#mvheU

Ostatnio czytałam wiele historii o tym, jak to Niemcy litowali się nad nielicznymi podczas II wojny światowej. Moja historia, którą usłyszałam od babci będzie zupełnie inna, w pewnym sensie owiana tajemnicą i z pewnością okrucieństwem. Przejdźmy więc do sedna.

Za czasów wojny biologiczny ojciec mojej babci grał w pewnej miejscowej orkiestrze, (jak to w tych czasach były orkiestry, zespoły itd. miały podnosić morale Polaków, a także zachęcić ich do walki o wolną Polskę). Pradziadek miał wtedy 17 lat, ale termin, w którym na świat przyjść miała moja babcia nieuchronnie się zbliżał.

Wracając do historii: pewnego dnia, gdy mój pradziadek wraz z kolegami wracał z próby orkiestry, został zaatakowany przez Niemców. Nie jest to dziwne, Niemcy byli wtedy wszędzie, jak już wspomniałam nie wszyscy potrafili się zlitować nad niewinnymi dzieciakami, a z pewnością nie ten, który bestialsko zabił pradziadka.
Umrzeć w wieku 17 lat, przy okazji oczekując na dziecko swojej ukochanej, okrutne, prawda? Dwa dni po jego śmierci prababcia urodziła córeczkę - moją babcię, która nigdy nie usłyszała od matki jak jej ojciec miał na imię, nazwisko, jak się poznali itd. wiedziała ona tylko jak prababcia bardzo go kochała, jak po tylu latach temat jego śmierci był dla niej bolesny. Prababcia umarła nie zdradzając tajemnicy pradziadka mojej babci. Dziwne, prawda? Nawet w chwili śmierci nie chciała niczego powiedzieć.

Ostatnio, kiedy wraz z mamą sprzątałam dom mojej zmarłej prababci przed jego sprzedaniem, myjąc podłogę w rogu zauważyłam mocno spróchniałą deskę. Kiedy powiedziałam mamie o niej, ta zadzwoniła po tatę i kazała mu ją wymienić, bo ktoś mógł się zranić. Co się stało po wyrwaniu deski? Znalazłam książeczkę niewielkich rozmiarów, otworzyłam ją, a tam dokładnie opisana historia poznania się mojej prababci z pradziadkiem, ich wspólnych dni i kilka listów adresowanych do mojej babci, ale to nie wszystko, zaraz pod pamiętnikiem leżał woreczek, a w nim pierścionek zaręczynowy, który prababcia dostała od pradziadka.

Historia jakby wyjęta z jakiegoś dramatu, jedyna różnica w tym, że prawdziwa. Nie jest to jednak jedyna taka sytuacja, w czasie II wojny wiele rodzin ucierpiało, moja jest jedynie przykładem. Jedyny wniosek, który w tej chwili nasuwa mi się na myśl to: "nie wszystko kończy się z happy endem".
Harmony Odpowiedz

Obawiam się że pradziadek niekoniecznie "grał tylko w orkiestrze". Nie bronię absolutnie Niemców ale tam coś musiało się stać. Tak czy inaczej, bardzo smutna historia

Ambra

Co tam się musiało stać? Krzywo spojrzał? Miał urodę Żyda? A może za głośno mówił po polsku?

Harmony

Niemcy wbrew pozorom bardzo rzadko zabijali ludzi ot tak na ulicach, jeśli nie doszło do naruszenia jakiegoś tam prawa, czy partyzantki. Obstawiam że pradziadek autorki działał w AK lub robił inne rzeczy nielegalne według okupanta.

Olorin

"Śmierć groziła za słoninę i złoto, za broń i fałszywe papiery, za ukrywanie się przed rejestracją, za radio i za Żydów. Dowcipni powiadali, że boją się wyroków dopiero wyżej kary śmierci; uważali tę karę za mandat uliczny, jaki płaciło się przed wojną za nieprawidłowe przejście z chodnika na chodnik." Kazimierz Brandys

31 papiernika 1939 roku wydano rozporządzenie podpisane przez Hansa Franka, przewidujące karę śmierci za wszelkie przewinienia wobec władzy okupacyjnej. Wiadomo, że ludzie zawsze trafiają się różni. Jednak wydarzenia takie jak wojna często przyciągają zwyrodnialców, którzy zwyczajnie mogą uwolnić wewnętrzną bestię bez ponoszenia konsekwencji.

Jezycjada

@Harmony Gdzie ty się uczyłeś historii?? Na korespondencyjnym kursie różowych kucyków? "Niemcy wbrew pozorom bardzo rzadko zabijali ludzi ot tak na ulicach, jeśli nie doszło do naruszenia jakiegoś tam prawa..." powiedź to ludziom, którym niemcy pozabijali rodziców/dziadków/rodzeństwo, ot tak. Bo krzywo się spojrzał, bo dostał się do łapanki, bo trzeba było zlikwidować np. 300 Palków, za to, ze AK zlikwidowało jakąś niemiecką kanalię. No powiedz to tym ludziom dzbanie pierdolony. Co masz na myśli mówiąc "złamali prawo". Prawo kanalii, bo za głośno szedłeś ulicą? Pacanie piedrolony. Jedynie jak pracowałeś w niemieckiej fabryce czy ogólnie u szwaba, to 2 razy się zastanowili zanim postawili pod mur, ale tak? Krzywe spojrzenie, aryjska uroda- pod mur, albo do gazu. Bo może.

Jezycjada

@Harmony Mało tego, jak w 39' wywłaszczali ludzi z gospodarstw, to kto nie zdążył w porę zabrać dobytku i się przeprowadzić albo uciec do lasu, szedł pod mur. Koniec. Zero dyskusji. Ty bezmózga amebo.

nkp6

Może nie tylko grał, może jak autorka napisała:
"jak to w tych czasach były orkiestry, zespoły itd. miały podnosić morale Polaków, a także zachęcić ich do walki o wolną Polskę"
Niektórym wystarczyłby do zabicia zwykły kaprys, nie mówcie że nie, innym z kolei potrzeba było jakiegoś większego przewinienia, a nawoływanie do walki o swój kraj już spokojnie pod takie przewinienie podlegało.

niewierzewtestrone

@Harmony co to znaczy bardzo rzadko? jest wiele przypadków. polsko-żydowski pisarz zastrzelony przez niemca wracał do domu podczas godziny milicyjnej. jeden z obozowych kapo strzelał z balkonu kamienicy do przechodniów jak miał gorszy dzień. polacy byli zabijani za wszelkie przejawy nieposłuszeństwa, a granie w orkiestrze (traktowane jako "kółko dywersyjne", bo tak samo było za okupacji radzieckiej, czyli podczas tak zwanego prl i obecnie jest dzisiaj) to forma nieposłuszeństwa, w końcu ku pokrzepieniu. jak chodzi o wojnę to dochodziło również do masowych aresztowań (podobnie później, ale nie na taką skalę). jak mówił stali, dajcie mi człowieka, paragraf się znajdzie. także chyba trochę zbyt pochopnie wybielasz tę sytuację. to wypowiedź w rodzaju "no dobrze, niemiec go zabił, ale może ten polak działał przeciwko niemcom"? tak, tylko oni najechali jego kraj, wioskę czy miasto i zabili ojca jakiegoś dziecka. to usprawiedliwia zastrzelenie go, że wracał z próby, ale potencjalnie był partyzantem? mówisz jak przeciwnik, albo przynajmniej podchodzisz z empatią do wroga. jakby ciebie zastrzelił niemiec to w niebie powiedziałbyś "no tak, ale wcześniej rozmawialiśmy na próbie o tym, jak walczyć z okupacją"? widać jesteś po stronie systemu, jaki by on nie był. silniejszym trzeba się podporządkować albo liczyć z przegraną.

Harmony

Jezycjada, jeśli ktoś tu jest bezmózgą amebą, to raczej Ty. Ja nie obrażam ludzi za odmienna opinię.

bylylektor

Trzeba pamiętać też, że raczej rzadko niemieccy cywile mieli broń. Żandarmi też nie strzelali z byle powodów. Dziadek mojej żon pyskował Żandarmom to dostał "strzała" kolbą w twarz i wypluł kilka zębów (ale on miał taki charakter, że każdemu pyskował i z każdym się kłócił, chociaż często nie miał racji).

Harmony

Jezycjada; z bucami nie gadam. Zmień ton to podyskutujemy.

Niewierzewtestrone; chciałam Ci wczoraj odpisać ale wyleciało mi z głowy. Nie twierdzę że ludzie podczas wojny nie zabijali "ot tak", przecież wszędzie zdążają się psychopaci bez skrupułów, a oni mieli podczas wojny świetne okazje do wyżycia się na bezbronnych. Tak jak ktoś wczoraj wspomniał, kary mogły być stosowane za wszelkie przewinienia przeciw okupantowi i to miałam na myśli. Honor honorem, patriotyzm patriotyzmem, jednak jeśli ktoś ma dziecko w drodze, to powinien wykazywać się większym rozsądkiem w trudnych czasach i maksymalnie na siebie uważać.

Podczas powstania Warszawskiego koledzy namawiali tych, którzy mieli dzieci, do tego aby się wstrzymywali od jakichkolwiek walk, żeby te dzieci miały rodziców.

Czy bronię wroga? Nie. Moja babcia została dwukrotnie wysiedlona ze swoich majątków, Niemców akurat wspomina lepiej niż Rosjan. Dziadek był w Szarych Szeregach, potem w AK. Wyzwolił polskich więźniów w Łowiczu mając 17 lat, podczas powstania wyprowadzał ludzi z Warszawy. Dostał karę śmierci ale w jego przypadku na szczęście doczekał się amnestii. Tylko ze on był młodym kawalerem bez nawet planów na dzieci. On mógł sobie szarżować i włazić do okupowanych budynków, bo nie miał rodziny na utrzymaniu i dzieci do wychowania. Po wojnie natomiast chętnie spotykał się z byłymi Niemieckimi żołnierzami, umiał im podać rękę i napić się z nimi wódki. Za to go szanuję najbardziej.

Zobacz więcej odpowiedzi (1)
montana8419 Odpowiedz

W czasie wojny moja prababcia pokłóciła się z pradziadkiem, wygnała go z domu mówiąc "A idź w ch..." Pradziadek już nie wrócił. Zginął próbując ratować mieszkańców zbombardowanego budynku.

niewierzewtestrone Odpowiedz

jeśli chcesz, możesz to przepisać, a swoją wiedzę przekazać w formie wstępu, zilustrować to fotografiami i będzie wartościowa książka.

nkp6

@FemaleCenobite Owszem, rzeczy prababci ale Ci co upubliczniają takie historie nie robią tego głównie dla pieniędzy. Opowiadanie o tym co się w tamtych czasach działo, jak nasi przodkowie walczyli o swój kraj i co musieli przeżywać jest bardzo potrzebne. Tak samo wszelkiego rodzaju muzea poświęcone tematyce wojennej, zwiedzanie obozu w Auschwitz - to wszystko jest potrzebne, nie powinniśmy o tym zapominać i nie możemy pozwolić, by kolejne pokolenia nie poznały naszej krwawej historii

niewierzewtestrone

@FemaleCenobite jest to wiedza historyczna, która z upływem lat może zostać zapomniana, zatarta lub przekłamana. jak ktoś nie chce, żeby ta historia przetrwała, nie chowa pamiętnika i listów po podłogę. wtedy ma nadzieję, że podziała to jak kapsuła czasu, odżyje. na książkach zbyt wiele się nie zarabia. jeśli traktujesz publikację książki jako działanie "dla pieniędzy" w kontekście, jak ktoś powiedział o wartości duchowej i wiedzy historycznej, a przyczepiasz się do praw autorskich, które są dziedziczne, bezmyślnie szukasz dziury w całym, zniechęcając na wstępie.

Dodaj anonimowe wyznanie