#hcctv

Ostrzeżenie! Wyzwanie ma związek z koronawirusem.

Moja rodzina jest typem rodziny, która uwielbia się spotykać pod byle pretekstem.
A ja mam takiego pecha, że 16. grudnia kończę 18 lat. Moi rodzice uparli się na urządzenie dla mnie wielkiej 18-nastki na całą rodzinę (rodzice mają mnóstwo rodzeństwa, impreza ma być na 70 osób), jednak udało mi się przekonać ich, aby przesunąć ją w czasie ze względu na adwent (jesteśmy praktykującymi katolikami) i koronę. Więc moi rodziciele wpadli na genialny pomysł urządzenia imprezy 25. grudnia, bo w tym roku jest nasza kolej na urządzenie świątecznej imprezy dla rodzinki (mają system, w którym co roku inne dwie osoby z rodzeństwa zapraszają wszystkich).
Czym to argumentują?
1. Zaoszczędzimy pieniądze na organizowaniu dwóch imprez
2. Ojciec mamy jest w słabym stanie, może nie dożyć następnych świąt.

Gdzieś mają to, że ja nie chcę, aby ta impreza się odbyła, bo boję się, że się zarażę (choruję na choroby układu oddechowego i boję się o dziadka). Mówią, że jestem egoistką, która nie potrafi być im wdzięczna, a oni chcą tylko urządzić wielką imprezę dla swojej pierworodnej, jedynej córki. A na koniec dodają, że ciotki i tak przyjeżdżają i będą przyjeżdżać. Dlaczego trafili mi się tak nieodpowiedzialni rodzice?

#1J1gN

Historia z mojej pracy. Ja i mój kolega pracowaliśmy jako kelnerzy w dość dobrej restauracji.

Weszła dobrze wyglądająca para (młoda kobieta i facet) i było widać, że kobiecie coraz bardziej pogarsza się nastrój. Odeszła od stolika i poszła do łazienki w krętym korytarzu, który prowadził również na kuchnię. W którymś momencie drzwi do kuchni się uchylają i widzimy tę zapłakaną kobietę. Pyta, czy mój kolega mógłby coś dla niej zrobić, po czym wyciąga go na rozmowę w 4 oczy.

I teraz historia właściwa: dziewczyna zdradziła mu, że od paru lat jest w trudnym związku. Podobno miała zwyczaj płacenia za siebie w restauracjach, mimo, że jej chłopak dobrze zarabiał. Tego dnia miała 30-któreś urodziny i sądziła, że partner ją zaprasza na urodzinową kolację. Okazało się, że o nich zapomniał, po prostu był głodny i ani myślał jej postawić jedzenie. Na dodatek pomylił się w liczeniu ile ona ma lat i wypalił jej coś w stylu, że "dobrze chociaż, że nie kończy 3x lat (kiedy ona właśnie tyle kończyła), bo byłaby już dla niego za stara, a w ramach prezentu to jak wrócą do domu, to ją może przeru....". Dziewczyna się popłakała i zdecydowała, że tego samego dnia kończy ten "związek".

Zapytała kolegę ile kosztuje butelka najdroższego alkoholu jaki posiadamy (mieliśmy jakąś lepszą whisky). Poprosiła, aby przyniósł ją do stolika i poczekał, aż ona się napije i wyjdzie z restauracji, po czym wymusi zapłatę całego rachunku na mężczyźnie, żeby go przynajmniej raz zabolało po kieszeniach. Sięgnęła do portfela i dała koledze gotówkę - trochę więcej niż kosztowało jedzenie za dwie osoby razem z alkoholem. Jeśli tamten pizduś by uciekł, miało to pokryć rachunek, a jakby zapłacił, to kolega miał to sobie wziąć jako napiwek.

Kumpel oczywiście wolał dołożyć sił, aby zachować pieniądze jako napiwek. Pozwolił kobiecie wyjść, a potem twardo domagał się zapłaty od mężczyzny. Szefowi nic nie powiedział, żeby przypadkiem nie musiał części tego napiwku wkładać do kasy (szef nam zabierał część napiwków, ale to już inny temat), i tak oto zarobił 8 stów.

Może mało anonimowe. Mam nadzieję, że tamta babka zerwała z tym burakiem i jedyne czego żałuję, że to nie ja ją wtedy obsługiwałem.

#q4hJG

Jestem położną. Po jednym z porodów jeden z dowcipnych lekarzy przyszedł, aby zszyć tzw "uszkodzone podwozie". Zajęłam się przygotowywaniem zestawu, uzupełnianiem dokumentacji. Doktor rozmawiał sobie z ojcem dziecka, ale szczerze mówiąc nie skupiałam się na ich dialogu. W pewnym momencie usłyszałam swoje imię, więc uznałam, że to czas, aby zabrać z sali męża pacjentki, coby nie miał traumy do końca swoich dni. Odwracam się więc i z najszczerszym uśmiechem, jaki zdołałam wywołać u siebie po 11 godzinach pracy, mówię:
- Zapraszam pana, pójdziemy sobie teraz na chwilkę, obejrzymy go razem dokładnie (miałam na myśli rzecz jasna noworodka). Jestem pewna, że jest śliczny! :)

Facet zbladł, doktor o mało nie przewrócił stolika z narzędziami. Jedynie ja w całej tej sytuacji nie wiem, o co chodzi. Okazuje się, że dowcipny doktorek, chcąc rozładować napięcie, pozwolił sobie zażartować i całkiem poważnym głosem oznajmić panu, że w ramach specjalnego programu, w którym nasz szpital bierze udział, dbając o satysfakcję pacjentki i jej partnera dostosowujemy "rozmiar do możliwości", z tym że najpierw musimy sprawdzić, jak dużo zszywać :D Biedny facet we wszystko uwierzył, a na dodatek na pytanie skierowane do mnie: "Prawda, pani X? Zajmie się tym pani?", wypaliłam ze swoim, wyżej zacytowanym, mistrzowskim tekstem :)

Śmiechu było co niemiara, szycie przebiegło błyskawicznie, a od ojca dzieciaczka dostałam bukiet kwiatów z bilecikiem: "Dziękuję, że jednak nie musiałem się rozbierać. Ale niech mi pani uwierzy na słowo - jest śliczny! ;)".

#18HQb

Poznałem moją żonę ponad 3 lata temu, zawróciła mi w głowie, po roku się oświadczyłem, po dwóch latach byliśmy już małżeństwem. Zaraz po ślubie coś zaczęło się zmieniać i przestała być tą kobietą z którą się ożeniłem. Przed ślubem kochaliśmy się codziennie, po ślubie raz, dwa w tygodniu, a ostatnimi czasy raz, czasem dwa w miesiącu, mało tego, stała się tak leniwa w łóżku, że to ja odwalałem całą robotę. Ona leżała i czekała aż skończę i dodatkowo miała pretensje, że ja pierwszy dochodziłem.
Robiłem tak, ponieważ nauczony doświadczeniem, poszedłem po rozum do głowy. Kiedy ją doprowadzałem pierwszą, mówiła, że już nie ma ochoty i szła spać, pozostawiając mnie rozgoryczonego. Żadne proszenie, tłumaczenie, rozmowy, nie pomagały. Chciałem iść z nią nawet na terapię małżeńską. Nie chciała. Nie mówiąc już o tym, że przytyła 10 kg. Nie wygląda jeszcze źle, ma trochę pełniejsze kształty, ale już jest na granicy. Kolejne 5 kg będzie już źle wyglądało.

Nie miałem zamiaru dłużej marnować sobie życia i zdrowia psychicznego. Dałem jej ultimatum, albo wszystko wróci do normy i będzie jak przed ślubem, albo ja sobie znajduję kochankę, bo nie będę tolerował braku seksu w małżeństwie. Jeżeli się nie zdecyduje na żadną z opcji, to chcę rozwodu. Były łzy, krzyki, wyzwiska. Ale swoim wyborem pokazała mi, że ożeniła się ze mną z rozsądku, a to co było przed ślubem było znakomitą grą aktorską.

Mam kochankę. Ona pewnie też kogoś ma. Na chwilę obecną już coraz mniej łączy mnie z własną żoną. Coraz mniej czasu spędzam w domu. Ona doskonale zdaję sobie sprawę, że ja się oddalam i że to kwestia czasu, aż wniosę o rozwód i nagle zechciała naprawiać nasze małżeństwo. Nagle znów stała się miła, uczynna, chce się ze mną kochać. Boi się zostać z niczym. Jej problem, że ja już nie chcę, boję się, że złapie mnie na dziecko. Nie mam zamiaru niczego naprawiać. Podjąłem decyzję i po nowym roku będę chciał rozwodu. Mam dług wdzięczności wobec rodziców, tylko dzięki ich naciskom podpisaliśmy z żoną rozdzielność majątkową. Ja byłem zaślepiony miłością, a oni trzeźwo patrzyli na to co robię z boku.

#bAMFc

Musiałam przeorganizować swoje życie. Spostrzegłam, że od dłuższego czasu nie miałam na nic siły ani energii, moje życie stało się zbyt schematyczne, nieciekawe i opierało się głównie na pracy i domu. Niemalże codziennie byłam nerwowa i wszystko dookoła mnie irytowało.

Przyczyną był mój były facet. Wczoraj go zostawiłam, jego wygląd stał się nie do zaakceptowania. Stał się gruby, ciągle się pocił, co mnie bardzo obrzydzało. Nie miałam nawet ochoty się kochać i wolałam zrobić sobie sama dobrze. Siłą rzeczy w końcu pokłóciliśmy się o to, że ciągle boli mnie głowa, lub że ciągle mam zły dzień itp. W złości wszystko mu wygarnęłam, jednakże postanowiłam dać mu szansę, w końcu to 4 lata razem.

Terapia szokowa nie pomogła. Wczoraj stanął na wadze i zamiast mniej, po dwóch miesiącach diety ważył jeszcze więcej. Nie wymażę 4 lat związku i naprawdę szkoda, bo przeżyliśmy naprawdę cudowne chwile, ale co z tego, kiedy teraz przestał o siebie dbać i nie miał nawet wystarczająco silnej woli, żeby coś ze sobą zrobić. Nawet ja nie byłam dla niego dostateczną motywacją, więc po co mi taki facet. Mało tego, że przestał mi się podobać, ja zaczęłam się go wstydzić. Dodam do tego, że seks w związku jest niesamowicie ważny, zbliża i spaja kobietę do mężczyzny. Natomiast ja od dłuższego czasu miałam wyłącznie frustracje spowodowaną jego brakiem, ponieważ mój własny facet stał się aseksualny.

Mam teraz bardzo straszną mieszankę uczuć, boli mnie, czuję smutek, żal, a z drugiej strony czuję ogromną ulgę, że to już koniec i taki spokój. Podziwiam kobiety, które tkwią w związkach z takimi zapuszczonymi śmierdzącymi potem i piwskiem facetami. Dla mnie to coś nie do zaakceptowania.

#XjbNx

Mam 38 lat i dokładnie 167 dni temu dowiedziałem się, że mam raka trzustki. Zaawansowanego. Dziwne, ale nie przestraszyłem się. Przyjąłem to ze spokojem. Miałem duże oszczędności, wiecie te z typu: "Na wszelki wypadek". Jak pewnie się domyślacie bardzo się przydały. Nie, nie na leki, badania i tego typu rzeczy zupełnie niepotrzebne tylko dodające parę dni życia. Postanowiłem się "spełnić". W ciągu tych 167 dni zwiedziłem Japonię, Chiny, USA, Meksyk, Szkocję, Irlandię, Kanadę i wiele innych państw. Skoczyłem na bungee, zjadłem bycze jądra w surowym jajku. Pierwszy raz w życiu zapaliłem trawkę! Wkrótce nadchodzi "mój czas". Może wcześniej, może później, nie wiem. Piszę to nie dlatego, żeby wam się wyżalić tylko uświadomić wam jedno: Życie jest za krótkie, żeby siedzieć bezczynnie w domu. Cieszcie się życiem i je wykorzystujcie w pełni, bo nigdy nie wiecie, kiedy nadejdzie koniec.

#yoyOa

Moja babcia i dziadek od zawsze mieszkają na wsi. Mają duże gospodarstwo. Długo mieli trzy krowy. Postanowili sprzedać dwie, jedną sobie zostawić. Niedługo po tym krowa, którą zostawili "zachorowała". Nie chciała nic jeść, pić, ciągle ryczała, była niespokojna. Nie pomogły zastrzyki, leki, badania. Uspokajała się tylko, gdy ktoś był blisko niej.

Po dwóch tygodniach leczenia, babcia stwierdziła, że jeżeli uspokaja się, gdy ktoś jest w stajni, to znaczy, że brakuje jej towarzystwa. Postanowiła wypchać ubrania słomą, tworząc ludzika, który stał blisko krowy, na głowie miał kapelusz. Włączyła również radio, które grało w stajni całymi dniami i nocami. Nagle wszystkie choroby przeszły. Krowa zaczęła jeść, pić i szczęśliwie wyzdrowiała :)

Morał z tego taki, że każdy do szczęścia potrzebuje mieć kogoś bliskiego ;)

#yVFuw

Potrąciłem starszą panią na pasach.

Było to około 10 lat temu. Początek pamiętam jak przez mgłę. Mimo szoku, w którym byłem, włączyłem awaryjne. Miałem koc w bagażniku, więc poszkodowaną z pomocą innych przechodniów posadziliśmy na nim. Starsza pani płacze i pokazuje prawą rękę, że mocno boli. Szczęście w nieszczęściu, że jechałem powoli, bo mogłoby się to gorzej skończyć.

Ktoś postawił trójkąt, ktoś zadzwonił po karetkę. Ludzie będący tam zachowali się naprawdę dobrze, pomogli tyle, ile mogli i umieli. Ale nie wszyscy.


Trzy młode dziewczyny jakieś 18-20 lat stały obok i dosyć długo się na mnie darły, puszczały mnóstwo niemiłych komentarzy w moim kierunku. Nie reagowałem na to, bo po pierwsze miały trochę racji, a po drugie byłem skupiony na pomocy poszkodowanej. Starszą panią podnosiliśmy z mokrej ulicy na koc na suchym chodniku, dziewczyny protestowały, krzyczały, że nie mam prawa zacierać śladów. Dobrze, że ich protest był tylko słowny, zignorowaliśmy je i robiliśmy swoje. Docinki dziewczyn nie ustawały, z perspektywy czasu wyobrażam je sobie jako trzy małe wrzaskliwe pieski szczekające na mnie.

Pierwsze przyjechało pogotowie, gdy pakowali panią do karetki, podszedł do mnie syn poszkodowanej. Facet w średnim wieku, po wyglądzie łatwo było zgadnąć, iż trzeźwość to termin znany mu z dzieciństwa. No ale potrąciłem mu matkę, więc trzymając bezpieczny dystans do ucieczki, przystępuję grzecznie do rozmowy. Facet mnie zdziwił, zaczął mnie uspokajać. Mówił: "każdemu może się zdarzyć", "dobrze, że to tylko tak się skończyło". Nie zasłużyłem sobie na takie słowa, ale poczułem mocno, że tego potrzebowałem. Następnie facet spytał mnie o 5 zł. Dałem mu kilkanaście złotych, wysypując drobne z portfela do jego rąk. Dopiero jak poszedł zrozumiałem, że albo nie jest jej synem i wykorzystał sytuację, albo sprzedałby za alkohol najwyższe ludzkie wartości.


Odjazd karetki i słowa faceta trochę mnie uspokoiły. Dziewczyny szczekały trochę mniej i czekały na policję, którą zawiadomiły. Syn poszedł pić. Jedna ze szczekających sama podsunęła mi pomysł, powiedziała, że zezna, iż źle udzielałem pomocy i że za to też jest parę latek. Podszedłem do nich wolnym krokiem, ucichły, jakby się wystraszyły, co teraz zrobię. Powiedziałem: "nie udzieliłyście pierwszej pomocy, za to grozi odpowiedzialność karna". Odwróciłem się i poszedłem do samochodu poczekać na policję. Gdy wsiadłem, dziewczyn już nie było, nawet nie zdążyłem się zorientować kiedy i w którą stronę uciekły. Zadzwoniłem do żony, znając moje przesadne poczucie humoru nie uwierzyła mi i się rozłączyła. Telefon się rozładował. Syn potrąconej wrócił. Mówię, że potrzebuję telefonu. Poszedł po kolegę, który miał telefon. Kolega też okazał się być spragnionym. Po drugim telefonie żona mi uwierzyła.


Reasumując: 8 miesięcy w zawieszeniu na 3 lata i 1000 zł kary.
Poszkodowana 18 tys. z OC.

#lEbxH

Gdy miałem 18 lat poznałem dziewczynę. Tego dnia farbowała włosy i właśnie ten zapach stał się dla mnie najbardziej charakterystyczny i zawsze mi się z nią kojarzy. Byliśmy razem przez 5 lat, była moją pierwszą i największą miłością, a później zostawiła mnie dla innego.

Od naszego rozstania minęło ponad 10 lat, mam obecnie żonę i dzieci, kocham moją rodzinę. Ale za każdym razem, gdy czuję tę pieprzoną farbę do włosów, to przypomina mi się ona. Tęsknię za nią i za naszymi wspólnymi latami. Była idealna i nie potrafię o niej zapomnieć. Choć nauczyłem się z tym żyć i na co dzień nie myślę o niej, tak gdy tylko poczuję ten charakterystyczny zapach farby, od razu staje mi przed oczami jej twarz, wpatrzone we mnie oczy i piękne, długie włosy świeżo po farbowaniu. Niestety moja żona również farbuje włosy i co kilka miesięcy nie jestem w stanie spojrzeć na nią bez wyrzutów sumienia. Nie umiem jej wtedy pocałować ani przytulić. Wymiguję się tym, że bardzo przeszkadza mi ten zapach farby.

Jeśli chodzi o moją byłą, to po prostu do siebie nie pasowaliśmy, dziwię się, że nie odeszła wcześniej. Ją zawsze ciągnęło do ludzi, do świata, poznawania nowych miejsc i podróżowania. Ja byłem domatorem, lubiłem spędzić wieczór na kanapie przy filmie. Ona nie chciała zakładać rodziny, chciała jeździć po świecie. Ja chciałem mieć dom i dzieci. 

Obiecywałem jej i sobie, że spełnimy wszystkie jej marzenia, że pojadę z nią gdzie tylko zechce. I naprawdę tego chciałem, bardzo ją kochałem i byłem gotów zrezygnować dla niej z komfortu mojego życia, tylko że zawsze było coś... brak czasu, brak pieniędzy, zmęczenie, praca. W końcu zostawiła mnie dla jakiegoś faceta, którego poznała na forum podróżniczym, a którego nigdy nawet nie widziała w realu. 

Wyjechali razem w podróż po Europie po tygodniu znajomości. Wiem, że jest z nim do dziś i wciąż razem podróżują. Śledzę ją na Instagramie, widzę jaka jest szczęśliwa, jak spełnia swoje marzenia i jak patrzy na swojego partnera.

Wychodzi na to, że każde z nas ma takie życie, jakiego pragnął. Tylko czasem sobie wyobrażam, że to ja jestem z nią w tych wszystkich pięknych miejscach, wtulam twarz w jej włosy i wdycham zapach świeżej farby, jak tego pierwszego dnia, gdy się poznaliśmy.
Dodaj anonimowe wyznanie