#cyyUF
Z chłopakiem nie mieszkamy razem, ale bardzo blisko, bo tylko na różnych piętrach tego samego akademika. TEGO dnia, miałam straszną ochotę na małe co nieco. A że był to dzień pierwszy czerwonego alarmu, musiałam improwizować (tak, wiem, dobry marynarz... ale to akurat biorę na swoją klatę, bo to ja nie lubię pływać w morzu czerwonym). Do rzeczy.
Szybki look w lustro <"jesteś zaje*ista!"> i do dzieła! Lecę na górę, pukam delikatnie w drzwi i wchodzę, mówiąc mruczącym głosem "kochanie, mam nadzieję, że masz ochotę na loda...". Spojrzenie pod tytułem ''i tak wiem, że nie odmówisz'' i zaczynam się do niego zbliżać krokiem posuwistym i z tyłkiem latającym mi od ściany do ściany.
Ja mam ochotę, a on co? A on się śmieje! Czerwony, fioletowy, purpurowy na twarzy, w końcu wybuchł! Parsknął tak, że aż mnie opluł! Stoję, nie wiem o co chodzi.. I nagle zza pleców dolatuje mnie wymowne chrząkanie. Rodzice. Jego rodzice! Przez trzy lata, trzy długie lata ani razu nie wpadli z wizytą, a musieli akurat dzisiaj!
Wściekły wzrok jego mamy, purpurowy odcień twarzy jego ojca. Spojrzałam na nich i zapytałam "może też macie ochotę?".
Jeszcze nigdy nie biegłam tak szybko do Tesco po pudełko lodów...
Czyli jesteś ponadprzeciętnie ruchliwa :) w sumie lepiej tak, niż jakbyś była nieruchawa.
A przyszły teść - ja tylko z połykiem, a tak bardziej poważnie dobre wyjście z sytuacji: Marek/Jurek śmietankowe a Państwo?. To wezmę roladę.
Ten wstęp był kompletnie nie potrzebny 🤷♀️
ale jednak potrzebny
Myślę, że jego ojciec zdecydowanie powiedział "tak" ;D A na pewno gdyby odwiedził syna sam.