#ZDTAQ
Odkąd skończyłam 13 lat, zmagam się z trądzikiem, wypryskami czy naczynkami. Obecnie mam 19 lat, z biegiem czasu wyglądam faktycznie lepiej, jednak nie tak jakbym tego chciała. Byłam u dermatologa, jednak z uwagi na moje problemy z żołądkiem nie mogłam brać leków, stosowałam maści, które dawały chwilowy efekt gładkiej cery. Miałam zabiegi kwasowe i wiele wiele innych kosmetycznych. Wydałam na to bardzo dużo kasy. Codziennie nakładam na twarz ok. pięciu specyfików, dwa razy dziennie. Znam osoby o podobnych problemach i wiecie co? To nasz problem, owszem, ale większym problemem jest niezrozumienie.
Taka cera rodzi kompleksy, dlatego codziennie nakładam grubą warstwę makijażu (od kolorowych korektorów po parę warstw podkładu i pudru), który wielu osobom nie pasuje. Muszę wstawać godzinę wcześniej niż reszta, by sobie z tym poradzić, a jednak słyszę, że noszę zbyt dużo makijażu, jestem plastikiem, robię sobie krzywdę i jestem sztuczna. OK, ale gdy tylko pójdę do sklepu po bułkę bez grama makijażu, to słyszę "O fuj, co to? Jesteś chora? Idź do lekarza, kup maść, okropne". Zdarzało się nawet tak, że ktoś podszedł i powiedział, że to odrażające i że dzieci to widzą...
Marzę, żeby ludzie nie oceniali po wyglądzie, albo przynajmniej powstrzymali się od komentarzy typu "tapeciara". Są kobiety, które faktycznie nie potrzebują dużo makijażu by być piękne i są takie, które tylko dzięki niemu mogą się piękne poczuć. Dlatego powinno się pozwolić innym decydować o tym, co dla ich cery dobre, bo być może oni dobrze się z ową "tapetą" czują.
#2UVk4
Przechodząc do rzeczy. Siedzę sobie w świecie wirtualnych pieniążków, gdy nagle wchodzi starsza pani z portierni na dole. Kobiecina zmęczona życiem, ale zawsze bardzo uśmiechnięta. Nie, nie zawsze odwzajemniam jej uśmiech. Czasami po prostu wkurza mnie, że zawraca mi głowę, żeby coś skserować, policzyć, napisać, gdy i tak robota pali mi się w rękach. Patrzę na nią i myślę: "O nie! Znowu będzie mi tyłek zawracała".
Pani uśmiechnęła się tylko, a ja najuprzejmiej jak mogłam spytałam się, czy czegoś jej nie potrzeba. Patrzę, a ona mi kładzie czekoladę na blat. Od razu zaczęłam mówić, że nie potrzebuję, że nic takiego nie zrobiłam, a ona tylko: "Bo pani zawsze taka miła dla mnie jest".
Kopara mi opadła. Wiem, ile ta kobiecina zarabia (na taką czekoladę musi pracować prawie godzinę), więc kazałam jej czekać przy biurku i poleciałam na zaplecze. Pamiętałam, że kiedyś opowiadała mi, że ma wnuka. Dziś mój bratanek miał urodziny i miałam dla niego dużego pluszowego misia - niewiele myśląc spakowałam go w firmową torbę i dałam tej pani (chrześniakowi jeszcze zdążyłam coś kupić po pracy). Od razu zaczęła na mnie krzyczeć, że to za drogie itp. Powiedziałam, żeby się nie denerwowała, bo przecież to dla wnuka, nie dla niej. I nagle pojawił się na jej twarzy najpiękniejszy uśmiech na świecie!
Ta czekolada to był chyba najlepszy prezent jaki dostałam - totalnie bezinteresowny i miły (zwłaszcza że wiem, że pani z portierni lekko nie ma).
#96xP6
Ale gdyby chodziło tylko o mój wygląd, chyba dałabym jeszcze radę. Ale niesamowicie ciężko jest spędzać 24 godziny na dobę z osobą, którą się pogardza. A ja, czasem mocniej, czasem słabiej, odczuwam do siebie odrazę. Jestem żałosna. Żałosna. Żałosna. To słowo odbija się w mojej głowie. I chyba niektórzy znający mnie ludzie też tak myślą.
Jestem dziwna. Nie pasuję do moich rówieśników. Stresuję się przy ludziach i robię z siebie idiotkę, chociaż podobno nie brakuje mi inteligencji. Dzisiaj byłam spotkać się z rodziną od strony taty. Tam wszyscy są jakimiś szychami, a ja jestem tylko córką elektryka i sprzątaczki. I zawsze czułam się gorsza i wyobcowana w tej rodzinie. Więc choć mam już 18 lat i jestem dorosła, zachowywałam się jak głupiutka blondynka. Czyli zrobiłam dokładne przeciwieństwo tego, co chciałam zrobić. Chciałam udowodnić im, że jestem interesującą, mądrą, dorosłą dziewczyną. Zamiast tego utwierdziłam ich w ich przekonaniu, że jestem żałosną sierotką, która nawet nie potrafi się poprawnie wysłowić czy zachować. Więc oto jestem teraz, z pogardą do siebie i echem słowa "żałosna" w głowie. I niestety znajduję się w takim położeniu bardzo często.
#XNMhb
Molestowanie zakończyło się tak naprawdę dzięki mojej własnej interwencji. Gdy trochę podrosłam, odważyłam się komuś o tym powiedzieć (co wcale nie było takie proste). Przyznałam się osobie z rodziny, która musiała przekazać to dalej (nie wiem ile osób wie, na pewno moi rodzice). Już wtedy czułam się strasznie 'brudna". Osoba, której się zwierzyłam, zapewne ze względu na swój podeszły wiek, też nie wytłumaczyła mi tego w rzetelny sposób. Powiedziała, że ten kontakt fizyczny, w tym wieku i to w dodatku z "nim" jest strasznym grzechem i za takie czyny mogę się potem smażyć w piekle (tak, teraz gdy już nieco dorosłam widzę, jak niedorzeczne to brzmi).
Nikt nigdy o tym ze mną do dziś nie porozmawiał. Nawet rodzice nigdy nie poruszyli ze mną tego tematu, co mnie po prostu bardzo boli.
Wiem, że wiele kobiet jak i mężczyzn przeżyło molestowanie, a nawet o wiele gorsze rzeczy. Wiem też, że wiele z tych silnych ludzi radzi sobie po tym w mniejszy lub większy sposób. Ale ja po prostu nie potrafię.
Od gimnazjum zmagam się z ciągle nawracającymi myślami samobójczymi. Czasem jest lepiej, czasem gorzej. Zaczęłam się samookaleczać i udawało mi się to maskować przed wszystkimi przez ponad rok. Mama odkryła moje rany przypadkiem, w końcu nie mogłam tego ukrywać w nieskończoność. Nie potrafiłam i nie potrafię się nikomu zwierzyć, przez co gdy dopytywała w kółko, czy robię to dla "atencji", w końcu ze łzami skłamałam, że tak. Chciałam jak najszybciej uciec od tej rozmowy.
Dziś, gdy jestem w klasie maturalnej, doszło mi wiele nowych problemów, nie tylko tych szkolnych. Nie wiem, do czego dążę, a tym bardziej po co. Nienawidzę swojego odbicia w lustrze, brzydzę się tym, co w nim dostrzegam. Boję się dotyku. Mam ochotę ze sobą skończyć i choć kilka lat temu bałam się śmierci, dziś jest mi naprawdę obojętne to, czy żyję.
Na szczęście dzięki koronawirusowi nie spotkamy się na święta. Nie będę musiała znowu sztucznie uśmiechać przy świątecznym stole, dzielić się z nim opłatkiem i słuchać pochwał rodziny, jaki to on nie jest wspaniały, na jakie to studia nie chodzi i jaką to on ma wspaniałą i piękną dziewczynę. Dobre i to.
#5mS9N
Podleciał i złapał go w swój dziób za szelki i j****y odleciał. Biegłam za nim i w ogóle, ale bez rezultatu. Niestety nie odnaleźliśmy go. Byłam w takim szoku, że prawie zemdlałam. No cóż, najbardziej się zastanawiam co się z Januszkiem stało. I co skłoniło tego ptaka do tak nikczemnego czynu.
#8cca9
Niestety obudziłam się za późno. Resztę nocy spędziłam na czyszczeniu łóżka, wywietrzaniu pokoju itd. Pierwszy raz doceniłam to, że moja przyszła teściowa jest zagorzałą katoliczką i nie pozwala nam spać w jednym łóżku ani pokoju :)
#3Rte9
Co było robić? Spanikowana wskoczyłam temu facetowi "na barana".
Dobrze, że mamy zdalne nauczanie, bo ten pan uczy w moim liceum i jak się okazało, doskonale mnie pamięta.
#uC25h
Potem na jaw wyszło, że w skarbonce miałem 8 zł, a ten (jak się okazało) ordynarny wibrator kosztował prawie 300 zł. Na domiar złego mój „prezent” przyszedł na adres sąsiadów i mama Szymka zrobiła jego ojcu gigantyczną awanturę. Niesłusznie skarcony ojciec, dowiedziawszy się o szczegółach tej operacji, zrobił awanturę mojej mamie, a ta z kolei zrugała mojego tatę (cholera wie czemu). Ten wziął na siebie koszty „zabawki”, a następnie przyszedł do mnie do pokoju, przytulił mnie i powiedział, że bardzo dziękuje za wysiłek, który włożyłem w ten zakup, ale wolałby, abym konsultował z nim takie inicjatywy.
No i założył blokadę rodzicielską na wszystkich komputerach.
#UguEl
- Mamo, a co ty robisz?
- Ćwiczę, kochanie.
- Po co?
- Żeby troszkę schudnąć i ładniej wyglądać.
- Mamo, ale ty już jesteś najładniejszą mamą!
Skoro jemu się podoba, to jest super ;)