Jestem wolontariuszką w fundacji opiekującej się kotami. Kiedy przyszłam pierwszy raz, przywitał mnie bardzo gruby kot, dosyć stary i z chorymi oczami. Pomimo wad bardzo go polubiłam.
Pewnego razu przyszła jakaś dziewczyna, chciała wybrać sobie przyjaciela. Wyglądała jak taka, która pije, pali i imprezuje. Ale jej charakter był inny. Ona bardzo chciała zaadoptować właśnie tego grubego kocurka, choć nikt inny nigdy go nie chciał. A wiecie co mi powiedziała gdy spytałam, dlaczego akurat jego wzięła? Że kiedy ona była mała, to żyła w domu dziecka i nikt nie chciał jej.
Popłakałam się.
W zasadzie odkąd pamiętam "uprawiałem seks" z kuzynkami, trwało to może do 10 roku życia. Były starsze ode mnie o kilka lat, ale jako też dzieci same nie bardzo wiedziały co robią.
Niby nic, ale cóż, trauma została. Mam upośledzone postrzeganie miłości i wręcz obsesję na punkcie seksu.
Wracałem sobie zmęczony z pracy przepełnionym autobusem, gdy nagle dobiegł mnie głos staruszki:
- Przepraszam najmocniej, to jest mój przystanek.
Spoko. Przesunąłem się na tyle, na ile pozwoliło mi miejsce. - w praktyce wciskam się w lukę pomiędzy jakimś podchmielonym dresem, a grubym facetem o znudzonej minie. Tymczasem babcia nie ustępowała:
- Przepraszam najmocniej, to jest moja poręcz.
Zgłupiałem. Uznałem, że starowinka ma jakąś demencję, czy inną geriatryczną przypadłość, więc pomyślałem, że najzdrowiej będzie tę sytuację zamienić w żart.
- Ha! - rzekłem teatralnym (acz oczywiście - kulturalnym) głosem, na tyle głośno, aby wszyscy podróżni usłyszeli. - Czyżby wielmożna pani rościła sobie prawa do przystanku autobusowego, poręczy, siedzeń oraz, jakżeby inaczej - kasowników biletowych?
Rozejrzałem się i zobaczyłem, że pasażerowie rozdziawili swe paszcze i rechoczą radośnie. Jakaś dziewczyna wyciągnęła nawet telefon i postanowiła uwiecznić na filmie tę zabawną sytuację.
Starowinka wówczas rzekła:
- W żadnym wypadku, drogi panie, nie śmiałabym przywłaszczać sobie ani kasowników biletowych, ani siedzeń, lusterek, czy tablic z rozkładem. Raczyłby pan jednak puścić moją poręcz, bo pragnę wysiąść na tym przystanku?
I wtedy zorientowałem się, że przez całą drogę kurczowo trzymałem się długiej, aluminiowej, rurki, którą babcia najwyraźniej kupiła, aby zamontować sobie w łazience... A najgorsze jest to, że przez mój "teatralny" występ pewnie zaraz zostanę gwiazdą Internetu.
Dziś przebyłem 180 km samochodem po tym, jak moja narzeczona, która obecnie dorywczo pracuje w innym mieście, zadzwoniła do mnie i bardzo przejęta kazała mi do siebie przyjechać, bo miała mi coś bardzo ważnego do powiedzenia. W drodze zastanawiałem się, czy może jest w ciąży, wygrała 200 milionów w kumulacji totolotka albo dostała spadek po zmarłej niedawno babci. W każdym razie moja euforia i niecierpliwość sięgnęły zenitu.
Niestety wkrótce moje emocje zostały ugaszone wiadrem zimnych pomyj. Cała ta podróż była po to, abym dowiedział się, że od ostatnich dwóch miesięcy miłość mojego życia zdradza mnie ze swoim szefem i że w związku z tym najwyższy czas zakończyć związek ze mną.
Moja rodzina nigdy nie była zbyt wierząca. Zwłaszcza starsze pokolenia. Zbliżała się jednak niedziela palmowa i jako małe szkraby, około 7-8 lat, dostaliśmy w szkole długoterminowe zadanie domowe - przygotować palmę.
Oczywiście jako dzieciak przypomniałem sobie dzień przed deadlinem. Przybiegłem więc po pomoc do dziadka mówiąc, jaki mam pilny problem. Dziadek, emerytowany inżynier, błyskawicznie zabrał się do pracy i przy mojej skromnej pomocy szybko zamknęliśmy temat.
Następnego dnia, siedząc w ostatniej ławce w szkole, obserwowałem dziwactwa, jakie inne dzieci przyniosły. To były jakieś kolorowe zielska, trawy, głownie żółte, miejscami z kwiatami.
Ja siedziałem z około półmetrową palmą zrobioną z jakiejś tektury, wielkimi, pięknymi zielonymi liśćmi, zwisającymi dumnie z czterech stron. Dziadek dodał nawet kokosy.
Reakcji katechetki nie pamiętam, ale zawsze gdy wspominam mojego kochanego dziadka przypomina mi się ta sytuacja :)
Mając około 10 lat, poszłam do biblioteki po konkretną książkę. Okazało się, że nie ma jej dostępnej, więc podeszłam do pani prosząc o zarezerwowanie książki. Pani wchodzi do systemu, pyta się mnie o dzień urodzenia, a ja jak gdyby nigdy nic mówię z uśmiechem.
- Środa.
Widząc zmieszaną minę bibliotekarki, szybko zmieniłam swoją odpowiedź.
- A nie, przepraszam! Chyba jednak piątek...
Do teraz czuję wstyd, gdy o tym myślę :)
W wieku 10 lat bawiłam się z bratem w chowanego... mama z tatą pojechali na szybkie zakupy świąteczne i byliśmy sami w domu, więc mogliśmy chować się wszędzie tam, gdzie normalnie rodzice nie pozwalają.
Była moja kolej by się ukryć, więc szybciutko pobiegłam do łazienki i z racji tego, że byłam bardzo drobna jak na swój wiek, to schowałam się w pralce. Owinęłam się wszystkimi brudnymi ubraniami, żeby jeszcze ciężej było mnie znaleźć... I nie... nikt mnie nie wyprał ani nie zaklinowałam się, stało się coś o wiele gorszego.
Moi rodzice wrócili do domu i najpierw do łazienki weszła mama. Ja w totalnym bezruchu nie zdradzam mojego położenia, myślę sobie "jak teraz dowie się, że tu jestem, to wyda mnie bratu i w dodatku dostanę ochrzan". Więc siedzę tam dalej, gdy do łazienki wchodzi tata i zamyka za sobą drzwi. Ja oczywiście wszystko bacznie obserwuję... A tata najpierw zdejmuje mamie bluzkę, potem spodnie... Siedziałam tam dobre 20 minut, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Po tym, jak skończyli, grzecznie zaczekałam aż wyjdą, odczekałam jeszcze chwilę i wymknęłam się niepostrzeżenie z łazienki.
Mojego brata oczywiście rozproszył film w telewizji... A jaki? "Kevin sam w domu".
Nie mam żadnej traumy czy coś... Nie boję się też pralek.
Ale za każdym razem, gdy w telewizji leci Kevin, mam przed oczami moich rozebranych rodziców widzianych z perspektywy dziecka ukrytego w pralce...
Od dziecka miałem problemy z zasypianiem, czasami leżałem kilka godzin czekając na sen. Jednak kilka miesięcy temu znalazłem przyczynę i rozwiązanie problemu, to właśnie nietypowe rozwiązanie będzie tematem tego wyznania.
Zauważyłem, że nie potrafię zasnąć, ponieważ skupiam się na jakichś filozoficznych rozmyślaniach i nie potrafię przestać. Zajęcie myśli czymś innym wydawało mi się niemożliwe, bo po kilku minutach wracałem do tego samego. Jednak jak sobie z tym poradziłem? Otóż codziennie w łóżku zamykam oczy i wyobrażam sobie taki jakby serial. Codziennie kontynuacja wydarzeń z poprzedniej nocy. A o czym jest ten serial? O porwaniu mojej koleżanki z podstawówki, której nie widziałem od 4 lat, i o brutalnym gwałcie na niej, do tego dochodzą jeszcze tortury i poniżanie.
Wiem, że to chore, nie mam pojęcia jak na to wpadłem. W dzień jestem zupełnie inną osobą, zupełnym przeciwieństwem głównego bohatera z mojego "serialu".
Nigdy nikomu o tym nie powiem, nie podoba mi się to co robię, ale jest to jedyny tak skuteczny sposób na zaśnięcie dla mnie.
Pewnego wieczoru postanowiłyśmy z przyjaciółką spożyć trochę procentów po ciężkim tygodniu. Co miałyśmy wypiłyśmy u niej w domu i ruszyłyśmy na miasto, stanęłyśmy sobie pod ścianą w tunelu i spontanicznie zaczęłyśmy śpiewać hit ubiegłych lat o jakże romantycznym tytule ''Miliony monet''. Nagle podeszło do nas dwóch chłopaków, gadka szmatka, w końcu musiałyśmy lecieć, bo robiło się późno, ale przyjaciółka zdążyła zgarnąć numer jednego z nich. Następnego dnia wybrałyśmy się do galerii na obiad, w międzyczasie odezwał się kolega poznany ubiegłego wieczoru, wyrażał chęć spotkania się z nami, oczywiście wziął też kumpla. Kiedy ujrzałyśmy ich na horyzoncie, zgodnie stwierdziłyśmy - było ciemno, a my byłyśmy pijane, nie wyglądali zachęcająco, ale co się stało, to się nie odstanie. Przysiedli się do nas zaczynając z grubej rury rozmowę o nowym, babcinym swetrze jednego z nich, przy okazji prezentując braki uzębienia i kilka innych odrzucających aspektów. Przyjaciółka siedząca obok napisała do mnie SMS-a dołączając błagalne spojrzenie - ''wymyśl coś''. Niewiele myśląc wklepałam szybko w Google ''jak pozbyć się natręta'', skorzystałam z pierwszej odpowiedzi, przerwałam namiętną pogadankę o swetrze klepnięciem dłonią w stół i wypaliłam jak gdyby nigdy nic:
- Kiedyś miałam na imię Sebastian.
Chłopaki zawinęli się szybciej niż przyszli, a kontakt dziwnie szybko się urwał :D
Morał? Dziewczyny - nigdy nie bierzcie numerów od facetów, kiedy jest ciemno, a wy jesteście pijane.
Kiedyś, gdy mój brat miał około 4-5 lat, wkurzył się o coś na mamę i stwierdził, że się wyprowadza. Wziął chustkę, włożył w nią kredki, parę klocków i jakiegoś misia, a następnie zawiązał ją na ciupadze.
Wychodzi, po jakichś pięciu minutach wraca, na pytanie mamy "Co, ty już się nie wyprowadzasz?", odpowiedział prawie z płaczem "Nie, bo bałem się przejść przez ulicę".
Taki był z niego buntownik ;)
Dodaj anonimowe wyznanie