Podczas mszy wybuchłam głośnym śmiechem. Nie rozśmieszył mnie ksiądz, nie rozśmieszył mnie żaden człowiek ani nic, co działo się dookoła.
Po prostu zrozumiałam kawał, który kolega opowiedział mi dzień wcześniej...
Po co chodzisz na mszę, skoro w niej nie uczestniczysz, nie przeżywasz jej, tylko myślisz o głupotach?
Anonimolina
Oho, kolejny anonimowy moralizator. Tobie zapewne nigdy nie zdarzyło się rozproszyć?
Wukupka
Kościół chyba jest miejscem, gdzie idzie się, żeby przeżyć sacrum, coś wyższego, więc o co chodzi z rozproszeniem? To nie lekcja matematyki.
arizona41
Bo jej rodzice każą.
3timeilosepassword
Ja na przykład chodzę do kościoła, bo chcę, ale rozpraszam się praktycznie przy wszystkim i msza nie stanowi tu wyjątku
radiant
Bo tak wygląda religijność w Polsce - wiara na pokaz, chodzenie do kościoła tylko żeby inni widzieli że się było, a wszystkie obrzędy tylko dla picu.
To czy ktoś jest wierzący, czy nie nie ma nic wspólnego z tym jakim ktoś jest człowiekiem, ale życie "na pokaz" ukazuje jaki ktoś jest naprawdę.
nkp6
To naprawdę zazdroszczę, skoro nie zdarzyło Wam się nigdy rozproszyć, uciec myślami w coś innego, tak całkiem mimowolnie..
I, no błagam, Jak można po jednym wyznaniu, uznać, że autorka chodzi do Kościoła na pokaz?
To jest nic. Ja wybuchnęłam śmiechem na pogrzebie babci mojego męża. A wszystko przez tekst piosenki, który mi się przypomniał i pasował idealnie do chwili. Dwie staruszki siedziały w jednej ławce. Po komunii, gdy ta bardziej z brzegu wróciła to nie chciała wpuścić do ławki tej drugiej, dopóki się modlić nie skończy. Wyglądało to komicznie, a do tego "move bi*ch get out the way" wypełniło sytuację idealnie...
Tak to niestety jest, że im bardziej trzeba być poważnym, tym śmieszniejsze są wszystkie żarty, jakie usłyszeliśmy.
Jak ktoś wolno kojarzy to z każdego żartu śmieje się trzy razy - jak usłyszy, jak zrozumie i jak sobie przypomni jak wolno skojarzył :D
Po co chodzisz na mszę, skoro w niej nie uczestniczysz, nie przeżywasz jej, tylko myślisz o głupotach?
Oho, kolejny anonimowy moralizator. Tobie zapewne nigdy nie zdarzyło się rozproszyć?
Kościół chyba jest miejscem, gdzie idzie się, żeby przeżyć sacrum, coś wyższego, więc o co chodzi z rozproszeniem? To nie lekcja matematyki.
Bo jej rodzice każą.
Ja na przykład chodzę do kościoła, bo chcę, ale rozpraszam się praktycznie przy wszystkim i msza nie stanowi tu wyjątku
Bo tak wygląda religijność w Polsce - wiara na pokaz, chodzenie do kościoła tylko żeby inni widzieli że się było, a wszystkie obrzędy tylko dla picu.
To czy ktoś jest wierzący, czy nie nie ma nic wspólnego z tym jakim ktoś jest człowiekiem, ale życie "na pokaz" ukazuje jaki ktoś jest naprawdę.
To naprawdę zazdroszczę, skoro nie zdarzyło Wam się nigdy rozproszyć, uciec myślami w coś innego, tak całkiem mimowolnie..
I, no błagam, Jak można po jednym wyznaniu, uznać, że autorka chodzi do Kościoła na pokaz?
A co to za żart?
Zacytuj kawał jeśli pamiętasz.
To jest nic. Ja wybuchnęłam śmiechem na pogrzebie babci mojego męża. A wszystko przez tekst piosenki, który mi się przypomniał i pasował idealnie do chwili. Dwie staruszki siedziały w jednej ławce. Po komunii, gdy ta bardziej z brzegu wróciła to nie chciała wpuścić do ławki tej drugiej, dopóki się modlić nie skończy. Wyglądało to komicznie, a do tego "move bi*ch get out the way" wypełniło sytuację idealnie...
A co to za kawał?
ja kiedyś w trakcie spowiedzi wybuchłem głębokim śmiechem, bo przypomniała mi się zabawna sytuację z tego dnia. Na szczęście ksiądz mnie zrozumiał.
Szczęściarzu
Latarnia Twojego intelektu nie świeci zbyt jasno, co?
Latarnia Twojej ironii już dawno zgasła