#1wynS

Pracuję w kwiaciarni w jednym z większych miast. Do pracy mam zazwyczaj na 8 albo 8.30. Dzisiaj wyjątkowo wzięłam popołudniową zmianę - o 13. Idąc do pracy, na starówce doświadczyłam niezwykłej sytuacji.

Mianowicie - idę ja sobie - i mijam chłopaczynę sprzątającego ulicę. Stoi z workiem, w mundurku śmieciarza i porządkuje pozostałości po naszych kochanych kibicach. Wygląda schludnie, nie jest jakimś typowym sebiksem - to widać. Mijałam go, a jednocześnie koło mnie szła radośnie para. Mężczyzna i kobieta. Chłopak i dziewczyna. Widocznie trochę musieli się kłócić przed chwilą, gdyż mieli podniesione głosy. Kiedy minęliśmy owego chłopaka, sprzątającego ulicę, para zatrzymała się.

Ja szłam dalej, ale usłyszałam dobrze co powiedział chłopak: Ty mnie tu nie czaruj, bo czarować nie umiesz, a jak ci nie odpowiada, to spieprzaj, może taki śmierdzący gnojek jak ten tu (wskazał na śmieciarza) cię przygarnie.
Ów chłopak miał może 23/25 lat, odziany był w przednie ciuchy, przeciwsłoneczne okulary, które pochłonęłyby jedną trzecią mojej pensji zapewne, zbójecko nieogolony - po prostu jak z bajki. Albo - jakby można określić - typowy student prawa, wegetarianin i cyklista w jednym.

Nie, nie zatrzymałam się, nic nie mówiłam - bo i po co? Szłam do pracy. A chłopak - śmieciarz - też jakoś się tym nie przejął chyba.

Ale zmierzając do sedna. Pracowałam dziś do 18. Około 17 w kwiaciarni pojawił się on. Ten śmieciarz, który już wprawdzie odzienia śmieciarskiego nie miał, ale poznałam go natychmiast po twarzy. Widać było, że bardzo niespokojnie czuje się w kwiaciarni (jak zresztą wielu mężczyzn). Uprzejmie zapytałam, w czym mogę mu pomóc.
Odpowiedział, że nie wie co chce kupić, ale chciałby tyle róż, na ile mu wystarczy - pokazał na ręce 40 zł. Podałam mu oczywiście ceny - za różę krótką, średnią i długą - bardzo się ucieszył, że będzie mógł kupić 6 róż za równo 40 zł.

Spytałam się grzecznie, czy to dla dziewczyny, bo jeśli tak, to nie wypada dawać parzystej liczby róż (kto wie skąd ten przesąd?). Chłopak zerknął na mnie dziwnie i odparł: Wczoraj i dzisiaj pracowałem na te pieniądze i chcę za nie kupić róże dla dziewczyny, jeśli nie mogę jej dać dziś sześciu, to dam jej dziś pięć, a jutro jeszcze jedną.

Sprzedałam mu kwiaty. Kiedy wyszedł, miałam łzy w oczach.

A wracając do poprzedniej sytuacji - chyba "przygarnięcie" tamtej dziewczyny przez śmieciarza wyszłoby jej o niebo lepiej niż obecny związek.

Nie oceniajmy ludzi po pracy, bo - jak to mawiał któryś tam cesarz - żadna praca nie hańbi. A ja dodam jedynie, że hańbi taka postawa, jakiej byłam świadkiem idąc do pracy.
Inu Odpowiedz

Trochę niefajnie że w dwa dno zarabia 40zł i jeszcze wydaje to na te róże, pewnie dziewczyna by się ucieszyła z na przykład ręcznie zerwanych kwiatków z okolicy, a jak oczekuje po nim wydawania tyle pieniędzy ze swojej niskiej wypłaty na prezenty dla niej to trochę niefajnie. A tak serio to w zadku to mam i niech robi co chce ze swoimi pieniędzmi xD

muszkawa

Mnie w takich historiach zastanawia tylko, czy on zarabia tylko na kwiaty, a poza tym sobie w życiu nie radzi? Czy robi coś, żeby móc osiągnąć coś więcej? Nie mówię dla niej, ale dla siebie. Zależy od wieku - u nastolatków bardzo urocze, w dorosłym życiu kiedy myśli się o założeniu rodziny trochę mniej. Chociaż taka praca jako stała też jest dobra, ważne żeby na nikim nie żerować.

niewierzewtestrone

to nie jest trochę niefajnie, tylko poniżej godności, po drugie ludzie wykonują różne prace, jedni nalewają kawę, drudzy ścinają gałęzie i dzięki wszystkim świat może być w miarę zadbany i uporządkowany. jakby nie ten chłopak to pani z kwiaciarni szłaby po brudnym chodniku i wdepnęła w gówno. sama pewnie nie zarabia kroci, ale w jej mniemaniu i tak sytuuje ją to wyżej w hierarchii społecznej od kolesia, który też powinien zarabiać sporo powyżej najniższej.

DioBrando

Nawet jeśli to było z 5 lat temu, to gościu zarabiałby 40 zł w 16 godzin? 2,5 zł na godzinę? Myślę, że to bardziej jakiś skrót myślowy.
muszkawa - w życiu bardzo różnie bywa. Fajnie się mówi, jak się mieszka w wielkim mieście, rodzice dają kasę i czekają aż syn czy córka się wykształci i znajdzie fajną pracę.

muszkawa

@DioBrando
Fajnie się mówi, jak się ocenia ludzi przez internet.
Co do tego, że trzeba mieć bogatych rodziców... Nie, to jest wytłumaczenie osób, które nic nie chcą osiągnąć lub jest im tak wygodnie, usiąść na tyłku i narzekać na swój los. Wychowywałam się w małym mieście, w skromnej rodzinie. Do tej pory nie zarabiam kokosów, ale już od 18 roku życia łapałam się każdej pracy, żeby potem mieć lepszą, żeby skończyć szkołę, studia, żeby mieć stałą pracę. Studiowałam, pracowała, dużo ludzi tak żyje, nie jestem wyjątkiem, więc można. Utrzymuję się sama, partner nie jest od tego.
Fakt, są ludzie z dużo większymi osiągnięciami, ale czy to dlatego, że mieli lepszy start, czy dlatego że są mądrzejsi i mieli lepszy pomysł na życie, to już nie mi oceniać.

Dlatego zastanowiło mnie w jakim wieku był chłopak, praca jak praca, nie znam sytuacji dlaczego akurat na kwiaty, może rocznica, może dodatkowa fucha. Nie oceniłam, zastanowiłam się jak wygląda cała historia takich ludzi, co nimi kieruje, bo ten fragment pokazuje tylko urywek jak z taniego filmu romantycznego.

bylylektor

Historia z morałem. Napisana jednak bez przyłożenia się do realiów i takie @muszkawe będą się czepiać. Skoro miał mundurek ZUK lub podobnej firmy to zarabiał więcej niż 2,50 na godzinę i wypłaty miał raz w miesiącu a nie po przepracowanym dniu. Możliwe, że była to praca dorywcza (o dziwo możliwe, że studenta) i właściciel posesji odpowiedzialny za przyległy rejon płacił mu dniówkami (strój roboczy plus kamizelka odblaskowa może być odebrana jako mundurek). Z jednym się zgadzam w 100% - "chyba "przygarnięcie" tamtej dziewczyny przez śmieciarza wyszłoby jej o niebo lepiej niż obecny związek".

Agatulka Odpowiedz

Ape gdzie jakiś zwrot akcji

WielkieGie4 Odpowiedz

Ale gniot

Dodaj anonimowe wyznanie