#lU3EK

Udzielam korepetycji. Moich uczniów zapisywałem, wpisując najpierw nazwę ulicy, później imię. Stąd mam sporo kontaktów w stylu Banacha Adam czy Świętokrzyska Zosia itp.

Wyobraźcie sobie aferę, jaką zrobiła mi dziewczyna, gdy zobaczyła SMS-a w stylu „Możemy przełożyć spotkanie na jutro o 17?” od Kasi z ulicy Ciasnej.

#wNK7c

Dość poważnie się jąkam. Jak wiecie lub nie, jąkanie objawia się u ludzi na wiele sposobów, w moim przypadku wygląda to tak, że często nie jestem w stanie wydusić z siebie słowa bądź zdania. Stoję wtedy z otwartymi ustami i wygląda to mega dziwnie.

Kilka dni temu, będąc kierowcą na imprezie, chciałem zamówić coś u barmana. Po kilkunastu sekundach próby artykulacji mojej prośby barman zakończył moje męki szybkim: „Najebany, to do domu”. Było mi trochę głupio, ale stwierdziłem, że tłumaczenie i odkręcenie tego zajęłoby mi kilka następnych imprez, więc odpuściłem :D

Korzystając z okazji, chciałbym podziękować wszystkim, którzy na widok osoby jąkającej dają jej dużo czasu na dojście do słowa, a nie wyszydzają, piona!

#sulPc

Kilka lat wstecz szczytem moich możliwości zarobkowych z uwagi na fakt studiowania było pracowanie w sklepie.
Pora letnia; ludzie wolą byczyć się nad wodą niż przyleźć na zakupy do małego osiedlowego sklepiku.
Mimo zrobionego przeciągu na przestrzał (okno na zapleczu otwarte na oścież, drzwi wejściowe również), powietrze stoi w miejscu. Ostatni klient był jakieś pół godziny wcześniej, w pobliżu nikt się nie kręcił, a mnie zawirowało w jelitach. Myślę se „pierdzielę, nie wychodzę, przecież to tylko bączek”. Zwieracze rozluźnione, spomiędzy pośladków wydobył się najdłuższy i najgłośniejszy bąk, jaki tylko dane było słyszeć w moim życiu. Smród, kiedy tylko doszedł do moich nozdrzy, momentalnie postawił mnie na nogi. I wtedy wszedł klient. Podszedł do lady, spojrzał na mnie, na otwarte drzwi, na widoczne otwarte okno, znów na mnie i spytał: „Co, szambo wybiło?”.

#a1xva

Mąż, wracając z dalszego wyjazdu, zatrzasnął przypadkowo kluczyki w aucie na sklepowym parkingu. Był załamany, bo do domu jeszcze sporo drogi...
Z tej całej bezradności zapytał właściciela tego samego modelu, czy mógłby spróbować otworzyć swoimi kluczykami zatrzaśnięty samochód.

Podziałało :D

#uXzfr

Jedyny koncert podczas trasy w Polsce. Dostałem bilet 1,5 miesiąca wcześniej. W dniu koncertu chciałem pochwalić się biletem na Snapchacie. Trzy godziny przed wyjściem na koncert zacząłem szukać. Dupa, nie ma. Sprawdziłem wszędzie – nic. Przypomniałem sobie, że kilka dni wcześniej szukałem czegoś i znalazłem bilet. Odłożyłem go na biurko i pomieszałem pewnie z dokumentami do śmieci i wyrzuciłem... Usiadłem w pokoju i zacząłem płakać.
Na koncert szedł także mój tata, brat, chrzestna i jej chłopak. Mój ośmioletni brat zobaczył, że siedzę i ryczę, i poszedł do rodziców. Powiedział im, że widzi, jak mi zależy i on nie musi iść, żebym ja mógł zobaczyć koncert, na którym mi tak zależało.
No i poszedłem. Koncert wspaniały, muzycy zajebiści. Bratu było smutno, ale widział, jak jestem szczęśliwy i sam się cieszył.
Kocham Cię, Brat <3

#LRZgZ

Pracuję po 12 godzin dziennie. Wyrabiam w miesiącu tyle godzin, co osoby pracujące po 8 godzin. Po prostu częściej mam dni wolne. W ciągu tych 12 godzin mam 20 minut przerwy. Ostatnio doczytałam się w firmowych papierach, że „pracownikowi przysługuje 20-minutowa przerwa śniadaniowa i jedna przerwa papierosowa”. Zaczęłam się przyglądać innym pracownikom i doszłam do wniosku, że tych przerw papierosowych jest zdecydowanie więcej niż jedna. I oczywiście mnie nie dotyczą, bo nie palę.

Wczoraj uznałam, że śniadanko nie było dość sycące i poszłam do kierowniczki z prośbą o wyjście na chwilę. Skoro pracownikowi druga przerwa przysługuje, to co stoi na przeszkodzie, żebym sobie w tym czasie kupiła batonika w automacie? Na przerwie śniadaniowej też nikt nie wymaga ode mnie, żebym jadła śniadanie – pomyślałam. Kierowniczka wybuchnęła śmiechem i kazała mi wracać do pracy, bo przecież wie, że nie palę i ją to g* obchodzi, czy właśnie dzisiaj zaczęłam palić, czy nie.

Cóż... jutro będzie trzeba się zgłosić do wyższej instancji, bo chociaż pracuję dłużej od innych, to wcale nie dostaję większej pensji.

#BSXVt

Jestem w zaawansowanej ciąży. Widać ją z daleka, bo kobieta ze mnie ogólnie drobna, a brzuch naprawdę spory i widoczny pomimo zimowej kurki. Poszłam na pocztę wysłać zwolnienie do pracy. Z góry zaznaczam, że nie jestem żadną powaloną matką Polką i nie domagam się szczególnego traktowania. Ale jak ktoś mi ustąpi miejsca, to uważam to za miły gest i korzystam.
No więc stanęłam w kolejce, przede mną kobieta już obsługiwana i za nią trzech mężczyzn. Za mną stanął kolejny. Nie miałam koperty, wiec wyszłam na chwilę z kolejki, podeszłam do okienka, poprosiłam o kopertę i chciałam wrócić na swoje miejsce. Ale nie... Pan, który stał za mną, przesunął się dość wymownie do przodu.
– Przepraszam, ale stałam tutaj, wyszłam tylko na chwilę i chciałabym wrócić na swoje miejsce.
– Jak sama pani powiedziała, wyszła pani. Więc teraz musi pani stanąć na końcu kolejki.
Szczęka mi opadła, ale nie chciało mi się kłócić z panem. OK, my bad, nie poinformowałam pana, że znikam z kolejki na trzy sekundy. Liczyłam na odrobinę życzliwości, ale co zrobić. Stanęłam na końcu, miałam ze sobą teczkę do podparcia, wiec w tej kolejce wypisuję kopertę. Skończyłam pisać, pan w okienku skończył obsługiwać panią, podchodzi kolejna osoba, a pan „pocztowy” na to:
– Nie, nie. Panią w ciąży poproszę teraz.

Uśmiechnęłam się pod nosem, karma to suka :)

#LgDuT

Kojarzycie takie wyrażenie, jak „second hand embarrassment”? To przykre uczucie, które można by nazwać zażenowaniem w czyimś imieniu. Na przykład, kiedy komuś przydarzy się coś tak bardzo przykrego, że nawet my, osoby stojące z boku, czujemy wstyd. Raz w życiu miałem taką sytuację. Było to trzy lata temu, gdy pracowałem jeszcze w dużej korporacji. Miałem tam kilku znajomych, wśród których był Patryk – przemiły, nieco fajtłapowaty miłośnik nowej technologii (a przy okazji bajek anime i komiksów). Chłopak ten co rusz montował w swoim domu jakieś nowe udogodnienia. Raz był to czujnik ruchu, innym razem gadająca lodówka czy odkurzacz typu Rumba, który to regularnie klinował się między nogami od krzeseł.

Pewnego dnia Patryk przyszedł do firmy i oznajmił, że założył pełny monitoring swojej chaty. „Odtąd będąc na urlopie, w każdej chwili, za pomocą komórki, mogę podejrzeć, co się dzieje w moim domu! Zobaczcie sami” – rzekł Patryk, a następnie odpalił aplikację w swoim smartfonie i rozpoczął demonstrację, podczas gdy wokół jego biurka gromadziło się coraz więcej pracowników naszego działu. „O, tutaj na przykład widzimy przedpokój, a tutaj mamy widoczek na salon... Wybaczcie bałagan, żona przed pracą zawsze zostawia mi taki burdel. A teraz, cyk i widzimy mój pokój. No i na koniec jeszcze sypialnia…” – to mówiąc, przesunął palcem po wyświetlaczu, a oczom naszej kilkunastoosobowej grupy ukazało się łóżko, na którym pulchna pani „bawiła się” z jakimś długowłosym brodaczem. Patryk z wrzaskiem wyłączył komórkę i wybiegł z biura.
To był ostatni dzień, kiedy go widzieliśmy. Nie odbierał telefonów od nas ani nie odpisywał na maile. Zniknął bez śladu.

Chłopie, jeśli to czytasz, to wiedz, że jesteśmy z Tobą całym sercem i mamy szczerą nadzieję, że Twoją – pewnie byłą już – małżonkę dopadła karma!

#MbJIE

Pewnej niedzieli byliśmy z rodziną w kościele. Miałem wtedy około 6 lat i wierzyłem w kosmitów. Jako że w moim kościele była tradycja, że na dziecięcej mszy każde dziecko może powiedzieć do mikrofonu do 500 wiernych intencję, o co się modli, mały ja też się zgłosiłem. Mama mi pozwoliła, więc podszedłem do ołtarza, ksiądz podaje mi mikrofon, a ja mówię: „Chciałbym się pomodlić za kosmitów...”.
Ludzie w kościele wybuchnęli śmiechem, a ksiądz tylko zapytał, czy znam jakiegoś kosmitę.

Od tamtej pory nie mogłem bez powiedzenia mamie, co chcę powiedzieć, podchodzić do jakiegokolwiek mikrofonu :)
Dodaj anonimowe wyznanie