#pRHPm
Z Powodu pandemii moje praktyki w hotelu zostały przeniesione na wakacje. Odbywać je miałam w jednej z ogólnoświatowych marek.
Z powodu wcześniejszego kryzysu w tej branży wiele osób się przebranżowiło przez co pracowników było niewielu. Praktycznie 2\3 osób to byli praktykanci że szkół.
Nic więc dziwnego w tym że rzeczy które się robi nie do końca zgadzają się z tym co powinno być. Tak też było że mną ale jakoś szczególnie mi to nie przeszkadzało.
Jednak jednego dnia dobiegła mnie dyskusja jak szefowa kuchni skarży się szefowej z restauracji że praktykantka postawiła się i nie chce zmywać "bo robi to już 11 dni" na co padła odpowiedź "no ale przecież musi, nie ma wyboru".
Sprawa faktycznie jest błaha ale z tego co mi wiadomo to do końca praktyk już tylko zmywała naczynia. A z tego co wiem uczy się na kucharkę.
Jak pomyślałam o tym że wkrótce będzie pisać egzamin zawodowy m.in. z tego czego się tam nauczyła a jedyne co jej pozwolili robić to zmywać cały dzień (250 śniadań dziennie nawet było więc dosyć spory ruch, a tylko ona myła naczynia) to mi jakoś przykro się robi.
Oczywiście zdaje sobie sprawę że przedmiotowe traktowanie praktykantów i wykorzystywanie ich (nie opisałam tego tutaj ale takie sytuację miały miejsce. Głównie chodzi o to gdy pracownicy są zwalniani wcześniej bo płacą im za godziny a praktykanci zostają robić co w teorii jest zgodne z prawem bo musimy przepracować daną liczbę godzin) dzieją się wszędzie. Jednak z drugiej strony szkoda mi ludzi, którzy przyszli się czegoś nauczyć a zaganiani są np jak tu do sprzątania.
W niektórych firmach starają się czegoś nauczyć praktykantów, w innych praktykanci są traktowani jako tania siła robocza i wyznaczani do najgorszej roboty, która niewiele ma wspólnego z programem praktyk - ot. przynieś, podaj, pozamiataj. Praktykanci powinni teoretycznie realizować program praktyk, opisywać co robili w dzienniczku, mieć jakiegoś opiekuna ze strony firmy i kogoś, kto zajmuje się praktykami ze strony szkoły. Teoretycznie takie nieprawidłowości powinny być zgłaszane, ale w praktyce nikt tego nie robi - bo praktykantom z reguły zależy by tylko zaliczyć praktyki, ew. dostać dobrą ocenę, skarżenie się nie jest mile widziane - mogło by się to skończyć gorszą oceną/nie zaliczeniem praktyk, a ze strony szkoły często nikogo nie obchodzi co uczniowie faktycznie robią na praktykach.
Swoją drogą częstą praktyką są fikcyjne praktyki - uczniowi wypisuje się dokumenty, coś tam wymyśla się do dzienniczka i praktyki załatwione.
Gdyby społeczeństwo było idealne, utopia nie posiadałaby definicji w slowniku.
@Ostrzenozeinozyczki
Wbrew pozorom są firmy, gdzie do kwestii praktyk podchodzi się rzetelnie i rzeczywiście praktykanci czegoś się uczą.
Nikt tu nie pisze, że społeczeństwo jest idealne i nieutopijne. Są po prostu różne firmy
U mnie bylo pisanie w dziennkiczku na podstawie 'cos tam sie wymysli' ostatniego dnia, bo specyfika zawodu taka, ze program przestarzaly, a uczyli nas tak, jak sie wszystko faktycznie obecnie robi. I nie musialysmy byc tania sila robocza bo jak to ladnie ujeli 'raczej tlumaczyc wam nie musze jak mopa trzymac, ani ze od sprzatania miejsca pracy sa pracownicy a nie nastolatki, swoje jeszcze sie napracujecie i nasprzatacie w zyciu'
Do końca praktyk naczynia myła
dziewczyna pewna, co na hotelarstwie była.
Dziś mówi - "ja nie wiem dlaczego!",
lecz nic kompletnie nie wynika z tego,
choć, że poruszy wielu, liczyła.
🤷♀️😏
Wydaje mi się, że żeby brać młodych ludzi na praktyki, trzeba być zarejestrowanym w cechu. Jeśli uważasz więc, że przebieg praktyk był niezgodny z wytycznymi, zgłoś sprawę do tej instytucji. Człowiek musi sam o siebie zadbać, bo inaczej będą go wykorzystywać.
Na studiach poszedłem na praktyki do Wydziału Finansowego pewnego urzędu miasta i głównie wkładałem rzeczy do teczek albo dziurkowałem kartki. Tak zwykle jest na praktykach, że jesteś od czarnej roboty.
Ostatnie zdanie - tak bardzo w punkt... Mam trochę znajomych na studiach medycznych - lekarskich, pielęgniarskich i ratowniczych. Zależy jak trafią, ale przez większość czasu są zaganiani albo do brudnej roboty właśnie, albo do wożenia pacjentów na badania. Tylko tyle.
Ze świecą w ręku szukać takiej instytucji, która naprawdę dbalaby o praktykantów i pozwoliła im się uczyć tego, czego uczyć faktycznie się powinni :P
Na studiach w tym roku i poprzednimm z powodu pandemii praktyki były niemożliwe do zdobycia. Każdy brał z pocałowaniem reki jakiekolwiek. Punk widzenia się zmienia w zależności od sytuacji.
Może u Ciebie. U mnie były normalnie.
Miałem praktyki jako kucharz w trzygwiazdkowym syfie…
Do obowiązków praktykantów należało zmywanie naczyń,podłóg,stolików i nawet sprzątanie pokoi hotelowych!
Oprócz tego obieranie ton ziemniaków, ubijanie tysięcy kotletów (bez żartów, raz przez dwa dni praktyk ubiłem z kolegą ponad tysiąc)
Po czasie przeniosłem się gdzieś indziej gdzie faktycznie uczyli zawodu, a rozmawiając z ludźmi z klasy dowiedziałem się, że przez trzy lata nawet nie zostali dopuszczeniu do ugotowania głupiego budyniu xd
Ja w nagrodę za dobre wyniki w nauce jako turysta miałam dodatkowe płatne praktyki w UWAGA- hotelu-zobaczyłam kilka pokoi, systemu rezerwacyjnego wcale, większość roboty to było stanie na śniadaniach i potem sprzątanie po nich, polerowanie wszystkich kieliszków jakie były od razu po wyciągnięciu z wyparzarki (tak sobie-nie było żadnej imprezy w tym czasie), przynoszenie rzeczy z pralni, kelnerowanie. Zmarnowany czas.
Nawet jakby pomagała normalnie na kuchni, to prawie nic by to jej nie dało na egzaminie.
To nie tak, że w czasie pandemi tak się dzieje. Na swoich praktykach gastronomicznych byłem 8 lat temu. Tak to po prostu wygląda w większości przypadków. Zmywanie garów, zamiatanie i mycie podłogi.
Może to gdzieś zgłoście?