#1J1gN
Weszła dobrze wyglądająca para (młoda kobieta i facet) i było widać, że kobiecie coraz bardziej pogarsza się nastrój. Odeszła od stolika i poszła do łazienki w krętym korytarzu, który prowadził również na kuchnię. W którymś momencie drzwi do kuchni się uchylają i widzimy tę zapłakaną kobietę. Pyta, czy mój kolega mógłby coś dla niej zrobić, po czym wyciąga go na rozmowę w 4 oczy.
I teraz historia właściwa: dziewczyna zdradziła mu, że od paru lat jest w trudnym związku. Podobno miała zwyczaj płacenia za siebie w restauracjach, mimo, że jej chłopak dobrze zarabiał. Tego dnia miała 30-któreś urodziny i sądziła, że partner ją zaprasza na urodzinową kolację. Okazało się, że o nich zapomniał, po prostu był głodny i ani myślał jej postawić jedzenie. Na dodatek pomylił się w liczeniu ile ona ma lat i wypalił jej coś w stylu, że "dobrze chociaż, że nie kończy 3x lat (kiedy ona właśnie tyle kończyła), bo byłaby już dla niego za stara, a w ramach prezentu to jak wrócą do domu, to ją może przeru....". Dziewczyna się popłakała i zdecydowała, że tego samego dnia kończy ten "związek".
Zapytała kolegę ile kosztuje butelka najdroższego alkoholu jaki posiadamy (mieliśmy jakąś lepszą whisky). Poprosiła, aby przyniósł ją do stolika i poczekał, aż ona się napije i wyjdzie z restauracji, po czym wymusi zapłatę całego rachunku na mężczyźnie, żeby go przynajmniej raz zabolało po kieszeniach. Sięgnęła do portfela i dała koledze gotówkę - trochę więcej niż kosztowało jedzenie za dwie osoby razem z alkoholem. Jeśli tamten pizduś by uciekł, miało to pokryć rachunek, a jakby zapłacił, to kolega miał to sobie wziąć jako napiwek.
Kumpel oczywiście wolał dołożyć sił, aby zachować pieniądze jako napiwek. Pozwolił kobiecie wyjść, a potem twardo domagał się zapłaty od mężczyzny. Szefowi nic nie powiedział, żeby przypadkiem nie musiał części tego napiwku wkładać do kasy (szef nam zabierał część napiwków, ale to już inny temat), i tak oto zarobił 8 stów.
Może mało anonimowe. Mam nadzieję, że tamta babka zerwała z tym burakiem i jedyne czego żałuję, że to nie ja ją wtedy obsługiwałem.
Czasem nawet kelnerowi trafi się jakaś ciekawa akcja, fajny klient i niezły napiwek, ale niestety spora część klientów to prostaki i buraki.
Jak wszędzie. Takie uroki pracy z klientem niestety.
Równouprawnienie sugeruje, że mamy prawo, a nie musimy. Możesz pracować w kopalni, możesz być fryzjerką, możesz być niańkiem, możesz być facetem od paznokci. Whatever. Ja byłam w takim "równouprawnionym" związku jak piszecie. Facet dawał 400 miesięcznie, ja dokładałam resztę. Mieszkaliśmy u mnie, jedliśmy MOJE jedzenie, korzystał z mojego internetu. Z tego 400zł to ja mogłam część opłat zrobić... :-) A! I wisienka na torcie: po zakończeniu związku wystąpił do mnie o ZWROT CAŁOŚCI czyli 400xliczba miesięcy razem. Wyśmiałam go.
bylo mu policzyc ile to realnie kosztowalo i poprosic o zwrot roznicy ;p
Mieszkałam kiedyś ze swoim Chłopakiem w MOIM domu, ale no razem, szczęśliwi bla bla. Mieliśmy się składać na opłaty itp. Ja zarabiałam kiepsko bo studia i praca w KFC wiele mi nie dawała. On za to na tamten czas sporo miał plus bogatych rodziców, od których miał co miesiąc kieszonkowe;p dostawał od nich tysiaka miesięcznie sam zarabiał ok 2 wtedy więc no jak na studenta ok. Dołożyć się do rachunków myślałam nie będzie trudne. Ale SKĄD! On musiał tuningować swoje Punto a zapytany o rachunki powiedział że oddychamy tym samym powietrzem i zużywamy tyle samo ciepła a ja i tak płacę więc po co on ma jeszcze;p
Są takie kwiatki...
ja bym wyszla po uslyszeniu, ze mnie ktos "przer*cha", prostakow nie potrzebuje
ale zalatwila to po mistrzowsku :)
Odnoszę wrażenie, że ludzie myślą, że skrajny feminizm to "wynalazek" naszego wieku. Osoby tzw.feminazistki istniały od samego początku feminizmu, były to kobiety lesbijki lub nienawidzące mężczyzn.
Odnośnie historii, autorka nie ma bólu o to, że musiała zapłacić ale że robiła to cały czas. Jest to sporo różnica, a "no chciały równouprawnienia" to głupi argument.
Ja odnoszę wrażenie, że zaczyna się rodzić męski feminizm. Faceci co siedzą i "a czemu feministki nie zrównają wieku emerytalnego?", "A czemu feministki nie walczą z przemocą dotyczącą mężczyzn?". (Tak, przemoc wobec mężczyzn istnieje).
Przykład dyskryminacji to ja mogę podać pięknie z własnego życia. Skończyłam kierunek techniczny, jedna dziewczyna w grupa na 11 facetów. Pod koniec jeden z wykładowców zabrał mnie na bok i zapytał, czy chce pracować w przemyśle czy bliżej swojego drugiego kierunku studiów (skończyłam dwa kierunki dość powiązane). Wyjaśnił mi, że u nas w okolicach przemysłowych to nikt mnie nie zatrudni, bo jestem kobietą. Był na tyle miły, że obiecał mi pomóc w razie jakbym chciała spróbować się gdzieś dostać.
Więc tak dyplom obroniony na 5, uczennica ze stypendium Rektora, po szkoleniach i nie może pracować bo jest kobietą.
(Oczywiście mają mnie prawo nie przyjąć do pracy ale ze względów innych niż płeć).
Burak? Mamy równouprawnienie i kazdy powinien płacic za siebie. Rozumiem jakby facet wymuszał by ona płaciła mimo że dobrze zarabia. A urodziny? Trzeba było sie wczesniej porozumiec.
@rockandrollqueen Ja akurat nie mam oddzielnego konta wiec mnie to rybka. I tak feminizm 4 fali to rak na zdrowym ciele społeczeństwa i nie ma nic wspólnego z równouprawnieniem.
rock, boruta przy takim podejsciu do kobiec do konca zycia zostanie incelem
miejmy nadzieje
Hva ty masz chyba niewlasciwe wyobrazenie o feministkach...
Proszę nie mylić feministek z feminazistkami
Feministkami to były sufrażystki walczące o prawa wyborcze, w czasach kiedy kobiety (podobnie jak czarni) nie były stawiane na równi z "ludźmi".
Na chwilę obecną równouprawnienie istnieje od dawna, a cały ten feminizm, to szopka, polegająca na uprzywilejowaniu kobiet. Czasem jedynie poruszy naprawdę ważne kwestie, jak np. rodzenie po ludzku (chociaż to i tak nie ma nic wspólnego z "równouprawnieniem" jako takim).
Zastanawia mnie, czemu te wszystkie "uciśnione" i wojujące feministki, nie zaczną walczyć o prawa kobiet w państwach arabskich, zamiast u nas doszukiwać się nieistniejących nierówności.
Pominę już fakt, że większość "feministek" nawet nie zna pojęcia "równouprawnienie". Czemu nie narzekają na nierówność wieku emerytalnego ?
To nie chodzi o równouprawnie tylko o zasady. Wyobrażam sobie Borutę idzie z dziewczyną do restauracji, przychodzi pora płacenia i mówi 'wiesz jak jest' i każe płacić za siebie 🤣
@bazienka O mnie się nie martw grubasie, to ciebie kolesie kantem puszczali. Co do twoje bebrolenia o braku kobiety musze to powiedziec mojemu dorastajacemu synowi, usmieje sie.
Martw się raczej o siebie by kolejny fagas nie kopnał cie w tyłek. A nie odpowiedziałas czy do tatusia na wigilie jedziesz?
To że kobiety mają prawa wyborcze, jeszcze nie oznacza że mamy prawdziwe równouprawnienie a dyskryminacja nie istnieje. Prawo to jedno, a rzeczywistość to drugie. Skoro mężczyźni czują się tak pokrzywdzeni nierównością wieku emerytalnego, to niech zaczną coś z tym robić, a nie marudzą, że feministki za nich tego nie robią (swoją drogą to obecnie na emeryturę przechodzą osoby z pokolenia gdzie kobiety zajmowały się pracą zawodową, ale także domem i opieką nad dziećmi, można porównać dane GUS). Zadziwia mnie elastyczność myślenia niektórych panów, kiedy im wygodnie to mamy równouprawnienie (każdy płaci za siebie), a kiedy im wygodnie mamy "tradycyjny podział ról" (kobiety do garów).
boruta do ciebie moge pojechac :* xd
ale w roli sluzacej sprzatajacej po jasniepanu i podajecej pod nos, jak wyimaginowana matka twojego wyimaginowanego syna, mnie nie uswiadczysz
Borutek, ale pierniczysz.To jak jesteś za tym zeby kazdy placił za siebie i inne równouprawnienia i podziały.... To dlaczego masz z żoną wspolne konto?
Oj borutek, borutek... chochlik, jełop, krasnoludek :p
Eh, a już myślałem, że będzie jakaś gorąca akcja na kuchni. No cóż, równość, niech księżniczka płaci za siebie, a nie wciąga kolegę w wymuszanie zapłaty.
Ech i tak to jest, jak półinteligent nie zrozumie sedna sprawy i wtrąca okrzyki o „równości”. No cóż.
Albo wybierz dokładny cytat w cudzysłowie, albo parafrazę i wcielasz w zdanie. "Byłabyś dla mnie za stara". Powiedział, że byłaby dla niego za stara.