chyba jeżeli poczta jest otwarta w jakiś tam godzinach i jak jakaś pracownica ma przerwę, to chyba ktoś inny ją zastępuje. Poza tym znaczki można kupić nie tylko na poczcie, Kraków to duże miasto i miejsc gdzie można kupić znaczki jest bardzo dużo.
Do kabiny telefonicznej? Ta poczta była w muzeum?
Dodane dawno temu.
Najwyrazniej bardzo dawno temu.
Za komuny
no ale serio, co za ludzie zeby nie mogli pomoc -.-'''
Sam się podsumowałeś cwaniaku😂
nie dość, że cham to jeszcze głupi i bez poczucia kierunku...
Jakie życie jest ciężkie.