Znajomy produkował dropsy. Raz, żeby podkręcić trochę sprzedaż dropsów miętowych (zielonych), zrobił konkurs w stylu „znajdź czerwonego dropsa i wygraj 10 tysięcy”.
Szkopuł w tym, że czerwonych dropsów nie było, bo ich w ogóle nie produkował.
Najlepsze, że zgłosiło się czterech potencjalnych zwycięzców. Trzech dobrało podobne dropsy od innych producentów, tylko że czerwone. Jeden zielonego dropsa pomalował farbą w sprayu na czerwono.
Kto był większym Januszem: klienci czy producent?
Gdy byłem dzieckiem, moja matka nauczyła mnie bardzo ważnej rzeczy w kuchni: jak się wygotowuje, musisz dolać wody. To bardzo jej pomagało, bo gdy nieraz musiała na chwilę gdzieś iść, choćby do toalety, to zostawałem i pilnowałem obiadu.
Pewnego dnia rodzice smażyli dżem. Dla tych, którzy nie wiedzą: trzeba go co chwilę mieszać, czekając, aż wygotuje się woda.
Za każdym razem, jak rodziców nie było w pobliżu, a ja akurat przyszedłem zajrzeć do kuchni, widząc wygotowaną wodę (resztki dżemu po bokach odstające nad poziom wody), dolewałem wodę z czajnika. Rodzice zorientowali się dopiero po kilku godzinach, wciąż zastanawiając się, czemu ta woda nie chce się wygotować.
Ostatecznie musieli siedzieć przy tym dżemie do pierwszej w nocy, zanim wygotowała się odpowiednia ilość wody... Ale chciałem dobrze.
Mam żonę, lecz mimo tego, że bardzo ją kocham, podoba mi się jej młodsza siostra, śni mi się i myślę o niej... Nie wiem co robić.
Czekam na autobus, koło mnie stoi paru młodych chłopaków, tak na oko 16-17 lat, wszystko wydaje się OK. Wsiadam do autobusu i widzę przez okno, że starszy pan, którego często widzę w okolicy, bezdomny, wywrócił się, jak próbował wejść do autobusu, więc wstałam z miejsca i od razu wysiadłam sprawdzić, czy nic mu się nie stało. Zobaczyłam, że ten pan tak mocno uderzył głową w chodnik, że rozciął sobie głowę. Kierowca nic nie robi, ludzie nie reagują, ja od razu złapałam chusteczki i nie patrząc na nic, próbowałam coś zrobić, jakoś pomóc. Wiem, co to znaczy ból biedy i wiem, że warunki, w jakich mieszkamy albo stan konta nie upoważniają nas do tego, by stwierdzać, czy ktoś zasługuje na pomoc, czy nie. Ten pan próbował wstać o własnych siłach, więc złapałam go i próbowałam mu pomóc; chłopcy stali obok jakby nigdy nic, odwrócili się i udawali, że ich nie ma, dopiero po chwili jakiś facet do mnie podbiegł i zaczął pana podnosić, ale jak tylko zobaczył, że to bezdomny, to od razu go puścił i pan znów się przewrócił. Upadł do środka autobusu na podłogę, ja usiadłam koło niego i tamowałam krew. Kierowca autobusu podszedł i dał mi rękawiczki i w sumie to wszystko, co zrobił...
Potem jak tak siedziałam, to pilnowałam, żeby pan nie stracił przytomności.
Najbardziej mnie ruszyło to, że gdy powiedziałam mu, że zostanę z nim aż do przyjazdu karetki, on odpowiedział, że mogę z nim zostać aż do pogrzebu... Spytałam się go, czemu ma rękę w gipsie, powiedział, że wywrócił się na ulicy i o krawężnik złamał rękę, i tak leżał na ulicy i krzyczał z bólu, ale nikt mu nie pomógł, dopiero gdy nie miał siły krzyczeć, ktoś wezwał anonimowo karetkę. Mówiłam cały czas do niego, powiedział, że jest mu zimno, więc zdjęłam swoją bluzę i go przykryłam, później kierowca znalazł coś jeszcze i tak siedziałam z bezdomnym na środku autobusu z rękami w krwi i czułam się jak małpa w zoo, bo przybiegło tylu ludzi, a nikt inny mu nie pomógł i tak stali wgapieni w okna autobusu nic nie robiąc. Po wszystkim, gdy już przyjechała karetka i jak ten pan był już bezpieczny, odeszłam i rozpłakałam się... Przykro mi jest.
Od wczoraj jestem na diecie.
Dzisiaj jak nigdy znalazłam w skrzynce kupony do maka, ulotkę z kebsa i pizzerii.
Boże, dopomóż, abym nie zgrzeszyła.
Za każdym razem, gdy mój 10-letni syn ma coś zadane z matematyki, pilnuję, by usiadł do pacy domowej. Siadam przy nim, uważnie czuwam i przyglądam się.
Być może kiedyś zrozumiem, co tam wypisuje.
Lata temu po tym, jak moja dziewczyna mnie zostawiła, coraz bardziej doskwierał mi brak, że tak to ujmę, kobiecego towarzystwa. Pewnego wieczoru uznałem, że czas coś z tym zrobić. W końcu w kontaktach na Facebooku mam sporo fajnych lasek. Przeglądnąłem listę i wybrałem z 10 najfajniejszych, które kojarzyłem, że raczej są wolne i mi się podobają. Nie chciałem wyjść na desperata, pomyślałem, że muszę zagadać lekko i jakby od niechcenia. Najpierw zagaiłem „cześć piękna”, a potem zaraz dodałem „dawno cię nie widziałem, jak tam leci?”. Tak bez ciśnienia, na luzie, nie? Nie. Jak tylko wysłałem wiadomość do tych 10 dziewczyn, to otworzyło mi się okienko… rozmowy grupowej. Myślałem, że to zostanie wysłane do każdej z dziewczyn z osobna, ale niechcący stworzyłem rozmowę grupową!
Plusem jest, że dostałem odpowiedzi od nich wszystkich. Minusem natomiast, że były to odpowiedzi w rodzaju „Eee?”, „He, he, he”, „Ale wiesz, że wszystkie tutaj to widzimy?”.
Jako młody piwniczak prawiczek marzyłem o tym, żeby móc uprawiać masę seksu. Kilka lat później, kiedy trafiłem na dziewczynę z takimi samymi zapotrzebowaniami jak ja, dowiedziałem się, że czasem nawet seksu może być zbyt dużo. W tym czasie trafiłem na ostry dyżur, okazało się, że nadmiar seksu doprowadził u mnie do pęknięcia naczyń krwionośnych w prąciu.
Po przyjęciu pierwszej komunii babcia kazała mi chodzić do spowiedzi, czego nienawidziłam. Zawsze siadała w tym samym miejscu kościoła, a ja szłam do pustego konfesjonału, którego nie miała prawa widzieć ze swojej ławki, spowiadałam się i sama pukałam w konfesjonał na pożegnanie. Kiedy babcia pytała, jakie dostałam rozgrzeszenie, wymyślałam jakąś przypadkową modlitwę.
Robiłam tak przez rok, a babcia do tej pory o niczym nie wie.
Spałam sobie w pokoju wynajętym w związku z praktykami, pokój na parterze, w bloku wśród innych bloków. Okno uchylone, bo taki mam po prostu zwyczaj spania. Godzina 0:30 - budzi mnie płacz/krzyk kobiety — zrywam się i myślę sobie: „gwałcą dziewczynę!”. Podczołgałam się do okna, zaglądam zza firanki, krótkowzroczność nie ułatwia sprawy. Gwałcą czy nie gwałcą?! Znowu krzyk — no chyba gwałcą. Ja w piżamie, gotowa lecieć ratować. Nagle słyszę indiański okrzyk (to takie gulganie). Nie no, bez sensu, gwałciciel triumfuje? A potem się wyjaśniło.
Dziewczyna (prawdopodobnie pod wpływem) po prostu miała śmiech jak zarzynana świnia. A ja tu o mało zawału nie dostałam, plus jako że się obudziłam i dopiero wtedy poczułam wypełnienie pęcherza dokonane w trakcie snu, musiałam dodatkowo pójść do toalety, bo niewysikana nie zasnę.
Dodaj anonimowe wyznanie