Będzie krótko.
Mam nietypowe hobby. Zapisuję sobie w kalendarzu dni rozpoczęcia menstruacji wszystkich moich znajomych (wierzę w waszą inteligencję, ale wolę napisać, że tylko dziewczyn :P). Cóż, przynajmniej niektóre przestały sobie wyliczać cykle i pytają się mnie kiedy im wypada. Czuję się przydatny.
Gdy jeszcze byłem niepełnoletni, mama miała taki "zabawny zwyczaj" mówić do każdego, kto chciał mi nalać coś mocniejszego "Mateusz już nie pije".
Teraz mi nie jest do śmiechu, gdy sam mówię "Już nie piję".
Pozdrawiam, 23-letni AA.
Pamiętam, jak dowiedziałam się o istnieniu kochanki mojego męża. Wspólnymi siłami chcieliśmy przetrwać ten trudny czas. On utrzymywał, że nic go już z nią nie łączy i rzeczywiście tak było. Wszystkie weekendy spędzał w domu, ze mną. Dawał mi kwiaty bez okazji, zabierał na kolacje do drogich restauracji, przytulał i całował z zaskoczenia. Stawialiśmy się kilka razy w tygodniu na terapii małżeńskiej i stopniowo zaczęliśmy przypominać sobie nawzajem, dlaczego się kochamy i dlaczego wzięliśmy ślub. Byliśmy bezdzietnym małżeństwem przez 10 lat i ani ja, ani on nie planowaliśmy tego zmieniać. Ani jeśli chodzi o dzieci, ani o nasz status.
Wypracowywaliśmy wszystko przez jedenaście długich miesięcy. A wtedy, kiedy wszystko zdawało się wrócić do normy - do pięknego czasu sprzed jego zdrady - zastałam go w kuchni. Rżnął ją na naszym kuchennym blacie.
Od bardzo młodego wieku mam dosyć szczególny fetysz seksualny (chociaż na początku nawet nie zdawałem sobie sprawy z jego seksualnego charakteru). Niesamowicie podnieca mnie, kiedy kobieta zna sztuki walki i za ich pomocą potrafi kompletnie obezwładnić i unieruchomić mężczyznę. Taka kobieta ma dla mnie od razu +20 punktów do atrakcyjności i ogromnie chciałbym się znaleźć w takiej sytuacji, kiedy to ja byłbym obezwładniany, rzucany i duszony przez taką kobietę i mimo tego, że opierałbym się z całych sił, byłbym całkowicie bezradny... Kiedy widzę np. na ulicy atrakcyjną kobietę, zwłaszcza w minispódniczce, to fantazjuję o tym, jak mogłaby mnie obezwładnić - najczęściej wyobrażam sobie, jak zaciska nogi na mojej szyi i dusi...
Próbowałem parę razy w życiu, niestety bez większego skutku, doprowadzić do sytuacji, w której byłbym "pobity" przez dziewczynę. Pod koniec podstawówki dowiedziałem się, że kilka dziewczyn z mojej klasy trenuje judo, więc zdobyłem się na odwagę (zawsze byłem bardzo nieśmiały w stosunku do dziewczyn, okropnie się bałem wyśmiania, odrzucenia itp.) i zagadałem do jednej, którą najlepiej znałem, żeby mi pokazała parę chwytów. Oczywiście nie byłem w stanie powiedzieć, o co mi naprawdę chodzi - że chcę po prostu dostać wpierdol :) - więc ona to potraktowała bardziej, że chciałbym się czegoś nauczyć, ale i tak ta sytuacja była jednym z bardziej emocjonujących przeżyć w moim życiu (chyba bardziej niż dużo później "pierwszy raz"), które bardzo dobrze pamiętam do dzisiaj.
Będąc na studiach, sam zapisałem się na ju-jitsu w nadziei, że może uda się poćwiczyć z jakąś dziewczyną. Było ich trochę w grupie, ale niestety trener tylko raz zestawił mnie w parę z dziewczyną na treningu, i to tylko na jedno ćwiczenie. Po mniej więcej pół roku zdarzyło się, że zwichnąłem rękę i na treningi już nie wróciłem.
W moich kilku związkach próbowałem bardzo nieśmiało mówić partnerkom o moich fantazjach i namawiać je do tego, ale nie miały na to ochoty, a nawet reagowały obrzydzeniem. Z moją obecną partnerką bardzo dobrze się rozumiemy i ona jak najbardziej byłaby "nie od tego", nic nie ćwiczy, ale jest dość silna i sprawna, nieraz walczyliśmy ze sobą i przegrywałem, co dawało mi ogromne zadowolenie, chociaż to ciągle jeszcze było "nie to". Ale niestety dopadły ją problemy zdrowotne i o dalszych walkach nie ma mowy :(
Z tego co widzę w Internecie, za granicą jest to całkiem popularny fetysz i są całe fora poświęcone temu tematowi, przez które można się np. umówić na taką walkę. W Polsce zdaje się że nikt nic o tym nie mówi, kompletna cisza, nie ma żadnych forów itp. w związku z czym chyba już nie uda mi się w życiu zrealizować tego mojego ogromnego marzenia - zostać porządnie i fachowo (!) sponiewierany przez kobietę... :)
Godzina 17 w piątek. Siedzę na uczelni oczekując na ostatnie zajęcia, po których wreszcie miałam spotkać się ze swoim mężczyzną. Nagle dzwoni telefon, patrzę, a to moja współlokatorka. Tu nastąpił dialog:
- Asia, poratuj mnie eyelinerem, bo jak się okazało mój wysechł. Nie zamknęłam go jak ostatnio szykowałam się na imprezę!! Kosztuje 40 zł, a ja mam wypłatę za 3 dni… A dziś, no wiesz… Ranka z Tomkiem i muszę wyglądać jak bóstwo!!
- Kaja, ale ja zabrałam wszystkie kosmetyki, bo mówiłam przecież, że idę na noc do Arka.
- Jasna cholera!! Co ja teraz zrobię?!
(Tu nagle załączyła mi się ciocia dobra rada)
- Wiesz co? Ja kiedyś rozcieńczyłam liner olejem kokosowym, a mamy go przecież w domu. Weź, rozpuść trochę i dodaj do linera. Na pewno pomoże.
- Patrz, nie wpadłabym na to!! Dzięki!!
Po godzinie dostałam SMS-a, że wszystko super, tylko miał jakiś taki dziwny zapach, ale to jej akurat nie przeszkadza. I że jest mi niesamowicie wdzięczna. No cóż, fajnie, udało się, he! Następnego dnia, gdy wróciłam do domu, weszłam do łazienki. Ku mojemu zdziwieniu znalazłam w niej słoik ze smalcem. W pierwszym momencie zastanawiałam się co on tam robił, ale już po sekundzie olśniło mnie.
Tak, moja kochana Kaja pomyliła słoik z olejem kokosowym z biedry ze słoikiem ze smalcem, który dostałam od mamy, jako że chcąc być jak Gesslerowa schabowe właśnie smażę na smalcu. Nie mam pojęcia, czy koleżanka była tak zakręcona z powodu randki, czy może po prostu ślepa? I kolejna rzecz - nie powiedziałam nic Kai. A czemu nie? Otóż jest weganką i zapaloną obrończynią praw zwierząt.
No ale cóż, ważne, że smalec podziałał :D
Sytuacja się zdarzyła jak byłem małym szkrabem.
Od małego lubiłem pomagać mamie w kuchni, a zacząłem już jako nieborak, robiąc z rodzicielką pulpeciki. Byłem w tym podobno całkiem dobry.
Czego się człowiek nauczy, to to potem wykorzystuje...
Pewnego dnia, latając jeszcze z pieluchą, mówiąc kolokwialnie po prostu się zesrałem. Moja mama akurat wisiała na telefonie gadając z jedną z ciotek, więc nie widziała, co ja wyczyniam, a mi się na dodatek zsunęła pielucha z tyłka, z całą jej zawartością.
Moja mama po skończonej rozmowie znalazła mnie i rządek pięknie ulepionych klopsików z zawartości pieluszki. Wietrzenie domu trwało podobno pół godziny (była zima), a ja zostałem wykąpany, bo po tej pracy byłem oczywiście brudny po pachy. Do tej pory krąży u mnie w rodzinie ta historia, a moja mama dzieli dzieci na te czyste i te szczęśliwe :)
Czy wasze kobiety też nie chcą się przyznać do masturbacji ? Opowiem wam pewną śmieszną historię z mojego życia.
Mieszkam z dziewczyną razem od 2 lat, życie seksualne kwitnie, ale za każdym razem jak spytam w żartach, czy się masturbuje, to wielka obraza... Jak ja mogłem tak pomyśleć. Przechodząc do sedna... Zbliżał się mój wyjazd do pracy do Norwegii. Miałem jechać na 2 miesiące. Moja ukochana była załamana, ale postanowiłem zrobić jej niespodziankę i kupić jakiegoś czasoumilacza. Pojechałem do sex shopu, kupiłem 7 różnych gadżetow( jakieś na przyssawki, cyber skóry itp.), zapakowałem ładnie do kartonu, wsadziłem też liścik motywacyjny i schowałem głęboko w szafie.
Będąc już w Norwegii, powiedziałem o prezencie. I znowu wielka obraza. Powiedziała, że będzie czekać na mnie i koniec. Nie wiedziałem, kiedy dokładnie wrócę... Prace trwały miesiąc dłużej i o powrocie dowiedziałem się 4 h przed odlotem, więc z lotniska w Polsce zadzwoniłem do ukochanej, że już jestem. Była godzina 19. Była trochę zła, bo nie zdążyła posprzątać ani nic przygotować, ale rozumiem to, bo też ma dużo pracy... A co najgorsze, nie mogła wziąć na drugi dzień wolnego.
Wstałem skoro świt, zawiozłem ukochaną do pracy i postanowiłem z racji, że jest bardzo wczesna godzina posprzątać mieszkanie. Patrzę, a tu wszędzie są okrągłe kółka - na stoliku szklanym, na filarze, na kafelkach i wielu innych dziwnych miejscach. Szybko połączyłem wątki i pobiegłem po gadżety. Bingo! "Pan przyssawka" pasował idealnie :D Dodatkowo znalazłem 18 zużytych baterii, co mnie zaskoczyło, bo używam akumulatorów :D ... Mam cię! Zabezpieczyłem dowody i ze szklanką whisky (jak na filmach) czekałem, aż moja druga połówka wróci z pracy... Najpierw zapytałem o baterie, gdyż to trochę dużo mając tylko jednego pilota! Zmieszanie było widać od razu, nie umie kłamać. Przyłożyłem "Pana przyssawkę" do jednego ze śladów. To był błąd. Moja kobieta zaczęła płakać i mnie przepraszać. Była pewna, że ja zostawię! Nie mogłem powstrzymać śmiechu przez 2 dni, ale wszystko skończyło się dobrze :)
Tak że ten... to przecież nic złego. A kiedy facet w delegacji, to już całkiem OK! Lepsze to od zdrady!
Jestem bardzo rozgoryczona warunkami pracy. Pracuję jako asystentka stomatologa. Szef przyjmuje też dzieci. A dzisiejsze dzieci to koszmar - krzyczą, piszczą, kopią, biją i drapią. Rodzic nie potrafi zapanować nad własnym dzieckiem. Po sytuacji, gdzie drugi raz straciłam okulary, bo dzieciak złapał w szale za oprawki i zrzucił je na ziemię, zastanawiam się, czy chcę kontynuować tę pracę. Ile razy zostałam kopnięta bądź podrapana już nie wspomnę.
Szef też zastanawia się, czy całkowicie zrezygnować z przyjmowania małych pacjentów, czy lepiej podnieść cenę usługi, dodając do tego coś w rodzaju opłaty za trudnego pacjenta. Czasami do takiego małego pacjenta trzeba podchodzić po kilka razy, zanim w ogóle pozwoli sobie zajrzeć do buzi, nie mówiąc już o leczeniu, bo zazwyczaj rodzice nawet nie chcą słyszeć o narkozie. W tym samym czasie i bez uszczerbku na zdrowiu może przyjąć dwóch dorosłych.
Planuję poważną rozmowę po świętach o mojej przyszłości w tej pracy. Jeżeli on sobie wprowadzi jakąś dopłatę od trudnych dzieci, to ja nie mam zamiaru pracować dalej w takich warunkach za te same pieniądze. Mam już dość.
W oparach wyznania #hJAR0
Poszłam specjalnie do spożywczaka, żeby sprawdzić. Poprosiłam o 30 deko szynki, takiej z największego świńskiego dupska jakie było, a po pokrojeniu poprosiłam o przekrojenie wszystkiego na pół, bo mi się na kanapkę nie zmieści.
I już byłam cała gotowa na strzelenie focha i obrót na pięcie, a tu pani - ciach - i nie ma problemu. No naprawdę, ludzie to świnie.
Wraz z 7-letnim bratem poszliśmy do Maca. Natrafiliśmy na wycieczkę. W końcu zamówiłem 2 zestawy. Brat, jako że dziecko, to po jedzeniu się nudził. Zaprowadził mnie do jakiejś bawialni na drugim końcu Maca. Mijają minuty, a on się bawi, a ja z nim. Rzucamy piłkami, gramy w koszykówkę itp. Po chwili wchodzi dziecko rozmiar XL, a z nim typowy moher. Kopnąłem piłkę (lekko) tak, że odbiła się od słupka i poleciała do dziecka. Babcia nie wytrzymała. Od razu w krzyk, że prawie trafiłem w jej Mateuszka.
Po pierwsze piłka się toczyła, a poza tym z taką prędkością, że noworodek by nie poczuł. Każe prowadzić do opiekuna wycieczki, bo myślała, że z nią tu wszedłem. To idę z nią do jakiegoś chłopaka wyglądającego na opiekuna. Ona mu tłumaczy, jaki to ja jestem. On się na mnie patrzy i widząc me zakłopotanie wrzeszczy na babcię, że jej wnuk to przekracza normy wzrostu i wagi, przez co urządzenia mogły się połamać. Ona fuknęła i wyszła twierdząc, że pójdzie na policję.
Popatrzyłem na niego, a on tylko:
- Nie ma za co. Nie znosiłem jej. :)
Dodaj anonimowe wyznanie