#raNvO

Kto z nas nie był w jakimkolwiek muzeum, czy to na wycieczce szkolnej, czy na zielonej szkole. Ja nie jestem wyjątkiem. W 5 klasie razem z klasą pojechaliśmy do pewnego muzeum historii, głównie były tam rzeczy z czasów II WŚ. No i jak muzeum, to i pamiątki, jakżeby inaczej. Większość z nich to były magnesy, przedstawiające jakieś osoby służące dla i walczące wtedy o ojczyznę, czy to medycy, żołnierze piechoty, desantu itp. Jako iż był to koniec wycieczki, byłem trochę spłukany, więc zdecydowałem się na najtańszy magnes z jakimś generałem. Widziałem również, że nikt go nie wybiera, był trochę bardziej zakurzony niż pozostałe, cena też była dwa razy niższa.

Po powrocie do domu, zadowolony, pochwaliłem się pamiątkami. Okazało się, że kupiłem magnes z JARUZELSKIM, jeszcze z tymi jego okularkami. Szybko zostałem doedukowany, przedstawiony został mi jego życiorys oraz "zasługi" dla kraju i wyjaśniono mi, że dobry komunista to martwy komunista itd.

PS: Na szczęście tata jest wojskowym i przywiózł z misji również kilka magnesów. Teraz pan Wojtek wisi (dosłownie) sobie na lodówce z przyłożonym do niego magnesem przedstawiającym polski pistolet VIS.

#oBtSw

Historia miała miejsce kilka lat temu w Mikołajki, teraz, po czasie, wspominam ją z rozbawieniem, ale wtedy nie było mi do śmiechu.

Odebrałam córkę, wtedy 7-latkę ze szkoły i pognałyśmy do galerii handlowej po prezent, gdyż następnego dnia młoda była zaproszona na urodziny do koleżanki. Trafiłyśmy na standardowy tego dnia w wielu miejscach punkt programu, czyli Mikołaj. Kolejka dzieci długa, ale moje dziecię się uparło, że będzie stać; dodam tylko, że córka należy raczej do śmiałych i rezolutnych.

Czekamy więc na swoją kolej, przy okazji wysłuchując coraz to ciekawszych wierszyków i piosenek w wykonaniu dzieciaków, które chcą otrzymać upominek. Ja między zastanawianiem się jak to długo jeszcze potrwa a ustalaniem co szybkiego zrobię na obiad jak wrócimy, nawet nie pomyślałam, żeby zapytać latorośl co zamierza wykonać.

Nadchodzi "nasza" kolej. Córka do Mikołaja, mikrofon w rękę i deklaruje, że będzie śpiewać. Warto nadmienić, że tłum ludzi ogromny, przedział wiekowy urozmaicony. I wtem moja gwiazda zaczyna śpiewać piosenkę swojej ulubionej wokalistki, mianowicie Dody, o uroczym tytule "Bad girls", a leci to tak:

"Nie toleruję słowa "Nie".
Zawsze dostaję to co chcę.
Twe miejsce jest u moich stóp,
Ja pani twa i twój Bóg.
Bierz w zęby smycz i przynoś mi bat,
Się śliń i giń, u stóp moich siad.
Bierz w zęby smycz i kładź się na wznak"

Moja twarz przybrała kolor mikołajowego wdzianka... Najważniejsze jednak, że dziecię było z siebie bardzo zadowolone, a pozostała publiczność miała zapewnione wyjątkowe Mikołajki. Zaś Mikołaj zapewne nie zapomni tego występu do końca swojego życia ;)

#bc67V

O tym, jak okradziono moją mamę.

Lata 80. Mama poszła do banku wypłacić pieniądze na samochód. Odstała swoje w kolejce, podeszła do okienka, dostała pieniądze, włożyła je w szarą kopertę, a tę do torebki. Wychodziła z banku, gdy podszedł do niej bandzior i kazał oddać pieniądze. Mama wystraszona całą sytuacją wyjęła z torebki kopertę i oddała ją złodziejowi.

Zapłakana poszła do salonu, gdzie czekał na nią tata (nie byli w banku razem, bo tata coś innego załatwiał). Zaczęła opowiadać mu co się stało i włożyła rękę do torebki. I nagle zaczęła się śmiać... Z torebki wyciągnęła kopertę, w której były pieniądze!

Okazało się, że złodziejowi dała kopertę z... podpaską. Mama zawsze nosiła jedną na czarną godzinę, a że nie było wtedy innej możliwości, by dyskretnie schować ją w torebce, to zapasową podpaskę trzymała w kopercie.

I tylko żal, że nikt nie widział miny złodzieja po otwarciu koperty :)

#s5rpW

Gdy miałem z 4-5 lat, lubiłem chodzić do McDonalda i zjeżdżać w tamtejszej zjeżdżalni. Pewnego późnego wieczoru pojechaliśmy z tatą do pobliskiego McDonalda. Ojciec wysiadł z samochodu i poszedł kupić dla nas coś do jedzenia. Ja zostałem sam w samochodzie. Czekałem chwilkę, aż zniecierpliwiony wysiadłem i ku mym oczom ukazała się zjeżdżalnia, właśnie ta, na której lubiłem zjeżdżać. Była zamknięta. Podszedłem do niej i otworzyłem wejście do niej. Wszedłem ostrożnie po stopniach, które tam były, a następnie zadowolony zjechałem. Okazało się jednak, że nie otworzyłem drzwiczek „wyjściowych”, które po otwarciu pozwalałyby mi swobodnie zjechać na dół. Czekałem chwilkę, tupiąc w te drzwiczki nogą. Było okropnie ciemno. Po kilku sekundach zrozumiałem co się stało i zacząłem okropnie płakać. To wtedy całe życie przeleciało mi przed oczami i to wtedy chciałem do taty... Próbowałem wspinać się na górę, lecz za każdym razem zjeżdżałem w dół. Z całych sił wołałem o pomoc. Bałem się, że już nigdy nie zobaczę się z rodziną i utknę tu na wieki.

Chyba wyobrażacie sobie moją radość, gdy tata otworzył drzwiczki i wziął mnie na barana? Od tamtej pory nigdy nie zjechałem z tamtej zjeżdżalni samowolnie.

#qh1Ky

Moja babcia w środku nocy wstała i pocałowała dziadka, a potem powiedziała mu "Żegnaj, dziś odejdę". I faktycznie tak się stało. Kiedy mama znalazła ją następnego dnia, babcia wyglądała jakby spała i miała piękny, łagodny uśmiech na twarzy. Mama powiedziała, że po prostu usiadła przy niej, patrząc na ten jej uśmiech, i poczuła wielki spokój.
Babcia zawsze dawała nam mnóstwo miłości i w jakiś cudowny sposób sprawiła, że i po jej śmierci czuliśmy tę miłość. Wspaniały i dobry człowiek.

#G1wC2

Zawsze uwielbiałam historię. W szkole byłam najlepsza, czwórki dostawałam tylko gdy przerabialiśmy materiał, który mnie specjalnie nie interesował, co zdarzało się rzadko. Zwłaszcza uwielbiałam i nadal uwielbiam temat I wojny światowej. Nie wiem czemu. Po prostu namiętnie zaczytuję się we wszystkich książkach, artykułach i kocham wszelkie filmy dokumentalne o tamtym okresie. Ot, taka dziwność. A teraz wyobraźcie sobie jaki szok przeżyłam, gdy oglądając jakiś film, właśnie o I wojnie światowej, moja mama napomknęła "Pewnie tego nie pamiętasz, ale kiedyś mnie bardzo wystraszyłaś. Powiedziałaś, że żyłaś w tamtych czasach".

Początkowo nie ogarnęłam o co chodzi, więc zaczęłam dopytywać. Okazało się, że gdy byłam mała, zarzekałam się, że kiedyś byłam chłopcem i walczyłam ze złymi panami ze spiczastymi hełmami. Zginąć miałam chyba od trujących gazów, bo ponoć bałam się wszelkich ostrych zapachów, stroniłam od perfum itp.

Tak że ten, w poprzednim życiu byłam facetem i walczyłam na wojnie.

#6k3Na

Jadę na pogrzeb starszej pani, która pod wpływem swoich antyszczepionkowych dzieci postanowiła przechorować "grypkę". W sumie nie chodzi o to, że zmarła - miała już sporo lat i choroby współistniejące, ale o jej dzieci.

Kilkanaście tygodni temu tak na luziku z nimi gadałem, że mimo iż przeszedłem znośnie #covid, to nie polecam nikomu. Na co laska mówi, że nie zna nikogo, kto by zmarł na tę "grypkę". Jej mąż coś tam nieśmiało wspomina o jakichś ciociach i wujkach ze swojej strony, a ona ostre wyparcie, że musieli mieć współistniejące i że starzy i że maseczki nie działają, nic nie działa i najlepiej przechorować.


A teraz najlepsza część.
Z okazji 11 listopada cała rodzina zwaliła się do rodziców. Ktoś tam był przeziębiony, ktoś miał kaszelek, gówniaki gile do pasa i... kilka dni później babcia zaczęła kasłać.
W międzyczasie u dzieci kaszelek się nasilił, antybiotyki nie działają i...10 osób pozytywnych. Babcia trafiła do szpitala, "czuła się dobrze". No a dzisiaj przyszedł czas na babcię.

I w sumie nie wiem czemu o tym piszę. Już czuję fikoły, że to nie oni zarazili, tylko w sklepie na babcię nachuchali, że współistniejące, że błąd w sztuce lekarskiej, że zaszczepieni też umierają...

Jest szansa na refleksję u takich ludzi po stracie bliskich?

#koronawirus

#KRlVO

Moja żona nie pracuje - moja pensja wystarcza na nas oboje. Gdy wracam do domu, wiecznie słyszę narzekanie, od mojej drugiej połówki, jaka to nie jest zapracowana opieką nad dwójką dzieci, gotowaniem, sprzątaniem itd. Nieraz wracając do domu, musiałem sam sobie robić na szybko jakieś danie, bo na pytanie czy jest obiad, otrzymywałem dosyć nieprzyjemną wiązankę, z której wynikało jednoznacznie, że moja Weronika nie miała czasu na jego zrobienie. Nie narzekałem z tego powodu, może nieco się dziwiłem, że w domu jest tyle do roboty.

Rok temu dostałem w pracy obowiązkowy płatny dwutygodniowy urlop. Moja kobieta słysząc to, od razu postanowiła, że znajdzie sobie jakąś pracę i zostawi mi dom na głowie, żebym się przekonał jak to jest być nią. Jak powiedziała tak zrobiła, na szybko załatwiła sobie poprzez koleżankę pracę w sklepie odzieżowym i gdy przyszedł czas mojego urlopu zamieniliśmy się rolami.
Pewnie teraz wszystkie czytające 'internetowe mamy' czekają na końcówkę. Końcówkę, w której się okaże jak to sobie nie radzę, czekam na Weronikę aż tylko wróci z pracy, jak to nie mam czasu dla siebie i zaczyna mnie boleć od tego głowa, przez co muszę małżonce odmówić wieczornego seksu i ogólnie aż zacznę stękać i kwiczeć od nadmiaru obowiązków.
Otóż nie.

Po raz pierwszy moje dzieci były tak wcześnie w szkole, mimo że zawsze był z nimi problem i się spóźniały. O dziwo wystarczyło zabrać im telefony i powiedzieć, że dostaną je pod szkołą. Równo o 7:50 były przed salą, w plecaku zamiast drożdżówek miały kanapki zrobione przeze mnie. Tak, znalazłem na to czas. Prawdę mówiąc miałem go tyle, że zdążyłem rano odpowiedzieć na kilka maili. Po powrocie do domu, zrobieniu prania, ugotowaniu zupy z przepisu z internetu (naprawdę takie to ciężkie?), wyrzuceniu śmieci, umyciu naczyń i zrobieniu reszty obowiązków z listy, którą zrobiłem dzień wcześniej, nareszcie miałem czas na pogranie trochę w najnowszego wiedźmina. Mimo, że pracuję jako programista, nie mam czasu na gierki, czego nie bardzo rozumie moja Weronika.

Po powrocie dzieciaków ze szkoły, obiecałem im, że pogramy w planszówkę jak tylko odrobią lekcje. Tak też było, w czasie gdy spędzałem czas z dziećmi, wróciła moja małżonka. Ponarzekała, że pewnie cały dzień siedzę i się obijam, i poszła z koleżankami na miasto. Cóż...
Podobnie spędziłem następne dwa tygodnie wolnego. Dawno nie byłem tak zrelaksowany. Przeciwnie Weronika, dziesiątego dnia zrezygnowała z powodu 'okropnych warunków'. Oczywiście dowiedziałem się o tym po moim urlopie.

Puenta? Kobiety, skończcie marudzić, siedzenie w domu to naprawdę mało w porównaniu do pracy waszych facetów. A zapracowanie wynika z waszego braku organizacji.

Bonus: Przyjechała w odwiedziny teściowa i powiedziała do córki, że nareszcie dom nie wygląda jak burdel. Najlepsza pochwała jaką otrzymałem w życiu. :)

#Cu1hJ

Podrywał mnie najbrzydszy chłopak w całej szkole. Wydawało się, że miał spoko charakter, więc chętnie z nim rozmawiałam i spotkaliśmy się. Okazało się, że typ jest dziwny. Bezustannie opowiadał o swoich kumplach, robiąc przerwy na usilne próby złapania mnie za rękę czy pocałunku. Wszystko było bardzo nietaktowne i bez wyczucia. Zaproponowałam mu przyjacielskie stosunki i póki co - kumplowanie się.
Koleś nagle zaczął mnie obrażać... Wyzywać od grubasek, kazał mi iść schudnąć i krytykował mój wygląd w wulgarny sposób (gdzie jeszcze 10 minut temu prawił mi komplementy i zachwycał się mym pięknem). Skwitowałam chłopa, że jest ostatnią osobą na świecie, która powinna krytykować czyjś wygląd. Co prawda po tym tekście przestał do mnie wypisywać z różnych numerów i kont, ale zrobił mi mini piekiełko.
Następnego dnia w szkole WSZYSCY jego koledzy i ich kumple mnie wyzywali.
Głównie od grubasek, bo nie byłam wtedy super szczupłą dziewczyną. Nie wiem co on im naopowiadał, że pluli jadem i obrywało mi się za samo stanie na szkolnym korytarzu czy przechodzenie obok nich.
Całe szczęście jakoś to przetrwałam i po wakacjach praktycznie dali mi spokój.

Myślałam, że jestem silna i sobie z tym poradziłam. Jednak bardzo odbiło się to na mojej samoocenie. Ponieważ uwierzyłam im, że jestem super gruba i przez to nieatrakcyjna (a wyglądałam wtedy prześlicznie). Przez resztę edukacji ukrywałam się w luźnych bluzach i czarnym kolorze.

Patrząc na to po latach, bawi mnie ta sytuacja. Teraz jestem zupełnie inną osobą i NIKT nie jest w stanie komentarzem czy wyzwiskiem wpłynąć na moje dobre samopoczucie. Jestem już dorosła i bardzo pewna siebie, uznałam tamto wydarzenie za cenną lekcję. Zrozumiałam również, jak łatwo wpoić stek bzdur dorastającej nastolatce odnośnie jej wyglądu.

PS Jakby co to typ został patusem i jego żona regularnie żali się na grupie wsparcia dla kobiet, w której jestem. Mieszka i jest na utrzymaniu jego rodziców.

#UROY8

Każdy, kto przez pewien czas mieszkał w bloku, zauważył pewnie, że budynki te posiadają wręcz perfekcyjne walory akustyczne i niejednokrotnie, nawet bez naszych chęci, możemy się dowiedzieć, co robi nasz sąsiad.

Sytuacja z dzisiaj.
Gotowałam z siostrą z kuchni, aż nagle słychać mega głośne kichnięcie w wykonaniu mojego sąsiada dwa piętra wyżej. Siostra niby dla żartów krzyknęła "na zdrowie!". Jakież było nasze zdziwienie, gdy po chwili sąsiad radośnie odkrzyknął "dziękuję!" :).
Dodaj anonimowe wyznanie