#RN3DH

Rodzice wyjechali na weekend, a ja chciałem trochę zapunktować, żeby pozwolili mi na wyjście na imprezę w kolejnym tygodniu. Wysprzątałem całe mieszkanie, odkurzyłem, pomyłem podłogi, pościerałem kurze, poukładałem wszystko ładnie. 
Jak zobaczyli, jak jest czysto, to z automatu zostałem oskarżony o zorganizowanie imprezy pod ich nieobecność (bo w końcu niby dlaczego miałbym sprzątać), dostałem więc szlaban. Przyszłotygodniową imprezę mogę sobie kredką na kartce narysować. Świetnie.

#Wd1in

Partnerka mnie zdradziła. Postanowiłem dać jej szansę, ale wiem, że nic z tego nie będzie. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki opadły wszystkie kurtyny. Przestała być dla mnie atrakcyjna. Jak na nią patrzę, to nie wiem, co w niej widziałem. Gdy się całujemy, zbiera mnie na wymioty, o łóżku już nie wspomnę. Plany na przyszłość nagle wyparowały. Wstaję wcześniej, by wyjść z domu i nie musieć spędzać z nią czasu. Nie chcę widywać jej znajomych, pewnie o wszystkim wiedzą.

Pora pomyśleć o sobie i zacząć planować przyszłość dla siebie.

PS Panowie, nie traćcie czasu jak ja na dawanie szansy kłamliwym zdzirom.

#6jtOZ

Jestem trzydziestoletnią kobietą i mam bardzo obwisły biust, dosłownie takie uszy spaniela. Jako nastolatka wyczytałam w „Bravo”, że jędrność piersi sprawdza się przez włożenie ołówka pod pierś i ołówek powinien spaść. Mój nie spadł, pierś go przytrzymała, a i kilka kredek też by się zmieściło. Kiedy pozbieram te moje flaki do biustonosza, to nawet to jakoś wygląda, ale bez jest dramat.

Mam faceta, który twierdzi, że moje piersi są OK, ale wiem, że jeśli on mnie zostawi, to zostanę sama po wsze czasy, bo już nigdy nie rozbiorę się przed innym mężczyzną. Po prostu wiem, że wygląda to bardzo nieestetycznie i boję się wyśmiania.

#wTn25

Rodzina mojego byłego chłopaka była w moich oczach idealna. Wiadomo, zdarzały się zgrzyty i trudne sytuacje, ale zawsze trzymali się razem. Wpuścili mnie do swojego grona i bardzo szybko poczułam się jak jedna z nich. Mieliśmy super relacje. Wreszcie poczułam, że jestem w rodzinie, o której tak długo marzyłam. Nie zrozumcie mnie źle, moja własna rodzina to dobrzy ludzie, niemniej nie jesteśmy blisko. Rozmawiamy może raz w miesiącu. Kiedy już wiedziałam, że z byłym chłopakiem nic nie wyjdzie, odwlekałam zerwanie, bo nie chciałam stracić jego rodziny, ale nie mogłam tego ciągnąć w nieskończoność. Po zerwaniu wiedziałam jedno: chcę mieć dużą rodzinę, która będzie ze sobą blisko.

Obecnie jestem z najwspanialszym facetem. Z jego rodziną nie mam nawet w połowie takiego dobrego kontaktu, ani oni ze sobą. Jednak kocham mojego faceta i tak jak on chcieliśmy założyć dużą rodzinę i zadbać o to rodzinne ciepło sami. Staraliśmy się długo o dziecko, dopóki nie padł wyrok: on dzieci mieć nie może. Możemy próbować, ale najprawdopodobniej nigdy nie będzie to możliwe. I wiem, że nie powinnam, bo bardzo dobrze nam razem, ale nie pozbyć się myśli z głowy, że nie doświadczę jedynej rzeczy, na której mi tak naprawdę zależy. Nie chcę od niego odchodzić i nie chcę skazywać siebie na życie tylko we dwoje. To dla mnie za mało. Nie jestem na razie w stanie myśleć o adopcji. Nie jestem złą osobą, ale to nie dla każdego. Nie wiem, czy to dla mnie. I mimo że życie toczy się dalej, jak gdyby nigdy nic, ja nie mam już nadziei.

#T3KOW

Nigdy nie byłam kochliwa, powiedziałabym, że wręcz wybredna. Długi czas byłam sama, bo po prostu nikt mi się nie podobał, a wolę być sama niż być z byle kim. Jednak teraz jestem w związku, a mój chłopak jest z zagranicy. Ta sama kultura, ta sama rasa, jego rodzina przyjęła mnie normalnie, jednak moja ma jakiś problem, choć do końca nie rozumiem jaki. Ciągle słyszę teksty, jakby to była moja jakaś zachcianka, typu: „Jeszcze ci się odmieni” albo „To w Polsce już żadnych wolnych facetów nie ma?”.  

Z rodziną nigdy dobrego kontaktu nie miałam, nie mieszkam już z nimi od lat, ale takie przytyki wkurzają mnie niesamowicie. Nikt się nie zapyta, czym on się zajmuje, jaką szkołę skończył, jakim jest człowiekiem. Tylko słyszą, że nie jest z Polski i od razu zmieniają nastawienie.  Mój były chłopak był strasznie nieporadny, czasem agresywny, życie z nim było udręką. Musiałam za niego robić absolutnie wszytko, od gotowania do załatwiania różnych spraw, a i tak dostawałam zjeby za głupoty. Jednak gdy z nim zerwałam, moja mama, która o całej sytuacji wiedziała, i tak załamywała ręce, że jak to, będę teraz sama, że może nie było aż tak źle i tym podobne. Jej pierwszym komentarzem, gdy zerwaliśmy, było: „To już nawet X ci się nie podoba?”.

Dodam, że jak kuzynki czy kuzyni mają jakichś nie za dobrych partnerów typu alkoholików, księżniczki o dwóch lewych rączkach, toksyczne osoby, to nikt im nie mówi: „Jeszcze ci się odmieni” albo „To niepijących facetów już nie ma?”. Każdy to jakoś akceptuje, co najwyżej ojoja sytuację za plecami („ojoj, jaka biedna dziewczyna, ojoj, ciężko będzie miała”), ale nikomu nic w twarz nie powiedzą. Hipokryci.

#G539q

Kiedy byłam mała, podpaliłam celowo krzak, od którego ogniem zajęło się drzewo. Mój dziadek do dzisiaj obwinia siebie, bo myśli, że to on przypadkiem to spowodował i ma sobie za złe, że dopuścił do tego, kiedy w pobliżu było dziecko.
Dopiero po 11 latach od tego zdarzenia poczułam się źle z tego powodu.

#ttqUU

Było mnóstwo wyznań o lukach w pamięci... ale ja pamiętam moje „pierwsze wspomnienie”. Miałam wtedy chyba jakieś cztery lata. Obudziłam się... a w mojej pamięci wielka biała plama. Nie byłam w stanie stwierdzić, co robiłam wczoraj, jaką wieczorynkę oglądałam ani kiedy położyłam się spać. Wiedziałam, jak mam na imię, kto jest moją mamą, że ten chłopiec na drugim łóżku to mój brat... ale nie miałam z nimi związanych wspomnień. Tak jakby ktoś mi to wszystko wymazał.

#vuA74

Mam 23 lata, od 6 lat bywam w związkach. Nie jestem pruderyjna i nie zostawałam za długo w relacjach, w których się nie dogadywałam z partnerami, więc trochę tych związków było. Wszyscy byli starsi ode mnie co najmniej o 3 lata, ale zdarzali się i tacy przed 30 (i po w sumie też).
Wspólnym problemem ok. 70% z nich były straszne braki wiedzy nt. anatomii narządów kobiecych (nawet ogarniali, że nie ogarniają).
Mało który wiedział, gdzie jest łechtaczka, jak wygląda, jak ją odróżnić od cewki moczowej, i nie rozumieli, dlaczego nie mogę „wysikać gumki, która się zsunęła”. Jeden nawet szedł w zaparte, że wie lepiej, co jest co i musiałam mu pokazywać wszystko na obrazkach poglądowych z Wikipedii. O wiedzy na temat tego, czym jest menstruacja, orgazm czy ciąża nawet nie wspomnę...
Nie każdy musi być od razu być biologiem, (choć jeden z moich nieogarniętych byłych był i nie przeszkadzało mu to nie ogarniać), ale chyba młodego faceta ten konkretny temat powinien jednak interesować, skoro mają zwykle większe parcie na seks.
Zamiast tego pamiętam, jak jeszcze w liceum uczono nas budowy narządów płciowych.
Większość dziewczyn notowała jak każdy inny temat, za to chłopcy jak jeden mąż obudzili w sobie wewnętrzną żabę i zaczęli rechotać jak stado kumaków na wiosnę, gdy padały nazwy typu „łechtaczka”, „żołądź prącia”, „cewka moczowa” itp.

Jeśli byliście jednymi z tych, którzy nie potrafili słuchać na biologii w liceum, to wejdźcie sobie na Wikipedię, bo większość dziewczyn będzie zbyt zażenowana, by tonem belfra tłumaczyć wam, co robicie nie tak, jak należy. Łatwiej udać orgazm z nadzieją, że się kiedyś poprawicie w temacie, na który powinniście mieć przynajmniej podstawową wiedzę już przed pierwszym stosunkiem, a potem unikać seksu lub rozstać się, jeśli przez pewien czas nic się nie zmieni na lepsze, niż dać do zrozumienia chłopakowi, że jest beznadziejny w łóżku i powinien coś z tym zrobić (co traktujecie zwykle jak bezpodstawny atak i prędzej się obrazicie, niż poprawicie). Łatwo zepsuć związek ignorancją.

A wy dziewczyny przestańcie marudzić, że on jest w sumie wspaniałym facetem, ale nie czyta wam w myślach i nie zaspokaja. Za kudły typa do komputera i pokazać palcem na obrazkach co jest co i do czego służy, jeśli facet nie rozumie inaczej, bo ilość wyznań o tym, że „on nie potrafi, ja jestem nieszczęśliwa, ale nic z tym nie zrobię, bo się wstydzę, a on nie łapie subtelnych sugestii” jest zatrważająca.
To nie wymaga seksuologa. To wymaga pogadania ze sobą przez kwadrans, bez wstydu i uprzedzeń. Wytłumaczenia mu wszystkiego dobitnie jak krowie na rowie, bo nie znam faceta, który by się przejął subtelną, nieczytelną, owiniętą w bawełnę aluzją.

Pozdrawiam i życzę powodzenia w związkach ;)

#rHXLi

Kilka dni temu siedziałam sama, czekając na mojego lubego. Pomyślałam, że zrobię mu jego ulubioną pastę z makreli. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. W trakcie zauważyłam, że nie mamy cebuli. No cóż, za telefon i SMS: „Pysiak, jak będziesz wracał z pracy, kup cebulę”. Doprawiłam i spróbowałam, czy jest OK. Na moje nieszczęście trafiła mi się ość. Nijak nie mogłam się jej pozbyć. Ale od czego jest wujek Google? Coś tam poczytałam, że taka ość może np. nawet przebić aortę, można zacząć wewnętrznie krwawić. W tym czasie ta ość jednak poleciała dalej zwiedzać mój organizm, a ja zaczęłam czytać Anonimowe. Czytam, czytam, a tu mi nagle tak słabo, tak dziwnie... Kurde, a jak ta ość mi jednak przebiła coś i ja się właśnie wykrwawiam? O Boże... W głowie się kręci, ręce drżą, nie mogę wstać, serce bije jak oszalałe, jednocześnie mi słabo, ciężko złapać oddech... Ale próbuję się ogarnąć. Że to panika, nakręcam siebie, wmawiam sobie... Na chwilę pomogło. Ale zaraz znowu taki atak. Myślę sobie – kurde, umieram, nawet nie zobaczę już mojego ukochanego, nie zdąży wrócić z pracy, zobaczy mnie martwą, a ja głupia jeszcze po cebulę go wysłałam! (może jakby nie cebula, to jeszcze zdążyłby mnie uratować :D). Do jego powrotu jeszcze prawie godzina, a ja naprawdę czuję, że moje minuty są policzone. Już nawet czuję w brzuchu, jak mi tam coś się dzieje. Sięgam znowu do wujka (przecież on zawsze prawdę powie). No i wyczytałam, że takie wewnętrzne krwawienie może trwać nawet kilka- kilkanaście godzin oraz że takiemu krwawieniu towarzyszy ciemna, czarna kupa. No to raz-dwa, lecę do toalety, bo ona oczywiście będzie jasna, ja się uspokoję i wszystko się ułoży. Robię, zaglądam do środka i nie wierzę: czarne gówno! Nie do opisania, co wtedy przeżyłam. Resztkami sił zaczęłam ubierać się do lekarza i położyłam się na łóżku, wspominając dobre chwile w moim życiu. Wszelkie objawy nie ustawały, dalej czułam się źle.

Wraca mój luby. Przytulam się i mówię: „Kochanie, ja krwawię wewnętrznie”, on takie wtf, więc mu wszystko tłumaczę, on uspokaja, mówi, że panikuję, a ja: „Tak? Dobra”. Idę jakoś do toalety i sram (nie miałam z tym jakoś problemu). I wołam go. Podnoszę klapę, pokazuję mu moje czarne gówno (taki lvl naszego związku). Jak nic trzeba dzwonić na pogotowie. Dzwonimy (a trzeba zaznaczyć, że mam fobię społeczną, do lekarza z bólem kolana pół roku zwlekałam) i mówię co i jak, że ość, że sram na czarno. Babka mówi, że to niemożliwe, ale jak martwię się o zdrowie, to mogę jechać na pogotowie.
Po tym telefonie się uspokoiłam. Po dwóch godzinach doszłam do siebie.

A co z czarną kupą? Po ataku paniki przeanalizowałam, co jadłam w tym dniu. Otóż na śniadanie zjadłam borówki. Stąd ten kolor...
• Nigdy już nie zjem nic, co ma ości (tylko co z moim ukochanym wigilijnym karpiem?)
• Na borówki też straciłam już jakoś ochotę

#wEAnu

Moja była okazała się totalną szajbuską, więc z nią zerwałem, a ta następnego dnia porozbijała mi okna w samochodzie. Zadzwoniłem na policję, ale usłyszałem jedynie, że nic z nią nie zrobią, jeśli nie mam niezbitych dowodów jej winy.
Żeby było jeszcze lepiej, kolejnego dnia to ona zadzwoniła na policję i zgłosiła przemoc domową z mojej strony. Przyjechali i zabrali mnie na dołek bez zadawania żadnych pytań i bez żadnych dowodów. Wypuścili mnie, dopiero kiedy cofnęła oskarżenie.
Dodaj anonimowe wyznanie