#tTW5O

Kiedy byłam mała, czasami mój o kilkanaście lat starszy kuzyn odbierał mnie po lekcjach i zostawał ze mną do powrotu mamy. Pewnego dnia zauważyłam, że próbował przede mną ukryć, że palił w oknie papierosy. Prosił mnie oczywiście, żebym nikomu o tym nie mówiła, pod każdym warunkiem.
Mogłam wszystko. Dosłownie wszystko. I co wybrałam? Wysypałam na dywan drobne koraliki i powiedziałam, że jak pozbiera wszystkie, to nikomu nie powiem.

Na następny dzień siedziałam na owym dywanie i bawiłam się lalkami, kiedy coś poczułam pod stopami. I co? Mój kuzyn nie zebrał wszystkich koralików!

Byłam wyrodnym dzieckiem.

Cała rodzina się dowiedziała.

#PJgC8

Czasem tak mam, że budzę się w środku nocy i robię jakieś dziwne, niewytłumaczalne rzeczy, a potem, rano już, zastanawiam się, co mnie skłoniło do tych czynności. I tak na przykład dzisiaj ze snu wybudził mnie kot, który był bardzo intensywnie zajęty lizaniem mojej twarzy. Kiedy ścierałam sobie z policzków kocią ślinę dotarło do mnie, że przecież ja nie mam kota, a skoro go nie mam, to musi być jakiś intruz, więc chwyciłam sierściucha, bezceremonialnie wyrzuciłam go za drzwi i poszłam spać. Rano, kiedy już na dobre wstałam i odruchowo nasypałam karmę do miski Oskara, ze zdziwieniem odkryłam, że mój ukochany kot gdzieś zniknął… I wtedy przypomniało mi się wszystko. Miałam szczęście. Za wejściowymi drzwiami siedział zmoknięty, zmarznięty i ekstremalnie nadęty Oskar. Od dobrych siedmiu godzin jest już na mnie obrażony. Nie za bardzo wiem co mam zrobić, aby był łaskaw wyjść ze swojego ulubionego pudełka i mi wybaczyć.

#QVUD9

Było to z 10 lat temu jak jeszcze studiowałam.


Mój rocznik był ostatnim rokiem, który był prowadzony "starym systemem": studia pięcioletnie, na koniec ma się mgr. inż. Rok po mnie był podział na chyba 3 lata inżynierskie studia i 2 lata magisterskie. Jak byłam na swoim trzecim roku zawaliłam rok. Kilka, bardzo ważnych przedmiotów w plecy. Stanęłam przed wyborem: zejdę o rok niżej na studia inżynierskie i zrobię sobie spokojnie w danym roku "tylko" różnice programowe, bo mój kierunek już w nowym systemie nie istniał, ale było coś bardzo podobnego, albo będę iść dalej biorąc poprawki. Spadanie o rok wydawało się najgorszą opcją, a wszyscy znajomi/rodzina mówili mi, że dam sobie radę robiąc powtórki, bo to kilka przedmiotów. Ogólnie będę miała wsparcie.



I tak sobie studiowałam, uświadamiając sobie, że te kilka przedmiotów blokowało mi kolejne semestry. Cały czas słyszałam, że "nie może się Pani zapisać na "Zaawansowane pływanie kajakami" jeżeli nie zrobiła Pani podstaw, a nie mogłam robić podstaw, bo wcześniej nie zaliczyłam "obsługi wiosła", coś na tej zasadzie.
Będąc na 5 roku, 10 semestrze udało mi się już nadrobić wszystko poza dwoma przedmiotami. Nie udało mi się ich zaliczyć i... Nie mogłam wziąć dziekanki i zrobić tych przedmiotów, bo już ich nie było w kolejnym roku. Nie było czegoś takiego jak mój kierunek, był podobny, ale nim dłużej się studiowało, tym te podobne kierunki się bardziej różniły.
Jeżeli chciałabym skończyć studia, to musiałabym zacząć od początku, przepisując te oceny jakie mogły by być przepisane. Całe moje otoczenie, rodzina mówią mi "najważniejsze, to skończyć studia". Zaczęłam robić je od początku.
Cały czas słysząc rodzinę i najbliższych "kiedy w końcu skończysz te studia?" "Ile można studiować?"

Pojawiła się w moim życiu tylko jedna osoba, która zaczęła pytać co ja chcę, która nie mówiła mi cały czas, że "mam skończyć studia", ktoś kto nie traktował mnie jak dziecko, któremu trzeba mówić co ma robić, a ktoś kto zaczął mnie traktować jak dorosłą osobę, jak normalną kobietę.
Nigdy nie byłam traktowana tak i może to głupie, ale mając 26 lat (dopiero wtedy!) zauważyłam, że zachowuję się jak dziecko, bo moi najbliżsi tak mnie zawsze traktowali i nic nie wiem o "dorosłym" życiu mimo tego, że byłam pełnoletnia.

To był facet 20 lat starszy ode mnie, z którym wdałam się w romans. Dzięki niemu uświadomiłam sobie, że studia nie są potrzebne dla mojego szczęścia, a ja nie żyję aby uszczęśliwiać wszystkich do około. Zyskałam pewność siebie.
Romans trwał kilka miesięcy, ale chyba uratowało to moje poczucie własnej wartości i obudziłam się wtedy jako dorosła kobieta.

#oV17u

Moja koleżanka ma nadwagę, na którą ciągle się skarży, ale nic z nią nie robi i szuka wymówek i usprawiedliwień dla swojego lenistwa - nie ma problemów zdrowotnych, tak gdyby ktoś się zastanawiał. Ja obecnie jestem w ósmym miesiącu ciąży, więc wyglądamy mniej więcej tak samo.
 
Jakiś czas temu spotkałyśmy się po długim czasie, łazimy po centrum handlowym, jemy lody i gadamy o różnych rzeczach będących u nas na czasie. W pewnym momencie natknęłyśmy się na mojego znajomego z pracy, standardowe przywitanie, przedstawienie, co słychać, jak się czujesz i tak dalej. Kolega spojrzał na moją znajomą i z uśmiechem mówi:
- A u koleżanki chyba podobny termin? Jakbyś miała też dziewczynkę, to mogłyby się razem bawić!
Mi mina stężała, koleżanka zrobiła się cała czerwona, wyrzuciła lody do śmietnika i z mordem w oczach odparła:
- Nie jestem w ciąży, po prostu niełatwo mi zrzucić nadwagę! Nie każda dziewczyna musi być chuda, frajerze!
Zapadła chwilowa cisza, zrobiło mi się trochę głupio i już miałam coś wtrącić o nagłej potrzebie do toalety, aby tylko to zakończyć, gdy kolega wypalił:
- Cóż, dziecka może nie nosisz, ale w ciąży na pewno jakiejś jesteś.

Koniec końców ja parsknęłam śmiechem, koleżanka się obraziła i poszła, a kolega odwiózł mnie do domu. Przynajmniej transport miałam za darmo ;)

#zEfZl

Znacie te wkurzająco przemieszczające się okienka z messengera? Ja znam aż za dobrze...
Jest sobie grupowa konfa z klasy, wszystko cacy, pierwszy miesiąc nowego liceum, nowe osoby, poznajemy się. Piszę równocześnie z moją przyjaciółką, temat schodzi na chłopaka który mi się podoba. Chciałam jej wysłać jego zdjęcie, pyk i wysłane, dorzuciłam jeszcze podpis „To jest ten Igor z mojej klasy co mi się podoba”. Czekam na jej reakcję, czekam, a tu przychodzi wiadomość od 15 osób „IGOR CI SIE PODOBA? XDDDDDDD”. Patrzę do kogo to wysłałam - oczywiście, konfa klasowa. Wszystko mogłabym obrócić w żart gdyby nie to, że sam Igor też to zobaczył. I co zrobił? Też zaczął się śmiać...

Ktoś pamięta jak się wiązało sznur szubieniczny? ._.

#RykAc

Pracuję w sklepie z drobną elektroniką, dzień jak co dzień. Przychodzi klient, prosi o pewne towary, dopytuje... Wydałam już mu resztę, gdy nagle coś spadło i odbiło się od lady, więc odruchowo to złapałam.
Po otwarciu dłoni okazało się, że to górna proteza, obślinione sztuczne zęby. Hamując obrzydzenie jak najszybciej oddałam je właścicielowi, który jak gdyby nigdy nic założył je z powrotem.
Od tamtej pory nie łapię w pracy już nic, co leci w moją stronę.

#yqBe9

Dziś dowiedziałem się, że przyszedłem na świat tylko dlatego, że moja mama okłamała mojego tatę. Zapewniała go, że bierze tabletki antykoncepcyjne i zaliczyli wpadkę po dwóch tygodniach „znajomości”. Ojciec, złoty człowiek, mógł moją rodzicielkę rzucić w diabły, ale wybaczył jej i wziął problem na klatę. Po jakimś czasie zakochali się w sobie i do dziś są razem.

Tak obiektywnie patrząc, to mamy do czynienia ze związkiem stworzonym przez puszczalską kłamczuchę i łatwowiernego frajera. Nigdy im tego oczywiście w twarz nie powiem...

#rpSse

Mieszkałem w kawalerce w latach 90. ubiegłego wieku i przydarzyła mi się taka śmieszna historyjka. Otóż jako młody ojciec pomagałem swojej małżonce na tyle, ile mogłem. Żona prosiła o wyniesienie śmieci, niestety zapomniałem to uczynić. Już zasypiając usłyszałem pytanie, czy wyniosłem śmieci. Oczywiście, że nie, i chcąc nie chcąc ubrałem się w dresy, chwyciłem za kubeł i około północy udałem się do kontenera.
Latarnie już zgasły, ja bez żadnej latarki, ale droga niedaleka i znajoma. Otwieram kontener, a z jego czeluści wyłania się zaspany PAN ŻUL i rzuca do mnie z pretensjami "CO TAK PÓŹNO?!'' :D

#IF5gX

Po skończonych studiach przyszedł covid i moja branża niestety mocno oberwała. Jedyne oferty pracy dotyczyły osób z minimum 5-letnim doświadczeniem albo za psie pieniądze na umowie zlecenie. Rodzice przestali mnie finansować, więc decyzja była prosta: zatrudniłam się w pewnej znanej drogerii. Praca mi się podobała, starałam się. Kierownictwo szybko to doceniło i już pół roku później awansowałam. Zarabiałam całkiem sporo jak na naszą smutną, polską rzeczywistość.

Wszystko byłoby piękne, gdyby nie ludzie. Rodzice wypominali mi, że nie po to płacili za studia, żebym teraz na kasie pracowała. Koleżanki (nauczycielki, psycholożki i rejestratorki medyczne po studiach) żartowały ze mnie. Niby te wszystkie teksty były na żarty, ale jednak bolały. Tylko narzeczony mnie dopingował i zachęcał. Sam zaczynał w firmie na najniższym stanowisku i powoli piął się ku górze, więc wiedział jak to jest.
Ja znosiłam to z uśmiechem.
Po roku zaoferowano mi kolejny awans i już z sali sprzedaży wyszłam na własne służbowe auto, laptopa, niezbędny sprzęt do pracy, home office i jeżdżenie z torebką po innych sklepach. Oczywiście, to nie było wszystko, miałam tonę innych obowiązków, ale radziłam sobie z nimi. Pensja też poszybowała w górę.

Koleżanki widząc mnie w eleganckich garsonkach nagle spokorniały. Już nie byłam śmieciem na kasie, tylko człowiekiem. Dwie z nich spytały, czy nie mogę ich wkręcić do pracy, bo w sumie to umowa zlecenie czy najniższa krajowa im nie pasuje. No cóż, nienawidzę kolesiostwa, więc odmówiłam wszelkiej pomocy przy rekrutacji. Znowu byłam najgorsza.

Rodzice też nagle przestali mi wypominać, że zmarnowali na mnie tyle pieniędzy. Może dlatego, że oddałam im cały hajs, który wydali na moje zaoczne studia.

Całe szczęście, odcięłam się od toksycznych ludzi. Żadna praca nie hańbi, a ludzie którzy myślą, że pracując za biurkiem są lepsi niż ci, którzy pracują w sklepie, to ameby umysłowe. Ja jestem szczęśliwa. Mam świetną pracę, w której się rozwijam i nadal mam perspektywy na awans. A one już się ze mnie nie śmieją, bo nadal siedzą jako rejestratorki medyczne, pijąc kawę i kłócąc się z petentami.

#sJ8n8

Siedzę sobie spokojnie w autobusie, nagle wchodzi starsza pani. Stoi centralnie obok mnie. Nie no, muszę jej ustąpić miejsca, żeby nie było.

Wstaję z siedzenia mówiąc, żeby sobie usiadła. Pani robi wielkie oczy i prawie krzyczy:
- Ja mam usiąść!? Chyba śnisz! Czy ja jestem stara?!
Ona dumna z siebie, ja siadam na swoje miejsce.

I akurat kierowca autobusu zahamował i szanowna pani upadła na podłogę. Wszyscy zaniepokojeni, ale ona wstaje.

Wychodząc z autobusu krzyczy: ''A gdybyście mi ustąpili miejsca, to by się tak nie stało!".
Dodaj anonimowe wyznanie