#M1a7q

Mam 26 lat, jestem w związku z dziewczyną od jakiegoś czasu, mieszkamy razem, kocham ją, ale...
Powoli nie mam sił, wszystko jest na mojej głowie - sprzątanie, gotowanie, zakupy. Jeśli ja nie zrobię obiadu do pracy to wiem, że nic nie będę miał do wzięcia i ona też. Co do sprzątania to ustaliliśmy kto się czym zajmuje, co sprząta itp. Było OK, każdy w miarę się wywiązywał ze swoich obowiązków, aż do czasu, gdzie ja muszę się zajmować wszystkim w sumie, bo nie mogę patrzeć na ten syf, który jest zostawiony. Nie jestem pedantem, ale jeśli mnie denerwuje nieporządek, to jest już coś na rzeczy. Próbowałem rozmawiać, rozwiązać jakoś te problemy, bo nie trzeba do tego dużo chęci i czasu, ale jedyne z czym się spotykam to awantura i że ogarnie to później. Nie mogę nic powiedzieć, bo zaraz się obraża. Ogólnie też zdarzyło się jej powiedzieć, że nie można na mnie polegać i jestem krytykowany, może nie na każdym kroku, ale na co drugim ;) Jak jej zwrócę uwagę, bo faktycznie coś źle zrobiła, ale nie wytykam tego, tylko mówię, że można by to zrobić w ten i ten sposób, to ona od razu, że się czepiam. Jestem na takim etapie, że sam nie wiem, czy to ze mną coś jest nie tak, czy po prostu mam już taki zryty "beret". Nie chcę jej rzucać, ale jeśli nie będzie innego wyjścia na zmianę tej sytuacji, to chyba nie ma wyjścia.

Sytuacje, które opisałem, to tylko czubek góry lodowej i wydają się błahe, natomiast wszystko już mi się tak kumuluje, że jak mam wrócić do domu, to mi się odechciewa.

#Eo9xZ

Od zawsze ćwiczyłem łyżwiarstwo. Mój dziadek często żartuje, że na lodzie śmigałem szybciej niż nauczyłem się chodzić. Wkładałem w ten sport całe serce, ambicję, każdą wolną chwilę (nie znaczy to, że jestem jakimś okrutnikiem bez znajomych, chociaż mój charakter raczej nie przyciąga). Nie widziałem siebie nigdzie więcej niż tylko na lodzie.
 
Miałem też swojego rywala, ot, zwykle paskudnie na siebie warczeliśmy i życzyliśmy sobie niepowodzenia, chociaż raczej nikt z nas nie miał czegoś okropnego na myśli. Wszystkie mniejsze kombinacje robiliśmy niemal równocześnie, a każdy chciał być od drugiego lepszy, no bo jak to tak?
Zgadniecie? Zgadniecie!
Wypadek samochodowy, paraliż od pasa w dół. Na rękach sobie już chyba co najwyżej pojeżdżę.
Ale... Za to nadal mogę krytykować każdy występ mojego chłopaka!

#XyTIR

#zwiazekmarihuana
#narkotykizwiazek

Jestem z facetem od czerwca 2020 r., czyli to już ponad rok. Od początku wspomniał, że popala. Myślałam, że to okazyjnie, przy jakiejś imprezie. Ale jak się okazało, wcale nie. Robi to codziennie.

Na początku nie traktowałam go poważnie, ale szybko zamieszkaliśmy razem. Wiele razy kłóciłam się z nim o to, że jara ten szit, żeby przestał. Twierdził, że przestanie. Uhm... w rezultacie jest tego coraz więcej. Nie mam już siły z jego zmiennymi nastrojami, rozdrażnieniem, brakiem dogadania się. Czytałam o tym, o skutkach palenia - wypisz wymaluj, wszystko się zgadza. Jest mi przykro, bo wiem, że z kimś takim nie ułożę sobie życia. Mimo wszystko szkoda mi tego związku.

O wszystko mnie obwinia, kiedy się kłócimy.
Mieszkamy aktualnie u niego. Ale już tysiąc razy się pakowałam, zawsze mnie zatrzymywał, prosił, żebym tego nie robiła.
Już przez te nerwy nie raz go zwyzywałam, bo nie mogę tego przetrawić, tych jego fochów i dąsów. Zazdrość i sprawdzanie telefonu też było. Z jego strony.

Sama nie wiem, po co to piszę. Chyba już z bezradności.
Czy ktoś z Was tak miał?
Dajcie mi jakiegoś kopa.

#JiVPI

Kilka lat temu w moim życiu nastąpiły pewne zmiany. Musiałam się przeprowadzić. Wiązało się to również ze zmianą uczelni, gdyż dojazdy do dotychczasowej zajęłyby mi codziennie 2,5 godziny w jedną stronę. Udało się wszystko załatwić i nowy semestr zaczynałam w nowej szkole.

Pierwszy dzień na nowym uniwerku był stresujący. Kręciłam się po budynku dobre 30 minut zanim ogarnęłam w ogóle, w którą stronę pójść. Kiedy zniechęcona stanęłam podeszła do mnie uśmiechnięta dziewczyna (UD) chcąc wybawić mnie z opresji.
UD: Cześć, widzę, że się kręcisz w kółko, czego szukasz?
JA: Sali 408, nie chciałabym spóźnić się pierwszego dnia, a wszystko na to wskazuje,
UD: To masz teraz terapię psychopedagogiczną?
JA: Tak.
UD: Nie wiedziałam, że ktoś do nas ma dojść.
JA: Przeniosłam się z innej uczelni ze względu na przeprowadzkę.
UD: To chodź, pójdziemy razem.

Okazało się, że byłam w całkiem innej części budynku i dojście we właściwe miejsce zajęło nam chwilę. Przez ten czas dowiedziałam się, że "Anka, starościna to straszna pipa, że Władek przeleciał poprzednią wykładowczynie tego przedmiotu, zakończyło się skandalem, że nie wie co to za jedna teraz będzie ich uczyć, ale ma jakieś dziwne nazwisko i pewnie to jakaś popieprzona żydówa". Słuchałam przytakując z degustacją, będąc zaskoczona brakiem kultury UD. Kiedy w końcu dotarłyśmy pod salę UD, krzyknęła na grupę i powiedziała:

UD: Chodźcie tu gamonie, przedstawiam wam XXX, od dzisiaj...
JA: Będzie was uczyć terapii psychopedagogicznej, zapraszam Państwa do sali.

Dziewczyna weszła na miękkich nogach i nie odezwała się przez cały semestr (chociaż z tego co później się dowiedziałam, była bardzo aktywna, zwłaszcza w rzucaniu kija w szprychy na innych przedmiotach). Na koniec semestru oceniłam ją sprawiedliwie dostała 4,5. Te 0,5 odjęłam za brak aktywności.

Takich przygód ze studentami miałam wiele. Miałam 27 lat jak obroniłam doktorat, więc często mylono mnie ze studentami, nawet z dziekanatu zostałam kiedyś wywalona, ale o tym to może innym razem. A żydówką nie jestem ;)

#D3ryY

Moje życie jest skomplikowane. Mam cudownego męża i córkę, ale mieszkamy osobno (mąż za granicą). Ja z córką mieszkam z moimi rodzicami, nic nam nie brakuje, można pomyśleć, że nawet fajne mam to życie, ale tak nie jest.
Mama ma depresję. Nie wiem jak jej pomóc, nie chce się zmusić, by pójść do specjalisty. Cały czas uważa, że ja i moje rodzeństwo myślimy tylko o sobie, że czekamy, aż jej nie będzie… Bolą mnie jej słowa. Dla niej zostałam, by jej pomóc, wspierać, choć wolę życie za granicą z mężem i tam chcę żyć.

Przez to wszystko tracę radość z życia, nie mam już siły być między młotem a kowadłem. Można powiedzieć, że mama rządzi moim życiem, wszystko podporządkowuję pod jej dyktando, nie mam własnego zdania. Kiedyś mi nawet powiedziała, że jak wyjadę, to ona nie chce ze mną kontaktu.
Czasem myślę, że też dostaję depresji przez to wszystko. Płaczę po nocach, uśmiecham się na siłę dla córki.
Chcę uciec, ale nie potrafię. Cierpię od wewnątrz.

#dtCnU

Jesień, dzień jak co dzień, dzień po dniu... a nie, nie, nie, cofnij. Na niebie więcej chmur, nieprzyjemnych wiatr ucierający nosa, chęci do życia automatycznie spadają o kilka punktów procentowych poprzez samo patrzenie przez okno. No i przyszedł jeszcze on... Okres. Tak wyczekiwany, tak znienawidzony. Wiele aspektów, nie tylko pogoda i krwawa rzeź maciczna złożyły się, że miałam bardzo ciężki dzień. W drodze ze szkoły moje marzenie o wskoczeniu pod ciepły kocyk uprzedziła jeszcze wizyta w supermarkecie. W moim koszyku tampony i saszetka kakao.

Zmierzając do kasy, wpadłam na bardzo miłego pana, przeprosił, przepuścił w kolejce, bo widząc moje zakupy i ogólny stan wyraźnie zrobiło mu się szkoda. Jejć, trochę ciepła w ten okropny dzień.
- Proszę, niech pani stanie w kolejce przede mną, pewnie bardziej przyda się pani odpoczynek, im szybciej, tym lepiej.
- Dziękuję bardzo.
- A tak jeszcze napomknę, na twoim miejscu wziąłbym kupił jakiś odplamiacz, masz wielką plamę krwi na d*upie.

Wygrał wszystko, uwieńczył w swoich prostych słowach piękno tego dnia. Ot. Koniec historii.

#xhVK2

Moje pierwsze oświadczyny :)
W czwartej klasie podstawówki doszedł do nas nowy chłopak. Jędruś, powiedzmy. Ja w tym okresie śniłam o przyjaźni na śmierć i życie, a zakochana w Harrym Potterze i w Felixie, Necie i Nice postanowiłam znaleźć PRZYJACIELA, a nie tylko mieć te swoje koleżanki. Tak zaczęłam rozmawiać z Jędrkiem, o Harrym mogliśmy mówić godzinami, a że mieszkał blisko mnie, to razem wracaliśmy do domu.

Pewnego dnia Jędruś zaczął mówić mi, że ma dla mnie prezent i niedługo mi go da. Okej, cieszyłam się, chociaż coś kazało mi powiedzieć mu, że jeśli to coś drogiego, to wyślę go na drzewo. Zarzekał się, że nie, to nic drogiego, więc na wręczenie podarunku przystałam.

W ten dzień czekałam z niecierpliwością na moment, gdy w końcu będziemy wracać ze szkoły. Stało się... Gdy przechodziliśmy koło fabryki opon, pełen romantyzm, Jędruś wyciągnął PIERŚCIONEK z plecaka i założył mi go na palec, wyznając, że mnie kocha. Co odpowiedziałaby każda kobieta na to wyznanie? Cóż, moje pytanie:
- Za ILE to kupiłeś?!
Musiało Jędrusia lekko wytrącić z rytmu.
- Aaa, siostrze ukradłem.

Nie tego się spodziewałam :(

Ale wiecie co jest najfajniejsze? To, że nigdy nie zerwaliśmy! Tak że jak będzie doskwierać mi samotność, to wiem do kogo się udać...

#yJdB8

Wiem, że to co powiem jest brutalne i może dotknąć osoby, które zmagają się z tą chorobą i walczą, ale chciałabym mieć raka, ponieważ wtedy mogłabym przestać starać się żyć i walczyć o to, żeby przetrwać kolejny dzień.

Nikt nie miałby do mnie pretensji, że nie mam siły żyć i dalej walczyć :(:

#bgg4f

W liceum miałam nadwagę. Zaczęłam ćwiczyć i zmieniłam dietę. Żeby zobaczyć rezultaty i bardziej się zmotywować, robiłam sobie codziennie zdjęcie (tylko w majtach) i potem chciałam zrobić z tego gifa. Różnica była zauważalna, ale nie o tym chcę napisać.
Po kąpieli zrobiłam sobie standardowo kolejne zdjęcie i poszłam do swojego pokoju. Zauważyłam, że napisał do mnie chłopak z równoległej klasy z zapytaniem, jakie pytania na sprawdzian dała nauczycielka od jakiegoś tam przedmiotu. Miałam zdjęcie tego testu, więc zaczęłam szperać w galerii, palec mi się omsknął i wysłałam mu moje zdjęcie, na którym świeciłam bebzonem i cyckami. Ja przerażona, a wtedy wywiązał się taki dialog:

- ...spokojnie, tego nie było. Nie wyślę tego dalej.
- Jasne, tylko tak mówisz.
I wtedy typ wysłał mi swoje nagie zdjęcie w bardzo kompromitującej pozie.
- Ty masz haka na mnie, ja mam haka na ciebie. Oboje milczymy.

Byłam w szoku. Ciekawie wyszedł z sytuacji, nie powiem. Potem zaczęliśmy gadać na przerwach mimo tego incydentu i tak to się dalej potoczyło :)
Dodaj anonimowe wyznanie