To będzie historia o tym, jak pewna pani na targu utarła nosa dość nieprzyjemnej koleżance mojej mamy.
Każdy z nas, a przynajmniej większość, był kiedyś na targu. Masa ludzi, straganów i sprzedawcy, do których owe stragany należą.
Pewnego dnia moja mama postanowiła wybrać się na targ, a że jej koleżanka, Żanetka, również w to miejsce się wybierała, wybrały się we dwójkę.
Mama chciała mi kupić jakieś nowe spodnie, więc Żanetka postanowiła, że też kupi jakieś spodnie swojej córce. Podeszły do pierwszego lepszego straganu, właśnie z odzieżą dla dzieci. Akcja potoczyła się miej więcej tak:
- Przepraszam, ma pani jakieś getry, na dziewczynkę, metr pięćdziesiąt? - zapytała mama, a kobitka zaczęła szukać czegoś takiego. W tym samym momencie Żanetka (tu należy wspomnieć, że do najmilszych i do uległych osób nie należała) znalazła jakąś bluzkę dla swojej córusi i zapytała:
- Ile ta bluzka?
- 30 zł.
- Słucham?! To już w sklepie są tańsze! Jak przechodziłam, widziałam takie za 15 zł! To za drogo, jak pani nie opuści, to nie mam zamiaru tego kupić!! - i rzuciła tę bluzkę jak byle czym. Stanęła obok i czekała, aż sprzedawczyni przystosuje się do jej warunków.
Kobitka popatrzyła się na nią gniewnie, ale nic nie powiedziała. Wróciła do mojej mamy, która chciała kupić spodnie. Podała jej cenę, mama zapłaciła, ale nie miała drobnych, więc była zmuszona dać banknot 50 zł. Kobitka zawołała jakiegoś facia i zapytała, czy nie ma drobnych, bo jej się skończyły, a musi wydać. Facet wyciąga odpowiednią ilość pieniędzy.
- To dla której pani są te pieniążki?
Kobitka, od której kupiła mama, uśmiecha się szyderczo:
- Dla tej ładniejszej.
Podobno Żanetka tak się wk**wiła, że już więcej się do mamy nie odezwała.
Ale trzeba przyznać, sprzedawczyni z klasą :)
Kiedy miałam 10 lat, moi rodzice rozwiedli się. Nie wiem w ogóle, jakim cudem się dobrali. Ojciec był starszy od mamy o 15 lat, policjant z hmm... ujmijmy to, dość przeciętnym poziomem inteligencji. Za to mama była poliglotką (biegle posługiwała się czterema językami), na wysokim stanowisku, zawsze zaradna, oczytana, elokwentna. To ona dbała o rodzinne finanse (zarabiała sporo), o moją edukację, po pracy spędzała ze mną mnóstwo czasu i organizowała moc zabaw i zajęć. Zawsze rozmawiała ze mną na wszystkie tematy, starała się zadbać o mnie w każdym aspekcie. Ojca pamiętam głównie jak siedział w domu na emeryturze, a właściwie rencie - miał problem z biodrem. Kiedy byłam mała, odwoził i przywoził mnie z przedszkola, czasem poszedł na jakiś plac zabaw. Później, gdy byłam w szkole, głównie zajmowała się tym mama, on w domu robił niewiele. Niewiele się też mną zajmował. Wtedy już widziałam, że między nimi nie ma miłości. Nie kłócili się nigdy przy mnie, mama na to nie pozwalała, zawsze odzywała się do niego z szacunkiem.
W końcu rozstali się, chociaż ojciec nie chciał przyjąć tego do wiadomości. Mieszkanie było matki, kupiła je jeszcze przed ślubem, wykładała kasę na samochód ojca, bo on wiecznie nie miał. Było mu wygodnie, nie chciał z tego rezygnować. Nie chciał się wyprowadzić, wszczynał kłótnie przy mnie i próbował mnie w nie wciągać, stosować szantaż emocjonalny. W końcu zaszantażował i mamę - wyprowadził się pod warunkiem, że dała mu 40 tysięcy.
Rzadko się z nim widywałam, miałam 10-11 lat i nasze spotkanie ograniczały się do niczego... Pytania co w szkole, wypytywanie, czy mi bez niego dobrze, siedzenie w dusznym mieszkaniu i ewentualnie spacer na pobliska ławkę, jak mocno namawiałam. Nie to, że nie mógł przez biodro - nie chciało się mu, wolał oglądać tv.
Kiedy miałam 12 lat, tata zmarł. Wysiadło mu serce i odszedł we śnie. Nie chciałam być na pogrzebie, chociaż mocno mną wstrząsnęła ta sytuacja, ale wiedziałam, że nie dam rady tam być.
Dopiero tydzień temu, po ponad 6 latach, mama wyznała mi prawdę. Ojciec strzelił sobie w głowę. Bała się powiedzieć mi o tym, chciała mnie chronić. Od tygodnia nie mogę zebrać myśli.
Zginął mi portfel. Szukałem go wszędzie, ale nie było po nim śladu. Zrezygnowany chciałem już jechać na policję zgłosić sprawę, bo w portfelu znajdowały się wszystkie moje dokumenty i spora suma pieniędzy (ponad 1000 zł), gdy nagle usłyszałem pukanie do drzwi. Przyjechał młody chłopak, na oko 15-16 lat, i zapytał, czy przypadkiem nie zgubiłem portfela. Nie zabrał z niego ani złotówki.
Młody dostał znaleźne, a ja przekonanie, że nie cała młodzież jest zepsuta moralnie.
Nigdy nie jest za późno na zmiany w życiu. Ja mam 35 lat i do niedawna byłem dość mocno spasiony. Nie miałem z tego powodu absolutnie żadnych kompleksów, aż do dnia, kiedy ratownik na plaży w Hiszpanii, gdzie spędzałem wakacje, zwrócił mi uwagę, żebym założył stanik albo przeniósł się na oddaloną o jakieś 200 metrów strefę dla nudystów. Tak, gość pomylił mnie z otyłą kobietą…
Dotarło do mnie, że tak być nie może. Od roku intensywnie ćwiczę. Zgubiłem już 24 kg i jestem dopiero w połowie drogi. Trzymajcie za mnie kciuki.
Poznaliśmy się jeszcze na studiach, od razu przypadliśmy sobie do gustu. Ja szalona, on też, byliśmy uznawani za najlepszą parę wśród naszych znajomych, żadna impreza nie mogła się odbyć bez naszego udziału. Dlaczego? Bo byliśmy świetnie dobraną parą żartownisiów i mistrzów ciętej riposty. Nie raz i nie dwa robiliśmy śmieszne numery swoim znajomym i sobie nawzajem.
I po pięciu latach intensywnej znajomości Krzysiu padł na jedno kolano i się oświadczył. Szalałam ze szczęścia, bo kochałam go najmocniej na świecie i nie mogłam doczekać się kiedy w końcu zapyta, czy uczynię mu ten zaszczyt i zostanę jego żoną.
Kiedy ja powiedziałam tak i popłakałam się ze szczęścia, on krzyknął "Tomek, wyłaź, uwierzyła! Nagrałeś?". Na początku nie wiedziałam o co chodzi. Potem to już docierały do mnie tylko słowa "najlepszy żart ever", "ekstra nagranie, trzeba pokazać znajomym", "mistrz ciętej riposty pokonany". A po chwili "Kochanie, no co ty? Chyba się nie gniewasz?", "jesteś zła, bo zazdrościsz, ty byś nie wymyśliła takiej śmiesznej wkręty hahahahahahaha".
No nie. Nie wymyśliłabym. Hahahahahaha, teraz śmieję się ze swojej głupoty, bo to tak żałosne, że aż śmieszne, że byłam z Krzysiem aż 5 lat.
Wiecie co to jest perpetuum mobile? Ja już wiem.
Kilka dni temu, po długim okresie problemów z układem trawiennym, poszłam do lekarza, który uzmysłowił mi, że mój stan zdrowia to efekt lat pracy w dość napiętej, korporacyjnej atmosferze. Okazuje się, że mam ataki chronicznej biegunki za każdym razem, gdy się stresuję.
Informacja ta wcale mi nie pomogła, a wręcz przeciwnie. Teraz dostaję bowiem jeszcze częstszych ataków sraczki, bo denerwuję się tym, że się zdenerwuję i dostanę ataku sraczki. Pomocy...
Mieszkam w "bliźniaku". Niedawno nasi sąsiedzi zza ściany wzięli do siebie pod opiekę psychicznie chorą ciocię. Mój pokój jest z wyjściem na łączony taras. Wcześniej mi to nie przeszkadzało, żyjemy z sąsiadami po przyjacielsku.
Z tym że odkąd mają nową lokatorkę, ta co noc staje na tarasie przed moimi drzwiami i delikatnie puka w szybę... drapie... uśmiecha się...
Żadne prośby, groźby nie działają. Zaczęłam bać się własnego domu. Nie ma mowy, żebym wyszła na ten taras, ani nawet żebym otworzyła okno. Śpię tyłem do okna i panicznie boję się odwrócić, bo wiem, że ona znowu będzie tam stała.
Muszę komuś o tym powiedzieć, a nikomu znajomemu się nie przyznam.
Jestem facetem i w te upały nawet gdy siedziałem w samych majtkach, to moje krocze było bardzo nagrzane i przez to momentami nawet pojawiały się odparzenia. Próbowałem najróżniejszych materiałów i typów slipów, ale w każdych było mi po prostu za gorąco.
Nago chodzić nie mogę, bo niezbyt to higieniczne (łóżko, narzuta czy cokolwiek będzie wchłaniać mój pot, a nie mam warunków do prania większych rzeczy). Kupiłem więc spódnicę (zwykła, prosta, bez wzorów, do kolan) i uwielbiam ją nosić. Najwygodniejsze ubranie, jakie w życiu nosiłem. Żałuję, że nie mogę nosić jej tak po prostu na ulicy. Pierwszy raz jest mi tak wygodnie, jednak martwię się reakcją społeczeństwa. Tutaj też pewnie posypie się hejt...
Dziękuję za uwagę i polecam ten typ ubrania wszystkim facetom, którzy chcą zadbać o swoje jajka. Miłego dnia wszystkim życzę.
U mojej teściowej trwa remont, w związku z tym jest u nas od kilku dni.
Niektóre kwiatki z jej zachowania: do wszystkich szamponów, mydeł, odżywek, płynów do naczyń itp. podolewała wody (bo za gęste i na dłużej będzie). Nie spuszcza wody po sikaniu i nam sugeruje to samo (oszczędność wody). Gasi nam światło w WC, sama też tam po ciemku siedzi (prąd drogi). I nie myje rąk po skorzystaniu z WC.
Wyłączyła mi piekarnik podczas pieczenia ciasta, pralkę podczas prania, zupę podczas gotowania (prąd i gaz za darmo nie jest). Notorycznie grzebie w śmieciach, sprawdzając, czy nic wartościowego nie wyrzucamy i potrafi narzekać na zbyt grube obierki czy resztkę masła rozmazaną na opakowaniu. Według niej za często pierzemy, myjemy się, odkurzamy, zmywamy, oglądamy telewizję...
W wolnych chwilach sterczy w oknie i krytykuje (na szczęście po cichu) naszych sąsiadów, ich stroje, samochody, zakupy i pory wychodzenia/wracania do domu. Oraz ich psy i dzieci.
Mój mąż od kilku dni ma dziwnym trafem "dużo nadgodzin", ja niestety pracuję w domu, co jest kolejnym powodem do narzekań teściowej (bo to nie praca, taka w domu, przy komputerze). Bo prąd, woda, gaz...
Za dwa tygodnie jedzie do sanatorium, może jej nie zabiję do tego czasu.
Jedna z pierwszych lepszych ściągniętych aplikacji do pisania z ludźmi z całego świata, jedno z pierwszych automatycznych dopasowań i trafiłam na niego. Zwykły polski chłopak mieszkający za granicą, ambitny, zabawny. Pierwszy rok pisania po 2-3 godzinki, a potem początkujący, szczęśliwy związek i najgorszy telefon, jaki mogłabym dostać: "miał wypadek, 1.5 tony kamieni spadło na niego z 12 metrów" . Dwutygodniowa śpiączka, liczne operacje ciągnące się w nieskończoność. Po 9 miesiącach w końcu zaczyna być lepiej, parunastogodzinne rozmowy, oświadczyny, przeprowadzka, a co najważniejsze, razem przetrwaliśmy te ciężkie chwile.
Życzcie nam powodzenia, zaczynamy nowy rozdział w nowym kraju z nowym, miejmy nadzieję, lepszym życiem. Jednak przez internet też można zbudować piękne, długie i prawdziwe relacje.
Dodaj anonimowe wyznanie