Gdy chodziłam do czwartej może piątej klasy podstawówki, mieliśmy lekcję o nowotworach. Pani wspomniała o nowotworze piersi i o tym, że kobiety często na niego chorują, dlatego powinny sprawdzać co jakiś czas, czy nie wyczuwają guzów.
Pewnego pięknego dnia podczas kąpieli i mycia klatki piersiowej wyczułam – OLABOGA – guza! Przypomniała mi się lekcja przyrody, więc gdy skończyłam się myć, najpoważniejszym głosem, jakim potrafiłam, przełykając łzy, powiedziałam: „Mamo, mam nowotwór piersi i mogę umrzeć. Ale nie martw się, w niebie będzie mi dobrze...”.
Mama popatrzyła na mnie z politowaniem, a ja kazałam jej sprawdzić, jeśli mi nie wierzy. Sprawdziła. To nie był nowotwór. Rosły mi piersi.
Nie mam traumy, ale mam nadzieję, że tego nie pamięta.
Pracuję w dużej firmie, typowe korpo, ponad 1000 pracowników. Jest tam oczywiście zakładowa kantyna, gdzie można zjeść, bo jest zniżka 50%, to korzystam. Idę dzisiaj i siadam koło znajomego, a on kurna chory, kaszle, kicha, widać, że gardło zawalone i mi pieprzy, że ma alergię. Ile razy jest chory on czy żona czy jego dzieci, to pieprzy, że mają alergię. Sam jestem alergikiem, biorę często leki, bo mam uczulenie na trawę i kurz, do tego mam astmę i wiem, jak wygląda kaszel po alergii, do tego mam od dziecka leki na alergię i umiem rozróżnić alergię od przeziębienia. Niektórzy to jednak są nie tylko tumanami, ale i pieprzonymi egoistami, przychodzi gnojek do pracy chory, bo straci na L4 parę złotych, i zaraża innych.
W szkole byłam raczej nieśmiała, chociaż ze względu na urodę wokół mnie kręciło się dużo chłopców. Nie odwzajemniałam „zalotów”, jednak co chwilę i tak byłam zaczepiana. Miałam problemy z matematyką. Nauczycielka uczyła mojego brata, który jej załaził za skórę, więc od początku szkoły wyjątkowo lubiła wywoływać mnie do tablicy i w moim odczuciu mnie poniżać przed klasą. Nie wiem, co ma w głowie kobieta po 40, żeby tak się zachowywać względem dziecka, lecz sprawiało jej to najwidoczniej satysfakcję. Zaczęłam bardzo bać się lekcji i opuszczać je, udając m.in. chorobę. Oczywiście zaległości rosły, a ja zamiast wziąć się za naukę, bardzo od niej uciekałam. W klasie miałam koleżankę, która mnie wyjątkowo nie lubiła. Jak się później okazało, była po prostu zazdrosna o chłopaka... Ciągle mówiła o mnie, że jestem ładna, ale głupia, dlatego „mam powodzenie”. Strasznie się wstydziłam i nie chciałam, by inni tak o mnie myśleli. Zaczęłam nosić najzwyklejsze, szare bluzy, męski plecak i resztę garderoby. Matematyki dalej się bałam nawet uczyć i kiepsko mi szło, ale chłopcy przestali się mną interesować i miałam spokojną głowę.
Teraz jestem dorosła. Nie osiągnęłam sukcesu i wykonuję prostą pracę. Specjalnie staram się wyglądać nieatrakcyjnie. Przez bardzo niskie poczucie własnej wartości nawet nie patrzę na eleganckie ubrania. Kiedy takie właśnie zakładam na różne okazje czy święta, czuję się głupio, jakbym nie zasłużyła na nie. Czuję, że jestem nikim i nie mam nawet prawa wyglądać z klasą.
Kończę studia i planuję wyjechać za granicę. Ciągle słyszę, że jestem niewdzięczna i powinnam zostać w kraju i tutaj płacić podatki. Ja jednak nie czuję takiego obowiązku.
Nigdy nie dostawałam zasiłku socjalnego, bo zawsze miałam nadwyżkę kilku złotych. Do lekarza chodzę maksymalnie raz na rok/dwa na pięć minut. Nigdy nie dostałam żadnej książki do szkoły za darmo; chociaż miałam daleko, nigdy nie miałam zapewnionego autobusu. Nigdy nie brałam żadnych zasiłków. Na studia chodzę zaocznie, jednocześnie pracując, bo tak to nie byłoby mnie na nie stać.
Nie jestem winna temu państwu pieniędzy. Nie mam zamiaru mieć dzieci. Nie chcę fundować życia innym, którzy płodzą dzieci i siedzą całe życie na zasiłku. Nie mówię, że te pieniądze nie przydadzą się niektórym, ale właśnie – niektórym. A nie każdemu.
W tym kraju nie ma przyszłości dla młodych ludzi, którzy nie planują zakładać rodziny. Mam zostać i mieć problem z dostaniem się do lekarza, chociaż płacę składki? Patrzeć, jak ceny ciągle rosną, za to pensje stoją w miejscu? Nie, dziękuję. Niech zostaną, pracują i płacą podatki ci, którzy biorą kasę od państwa.
Parę lat temu w polskich gazetach głośno było o mężczyźnie, który w wyniku wypadku stracił przyrodzenie. Na szczęście nasi znakomici chirurdzy w pocie czoła przyszyli członka na swoje miejsce i facet może normalnie funkcjonować.
Sprawa ta jest mi szczególnie bliska, bo… No, cóż – ja właśnie jestem tym nieszczęśnikiem. Dziś opowiem wam, co tak naprawdę się mi przytrafiło.
Miałem wtedy dziewczynę - Marysię. Może nie była ona jakoś wybitnie bystra, ale intelektualne braki rekompensowała urodą i niespożytą wręcz energią seksualną. Cóż, każdy ma taki moment w życiu, że chce wygrzmocić się za wszystkie czasy bez potrzeby tworzenia długoletniego, zaangażowanego związku.
Jechaliśmy wtedy nad morze. Manele wrzuciliśmy do samochodu i ruszyliśmy. Podróż trwa długo, chwilami mocno się dłużyła, więc najwyraźniej Marysia postanowiła przegonić nieco nudę i nagle, bez zapowiedzi, chwyciła mnie za drążek. Ani się obejrzałem, jak dziewczę już radośnie dławiło się moim przyrodzeniem. Trudno się prowadzi w sytuacji, gdy ktoś jest przyssany do twojego sprzętu niczym wygłodniały glonojad, ale jakoś idzie się przyzwyczaić.
Gąsior. Dorodny, tłusty przedstawiciel udomowionej formy gęsi gęgawy (łac. Anser anser). Nie mam zielonego pojęcia, co to głupie ptaszysko robiło pośrodku drogi, ale zanim zorientowałem się, że zaraz zderzę się z dziobem jakiegoś drobiu, wcisnąłem hamulec w podłogę i odruchowo skręciłem kierownicę. Pisk opon, samochód gwałtownie obrócił się, skosił słupek, wjechał do rowu i wylądował na drzewie. W uszach mi dzwoniło, kiedy usiłowałem wydostać się z otulającej mnie poduszki powietrznej. Gdzieś z dołu doszedł mnie jęk. Zupełnie zapomniałem o Marysi. Ta podniosła właśnie głowę z mojego krocza.
- Wszystko OK? - zapytałem.
Pokiwała głową i uśmiechnęła się pokazując zakrwawione usta i czerwone zęby. Wtedy dopiero do mnie dotarło. Spojrzałem w dół i zobaczyłem jedną wielką rzeźnię. Całe jeansy w krwi, a z rozporka wystawał jakiś pokiereszowany strzęp mięsa.
Ból przyszedł dopiero po chwili, gdy już karetka zabierała mnie i mojego fiuta, wiszącego na skrawku skóry, do szpitala. Dostałem zastrzyk, zasnąłem. Obudziłem się kilkanaście godzin później, już po operacji. Lekarz powiedział, że jak nie będzie komplikacji, to mój członek wróci do formy.
Frankenpenis – taką teraz mam ksywkę wśród znajomych. Z Marysią już się nie spotykam. Po tym wypadku zerwała ze mną kontakt. I w sumie dobrze – mój członek nie tylko wrócił do gry, ale i pomógł mi spłodzić syna z prawdziwą miłością mojego życia!
Jak miałam 10 lat, ojciec zaczął się do mnie dobierać, obmacywać itp. Płakałam, bo czułam, że to coś złego, ale on wmawiał mi, że wszyscy ojcowie tak postępują ze swoimi córkami i to nasza tajemnica. Gdy miałam 14 lat, pierwszy raz... posunął się dalej. Uciekłam, błąkałam się cały wieczór po polach. Chciałam pójść na policję, ale wstydziłam się, bo wtedy wszyscy by się dowiedzieli, mama nie miałaby życia, a brata by zabrali do domu dziecka – takie było moje wyobrażenie wtedy, nie wiem, czy tak by się stało naprawdę.
Mój koszmar trwał ponad 7 lat. Wiele osób się domyślało, że coś jest nie tak – ojciec potrafił mnie klepać w tyłek przy mojej jedynej koleżance albo obmacywał mnie w nocy w namiocie, gdy spałam u kuzynki.
W wieku 20 lat wyprowadziłam się z domu, założyłam rodzinę. Jednak wydarzenia z przeszłości wciąż we mnie tkwiły. Niedawno przeszłam załamanie nerwowe. W końcu opowiedziałam o wszystkim matce. Jej reakcja? Odwróciła się ode mnie i wybrała stronę ojca... Obwinia mnie o to, co się stało, lub – co gorsze – nie wierzy. Nastawiła rodzinę przeciwko mnie – babcia mnie unika, zrobiła ze mnie wariatkę w jej oczach.
Nigdy jej tego nie wybaczę.
No niestety, znowu się nie udało.
Otwieram oczy, zaczyna się nowy dzień. Wstaję z łóżka, ubieram się, idzie bardzo opornie. Mama woła na śniadanie. Siadam przy stole. Staram się coś zjeść, żuję bez przekonania. Wstaję, szykuję się do szkoły.
Impuls. Zaczyna mi się kręcić w głowie, robi się duszno i gorąco, a buzię zalewa ogromna dawka śliny. Walczę, przynajmniej staram się, 5 min później dwa kęsy zjedzonej kanapki lądują w ubikacji.
Zakładam kurtkę, wychodzę. Pierwszy wf. Nauczyciel zmusza mnie do wyjścia na boisko. Wszystkie piłki lecą w moją stronę. Staram się uniknąć uderzenia.
- Czego się kurwo kryjesz.
Koniec, przeżyłam. Szatnia, potem na lekcje. Siedzę pod salą. Ktoś wysmarował moją ławkę klejem. Przesuwam się, siadam obok.
Przerwa.
- Ale chujowo grałaś dziś na wf-ie. Jesteś nikim, szmato. Jedyne do czego się nadajesz to bycie workiem treningowym.
Cios pod żebra.
Zabierają mi piórnik, lata po całej sali. Wstaję, odzyskuję go. W moim zeszycie pełno kutasów. Przewracam kartkę, piszę temat lekcji.
Przerwa.
Szarpnięcie za plecak, otwiera się i wszystkie książki lądują na ziemi. Kucam, zaczynam je zbierać. Byłoby łatwiej, gdyby nikt ich nie kopał.
Koniec, wracam do domu. Idą za mną.
- Jesteśmy twoimi kumpelami, bo wiesz, my się tylko z naszych ziomalek się śmiejemy.
- OK...
Godzina 15, wchodzę do domu. Czas na pierwszy posiłek. Zjadam i siadam do pracy domowej. Mimowolnie zaczynam się drapać po ramionach. Wydrapuję, aż do krwi. Co ja robię, tak nie można. Włączam grę, zaczynam grać.
Wieczór. Idę pod prysznic. Hmm, siniaki na moich udach trochę zbledły. W końcu jest poniedziałek, dwa dni przerwy.
Idę do łóżka. Gaszę światło. Ryczę w poduszkę. Przejaw nadziei, może tym razem się uda, może tym razem się nie obudzę. Zasypiam.
No niestety, znowu się nie udało...
Tak wyglądały moje lata spędzone w gimnazjum.
Kilka lat później. Już na studiach. Ogarniam się. Nie ufam ludziom. Nie pozwalam im się zbliżyć. Codziennie zakładam maskę "dzielnej i niezależnej".
Poranną walkę coraz częściej wygrywam. Pragnienie końca jest tylko kilka razy w miesiącu. Będzie dobrze, musi być.
Uprzedzając pytania, rodzice nie wiedzieli, zawsze byli zbyt zajęci swoimi sprawami, żeby coś zauważyć, a mi było wstyd się przyznać, że sobie nie radzę. Nauczyciele odwracali wzrok.
Mam bardzo brzydkiego psa. Jest stary, schorowany, ma tyłek łysy jak czerep emeryta, ale wszyscy w rodzinie bardzo mocno go kochamy. Nawet jak nie trzyma moczu i gryzie kapcie, bo dziąsła go bolą. Nie mieszkam już z rodzicami, przyjeżdżam co jakiś czas na weekend, żeby zjeść porządnego schabowego i pogłaskać wyłysiały zad Ciapka.
Ostatnio podczas popołudniowego spaceru po niby parku koło osiedla (plac zabaw dla dzieci, kilka drzew i krzaków na krzyż, dwie ławki), grupka licgimbów czy innych pokemonów siedzących na tych ławeczkach z e-papierosami i tanim piwkiem zaczęła głośno komentować, jaki ten pies jest "brzydki w ch*j, a do tego chodzi jak spie*dolony" (trochę utyka.) Komentarzy było więcej, ku uciesze przyszłych nabywców 500+ liczonych tysiącami. Na spokojnie poszłam dalej.
Przez następne pół godziny zbierałam kupy uściełane wzdłuż ścieżki niczym płatki róż w foliową torbę. Nie było to koniecznie przyjemne, ale podatki też nie są, a płacę. Ostatecznie udało mi się zebrać około 10-15 produktów przemiany materii w różnym stopniu zaschnięcia lub rozkładu. Mieszanka zapachów była naprawdę wyrywająca z butów, nawet dla osoby, która ze sprzątaniem psich odchodów ma do czynienia od gówniaka. Wracając do domu, po raz kolejny mijałam rozgadaną gawiedź i wrzuciłam pakunek do śmietnika tuż przy ławeczkach, życząc im miłego wieczoru.
Dla tego "kur*a, jak tu je*bie" zasłyszanego w tle szumu drzew warto było babrać się w tym gównie. :D
Może nie będzie do końca anonimowo, ale szukam rady co mam zrobić.
Tak na początek powiem, że jestem kobietą i od dobrych kilku lat obracam się w towarzystwie kobiet homoseksualnych. Więc dwie kobiety w związku nie były dla mnie czymś dziwnym, było to dla mnie już na porządku dziennym.
Jakoś dwa lata temu po jednym ze spotkań ze znajomymi i rozmawianiu o ich związkach i różnych innych rzeczach, postanowiłam zarejestrować się na jednym z portali dla osób lgbt. Zrobiłam to tylko dlatego, że od zawsze interesowało mnie to środowisko (interesowało mnie jak zareagowali rodzice bądź znajomi na ich orientację, kiedy to odkryli i takie różne rzeczy). Chciałam po prostu porozmawiać sobie z różnymi ludźmi z tego środowiska.
Któregoś dnia napisała do mnie jedna dziewczyna. Rozmowy zaczęły się tak jak z każdym do tej pory, pytałam o reakcje bliskich osób i o różne inne rzeczy, ale na tym się nie skończyło. Pisało mi się z nią naprawdę dobrze i po pewnym czasie zaczęłam pragnąc tych rozmów z nią coraz częściej, z czasem z portalu przeszłyśmy na Facebooka, pisałyśmy codziennie i to godzinami, potrafiłyśmy pisać od rana do wieczora, z czasem przeszłam z nią na rozmowy przez telefon, uwielbiałam słuchać jej głosu, z każdym dniem czułam że coraz bardziej mi na niej zależy. Bałam się tego, było to dla mnie coś dziwnego i przerażającego. No bo jak to, ja z kobietą? Przecież to jest niemożliwe. Ona również odwzajemniała moje uczucie, ale dla mnie było to za dużo, spanikowałam i zerwałam z nią kontakt, choć nie mogłam o niej zapomnieć.
Po ponad roku napisała do mnie, a wszystkie uczucia wróciły w jednej sekundzie. Wciąż mnie to przerażało, tak bardzo za nią tęskniłam przez ten czas. Po kilku dniach pisania ze sobą zaproponowałam jej pierwsze nasze spotkanie, ona się zgodziła i umówiliśmy się. Gdy była u mnie pod domem, byłam tak zestresowana, że chciałam zrezygnować, dobrze że tego nie zrobiłam. Pomimo tego, że nie robiłyśmy czegoś niezwykłego, bo siedziałyśmy nad wodą pijąc piwo, to był to dla mnie najlepszy dzień. Teraz spotykam się z nią coraz częściej, uwielbiam patrzeć jak ona się uśmiecha, uwielbiam ją przytulać, mogę śmiało powiedzieć że ja kocham. No, ale... panicznie boję się jej do tego przyznać, pomimo tego że ona daje mi sygnały do tego że też coś do mnie czuje. Boję się jej powiedzieć o swoich uczuciach, patrząc na to że kiedyś to ja ją odtrąciłam od siebie.
Domyślam się, że zaraz padnie masa negatywnych komentarzy, ale ludzie proszę też was o pomoc. Zaryzykować i wyznać jej miłość, czy może jednak lepiej nie?
Zmoczone łóżko... Też miałem z tym przygodę.
Operacja nogi w wieku 13 lat. Pamiętam, że noga była w gorszym stanie niż zakładano, więc musiałem leżeć dłużej bez ruchu. Zamiast toalety kaczka. No i byłoby miło, gdybym mógł się do niej załatwić, ale blokada psychiczna mi nie pozwoliła. Totalnie zero. Groziło mi cewnikowanie.
Mama, trzymając mnie za rękę, mówiła, że mam się załatwić, że muszę, bo inaczej będzie źle. Jakoś tak wyszło, że się popłakała nawet, a mi się udało, załatwiłem się do kaczki.
Kilka lat później śpię z dziewczyną. Tej nocy miałem duże problemy z kiedyś operowaną noga, więc moja wybranka trzymała mnie za rękę. Śniło mi się, że jestem w szpitalu tuż po operacji...
Cóż, udało mi się narobić do "kaczki" prawie za pierwszym podejściem.
Dodaj anonimowe wyznanie