#D6LGL

Zmoczone łóżko... Też miałem z tym przygodę.

Operacja nogi w wieku 13 lat. Pamiętam, że noga była w gorszym stanie niż zakładano, więc musiałem leżeć dłużej bez ruchu. Zamiast toalety kaczka. No i byłoby miło, gdybym mógł się do niej załatwić, ale blokada psychiczna mi nie pozwoliła. Totalnie zero. Groziło mi cewnikowanie.
Mama, trzymając mnie za rękę, mówiła, że mam się załatwić, że muszę, bo inaczej będzie źle. Jakoś tak wyszło, że się popłakała nawet, a mi się udało, załatwiłem się do kaczki.

Kilka lat później śpię z dziewczyną. Tej nocy miałem duże problemy z kiedyś operowaną noga, więc moja wybranka trzymała mnie za rękę. Śniło mi się, że jestem w szpitalu tuż po operacji...

Cóż, udało mi się narobić do "kaczki" prawie za pierwszym podejściem.

#NPh8E

Zawsze rozmawialiśmy o niczym. Jednym tematem była pasja, która łączyła nas oboje. On nigdy nie pytał o nic więcej, a mi było głupio, że zapytam o coś za dużo. Tak to leciało. Nie wiem, kiedy się w nim zakochałam. Chociaż co się dziwić – byłam gówniarą, a on jedynym chłopakiem, z którym rozmawiałam. Wiem, że wiedział. Wszyscy to widzieli. Ja nie naciskałam, w końcu był zajęty, parę lat starszy, miał własne życie, o którym nic nie wiedziałam.
Minęło parę lat, wyjechałam na studia. Czasem piszemy, lecz o tym co zwykle. Czasem się spotkamy. Nie wiem, co w nim widziałam, nie wiem, co nadal widzę. Znam tylu innych fajnych chłopaków, z którymi lepiej mi się rozmawia i z którymi lepiej się dogaduje. Ale oni nie pojawiają się w moich myślach tak często jak on. Nie nawiedzają mnie w snach. Kiedy w końcu zniknie z mojej głowy i stanie się zwykłym kolegą, jakim powinien być?

#j6n9T

Wiele było tutaj historii o dziewczynach z niską samoocenę, które trafiały na idiotów bezlitośnie wykorzystujących ich słabość. W moim przypadku jest nieco inaczej.

Moja narzeczona - Natalia ma niską samoocenę. Od początku staram się Ją doceniać budować w Niej poczucie własnej wartości. Czasem mam wrażenie, że mi się to udaje. Regularnie pojawiają się jednak takie sytuacje, przez które rozważam zakończenie tego związku.

Podstawowym problemem jest brak wiary we własną atrakcyjność i tym samym poczucie zagrożenia ze strony innych kobiet. Wystarczy, że wspomnę o jakiejś znajomej, albo Natalii wyda się, że patrzę na jakąś atrakcyjną kobietę kiedy jesteśmy na spacerze i już słyszę wyrzuty lub jest obrażona na cały dzień lub dwa. Kiedyś wybrałem się dość dużą grupą znajomych na wypad kajakowy na cały dzień - Natalia akurat tego dnia nie mogła z nami popłynąć, ale dołączyła do nas na koniec na małym pikniku z grillem. Wieczorem czekała na mnie awantura ponieważ dołączając do nas widziała jak rozmawiam z nieznajomą Jej dziewczyną, a potem na Facebooku zobaczyła zdjęcie całej ekipy z wyjazdu i ta dziewczyna akurat stała na zdjęciu obok mnie.

Doszło do tego, że czuję stres gdy spotkam jakąś znajomą na ulicy bo może Natalia będzie gdzieś szła i nas zauważy. Albo denerwuję się, gdy na Messengera napiszę do mnie jakaś znajoma. Nigdy nie dałem narzeczonej powodów do takiego zachowania. Próbowałem rozmowy na ten temat, ale to trochę jak grochem o ścianę - "bo ja nie mam żadnych kolegów i tylko Tobie czas poświęcam".

Zaczynam być tym zmęczony bo tego rodzaju sytuacje pojawiają się przynajmniej raz w miesiącu i zaczynam wątpić czy ten związek ma przyszłość. Bo ja nie wyobrażam sobie życia w cyklicznym stresie.

#kQf7o

Pewne wyznanie przypomniało mi moją krępującą historię.
 
Z moim chłopakiem jesteśmy już razem 2 lata i jak wiadomo zdarza się nam wspólne nocowanie, a to u mnie, a to u niego. Mam taki zwyczaj, że gdy zasypia, tulę się do jego pleców i czasem gdy się przebudzę odruchowo robię to ponownie.
 
Historia jednak niestety nie dotyczy chłopaka, a mojej mamy. Po pewnej rodzinnej imprezie, z racji braku miejsc (zostało kilka osób), musiałam przyjąć moją rodzicielkę na noc. Wiadomo, jak to w porze nocnej, mózg nie kontroluje tak jak powinien. Byłam akurat w fazie kiedy jego jedna połowa spała, a druga się przebudziła i wyczuła leżącą osobę obok. Chłopak! Zachciało mi się igraszek. I tak oto zaczęłam całować moją mamę po plecach, po buzi, oczywiście tuląc się, a jedna ręka powędrowała sobie na "wycieczkę" po ciele. Mama szok, ja z resztą też, bo zaczęłam czaić sytuację (od początku coś mi nie pasowało, ale wiadomo, człowiek zaspany). Udałam jednak, że śpię w najlepsze i obróciłam się na drugi bok.

Nie wiem kto był bardziej skrępowany, ja czy ona. Przez kilka dni patrzyła na mnie jakoś dziwnie, a ja unikałam jej spojrzeń jak tylko mogłam.

#HeigJ

Uwaga, będzie o patologicznym ojcu.

Co wy jako rodzice zrobilibyście, gdyby wasze dziecko zaczęło się ciąć? Pewnie wiele z was próbowałoby pomóc, podjąć jakaś terapię. Mój ojciec zrobił coś w stylu patologicznym, a mianowicie "wpierdo*lił" mojej siostrze za to, że się okaleczała. Można uznać za cud to, że ja i żadne z mojego rodzeństwa nie popełniło samobójstwa, choć wiele razy miałam to na myśli. Wyrzuca nas z domu, powód? Ścięcie włosów na krótko, oraz to, że po prostu jesteśmy, wadzimy mu. Pewnie pomyślicie, co na to nasza mama? Popłacze się, będzie próbowała nas bronić, ale koniec końców i tak stanie po jego stronie. Nie wspominałam jeszcze, że jest typowym Januszem ze wsi, chleje piwo i nic tak właściwie nie robi, ale twierdzi, że gdyby nie on, to byśmy zginęli. Prawda jest taka, że gdyby nie pomoc finansowa rodzeństwa, to by tak się stało, dzięki niemu mamy tylko zryte psychiki.

Wiele osób ma gorszych rodziców i pewnie tak jak ja zastanawia się, dlaczego to ich spotkało, dlaczego ich koledzy mają cudownych rodziców? Czym oni zawinili? Kiedy tak właściwie przyszła nienawiść do własnych rodziców? Czemu życzymy innym śmierci, mimo że tego nie powinno się robić w żadnym wypadku?

#ctTx8

Pracuję po drugiej stronie dość rozległego miasta, jednak nie na tyle dużego, aby komunikacja miejska dojeżdżała wszędzie sprawnie, więc moja droga do pracy jest nieco skomplikowana. Najpierw idę na umówione miejsce, gdzie podjeżdża kolega z pracy i jedziemy razem. Powrót podobnie. Podwozi mnie do danego miejsca i wracam na piechotę około 25 minut do domu. Pracuję fizycznie, na nocki, kończę z samego rana, więc czasami, kiedy jestem naprawdę zmęczona, dzwonię po taksówkę, żeby nie iść tego kawałka. Nigdy nie miałam z tym żadnego problemu. Godzina jest wczesna, ale stawka już dzienna, zero korków, więc czas oczekiwania to maksymalnie 5 minut. To tyle wstępu.

Jednego dnia wysiadłam z samochodu kolegi, zaczęłam iść w stronę domu i poczułam mocny skurcz w brzuchu. Zapewne każdy zna to uczucie, kiedy wie, że wizyta w toalecie będzie konieczna i to nie za godzinę czy pół, ale najlepiej już teraz, natychmiast. Przede mną około 20-minutowy marsz pomiędzy domkami jednorodzinnymi, gdzie nie ma żadnej restauracji, baru czy czegokolwiek, co posiada toaletę. Szybka decyzja. Dzwonię po taksówkę. Pierwsza firma nie ma wolnych samochodów, druga tak samo, nie znam się na uberach i szybciej pewnie bym doszła do domu, niż zainstalowała aplikację. Trudno, trzeba iść. Akurat tego dnia, kiedy tego naprawdę potrzebowałam, super.

Na tym by się historyjka skończyła i na tym się kończy, gdy opowiadałam koleżance, jak musiałam iść z buta i byłam niepocieszona tym faktem.

Jest jednak coś, czego nikt nie wie.
Po drodze jest mały kościółek, z miejscem spotkań, można wyjść za kościół, tam jest wiata, kilka krzeseł i trawka. Weszłam w najbardziej zarośniętą trawkę na uboczu i zrobiłam co musiałam. Wstyd mi i przepraszam kogoś, kto to odkrył, ale nie doniosłabym do domu. O tej części nikt się nie dowie, tylko wy.

#SmiwY

To nie jest kolejne wyznanie o 800+...

Gdy oglądam zdjęcia nawet z momentu zejścia z Giewontu uważam, że byłam taka ładna, zadbana…

Dwa lata temu urodziłam swoje pierwsze dziecko. Ciąża bardzo mnie sponiewierała, uaktywniło się wiele ukrytych dolegliwości. Zapuściłam się.
Po porodzie nie było lepiej bo zapomniałam o sobie na rzecz dziecka, które nie jest zdrowe. 

Codziennie walczymy o mowę, o wyjścia 'ze swojego świata', o to aby było kiedyś samodzielne. Nie dostajemy żadnych pieniędzy od Państwa, nie mamy jeszcze orzeczenia, choć i to nie daje gwarancji otrzymania dodatkowych pieniędzy.

Ja już nie pracuje bo jeździmy codziennie na rehabilitację na NFZ, z oświaty i te najważniejsze a zarazem najdroższe- prywatne. Mąż pracuje na wszystkie wydatki.

Moje dziecko ma wszystko, najlepszy wózek, wszystkie zabawki edukacyjne które, poleca nam terapeuci. Mieszkanie przerobione na salę do zajęć integracji sensorycznej. Trzymam mu też dietę bez laktozy, bez glutenu, bez-cukrową. Ma najlepsze ubranka, jest zadbany, pachnący.

A teraz ja- zaniedbana, z lekka nadwaga, niewymalowana, w tenisówkach za 30 złotych, w rozciągniętych bluzkach i omszonych legginsach. Czemu? Bo mi żal wydać na siebie jakiekolwiek pieniądze, gdy wiem, że mogłabym wydać to na zajęcia czy rzeczy dla dziecka. Nie chodzę do fryzjera, na paznokcie, mam suchą skórę ale nie kupię sobie balsamu. 


Szampony kupiłam na ostatniej promocji w drogerii 2+2 i to najtańsze po 2.99. I to nic, że nie mogę rozczesać po tym włosów, ważne, że nie wydalam za dużo kasy. W tym samym czasie gdy ja do mycia używam zwykle mydło moje dziecko ma płyn za 60 złotych 500 ml. 

Nie śmierdzę, ale tez nie pachnę, bo nie mam żadnych perfum. Powinnam o siebie zadbać. Wstydzę się swojego wyglądu aż tak, że gdy mijam jakiegokolwiek mężczyznę idę ze spuszczoną głową, a jak spotkam jakaś zadbana dziewczynę to chce się zapaść pod ziemię. Mieszkam w dużym mieście, wszędzie jeżdżę komunikacja miejską. Może ludzie myślą, że jestem tylko opiekunką swojego dziecka bo wizualnie do siebie nie pasujemy. Gdy już kupię coś dla siebie to bardzo długo to przeżywam. 

Jest jeszcze mąż, którego sama namawiam do kupienia sobie super butów, któremu sama robię na obiad łososia, gdy ja jem jakaś tanią zupę. On ciągle mówi mi, że są pieniądze, żebym coś sobie kupiła, zrobiła sobie włosy ale ja nie potrafię. 

Chodzę do psychologa, który mówi mi,że muszę walczyć o siebie, zadbać, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Nie potrafię jednak pozbyć się wyrzutów sumienia, kalkulacji w głowie, że co da mi zrobienie sobie raz paznokci jeśli to trzeba powtarzać minimum raz na miesiąc.

Nie jestem szczęśliwa, wstyd mi za siebie ale nie wiem co mam robić, jak sobie pomóc.

#tJRgY

Mój były chłopak zawsze powtarzał, że beznadziejny ze mnie kierowca.

Dlaczego? Bo raz, jeden raz, zdarzył mi się wypadek... który nie był z mojej winy. Nawet w samochodzie mnie wtedy nie było, bo pijany kierowca wjechał na parking i uderzył w mój samochód.

Jakby tego było mało, mój były w ciągu miesiąca pięć razy puknął swe nowe auto. Ale to ja jestem złym kierowcą.

#rKpFF

Gdy byłam w podstawówce, sprzątała u nas X. Była cudzoziemką (nieważne, skąd), ale w tamtych czasach moja rodzina miała wielu znajomych z zagranicy, więc nie było to dla mnie niczym dziwnym. Po pewnym czasie zauważyłam, że giną mi rzeczy - pojedynczo i raczej drobiazgi w stylu oryginalna figurka albo kolekcjonerskie karty, więc jednak o pewnej wartości. Skojarzyłam, że zawsze znika mi coś po sprzątaniu X. Zgłosiłam to rodzicom, ale wyśmiali mnie, że pewnie sama gubię te rzeczy i wstydzę się przyznać, a do X jestem uprzedzona, bo pewnie dzieci w szkole coś na jej rodaków gadają (nie było tak). Ale któregoś dnia wróciłam wcześniej ze szkoły i zastałam X pakującą mojego walkmana do swojej torby. Wyrwałam jej go, a ona śmiała mi się w twarz, mówiąc, że rodzice mi nie uwierzą. I nie uwierzyli, kazali wręcz przeprosić X za oszczerstwa. Od tego czasu zawsze przed sprzątaniem X wynosiłam ukradkiem do najlepszej przyjaciółki gameboya i walkmana, a drobniejsze wartościowe rzeczy po prostu zabierałam ze sobą do szkoły.
Pewnego dnia, ku mojej uldze, X zadzwoniła, że musi pilnie wracać do kraju w sprawach rodzinnych i dosłownie zniknęła. Mama próbowała się jeszcze z nią skontaktować, bo dosłownie ją uwielbiała, ale bez skutki.
Minęło trochę czasu. Na studiach na imprezie poznałam P. Jakoś tak się zgadaliśmy, że u jego rodziców też sprzątała X i też przyłapał ją na wynoszeniu z ich domu cennych drobiazgów. Ale jego rodzice w to uwierzyli, kazali X oddać wszystkie skradzione rzeczy (co podobno nawet zrobiła) i zagrozili, że wezwą policję. Wtedy X po prostu uciekła z kraju i zatarła po sobie ślady.
Tymczasem moi rodzice nadal zastanawiają się, "gdzie tak dobrze schowali rodzinną biżuterię, że nie mogą jej znaleźć" (widziałam, jak X pakowała ją do torebki, ale już nie zgłaszałam tego rodzicom, bo i tak nie wierzyli) i rozpowiadają, jaki to mieli ze mną problem wychowawczy, bo byłam rasistką i nie znosiłam biednej X.
Dodaj anonimowe wyznanie