#diPdL

Na wstępie chciałbym powiedzieć, że jestem w cudownym związku od 3 lat z piękną czarnowłosą czarownicą. Jest to typ niecierpliwy, złośliwy i nigdy nie robi tego o co ją proszę. Ale kocham ją i to jest najważniejsze. Przechodząc do sedna...

Całkiem niedawno wybieraliśmy się z moją miłością w podróż życia (czyt. do Włoch), moja piękność od zawsze marzyła o takiej wycieczce, a ja w sumie też chciałem odwiedzić to piękne państwo. Po głębszym namyśle stwierdziłem, że to idealna pora na oświadczyny, jako że oboje skończyliśmy szkoły, mamy pracę i własne mieszkanie, więc czemu nie zdecydować się na ten samobójczy krok. Odwiedziłem wszystkich jubilerów i wybrałem najpiękniejszy pierścionek, który mieścił się w moim niezbyt dużym budżecie.

Jesteśmy już we Włoszech, wszystko pięknie, zachód słońca, plaża, my dwoje... Już mam padać na kolana i prosić moją wiedźmę, by do końca życia latała ze mną na miotle, ale...
No właśnie, ale... Ta niecierpliwa zołza musiała zrobić to pierwsza! Padła na kolano, wyjęła z biustonosza sygnet... I tak oto klęczeliśmy sobie razem wzajemnie się sobie oświadczając. Tak... Moja dziewczyna chciała się mi oświadczyć, gdyż stwierdziła, że chyba nigdy tego nie zrobię :)

PS Ślub w maju za rok.

#0Gpp4

Historia sprzed dwudziestu paru lat.
Ja młoda (piękna), w ciąży. To był chłodny, wiosenny dzień. Ostro pokłóciłam się z mężem. Wyszłam z domu trzaskając drzwiami. Szłam przed siebie wkurzona na maksa. W miejsce, gdzie zawsze siedzieliśmy z lubym - na plac zabaw. Huśtawki zawsze mnie relaksowały.
Plac był pusty. Zajęłam miejsce na huśtawce i kołysałam się lekko. W pewnej chwili na plac przyszedł tata z dzieckiem. Chłopiec miał może... 2 latka. Młody popatrzył na mnie i krzycząc "mama" ruszył w moją stronę. Nigdy nie zapomnę wyrazu twarzy ojca, który ze smutnymi oczami mówi "malutki, to nie mama".

Ów pan zagadał do mnie później. Spytał co robię tam sama i pokazując na ciążowy brzuch zażartował, że to chyba jeszcze nie pora na plac zabaw. Od słowa do słowa zaczęliśmy się otwierać. Opowiedział mi, że mama chłopca niedawno zmarła w wypadku, a do niego nadal to nie dotarło. Powiedział, żebym nie gniewała się na męża, bo nikt nie jest idealny, a łatwo można wszystko stracić. Wyznał, że jestem bardzo podobna do mamy chłopca.
Łzy stanęły mi w oczach. Powiedziałam chłopcu, że co prawda nie jestem jego mamą, ale mogę zostać jego przyjaciółką. Zaraz po tym znalazł mnie mój mąż i powiedział tylko "próbowałem za tobą nie iść, ale nie potrafię". Pożegnałam się z mężczyzną i w drodze do domu wytłumaczyłam wszystko ukochanemu. Po urodzeniu córeczki często spotykaliśmy się na placu zabaw i w parku.

W tę sobotę spotkaliśmy się znowu wszyscy razem. Nie jestem już przyjaciółką chłopca. Jestem jego teściową. Chcąc nie chcąc, los doprowadził do tego, że mówi do mnie "mamo".
No i fajnie :)

#9SD88

Kiedy byłam w podstawówce, biologii i geografii uczyła mnie starsza nauczycielka. Była dosyć oschłą, wymagającą osobą. Paliła dużo papierosów i ten mocny zapach próbowała zatuszować dużą ilością perfum. Z innymi dzieciakami śmialiśmy się, że jej zapach czuć zanim się ją zobaczy. Natomiast przez większość czasu wszyscy się jej baliśmy. Największą zmorą było wywoływanie do odpowiedzi przy tablicy. Sama bałam się tej kobiety do tego stopnia, że często z nerwów bolał mnie brzuch.

Gdy byłam w siódmej klasie, nauczycielka podupadła na zdrowiu. Ktoś z mojej klasy opowiadał, że widział jak ta nauczycielka pije "małpkę" w samochodzie tuż przed pierwszymi lekcjami. Część osób mu uwierzyła, jednak ja i kilka innych kolegów i koleżanek byliśmy do tego sceptycznie nastawieni, dopóki któregoś dnia dyrektor szkoły nie zwołał zebrania, na którym ogłosił, że nasza nauczycielka ma zwolnienie na dwa miesiące i tymczasowo zastąpić ma ją ktoś inny. Wtedy też zaczęła krążyć po szkole plotka, że to z powodu jej picia. Następne dni mijały spokojnie, wszyscy polubiliśmy nową nauczycielkę, która była młodsza od poprzedniej i zawsze chodziła z promiennym uśmiechem. Dzieciaki ją uwielbiały. Nawet ja przestałam się stresować i nie odczuwałam już bólu brzucha.

Któregoś dnia, kiedy siedziałam razem z innymi osobami z mojej klasy na korytarzu, podeszły do nas dwie koleżanki z innej klasy. Jedna z nich powiedziała, że jej babcia mieszka obok nauczycielki, która była wtedy na zwolnieniu. I podsłuchała rozmowę swojej mamy i babci, w której mówiły, że ta nauczycielka zaczęła pić. Zdziwiliśmy się wtedy, ale później w przeciągu następnych tygodni zapomnieliśmy o sprawie. Zbliżały się wakacje, więc raczej skupiliśmy się na odliczaniu dni do wolności i na zdawaniu egzaminów. Aż któregoś dnia na zebraniu dyrektor oznajmił, że ta starsza nauczycielka zmarła. Chyba nigdy nie zapomnę tego szoku na twarzach moich rówieśników. Zatrważająca większa część mojej szkoły się tym nie przejęła. W dniu pogrzebu z mojej klasy oprócz mnie przyszły tylko dwie osoby z rodzicami. Z całej szkoły uczniów także większość nie przyszła. A mnie było mimo wszystko szkoda tej kobiety. Po pogrzebie na stałe uczyła nas już ta młoda nauczycielka. I czas mijał.

Kilka lat później, gdy byłam w ostatniej klasie liceum, dowiedziałam się od sąsiadki, że tamta nauczycielka zaczęła pić, bo jej mąż zdradzał ją z jedną z nauczycielek z naszej szkoły. A ona się o tym dowiedziała przypadkowo, podobno przyłapała ich po zebraniu z rodzicami, kiedy szkoła była pusta. Tamtego dnia poszłam na cmentarz i zapaliłam jej znicz. I do dziś w każde święto Wszystkich Świętych chodzę na jej grób i zapalam jej znicz. Może to i głupie, ale czuję, że tak trzeba i szkoda mi strasznie tej kobiety.

#2zIgb

Zawsze byłem kulinarnym beztalenciem. Spalę wszystko, czego dotknę. Pewnego razu spadł na mnie obowiązek podgrzania sobie kurczaka z ryżem.

Dostałem dokładne instrukcje: zagrzej patelnię, połóż kurczaka, po 5 minutach dołóż ryż i minutę odczekaj. Wziąłem więc jakąś patelnię, oleju nalałem, kładę na gaz i idę przeglądać YouTube.

W niewiadomych okolicznościach z kilku sekund zrobiło się 5 minut. Olej, pomimo długiego grzania, zachowywał dalej właściwą sobie konsystencję i stan skupienia, więc myślę sobie: "wszystko w porządku".

Przystępuję do kładzenia kurczaka. Podczas tej czynności trochę sosu skapnęło mi na patelnię. I wtedy rozpoczął się chaos... Olej strzela jak Niemcy w '39, ja, dalej z kurczakiem na widelcu, biegam i klnę jak opętany po całym mieszkaniu. Po zakończeniu strzelaniny wróciłem na pole bitwy (kuchnię) odłożyć kurczaka. Ale olej bynajmniej nie powiedział ostatniego słowa. Wiedziałem, że jest gorący, więc trzeba go jakoś ostudzić. I co pomyśli bardzo dobry chemik i fizyk (jak na swój wiek), pretendent do stanowiska ucznia w 10. szkole w Polsce? "Olej i woda się nie mieszają, więc olej będzie stopniowo odbierał ciepło od wody". Świetny pomysł!

Przeszedłem do egzekwowania mojego planu. Zalałem olej wodą. Z początku szło dobrze, strzelania było stosunkowo mało. Ale w tych wystrzałach słychać było małe "Allahu akbar!". Niestety nie odebrałem tego jako przestrogi i stałem dumnie z patelnią w ręku pośrodku kuchni. I nagle BOOM, powtórka z rozrywki! Patelnia jeszcze bardziej strzela niż poprzednio, więc miotam się bezowocnie. W końcu wpadłem na pomysł odłożenia patelni na kuchenkę, po czym uciekłem z krzykiem do innego pokoju.

Teraz mam ponadprogramowe mycie podłóg i ścian ze śladów tłuszczu i ścieranie śladów kurczaka ze wszystkiego, ale hej, olej ostygł! :D

PS Druga próba, zjadłem zimne :D
PS2 Ja i patelnia chyba nigdy nie będziemy razem...

#vzrAh

Ta historia zdarzyła się parę lat temu, ale do dziś mam czerwone policzki, kiedy o tym myślę.

W liceum podobał mi się pewien chłopak, nazwijmy go Arek, któremu ja również wpadłam chyba w oko. Często drażnił się ze mną, nazywając mnie „słodką ofermą”, bo rzeczywiście często zdarzały mi się małe głupie wpadki. Potem dopiero zrozumiał, jak pechowe było to określenie.

Na początku muszę wspomnieć, że z powodów hormonalnych w liceum zmagałam się z obfitym okresem, który pojawiał się zupełnie nieoczekiwanie. Po prostu w jednej chwili mogła mnie zalać prawdziwa czerwona fala niczym z „Lśnienia”. W każdym razie radziłam sobie z tym dobrze, zakładałam specjalną bieliznę miesiączkową tak na tydzień przed okresem, no i w razie nagłego „ataku” krwawienia zdążyłam zawsze dostać do łazienki i nie mieć żadnych przecieków. Tak było do czasu osiemnastki Arka. Specjalna bielizna akurat była w praniu, więc założyłam pierwsze lepsze majtki. Uznałam, że nawet jak dostanę okresu, to przecież mam czarną spódniczkę, więc nikt nie zauważy w tym całym rozgardiaszu, a ja się szybko ulotnię.

Impreza jak to impreza, polało się trochę alkoholu. Pod koniec imprezy ktoś zalał moją spódnicę piwem, a ponieważ została już tylko garstka dobrze znanych mi od lat przyjaciół, a ja byłam już trochę pijana, to zdjęłam ją, położyłam się na kanapie, przykryłam się kocem i poszłam spać.

Obudził mnie krzyk dziecka. Jak się okazało, była to siostrzyczka Arka, która wpadła do salonu wraz ze swoimi rodzicami, którzy wrócili nad ranem do domu. W trakcie nocy zsunął mi się koc, odsłaniając istną scenę zbrodni – ja z rozmazanym makijażem, a moja bielizna, a także piękna biała kanapa, były pokryte niesamowitą ilością krwi.  Rodzice poczęli uspokajać dziewczynkę, ja na wpół pijana zaczęłam ich przepraszać, wycierać tę plamę zrzuconym kocem, w końcu ubrałam jeszcze trochę mokrą spódnicę i spanikowana wyszłam. Oczywiście oprócz trwałego śladu w psychice dziewczynki zostawiłam równie trwały ślad na sofie.

Od tego momentu Arek nie mówił do mnie „słodka ofermo”, w ogóle mało do mnie mówił :/ Skończyliśmy liceum i studiujemy w innych miastach. Od tego czasu okres mi się wyregulował, ale ja nadal budząc się nad ranem, nawet w bieliźnie miesiączkowej, zawsze przypominam sobie ten moment i od razu sprawdzam, czy nic nie przeciekło ani czy nade mną nie stoi jakieś zszokowane dziecko ;)

#cyyUF

Jestem zwyczajną, niczym niewyróżniającą się studentką. No może poza tym, że ponadprzeciętnie lubię intymne sytuacje. W każdej postaci. Ze swoim chłopakiem jestem od ponad 3 lat i hmm.. "testujemy ile wlezie". Różne rodzaje, pozycje, miejsca, sytuacje itd. No wiecie, nie ma się nad czym rozwodzić.

Z chłopakiem nie mieszkamy razem, ale bardzo blisko, bo tylko na różnych piętrach tego samego akademika. TEGO dnia, miałam straszną ochotę na małe co nieco. A że był to dzień pierwszy czerwonego alarmu, musiałam improwizować (tak, wiem, dobry marynarz... ale to akurat biorę na swoją klatę, bo to ja nie lubię pływać w morzu czerwonym). Do rzeczy.

Szybki look w lustro <"jesteś zaje*ista!"> i do dzieła! Lecę na górę, pukam delikatnie w drzwi i wchodzę, mówiąc mruczącym głosem "kochanie, mam nadzieję, że masz ochotę na loda...". Spojrzenie pod tytułem ''i tak wiem, że nie odmówisz'' i zaczynam się do niego zbliżać krokiem posuwistym i z tyłkiem latającym mi od ściany do ściany.

Ja mam ochotę, a on co? A on się śmieje! Czerwony, fioletowy, purpurowy na twarzy, w końcu wybuchł! Parsknął tak, że aż mnie opluł! Stoję, nie wiem o co chodzi.. I nagle zza pleców dolatuje mnie wymowne chrząkanie. Rodzice. Jego rodzice! Przez trzy lata, trzy długie lata ani razu nie wpadli z wizytą, a musieli akurat dzisiaj!

Wściekły wzrok jego mamy, purpurowy odcień twarzy jego ojca. Spojrzałam na nich i zapytałam "może też macie ochotę?".

Jeszcze nigdy nie biegłam tak szybko do Tesco po pudełko lodów...

#fRM8G

Od lat czytam anonimowe, ale zawsze jako osoba bez konta na tym portalu. Czytam wyznania, wasze komentarze, ale sam się nie udzielam. Do dziś ;)

Jakiś czas temu pojawiło się wyznanie osoby, która negatywnie wypowiedziała się o Polsce, bez zbędnego hejtu, po prostu wyraziła swoją opinię. Zaglądając na sekcję komentarzy zaskoczyła mnie ich negatywna większość, odnośnie autora, jak i samego negatywnego wypowiadania się na temat Polski. I właśnie ten moment zachęcił mnie do założenia tutaj konta i podania swojego zdania i doświadczenia związanego z Polską.

Na wstępie zacznę od tego, że nienawidzę Polski. A co za tym idzie, stronię od Polaków za granicą. A jak się to wszystko zaczęło, zapytacie? Otóż będąc jeszcze w liceum, bylem dumny z historii Polski i uczęszczałem na dodatkowe zajęcia pozalekcyjne, gdzie omawialiśmy jakie partie polityczne byłyby dobre dla naszej przyszłości itp., jednym słowem udzielałem się i chciałem coś w kraju zmienić. Bardzo mnie denerwował przy tym fakt, że zawsze w rankingu prowadzi PiS albo PO. Wtedy w wieku około 20 lat zrozumiałem, że to nie Polska jako kraj jest beznadziejna, a większość rodaków to po prostu bezmózgi! Jak można od lat wybierać tylko dwie opcje, jak jest tak dużo możliwości? Czemu nikt nie zaryzykuje i chociaż nie spróbuje dać szansy innej partii? Czemu kiedy w wiadomościach wychodzą brudy polityków, jak 70 mln Sasina, podróże i spa polityków, kiedy szaremu obywatelowi nic nie wolno, to nikt zupełnie z tym nic nie robi? Dlaczego stereotypowych Polaków można opluć, pozbawić praw, a oni się na to godzą? I najlepsze... Ta mentalność... Jak masz dobrego kolegę, ale z patologicznej rodziny, to wszyscy wokół mówią "spokojnie, stary, rodziny się nie wybiera" i wszyscy uważają to za słuszne! Ale jak już powiesz, że nienawidzisz tego kraju, to zaraz wszyscy cię obrażają? Przecież kraju też się nie wybiera!!!

Na koniec. Mieszkam od 10 lat w Japonii, jak tutaj polityk coś przeskrobie, jest z automatu odsuwany i przeprasza publiczne. Przykładowo ostatnio prezes odpowiedzialny za olimpiadę w Japonii został odsunięty od stanowiska za słowa "kobiety podczas konferencji powodują, że się ona wydłuża" i to wystarczyło, żeby dać mu nauczkę. Chodzą tutaj do świątyń, ale prawo jest świeckie, dlatego może też kraj jest tak bardzo rozwinięty. Za zamknięcie sklepu o 20 dostajesz od rządu 60 000 jenów zapomogi! Tak zachęcają do skrócenia godzin barów! Każdy dostał 100 000 jenów od rządu podczas pandemii! Każdy! Chociaż jestem tutaj obcy, czuję się jak w domu, nie uważam się za Japończyka, ale też nie ukrywam faktu, że jestem Polakiem. Natomiast w następnym roku postanowiłem z żoną, że zmienię obywatelstwo na japońskie. Odwiedzam rodzinę raz na dwa lata i choć zdarza mi się za nimi tęsknić, to jedno wiem na pewno - po tych 10 latach, nie chcę nigdy wracać do Polski.

#xgN8d

Rzecz działa się parę lat temu.
Od gimnazjum jestem osobą skrytą, nieśmiałą i bardzo ciężko mi komuś zaufać. Spowodowane to było tym, że zostałem kozłem ofiarnym innej klasy. Wiadomo, nie tylko cierpi się psychicznie, ale również fizycznie. Dlatego też nie przeżyłem swojej młodości tak jak inni. Zamiast chodzić w szkole średniej z przyjaciółmi na imprezy, ja spędzałem wieczory w domu - przy komputerze. Nie dbałem o swój wygląd oraz zdrowie, przez co miałem okropny trądzik na twarzy, podkrążone oczy i ogólne bardzo zły stan zdrowia i samopoczucia. Jak można się domyślić, całe życie również nie posiadałem osoby do której mogłem się zbliżyć, zakochać.

Skończyłem szkołę średnią i poszedłem do pracy. Wyleczyłem się z fobii społecznej i w wieku 20 lat zacząłem być normalnym człowiekiem. Zacząłem dbać o siebie, swój wygląd i zauważyłem, że w środkach komunikacji miejskiej osoby płci przeciwnej dyskretnie (lub mniej) na mnie spoglądają, nieraz się uśmiechając. Będąc wrażliwym człowiekiem wolałem poczekać na tę kobietę właściwą, niż pójść do łóżka z byle kim.

Wtedy pojawiła się ona. Zawróciła mi w głowie od samego początku. Na początku wyglądem, potem całą resztą. Dodatkowo ja również podobałem się jej! Pierwszy raz zebrałem się w sobie, aby zagadać do dziewczyny. Pierwszy raz pomyślałem, że warto.

Podejście do niej przyprawiło mnie o niesamowitą dawkę stresu i adrenaliny, lecz udało się. Pogadaliśmy i poszliśmy razem na spacer. Rozmowa była luźna i mało konkretna. Postanowiłem zabrać ją do eleganckiej restauracji następnego dnia (piątek).
Wszystko poszło tak jak w planie. Ja w garniturze, podjechałem pod jej dom samochodem, przywitanie przez jej rodziców oraz czekanie na wybrankę mego serca, ubraną równie elegancko co ja.

Podczas spotkania z nią dowiedziałem się od niej sporo rzeczy. Jedną z nich było to, że miała chłopaka, który ją uderzył. Nie lekko. Brzydzę się przemocą i ja nigdy nie mam zamiaru skrzywdzić kobiety. Zaczęliśmy się spotykać. Przychodziłem pod jej szkołę, kiedy tylko mogłem i witałem ją kwiatami. Kupowałem drogie prezenty. Bardzo się kochaliśmy. Rok minął bardzo szybko. Postanowiłem, że przedstawię ją mojej mamie, która mieszka w innym kraju i wybraliśmy się tam na wakacje. Śniadania do łóżka, zero kłótni, traktowałem ją jak księżniczkę. Księżniczkę mego serca. Pierwszy raz w życiu czułem się naprawdę szczęśliwy. Jednak w ciągu swojego życia nauczyłem się, że szczęście nie może trwać wiecznie.

Krótko po powrocie sytuacja między nami zaczęła się psuć. Zaczęły się kłótnie, w końcu rozstanie. Okazało się, że zdradzała mnie ze... swoim byłym. Tym samym, który przywalił jej w twarz.

Jak widać, niektóre kobiety wolą być przywitane prawym sierpowym niż kwiatami.

#AMkEK

I znowu o dresach... Tym razem ciutkę inaczej.

Nowy Rok. Byłam na rynku i piłam szampana ze znajomymi. Oglądaliśmy wspólnie pokazy fajerwerków. Obok nas bawiła się spora grupka dresów. Byli dość grzeczni, więc nikt nie reagował. Aż przyszedł ON. W kominiarce. Zobaczyłam, że odpala petardę i rzuca ją na drogę. Była na tyle blisko, że huk nas ogłuszył.
Zapytałam się bardzo kulturalnie, czy go przypadkiem nie popier*oliło. Popatrzył tymi swoimi błękitnymi oczami prosto w moje, i już wiedziałam... wiedziałam, że mogłam zamknąć ryj. Dalej patrząc mi w oczy, rzucił mi pod nogi petardę. Romantycznie.

Spotykamy się do dziś.
Na rozprawach sądowych.
Jest oskarżony o umyślne spowodowanie wypadku.

PS. Miesiąc leżałam w szpitalu, nie mogłam mu tego odpuścić. Okrągły miesiąc musiałam jeść to paskudne żarcie.
Dodaj anonimowe wyznanie