#MiGnK

Mam 27 lat. Cały czas pracuję, nie jestem wybitnie uzdolniony, nie jestem typem przedsiębiorcy.
Lubię pracować, na początku życia na własny rachunek pracowałem 8 godzin dziennie. Zauważyłem, że nie wystarczy to na wszystkie opłaty i by coś odłożyć. Zacząłem pracować 9 godzin dziennie. Potem 10 i już więcej nie mogłem... Więc zacząłem dorywczą pracę. Pracowałem po 12 godzin dziennie. Zmieniłem główną pracę, zostałem przy tej dorywczej też, wciąż pracowałem po 12 godzin. I nadal nie stać mnie było na życie na jakimś normalnym poziomie...
Do tego doszła pandemia, śmierć bliskiej osoby, zamknięcie i izolacja. A na to wszystko jeszcze kraj, który tak bardzo kochałem i na który tak bardzo liczyłem, że będzie piękny i będzie się rozwijał, zaczął się zwyczajnie stawać na nowo koszmarnym PRL-em.

Wyjechałem. Pracuję 8 godzin i... jest normalnie.
Tylko czemu na obczyźnie?

#rnmqo

Byłam ze znajomym w restauracji. Znajomy nie ma nogi od kolana, stracił w wypadku.
Obok nas przy stoliku siedziała z rodzicami mniej więcej pięcioletnia dziewczynka.
No i jak to dziecko, strasznie marudziła na jedzenie, nudziła się, chodziła po lokalu, zamiast jeść.

Zaczęliśmy się ze znajomym zbierać do wyjścia i oczom dziewczynki ukazała się pusta, zawiązana na supeł nogawka spodni znajomego (czasem nosi protezę, czasem nie). Dziewczynka zainteresowała się nią i z dziecięcą szczerością zapytała, co się stało. Znajomy pochylił się nad nią i konspiracyjnym szeptem powiedział: "Nie chciałem jeść i nie urosła!".
Jak wychodziliśmy, widziałam dziewczynkę jedzącą grzecznie przy stoliku...

#HzPNV

Dzieci czasem się gubią. Szczególnie w dużych centrach handlowych. Wiadomo - mnóstwo ludzi, zamieszanie, chaos, trudno się skupić, bo co chwilę coś odciąga naszą uwagę. I wtedy PYK! Niczym bańka mydlana, nasz potomek znika gdzieś pomiędzy półką z konserwowym groszkiem, a majonezem babuni, w najlepsze wyparowuje.
Ja też się zgubiłem. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że mam 35 lat i jestem poważnym mężem w pełni władz psychicznych. Do rzeczy.

Małżonka bardzo chciała iść po zakupy świąteczne. Wigilia tuż tuż, no przecież trzeba prezenty kupić. A musicie wiedzieć, że najbardziej na świecie nienawidzę dwóch rzeczy - szpinaku oraz zakupów w towarzystwie kobiety. Zakupy z wami przypominają mi drogę krzyżową? Jak idzie się do sklepu, to powinno się mieć bardzo sprecyzowany cel. Przykład - chcę spodnie. Spoko, zatem idę do centrum handlowego i kieruję się do sklepu, w którym wiem, że znajdę spodnie. Finito. Czas operacyjny - 10 minut. Misja zakończona. Można wracać do bazy. Ale nie - wy musicie snuć się bez celu niczym jakieś rozlazłe zombie i liczyć na to, że po wejściu do setnego sklepu znajdziecie wreszcie coś, na co można wydać ciężko zarobione peeleny...

I tym razem nie było inaczej. Najwspanialsza z żon wchodziła do każdego sklepu, oczywiście wlokąc mnie za sobą. Po zaliczeniu 20 pierwszych punktów i mając w świadomości zahaczenie o jeszcze 80 kolejnych, spasowałem. Zacząłem robić to, co robi każdy zmęczony zakupami facet, targany przez małżonkę po centrum handlowym - smętnie zwieszałem się na balustradzie przed sklepem, czekając aż moja miła zaliczy swój czekpoint i popędzi do kolejnego.
Wisząc tak sobie przed lokalem z paciorkami, włóczkami dla babć śmierdzących kulką na mole, zauważyłem wystawione po środku korytarza stoisko ze zdalnie sterowanymi helikopterami.Zawsze chciałem taki sprzęcior mieć. Popędziłem więc, aby skorzystać z okazji i pobawić się w małego pilota.

Czas mijał szybko, więc postanowiłem zajrzeć do sklepu i zobaczyć, czy moja ukochana już skończyła swoje buszowanie. Nie było jej tam. Telefonu nie odbiera. No, to pięknie - przyjdzie mi tu umrzeć z nudów! Ale oto w mej głowie wykwitł szatański pomysł.
Pobiegłem do punktu informacyjnego i zagadałem z babeczką tam pracującą. Po chwili całe centrum handlowe wypełnił donośny głos z megafonu:
- Pani Klaudia Anonimska! Powtarzam! Klaudia Anonimska! Niezwłocznie proszona jest do informacji po odbiór dziecka! Tomaszek bardzo płacze i tęskni!
Małżonka, czerwona jak dojrzała wiśnia, zjawiła się w ciągu minuty, wściekła chwyciła mnie za rękę i powlokła do wyjścia. A ja, pociągając nogami, rozdzierająco zawyłem "Ale mamoooo! Ja chcę na lodyyy!".
Misja zakończona sukcesem. Dziś poszła na zakupy sama!

PS. Już wiem co znajdę pod choinką! Helikopterek! No, co? Nigdy nie podglądaliście prezentów, gdy byliście dziećmi? :)

#DEg70

Pewnie wywołam g*wno burzę jeśli to trafi na główną, ale po prostu mi smutno...

Od 12 lat czekałem na przeszczep organu. Gdy 5 miesięcy temu otrzymałem telefon, że jadę na przeszczep, byłem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi :)

Musicie wiedzieć, że przeszczep wiąże się z przyjmowaniem leków immunosupresyjnych, czyli czegoś, co osłabia układ odpornościowy niemal do zera.
Jestem propagatorem szczepień, ale jeśli chodzi o aktualną sytuację, pandemię i wszystko co dzieje się dookoła oraz to, że szczepionka to "prawie" martwy wirus, miałem nie lada dylemat, czy poddać się szczepieniu. Po namowach ze strony rodziny zrobiłem to, zaszczepiłem się, choć lekarze mówili, że wiąże się to z ryzykiem...

Jutro jadę na usunięcie narządu, na który, jak wspomniałem, czekałem od 12 lat, tylko dlatego, że "prawie" martwy wirus zawarty w szczepionce był na tyle żywy, że przy przyjmowanej immunosupresji wywołał ostry odrzut...
No i cholera, komu teraz wierzyć, ludziom głoszącym teorie spiskowe, że szczepionki zabijają, czy tym, którzy trąbią, że szczepienia działają :(

#bVxZJ

Wracałem pociągiem z pracy. W moim przedziale siedziały trzy osoby: ja - zmęczony życiem trzydziestolatek, elegancka pani po pięćdziesiątce (nie wiem jak miała na imię, więc nazwę ją Jadzia) i młoda dziewczyna ubrana na czarno (uznajmy, że Wiktoria).

Jadzia, jak to pani w średnim wieku, próbowała zainicjować jakąś rozmowę. A to o pogodzie, a to o spóźnionych pociągach. W końcu, jak można się domyślić, temat zszedł na współczesne czasy.
- Dzisiaj to nawet nie ma dobrej muzyki - stwierdziła Jadzia. - Młodzież to teraz tylko jakiegoś łubudubu słucha. Posłuchaliby Skaldów czy Czerwonych Gitar.
Nie zgadzałem się z tym, ale żeby uniknąć niemiłej dyskusji pokiwałem tylko głową. Myślałem, że temat jest już zamknięty. Ale nie! Milcząca do tej pory Wiktoria podniosła głowę i zaczęła z uśmiechem śpiewać "Kwiaty we włosach" Czerwonych Gitar.

Po Jadzi spodziewałem się wtedy wszystkiego, ale to co zrobiła zupełnie mnie zaskoczyło.
Otóż Jadzia po chwili zaczęła śpiewać razem z Wiktorią!
Tworzyły całkiem niezły duecik.
A ja?
Hm... nie pozostało mi nic innego, jak tylko się do nich przyłączyć :D
Po kilku minutach skończyliśmy śpiewać, a dalsza droga przebiegła nam w bardzo przyjemnej atmosferze.
Ta sytuacja była chyba jedną z najfajniejszych rzeczy, jakie mnie w życiu spotkały.
Pozdrawiam Was, Anonimowi! :)

#uFIBb

Nigdy dla nikogo nie byłam najważniejsza. Od dziecka nie czułam się ani kochana, ani ważna. I nie byłam również dla żadnego z moich partnerów, byłego męża, ani nawet tego jedynego, który miał być tą brakującą połówką i twierdził, że jestem miłością jego życia i że zrobi wszystko, żeby mnie uszczęśliwić. A nie był w stanie zrobić dla mnie niczego, co dałoby mi poczucie bezpieczeństwa i pewności. Każda moja prośba o zrozumienie moich uczuć kończyła się awanturą, ignorowaniem i bagatelizowaniem moich emocji. Nawet relacje z byłą, z którą ma syna, są dla niego istotniejsze niż relacje ze  mną. Mi potrafi powiedzieć, że nie ma czasu, po czym jedzie do niej. Ja go od miesiąca o coś proszę, a on codziennie o tym zapomina. Ona go poprosi raz i wystarczy. Umówili się, że finansują sprawy dziecka po połowie i oczywiście ja to akceptuję. Jest jednak coś, co mnie boli... Jestem z nim w ciąży i ani razu nie wsparł mnie nawet złotówką, jeśli chodzi o wizyty u lekarza. Nawet nie zapytał, czy nie trzeba.
Dlaczego mój ukochany mężczyzna zachowuje się, jakbym nie była warta niczego? Ani żeby się starać, ani żeby od siebie dawać, ani żeby walczyć o mnie, gdy ja robiłam wszystko, żeby go uszczęśliwić. Jakbym mogła, nieba bym uchyliła jemu i jego synkowi.

Strasznie mnie to wszystko rozwaliło. Na co dzień jestem dosyć silną osobą, ale dzisiaj coś we mnie pękło. Nie mogę się pozbierać. Wyprowadziłam się, zresztą nie pierwszy raz, i czuję, że on znowu nic z tym nie zrobi. Że nie spróbuje nawet o mnie zawalczyć, bo uważa, że nic złego nie robi.

#CtEkE

Mam brata bliźniaka i co ważne w tej historii, to mi z naszej dwójki dostał się choć ułamek inteligencji i zdrowego rozsądku, jemu... no nie wiem co.

W każdym razie ostatnio obejrzał z dziadkiem film pt. "Dziewczyna i chłopak" (dla niewtajemniczonych: siostra i brat byli tak podobni do siebie i wkręcili wszystkich zamieniając się miejscami). Tak mu się to spodobało, że postanowił spróbować tego samego planu i oczywiście miałabym być w to zaangażowana ja. Mieliśmy być Tosią i Tomkiem, jebanymi Mary i Kate Olsen Lubelszczyzny, ja miałam pisać mu wszystkie sprawdziany, a on ewentualnie mógłby pozaliczać mi jakieś testy sprawnościowe na wf-ie.

Na początku myślałam, że żartuje, ale pewnego dnia przyszedł do domu w peruce "made in china" i zaczął gawędzić z mamą niesamowicie wysokim głosem. Tak, udawał mnie. Tak, mama się poznała. Tak, nie spodziewał się tego. Wielce wkurzony Janusz Olsenek zamknął się w swoim pokoju na cały dzień. Wiedziałam, że prędzej czy później mu przejdzie, więc nie zawracałam sobie tym głowy. Myślałam, że dał sobie spokój i przyjęłam to z ulgą, bo żadne jego wesołe pomysły nigdy nie kończyły się dobrze. Niczego nieświadoma położyłam się spać. Gdy się obudziłam poczułam, że coś jest nie tak, że jest mi jakoś lżej na głowie.

Obciął mi włosy.
Wkradł się w nocy do mojego pokoju i wykorzystał to, że mam mocny sen. Obciął moje piękne, długie loki. I nie, nie wyglądamy podobnie i nie będziemy, Olek jesteś debilem. Jesteś ode mnie o głowę wyższy i nie możesz uciąć mi piersi.
Skruszony zaproponował, że pożyczy mi perukę "made in china".
Od dwóch dni nie wychodzę z domu.

#0FOQj

Czasy namiętnej szczenięcej miłości.
Piękna dziewczyna i szalejące hormony, więc nic dziwnego, że bzykaliśmy się jak króliki aż do padnięcia z wysiłku.
Każda chwila gdy rodziców nie było w domu była dobrze wykorzystana. Nawet nie zliczę, ile wtedy kasy przepuściłem na kondomy. Każdy zły humor czy gorszy dzień kończył się lodzikiem na pocieszenie z jej strony.

Śmieszne było to, że rodzice tej dziewczyny byli bardzo wierzący i spodziewali się, że zachowamy czystość do ślubu.

#H6fdF

Prawdziwa historia sprzed lat.
Wydarzyła się ona w czasach, gdy komunikacja miejska przeżywała prawdziwy renesans, tramwaje i autobusy trzeszczały w szwach od ilości pasażerów, szczególnie w szczycie, kto pamięta, ten wie.

Któregoś pięknego dnia wracałem sobie tramwajem do domu z pracy, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego co mnie za chwilę spotka. Upał był niesamowity, o klimatyzacji to można było sobie pomarzyć, uchylone okienka i tyle, i do tego ścisk i tłok wewnątrz niesamowity, miałem dość tej jazdy. Przystanek, otwierają się drzwi, dosiadają się jeszcze kolejni pasażerowie, w tym chłopak z cud dziewczyną. Trzymali się za ręce, wsiedli, a właściwie wcisnęli się do środka i stanęli obok mnie i o czymś tam rozmawiali. Po chwili młoda dama stwierdziła, że trzeba skasować bilety, po czym przecisnęła się parę metrów do kasownika i jak wróciła, natychmiast złapała za rękę chłopaka, tyle że nie swojego, bo mnie, niczego nieświadoma panienka kontynuowała rozmowę. Dla mnie był to lekki szok, jadę sobie z fajną laską w tramwaju, trzymając się namiętnie za rączkę, a widzę ją przecież pierwszy raz w życiu i do tego ani ona, ani jej partner tak naprawdę o tym nie wiedzą. A że jestem osobą, która lubi żarty pod każdą postacią, nie puściłem jej ręki, tylko czekałem na finał wydarzeń w duchu chichocząc, bo twarz miałem kamienną.

Do mojego przystanku pozostało około 3 minut jazdy, a ja tu czuję, że dziewoja zaczyna mnie swoimi paluszkami miziać i smyrać, gładzić po dłoni - dla mnie to było miłe i przyjemne, ale myślę, że każda dziewczyna pozna dłoń i jaką ma skórę dany partner, dlatego moim zdaniem zaczęło jej się coś nie zgadzać. Ja twardo stoję obok i udaję Greka. Śmiać mi się chciało z całej tej sytuacji, bo ona rozmawia sobie czule ze swoim facetem, a mnie trzyma za rękę. I teraz uwaga, dojeżdża tramwaj w końcu do mojego przystanku i okazuje się, że oni też tu wysiadają. Pierwszy wysiada młody, nie patrząc w tył (i dobrze), za nim po stopniach elegancko za rączkę ja z księżniczką, która osłupiała, lekko zarumieniona puszcza moja rękę z przepięknym uśmiechem, a później ze szczerym śmiechem oddala się do zdziwionego młodego chłopaka, który spytał z czego się tak śmieje.
Popatrzyliśmy się przez chwilę na siebie z uśmiechem i każdy poszedł w swoją stronę :)

#JohUG

Pracuję na basenie prywatnym na recepcji. Od basenu dzieli mnie cienka ścianka. Kilka razy w tygodniu przychodzą do nas zorganizowane grupy pań na zajęcia aqua aerobiku. Na moim stanowisku mam dostęp do świateł na basenie, kamer i wszystkiego co możliwe.

Pewnego wieczoru, kończąc już zmianę, zaczynam sprzątać na biurku, chować wszystko itd. Dumna z siebie, że uwinęłam się tak szybko, bo została mi jeszcze chwila, żeby poprzeglądać internet w celach prywatnych. W pewnym momencie wyrwał mnie krzyk kilkunastu osób dobiegający z basenu, patrzę na kamerę i widzę panie uciekające przed wielką, plastikową elektroniczną klapą zamykającą basen.
Okazało się, że niechcący nacisnęłam przycisk do zamykania basenu podczas sprzątania biurka. Na szczęście nikomu nic się nie stało, poza najedzeniem się strachu.
Jeśli któraś z pań to czyta, to bardzo przepraszam za zbędną adrenalinę i tak, to byłam ja, nie awaria :D.

PS Jeszcze mnie nie wyrzucili.
Dodaj anonimowe wyznanie