Po raz pierwszy widziałam mojego narzeczonego ze łzami w oczach w zeszłym tygodniu, po trzech latach związku.
Wzruszył się, ponieważ dzięki lepszym zarobkom mógł w końcu zakupić nowe aparaty słuchowe, dzięki którym nie ma problemów ze słyszeniem otoczenia.
Co z tego, że będziemy je spłacać przez kolejne 2 lata, ponieważ w porównaniu z ceną sprzętu dofinansowanie z NFZ jest kroplą w morzu? Za każdym razem, kiedy widzę jego uśmiech spowodowany tym, że nie musi prosić o powtórzenie tego, co się mówi, utwierdzam się w przekonaniu, że zdecydowanie jest to warte przełożenia wesela na późniejszy termin.
Może nie jest to anonimowe wyznanie, ale chciałam się tym podzielić.
Najgłupsza historia w moim życiu.
Na któreś tam urodziny dostałam od koleżanki wibrujące jajko do stosowania domyślacie-się-jak. Wieczorem przystąpiłam do próbowania. Jajko miało taki sznureczek i oczywiście przy wyjmowaniu... sznureczek się urwał.
Jajko wibrowało jak szalone, bo nie miało żadnego pilota ani innych cudów i nie dało się tego w żaden sposób wyjąć. A próbowałam na wszelkie możliwe sposoby.
No cóż, rady nie ma, trzeba jechać do lekarza.
Pojechałam na dyżur, ja cała wymęczona, wibrująca, weszłam na odział pobrzękując jak dorodna mucha. Lekarz z trudem utrzymał powagę, kiedy wytłumaczyłam co i skąd trzeba wyjąć. No nic, przeszło.
Następnego dnia widziałam się z tą koleżanką, ale oczywiście sprawę przemilczałam. Tymczasem ona zaczęła opowiadać o swoim chłopaku, który studiuje medycynę. I zaczęła jakoś tak:
- Ej, ale nie uwierzysz, co się wczoraj działo, doktor opowiadał mojemu chłopakowi, że przyszła taka laska, która...
I tutaj oczywiście moja historia.
Podobno jestem legendą tego szpitala :( Gdzie się podziała tajemnica lekarska czy jak to się zwie?
Chyba każdy będąc w przedszkolu bawił się w dom/rodzinę. Ja także, ale w trochę inny sposób. Ja byłam matką, a koleżanka bobasem, zawsze się kryłyśmy, gdy przychodziła pora "karmienia".
No więc... ssała moje brodawki piersiowe udając, że wypływa z nich pokarm, a ze względu na to, iż jej się to spodobało, często wołała o "mleko".
Teraz jestem w liceum, a mijając ją na ulicy nadal nie umiem spojrzeć jej w oczy...
Pracowałem kiedyś w call center w jednej z firm oferujących internet i telewizję. Obok miałem kolegę, który miał wyjątkowo ciężki przypadek interesanta, któremu ciągle coś nie pasowało - a to mu internet nie działał, a to coś tam.
Dla tych co nie wiedzą, każdy pracownik ma taki guzik, który umożliwia wyciszenie rozmowy od naszej strony. Dialog wyglądał mniej więcej tak:
Kolega: A czy próbował pan włączyć i wyłączyć router?
Interesant: Tak, i ciągle nie działa.
K: Proszę chwileczkę poczekać, zaraz sprawdzę, czy to coś od naszej strony (w tym momencie wcisnął przycisk wyciszenia) NOŻ KU*WA MAĆ!!!
Interesant: Co to było?!?!
K: Pan też to słyszał?!
Otóż okazało się, że nie wcisnął wyciszenia. A jednak kolega z zimną krwią odpowiedział tak szybko i z takim zdziwieniem w głosie, że klient naprawdę uwierzył. Dotąd mnie to bawi, chociaż tekst pisany i tak nie odda tamtej chwili :)
Nikt z rodziny nie wie, że to ja w dużej mierze przyczyniłam się do tego, że brat z żoną mają nadzór z MOPS-u. Nie zrobiłam tego z zazdrości czy złośliwości.
Brat ożenił się dość późno jak na naszą rodzinną wieś (miał wtedy 33 lata), głównie wynikało to z jego wygórowanych oczekiwań. Kiedy dowiedziałam się o planowanym ślubie, nawet się ucieszyłam. Kiedy jednak poznałam bratową, zaczęłam się martwić. Jola ma stwierdzone lekkie upośledzenie. Owszem, dom jakoś ogarnia, ale w innych kwestiach jest całkowicie bezradna. Teraz mają jedenastomiesięcznego synka, ale bratowej marzy się cała gromadka, rodzina to popiera, bo przecież dają 500+, a Caritas też pomoże. Kiedy wspomniałam, że to niekoniecznie dobry pomysł, brat na mnie naskoczył, że jak w mieście mieszkam i pracuję, w dodatku szkoły pokończyłam i "ukradłam" naszą siostrzenicę (po śmierci siostry sąd przyznał mi prawa do opieki), to mam się nie odzywać.
Brat z żoną mieszkają z naszymi rodzicami i bratem z zespołem Downa, na szczęście Wiesio nie jest agresywny, po prostu opieka nad nim jest absorbująca i męcząca (problemy z mową, korzystanie z pampersów). Nasza matka prawdopodobnie też ma pewien stopień upośledzenia. Pewna nie jestem, bo nikt tego nie badał.
Nasz rodzinny dom jest w nie najlepszym stanie, nie licząc byle jakiego pomalowania pokoi nie pamiętam żadnego remontu.
Ojciec i brat wprawdzie pracują, ale są tak nauczeni, że w domu nie kiwną palcem. Do tego stopnia, że nie nałożą sobie sami jedzenia na talerz, o zrobieniu prostej kanapki czy herbaty nie wspominając. Poza tym brat codziennie po pracy popija.
Dla dobra bratanka ich zgłosiłam i nie żałuję. Ku złości brata asystentka rodziny jest kompetentna i widać, że naprawdę jej zależy. Janek kilka razy chciał, żebym poszła z nim do MOPS-u i kazała się odczepić.
Mam nadzieję, że się jakoś ogarną, bo inaczej mały trafi do rodziny zastępczej. Proponowałam nawet, że dorzucę się do remontu, ale usłyszałam tylko, że przecież w domu wszystko jest, więc oni kombinować nie będą.
Przeraża mnie jednak to, że bratowa prawdopodobnie znowu jest w ciąży.
Opowiem wam niesamowitą historię, która zmieniła tok myślenia pewnego człowieka, a to za sprawą mojego młodszego brata, który ma 7 lat.
Pan (nazwijmy go Mietek) mieszkał u nas na osiedlu. W tragicznym wypadku zginęła jego żona, co spowodowało, że facet załamał się psychicznie. Popadł w alkoholizm, przestał dbać o siebie i nie tylko. Jedyne co trzymało go przy życiu to jego jedyny syn, który mieszkał niedaleko w większym mieście i opłacał mieszkanie swojego ojca oraz dawał mu pieniądze na przeżycie. Niestety większość z tych pieniędzy szła na alkohol.
Teraz przejdźmy do sedna. Mój młodszy brat często bawił się na placu zabaw i gdy wracał cały brudny do domu, często robił awantury, że nie chce się myć, tylko chce iść prosto do spania, bo jest zmęczony. Więc wymyśliłem, że postaram się wpłynąć na jego upartą główkę, pokazując mu jak wyglądają ludzie, którzy o siebie nie dbają. Nie osądzajcie mnie źle, ale przykład nasunął się sam. Ów pan Mietek był bardzo zaniedbany, zarośnięty i oczywiście się nie mył zbyt często.
Gdy pokazałem bratu owego pana, który siedzi na schodkach pod sklepem (typowy sklep osiedlowy), zrobił on coś, co mnie zdziwiło. Podszedł i powiedział panu Mietkowi, że w przyszłości chce zostać taki jak on. Załamałem się, wziąłem młodego prosto do domu. Uznałem, że lekcja, którą chciałem przeprowadzić się nie udała.
Od nieudanej lekcji minęły 4 miesiące. Do naszych drzwi ktoś puka. Mama otwiera je i do domu wchodzi nie kto inny jak pan Mietek. Czysty, ogolony, porządnie ubrany. Mama zrobiła kawę, okazało się, że ma on prezent dla mojego brata (był to samochodzik na pilota). Okazało się, że te słowa mojego brata wypowiedziane kiedyś tak do niego trafiły, że nie mógł on znieść swojego położenia i postanowił zmienić swoje życie. Opowiedział nam co się z nim stało jak stracił pracę (z zawodu był architektem). Znalazł nową pracę, zaczął dbać o siebie. Zrobił to dla swojej zmarłej żony, syna i by być przykładem dla mojego brata. Człowiek stał się nie do poznania, szczęśliwy, żyjący pełnią życia.
Aktualnie pracuje on w swoim zawodzie, często nas odwiedza. Wolny czas spędza z synem, a co więcej, jego syn niebawem będzie się żenił.
I tak lekcją, którą chciałem dać bratu o higienie osobistej sprawiliśmy, że człowiek uwierzył w siebie i zaczął żyć na nowo.
Czasem z moim chłopakiem robimy sobie różne świńskie żarty. Generalnie zabawa ta polega na nieznacznym, acz stopniowym przekraczaniu granic ogólnie pojętej przyzwoitości. Chwilami wkręty, które są uskuteczniane, mogłyby być uznane za chamskie i ktoś na naszym miejscu mógłby poczuć się poważnie obrażony. No, ale cóż – nam to sprawia radochę.
Wczoraj na przykład ukochany ukradkiem nagrał moje jęki podczas uniesień, a następnie ustawił je jako dzwonek w mojej komórce.
Przekonałam się o tym dzisiaj, kiedy zadzwonił do mnie podczas ważnego zebrania w mojej pracy...
Historia o mojej kochanej mamusi.
Moja mama jest już w podeszłym wieku i ostatnio zaczęła się trochę zapominać. Postanowiliśmy, że nikt oprócz mnie i taty nie będzie o tym wiedział. Ale długo to nie trwało.
Pewnego pięknego dnia poszliśmy do kościoła. Wszystko ładnie pięknie, nic się nie dzieje. Ksiądz jest w połowie kazania i w tym właśnie momencie moja mama zaczyna śpiewać "O Panie nasz".
Wszyscy na nią patrzą, ale że mama nie kończy śpiewu, to reszta kontynuuje razem z nią.
Po chwili mamie przypomina się tok mszy i pyta mnie:
- A oni to zwariowali? Żeby tak księdzu przeszkadzać? Nie do pomyślenia.
Od zawsze mam bardzo delikatne ciało, co jest plusem i minusem.
O delikatnej skórze będzie dzisiaj. Mimo tego, że jestem delikatna, lubię mocny, czasami ostry seks i klapsy.
Ostatnio byłam z lubym i znajomymi nad morzem, wiadomo przyjemny klimat, odpoczynek itp. Wieczorem ja z facetem już w łóżku w wiadomym celu. Klapsów co niemiara itp.
Rano wstajemy, a ja posiadam pięknego siniaka w kształcie ręki. Cóż, nie należę do osób wstydliwych, więc mówi się trudno, żyje się dalej, nie rusza mnie wzrok zdegustowanych kobiet i dziwny facetów. Szykujemy się na plażę.
Siedzę na plaży, opalam się, czytam książkę, facet w wodzie, znajomi gdzieś tam krążą.
Leżę na brzuchu, relaksuję się. Po chwili podchodzi do mnie chłopiec plus minus 10 lat.
Tekst mnie zabił:
- A pani co spsociła?
- Słucham?!
- No ma pani siniaka po karze. Ja takie miałem jak tata był zły, ale już nie mieszka z nami. Pomóc pani uciec?
Mnie zamurowało, kompletnie nie wiedziałam co powiedzieć, więc powiedziałam, że nic mi złego się nie stało, że to tylko wygłupy i przypadek, tak że może spać spokojnie. Gdy trzy razy się jeszcze spytał, czy na pewno się nie boję mojego ''przyjaciela'' (jak to określił), usiadł ze mną na kocu i opowiedział jak miał tatę kata, ale z mamą uciekł i teraz są szczęśliwi, że przyjechali nad morze pierwszy raz w jego życiu, bo mama dostała ''pieniążki z 500+'' (opowiedział mi o co chodzi z 500+, znał nawet zasady przyznawania i to szczegółowo, jakie dokumenty trzeba załatwić itp., mówił wszystko poprawnie, wiem, bo jestem księgową i musiałam się z tym zapoznać). Był strasznie inteligentny, w życiu nie spodziewałabym się takiej wiedzy po 10-latku. Pogadaliśmy, poczęstowałam go żelkami, ucieszył się, bo też takie lubi i poszedł.
Patrzyłam jak idzie i myślałam jakim zwyrodnialcem trzeba być, żeby takiemu złotemu dziecku krzywdę zrobić.
Będąc w liceum, miałem nauczyciela od chemii, który był wyjątkowo wyluzowany. Pamiętam, że na początku jednej z lekcji, kolega, niby żartem, zapytał naszego belfra, czy ten ogląda może „Breaking Bad”. Nauczycielowi zaświeciły się oczy, uśmiechnął się, a następnie zamknął książkę, z której pomocą miał zamiar prowadzić lekcję, a następnie przez resztę zajęć opowiadał nam krok po kroku, jak wygląda produkcja metamfetaminy, odwołując się do konkretnych scen z serialu. Facet tak się wczuł, że nawet porozpisywał na tablicy wzory chemiczne i w zasadzie przedstawił nam gotowy przepis na wytworzenie narkotyku o potężnej wartości rynkowej. Może niezbyt to rozsądne uczyć dzieciaki o takich rzeczach, ale jakże to było dla nas fascynujące! Monologu naszego wykładowcy nikt nie ważył się zakłócać. Nawet dzwonek na przerwę nie ruszył nikogo z ławki!
Dodaj anonimowe wyznanie