#AiM89

Ponad rok temu kupiłam mojemu nieśmiałemu, chudemu jak Woody Allen chłopakowi karnet do siłowni. Ku mojej radości – wkręcił się w ćwiczenia. Weszły odżywki, kreatyny, odpowiednia dieta. Dziś jest nie do poznania. Wygląda niczym Adonis w szczycie formy. Ja jednak nie jestem zbyt szczęśliwa. Miłość mojego życia ma teraz wielką obsesję na punkcie swojego ciała. Chwilami wręcz odnoszę wrażenie, że bardziej podobają mu się jego własne cycki niż moje...

#ZyrcC

Mam dość zajmowania się dorosłą, niepełnosprawną pasierbicą.

Kiedy mój mąż był jeszcze nastolatkiem, on i jego ówczesna dziewczyna zaliczyli wpadkę. Tyle że przy porodzie coś poszło nie tak i ich córka jest niepełnosprawna. Muszę przyznać jej matce, że dzięki niej jakoś chodzi. Co prawda chwiejnie, kaczkowato i sztywno, ale jakoś idzie. Podobno ma do tego jeszcze jakieś zaburzenia integracji sensorycznej. Teraz ma dwadzieścia dwa lata i żyje z matką.

Od kiedy po raz pierwszy raz ją zobaczyłam, to jej nie polubiłam. Była aż za cicha jak na dzieciaka. Najbardziej co mnie przerażało w niej, to kompletne zmiany nastrojów. Raz właśnie była zbyt cicha, drugi raz popadała w ekstazę i kochała cały świat, trzeci raz wpadła w histerię, a piąty raz w płacz. Tak jej już zostało, jej matka tłumaczy, że tak już ma. Średnio jednak mnie to obchodziło. Wkurzało mnie jedynie, że mąż ciągle płaci na nią alimenty, pomimo że jest już dorosła. Niestety jest nieugięty pod tym względem.

Dwa tygodnie temu jej matka tak sobie złamała nogę, że musi teraz siedzieć w gipsie. Ona z moim mężem postanowili, że ta lejla zamieszka u nas. Próbowałam zaproponować inne opcje typu no nie wiem, wynająć im opiekunkę, skoro i tak już płaci, jednak nie dał się przekonać.

Jeśli chodzi o jej zachowanie, no to jest zmiennie. Najczęściej siedzi cicho, czyta książki czy siedzi przy komputerze. Nigdy mnie czy męża o nic nie prosiła. Czasami jednak urządza taką histerię z krzykiem i płaczem, że aż sąsiedzi wzywają służby. Często też rzuca własnym telefonem o ściany. Histerie są zazwyczaj na błahe tematy, typu źle ustawiona książka (przez nią samą) czy kłótnia z matką sprzed paru lat. Tłumaczy się potem, że miała taki kaprys i w sumie nie wie czemu. Przez inne dni potrafi być albo cicha, albo nadmiernie radosna.

No i opieka nad takim „dzieckiem” jest trudna. A to trzeba jej pomóc wejść po schodach (mieszkamy na drugim piętrze), a to muszę jej pomagać wejść do wanny (mąż się wstydzi), trzeba pięć razy w tygodniu wozić na rehabilitację, sama na spacer też nie wyjdzie, ale akurat w tych obu dziedzinach mąż odwala połowę roboty. Posprząta jedynie swój pokój i to na czworakach.

Naszego siedmioletniego synka, a jej brata, przynajmniej trzy razy dziennie prosiła, by coś jej podał. Skończyło się to dopiero po tym, jak przebyłam z nią ostrą rozmowę.

Powoli czuję wyczerpanie...

Ona jest całkowicie w normie intelektualnej (były robione testy), jest inteligentna, w liceum wygrywała olimpiady z polskiego. Jedynie z emocjami i kontaktami społecznymi jest kiepsko.

#MVGsU

Czytając tutaj historie o różnych wypadkach postanowiłem opowiedzieć o swoim, który miał miejsce 2 dni temu. Jak wiadomo, jesteśmy na etapie potwornych upałów, które w przypadku małego domku i sypialni na jego piętrze oznaczają jedno - domowy symulator pustyni albo coś w rodzaju bardzo dobrej sauny.

Zniechęcony wizją spędzenia nocy w tym mikroklimacie postanowiłem spać w najchłodniejszym punkcie domku, to znaczy w salonie na parterze. Rodzice położyli się spać, a ja jeszcze przeglądałem sobie beztrosko internet. Aż do czasu... Wtedy na horyzoncie dostrzegłem ją - bezczelną i szatańską, niepokojąco spoglądającą na biednego młodego mężczyznę, jakim w jej oczach byłem. Tak, mowa o postrachu działkowców, latającej potworzycy, jaką jest mucha. Każdy kto spał z takim stworzeniem w jednym pokoju wie, że jest ono na tyle absorbujące i wredne, że nie da pospać.

Na ogół jestem spokojnym człowiekiem, ale te szkarady zawsze budziły we mnie instynkt zabójcy. Upatrzyłem przedmiot o potencjalnie najlepszej sile rażenia - klasyczną packę na te małe bestie. Wziąłem narzędzie zbrodni i ruszyłem w kierunku swojego celu. Siedziała od dołu na belce podtrzymującej schodki na piętro domku i zacierała szyderczo te swoje małe odnóża, szykując się na starcie. Ruszyłem z impetem na potwora, jednak zrobiła sprawny unik i uszła z życiem. A ja? Wziąłem taki rozpęd, że potknąłem się po drodze o kapeć i zaryłem twarzą centralnie w ową belkę od schodów, ale to jeszcze nie wszystko. Zamroczony runąłem jak długi na podłogę, jednak zanim to nastąpiło, pociągnąłem jakoś za sznurek do włączania typowej stojącej lampy. Z rozwalonym nosem złożyłem się na dywanie i dostałem ową lampą prosto w twarz. Hałas jaki wywołałem spłoszył chyba zwierzynę w całym okolicznym lesie, toteż moi rodzice zaniepokojeni dźwiękami z dołu zbiegli zobaczyć co znowu nabroił ich ukochany synek. Nie powiem, widok jaki zastali musiał być niezwykle osobliwy. Leżący pod salonową lampą 19-latek z rozwalonym nosem i packą na muchy obok to niecodzienny widok. Ojciec niezwykle przejął się całą sytuacją, tak bardzo, że o mało nie poległ wraz ze mną na tej podłodze, słaniając się ze śmiechu. Opatrzony przez matczyną rękę położyłem się zrezygnowany spać.

Oczywiście nie było mi dane cieszyć się długo tym stanem, bo o 6 rano moja fruwająca Nemezis odprawiała dzikie tańce po mojej twarzy. Tym razem rozgoryczenie sięgało zenitu, a szuja poległa zaduszona pośpiesznie kołdrą, bo akurat tylko ją miałem w zasięgu ręki.

#KgpuE

Cześć, przedstawię wam Pewnego Pana. Pewien Pan ma córeczkę, którą wychowuje samotnie. Pewien Pan pracuje jako architekt i żyje sobie dostatnio. Pewien Pan ma sporą grupkę kolegów, a jako że postawna to kompania, na dzielni szacun mają. Pewien Pan dzieli swą kamienicę z pewną osobą, mianowicie z Panem X. Pan X jest homoseksualistą, którego nikt nie lubi, bo jest homoseksualistą. Pan X ma to gdzieś i wiedzie spokojną egzystencję. Pewien Pan i Pan X drą ze sobą koty.
A teraz trzy krótkie historie.

1. Córeczka bawiła się na placu zabaw, podczas gdy Pewien Pan postanowił ugotować obiad. Gdy wyjrzał z okna, celem przywołania swej pociechy na gotowy posiłek, odkrył brak jednostki dającej mu szczęście. Lekko zaniepokojony, gdyż córeczka nie miała w zwyczaju ot tak znikać, udał się na poszukiwanie swego skarbu. Gdy już sprawdzona została cała okolica, a serce niczym szatan się w piersiach miotało - odnalazła się. Pewnemu Panu zgubę oddała sąsiadka. Córeczka była przerażona, zapłakana. Co się stało? Dwaj panowie próbowali zabrać córeczkę z placu zabaw, ciągnąc ją za rączkę. Będąc blisko tajemniczego samochodu, maleńka zaczęła się wyrywać i wołać kogokolwiek. Nikt nie zareagował. Nikt spośród całego osiedla. Nikt prócz Pana X. Pan X stanął w obronie córeczki. Dwaj panowie pobili go do nieprzytomności, jednak dzięki temu córeczka zdołała uciec i znaleźć pomoc. Pan X długo leżał w szpitalu.
Na odwiedziny nie wyraził zgody.

2. Jakiś czas później. Około druga w nocy. Pewnego Pana budzi walenie w drzwi. Zdenerwowany otwiera. Pan X informuje Pewnego Pana o pożarze. Pewien Pan nie ogarnął. Pan X wbił się na chatę, zgarnął córeczkę i wypchnął Pewnego Pana z mieszkania. Dopiero czując duszący dym Pewien Pan się obudził. Lotem błyskawicy, w samych piżamach, wyskoczył z córeczką przed budynek, podczas gdy Pan X ratował resztę sąsiadów. Pan X wyciągnął z mieszkania zajętego ogniem starszą sąsiadkę. Pan X doznał poważnych poparzeń. Ucierpiał najbardziej. Długo leżał w szpitalu.
Na odwiedziny nie wyraził zgody.

3. Pewien Pan wysłał córeczkę na weekend do cioci, coby mógł się ze świtą w klubie nawalić. Wracając rano do domu napadnięty został przez oprychów. Oprychy zażądały pieniędzy albo gardło poderżną. Nóż mieli, to mogli. Pewien Pan, lekko wstawiony, wybronić się nie był w stanie, a portfel schudł pod koniec miesiąca. Profit: śmierć.
Pan X akurat wybierał się do pracy. Pan X stanął w obronie pijanego sąsiada, który zawsze go od najgorszych wyzywał. Pewien Pan skończył w poszarpaną koszulą, podczas gdy Pan X stracił dwa zęby i w promocji dostał nożem w brzuch. Bardzo długo dochodził do siebie.
Na odwiedziny w końcu się zgodził.

Pewien Pan, wraz ze swoją kompanią, zaprosił go na piwo. Pan X okazał się dobrym kumplem o sercu i jajach większych niż niejeden dres posiada.

#5mOzI

Nienawidzę Świętego Mikołaja i przez dużą część dzieciństwa regularnie się go bałem. Powód? Gdy byłem mały, babcia wzięła mnie na przedświąteczne zakupy w jednym z centrów handlowych w naszym mieście. No i tam przechadzał się właśnie Święty Mikołaj. Gruby, z białą brodą, workiem na plecach i z takimi śmiesznymi butami z dzwoneczkami. Tak bardzo się ucieszyłem, że puściłem rękę babci i podbiegłem do mojego idola. Nie mam pojęcia, jak to się stało, ale ten jakimś cudem mnie nie zauważył, a ja z impetem walnąłem głową w jego, no cóż – krocze. Najwyraźniej z wyjątkową precyzją. Mikołaj upuścił z dłoni jakieś ulotki, a następnie skulił się, energicznym szarpnięciem „wyrwał” sobie brodę i obrzucił mnie wiązanką najbardziej plugawych wyzwisk, jakie moje dziecięce ucho kiedykolwiek słyszało.

Od tego momentu na widok Mikołaja, nawet w telewizji czy na rysunku, reagowałem histerycznym płaczem. Dziś mam 32 lata i nadal czuję się nieswojo, gdy gdzieś pokazuje się ten czerwony skur#iel.

#W3aqU

Jestem licealistką. Mam koleżankę, taką typową Julkę, która zachłysnęła się lewicową ideologią, kobiecymi strajkami, weganizmem,poprawnością polityczną i generalnie wszystkimi obecnymi „rewolucjami” społecznymi. Jej zachowanie w ciągu kilku tygodni diametralnie zmieniło się. Jeszcze niedawno opowiadała seksistowskie żarty i niewybredne dowcipy o Cyganach, a teraz wygłasza nieco naiwne przemowy o patriarchacie, prawach kobiet i równości rasowej.

Dziś nie wytrzymałam i musiałam wyjść ze sklepu, do którego z nią poszłam. Moja przyjaciółka zobaczyła czarnoskórą rodzinę na dziale z czipsami. Podbiegła do nich i płacząc niczym rozhisteryzowane dziecko zaczęła ich przepraszać za niewolnictwo, apartheid i politykę kolonialną europejskich mocarstw. Biedni Murzyni patrzyli na nią z wytrzeszczonymi oczami, kompletnie nie rozumiejąc ani słowa z tego, co dziewczyna wypłakiwała.

Nie wiem jak sytuacja się potoczyła, bo zażenowana dałam stamtąd dyla.

#Bgvk2

Przez kilka lat byłem prezesem dużej firmy, która zajmowała się programowaniem i projektami graficznymi opartymi o istniejące rozwiązania programowe. Tworzyliśmy wizualizacje, animacje, grafiki, strony itd. Firma zajmowała całe piętro biurowca – 15 różnych pomieszczeń i zatrudniała 50 osób. Ponieważ bardzo naciskaliśmy na ład i porządek, każdy miał swoją turę „utrzymania porządku”, ażeby nie utrzymywać osób z działu utrzymania porządku i móc przeznaczyć zaoszczędzone środki na lepsze wypłaty (taka polityka firmy – działała). I w związku z tym każdy miał swój dyżur z miotłą. Ja także.

Pewnego dnia robię „rejony”, sprzątam biuro projektowe i myję podłogę przy stanowisku młodego, wysokiego chłopaka, który akurat wykonuje swoją pracę. Tego człowieka nie znałem. Sprzątam i zerkam... zerkam... gość się męczy z zadaniem i denerwuje. Obserwuję go kątem oka i widać, że popełnia ten sam błąd.
- Weź wrzuć ten asset w katalog silnika, potem skonwertuj z poziomu programu, to zadziała – doradzam człowiekowi.
Gość obraca głowę, robi dziwną minę i rzuca mi pełne nienawiści spojrzenie.
- Czy wyglądam, jakbym chciał słuchać rad od kolesia z miotłą? Ogarniaj swój syf!
Wracam do swojego zajęcia, tańczę z mopem.

Dwie godziny później mamy spotkanie rady nadzorczej i przedstawiają mi dwa nowe nabytki, czyli nowych pracowników. Jednym z nich jest pan, który wcześniej mnie zrugał.
Jego mina, gdy stał w sali konferencyjnej, była bezcenna. Tego nie da się zapomnieć.

Nie został zatrudniony. Wyjaśniłem mu, że szanujemy każdą pracę i nie ma miejsca na podziały – człowiek dbający o nasze otoczenie jest równie ważny, co prezes albo projektant.
Dodaj anonimowe wyznanie