#DzYZb

Kojarzycie może Scratcha? To platforma służąca do nauki programowania dla najmłodszych, połączenie edytora i środowiska programistycznego ze stroną, gdzie można udostępniać projekty, oglądać to, co stworzyli inni oraz poznawać ludzi połączonych jedną pasją. Brzmi jak utopia, zgadza się? No bo cóż, to częściowo jest utopia.

Każdy, kto dołączy do Scratcha poprzez założenie konta, musi zaakceptować regulamin, najlepiej po jego przeczytaniu. I teraz, panie i panowie, nadchodzi ta anonimowa część. Zatwierdziłem regulamin. Przeczytałem kilka razy. Spędziłem na Scratchu trzy lata, dla kogoś, kto ma naście lat, to kawał czasu. I zapewne nie skończyłoby się na trzech latach, gdyby nie to, że Scratch należy do MIT, czyli Massachusetts Institute of Technology, uniwersytetu, który, jak większość uczelni w USA, jest lewacki do szpiku kości i jeszcze głębiej. Jakiś rok temu zauważyłem, że na Scratchu pojawia się zdecydowanie za dużo rzeczy w kolorze tęczowym oraz szeregów pięści wzniesionych w górę. Nie zrozumcie mnie źle: nie jestem rasistą, homofobem, nazistą, faszystą ani żadnym innym rzeczownikiem, którym lewacy obrzucają ludzi mających inne poglądy. Toleruję gejów i inne osoby, nazwijmy to, LGBT. Nie mam nic do czarnoskórych, Azjatów, czy Latynosów. Ale jednak na Scratchu stałem się wrogiem publicznym numer jeden. Czemu? Po prostu napisałem, że:
a) Istnieją dwie płcie
b) Dwie osoby tej samej płci nie mogą się rozmnażać w klasycznym znaczeniu tego słowa.
c) Mężczyzna czujący się kobietą nie powinien grać w np. żeńskiej drużynie koszykarskiej, powody są oczywiste.
d) Według mnie wszystkie życia się liczą, nie tylko te należące do czarnych (strasznie rasistowskie, prawda?).

Ban nadleciał niczym pijany albatros i walnął mnie prosto między oczy.

#1vXiw

Moja babcia jest bardzo wierząca, czasami tylko zastanawiałam się w kogo wierzy bardziej, Boga czy księdza. Nieraz krew mnie zalewała, jak widziałam ile ze swojej emerytury potrafi oddać proboszczowi.

Od czasu do czasu jeździła na zagraniczne pielgrzymki z parafią. Nie jeździła na wszystkie, bo nie było jej stać, ale na jednej zależało jej szczególnie, dlatego też długo na nią zbierała.

Kiedy już uzbierała całą sumę, postanowiła wpłacić wszystko proboszczowi, chociaż do wycieczki zostało jeszcze sporo czasu. Niestety choroba bardzo pokrzyżowała jej plany, nie mogła pojechać. Jako że leczenie było bardzo kosztowne, babcia postanowiła zwrócić się do księdza o zwrot chociaż części pieniędzy. Odpowiedział, że bardzo mu przykro, ale biuro podróży nie zwróci już ani grosza, ale za to on odprawi na wyjeździe specjalną modlitwę w intencji jej zdrowia.

Księżulek miał pecha, bo tak się złożyło, że w tym czasie pracowałam w biurze, które organizowało wycieczkę i po pierwsze, nie wszystkie pieniądze zostały wpłacone, a po drugie biuro zwróciło księdzu sporą część zaliczki, odejmując niewielkie koszty, które już zostały poniesione.

Gdy tylko się o tym dowiedziałam, popędziłam do biura parafialnego powiedzieć, że babcia zdecydowała się pojechać, na co on, że w jej stanie zdrowia zdecydowanie by odradzał i wątpi, że biuro zgodzi się wpisać ją z powrotem, skoro zrezygnowała.

Jakie było jego zdziwienie, kiedy pokazałam mu plakietkę z moim zdjęciem i logo biura. Oddał babcine pieniądze i próbował tłumaczyć się, że były mu potrzebne na utrzymanie Domu Bożego...
Poważnie?! Bóg na pewno byłby zadowolony gdyby dowiedział się, że za nowy marmurowy ołtarz księżulek zapłacił pieniędzmi, które ukradł chorej babci.

#waXif

Niedawno zdałam prawo jazdy, więc moją wymarzoną trasą jest prosta droga, najlepiej pusta, toteż nie lada wyzwaniem jest przemieszczanie się na przepełnionym parkingu obok supermarketu. 

I tak ostatnio, kiedy udało mi się zaparkować, całkiem sprawnie w dodatku, rodzinka poszła na zakupy, a ja postanowiłam pilnować nasze autko. Chwilę później zauważyłam młodego chłopaka, który kręcił się pomiędzy samochodami. No i masz, upatrzył sobie akurat mnie! Stuka w szybkę, nieco zestresowana uchylam okienko. Chłopak tłumaczy, że padł mu akumulator i pyta, czy nie podjechałabym tam, wskazując na swój pojazd, żeby mógł sobie go trochę podładować kabelkami. 

Patrzę - samochodów mnóstwo, miejsca mało. Zatem najuprzejmiej jak potrafię, z uśmiechem na twarzy pytam: "A może sam pan podjedzie autem, a ja w tym czasie otworzę maskę?".

Faux pas uświadomiłam sobie dosyć szybko, ale nie muszę chyba mówić, jaki kolor przybrały moje policzki, kiedy chłopak w zwolnionym tempie zaczął mi tłumaczyć, że z rozładowanym akumulatorem nie da się jeździć...

#mK9Ho

Zakochałem się w swojej sąsiadce.

Mieszkamy w centrum miasta, bloki naprzeciwko siebie. Ze swojego balkonu mam wprost widok na jej mieszkanie. Pewnego dnia paląc fajkę i spoglądając na okolicę zauważyłem ją, w szlafroku, słuchawkach na uszach, po prostu tańczącą. Była naprawdę ładna, ale to jej sposób poruszania się sprawił, że potwornie zapadła mi w pamięci. Od tamtej pory za każdym razem, jak wychodziłem na balkon, patrzyłem w jej mieszkanie. W pewnym momencie nabrałem takiego nawyku spoglądania w jej mieszkanie, kiedy tylko mogłem.

Zauważyłam, że mieszka sama, ma kota, który non stop siedzi na balkonie. Często jej nie ma w domu. Raz/dwa razy w tygodniu wyciąga wino, które pije sama, i sprząta mieszkanie tańcząc. Nawet i bez tego tańczy i śpiewa, praktycznie zawsze jak jest w domu. Dzieli nas 30 m, więc często słyszę, jak śpiewa. Czasem chodzi po mieszkaniu w samej bieliźnie, ale wiem, że tańczy i śpiewa i bez niej, wtedy zasłania okna zdając sobie sprawę, że naprzeciwko ma setki sąsiadów.

To już wpadło w taką moją rutynę, oglądać ją, jak tańczy. Sprawia wrażenie takiej absolutnie szczęśliwej, beztroskiej osoby. Tańczy z całej siły, to nie jest jakieś podrygiwanie.

Kilka razy spotkałem ją w sklepie, który jest obok naszych mieszkań, za każdym razem nie mogłem się oprzeć, musiałem jak najdłużej zostać póki ona jest i ją oglądać, myślałem do niej zagadać, jako że jesteśmy w tym samym wieku (czyli młodzi dorośli), ale ona zawsze po pierwsze ma słuchawki na uszach, a po drugie jest tak przeraźliwie piękna, że nie mam odwagi.

Raz wpadła na mnie w alejce i z rozbrajającym uśmiechem powiedziała, że ślicznie przeprasza, i dotknęła mnie w ramię, w które mnie uderzyła. Nigdy w życiu nie spotkałem takiej osoby, która sprawia tak ogromne wrażenie na innych ludziach.

Raz gdy miała zgaszone światło, ale odsłonięte rolety, widziałem jak się masturbuje do porno.

Mam obsesyjne myśli o niej cały czas, i nie mam pojęcia co z tym zrobić, więc po prostu codziennie ją oglądam.

Wiem, że to jest creepy, ale ja po prostu przeraźliwie, po raz pierwszy w życiu zakochałem się bez pamięci.

#NyCq6

Gdy byłem mały moja mama opowiedziała mi o wróżce-zębuszce. Wiecie o co chodzi – jak wypadnie dziecku ząb, to należy go włożyć pod poduszkę, a w nocy przyleci do nas wspomniana wróżka, zabierze ten dar i w jego miejsce zostawi pieniążek. No i faktycznie – za każdym razem, gdy traciłem ząb, dostawałem pięć złotych. Akurat tyle, ile kosztowały w sklepie z zabawkami figurki, które wówczas namiętnie zbierałem. Niestety, ten ”biznes” ma jedną, konkretną wadę – zęby nie wypadają codziennie. Wpadłem więc na dość przewrotny pomysł i postanowiłem wróżkę złapać, a następnie perswazją i torturami zmusić ją do oddania mi całego swojego hajsu.

Mieszkamy na wsi, więc ogarnięcie pułapki na myszy nie było problemem. Po kilku próbach udało mi się ją zainstalować pod poduszką, którą przesunąłem na krawędź łóżka, aby ta mała, latająca suka miała łatwy dostęp do mojego „zęba”.

Rano okazało się, że nie ma ani wróżki, ani pułapki, ani zęba, ani forsy. Pamiętam, jak bardzo było mi smutno, kiedy zobaczyłem, że mama ma plaster na palcu. I nie żeby mi było żal mojej biednej rodzicielki. Po prostu dotarło do mnie, że zostałem perfidnie oszukany.

#GhSAh

Jestem autorką wyznania o drobnych kradzieżach w supermarkecie. Ktoś napisał tam jakże odkrywczy komentarz, że taniej gumek użyć niż naklepać dzieciaków - oj kolego, gdybyś wiedział jaki temat poruszyłeś... Okey, zgadzam się z tym, że było nas dużo za dużo, ale co miało zrobić dziecko w takiej rodzinie? Przykładowo w 1995 miałam 4 lata, starszego brata i dwoje młodszego rodzeństwa, miałam iść powiedzieć matce i ojcu "kupcie se gumy, do uja pana"? Czy dziecko jest winne zachowania rodziców? Miałam 17 lat i prawie zawaliłam rok szkolny, bo matka była ZNOWU w ciąży i ktoś musiał jej pomagać. Oczywiście, że zapytałam mając naście lat, czemu aż tyle dzieci. Odpowiedź matki "Bo jestem jedynaczką i zawsze chciałam dużo dzieci". Aha, i nieśmiertelne JAK BÓG DAŁ DZIECI, TO DA I NA DZIECI. Jasne, najpierw obcy ludzie przywozili nam pod dom worki z żarciem i ubraniami, a potem ja z bratem musiałam zrezygnować z marzeń choćby o technikum, bo w zawodówce są płatne praktyki i głupie dziecko zapatrzone w matkę przywiezie te 150 zł miesięcznie. Dla nas majątek. Bilet miesięczny? Zapomnij, sąsiadka za frajer cię zabierze, bo i tak jedzie do pracy, a z powrotem stopa złap. Przecież jednorazowy bilet kosztuje tyle co bochenek chleba, dzieci mają głodować, żebyś ty dupę autobusem wiozła? Rower stoi, to zapierdalaj.

Zanim poznałam męża, który mnie z tego domu zabrał, każdy mój grosz szedł "na życie", matka potrafiła mnie ochrzanić, że raz po drugiej zmianie o godzinie 23 śmiałam iść na postój taksówek i poprosić, żeby kierowca za 30 zł zawiózł mnie do tej większej wioski, z której i tak dalej szłam 2 kilometry pieszo. Teraz kontaktu z matką nie mam, ponoć ma iść do więzienia za alimenty na troje najmłodszego rodzeństwa, które trafiło do domu dziecka. A propos, wiecie co się robi w pierwszej kolejności jak opieka społeczna wam zabiera dzieci? Jedzie się do MOPS-u z mordą, że jakim prawem zabrali JEJ 500+, z czego ONA ma teraz żyć!
Jak już mi się tak ulało, to jeszcze wspomnę o jej akcji wbicia do brata na wynajęte mieszkanie - brat oczywiście dobry synek, przenocował, powiedział, żeby wychodząc zostawiła klucz pod wycieraczką, bo on wcześnie idzie do pracy i nie chce jej budzić. Klucz się znalazł, ale 500 zł z barku jakoś nie.

Naprawdę rzygać mi się chce, jak słyszę teraz teksty "No, było jak było, ale urodziła, należy się matce szacunek". Za co, za złamanie bratu deski na plecach? Za terror, w jakim nas ciągle trzymała? Za wszystkie kradzieże pieniędzy własnych dzieci? Mam 30 lat, a do dziś 50 zł to max, ile noszę w portfelu.

Przepraszam, jeśli kogoś wkurzyłam takim wybuchem, ale to silniejsze ode mnie, nawet nie wiecie jak dobrze móc wreszcie powiedzieć komuś choćby przez internet jak tak naprawdę wtedy było. A mamusi nieironicznie mogę powiedzieć jak w słynnym memie - Ty stara ku*wo, zmarnowałaś mi 20 lat życia.

#HujkF

Jestem facetem, mam długie blond włosy. Ogółem ciało mam szczupłe, ale niestety mam też dosyć duży brzuch.

Ostatnio jechałem sobie autobusem MPK, obok mnie siedziała starsza pani i starszy pan. Stałem do nich bokiem i pisałem SMS-a. Starsza pani szturchnęła pana i powiedziała:
- Jurek, daj pani usiąść, jest w stanie błogosławionym.

Wytrzeszczyłem oczy i powiedziałem tylko "nie trzeba". Nie miałem odwagi przyznać się, że jestem facetem.

#42V4l

Witam. I ja postanowiłem podzielić się swoją zapewne nudną historią.

Kilka lat temu dostałem propozycję pracy, a raczej służby. Innymi słowy - dostałem się do znienawidzonej organizacji określanej jako Policja.
Mieszkam w małej miejscowości, więc wszyscy dosłownie po kilku dniach widzieli o moim nowym zajęciu. Wiadomo, egzaminy i komisje nie należą do najłatwiejszych, ale jakoś dało radę. Jako przysłowiowy krawężnik nie zabawiłem długo. Ale tu zaczyna się sens tej historii. Zaledwie w dwa tygodnie po ukończeniu ostatniego egzaminu wszyscy moi znajomi po prostu o mnie zapomnieli. No trudno. Nawet się z tym liczyłem. A raczej byłem tego pewien. Przetrwałem i to.
Zapewne w tym momencie wylewacie na mnie kubły pomyj. Bo skoro jestem psem, to nie mam się co dziwić.

Na służbie nigdy nie wystawiłem żadnego mandatu żeby poprawić sobie statystykę! Ograniczałem się tylko do karania jazdy pod wpływem alkoholu/ piractwa drogowego. Mimo to moi dawni znajomi określali mnie mianem dwulicowego psa itd. Nawet się z tym nie kryjąc. Przechodząc obok mnie, nawet nie odpowiadali cześć, a "Znamy się, psie?" było na porządku dziennym (to jedno z tych mniej wulgarnych). Chowałem dumę do kieszeni. Inni policjanci na moim miejscu pewnie pociągnęliby ich do odpowiedzialności z art. 226 kk bodajże. Ale przecież to moja dawna paczka. Więc nie chciałem im robić na złość.

Bardzo szybko awansowałem. W międzyczasie studiowałem Bezpieczeństwo Wewnętrzne. Łatwo nie było, ale dałem radę. Studia skończyłem z bardzo dobrymi wynikami, toteż piąłem się wyżej. Aż dziś, w bardzo młodym wieku, jestem zastępcą komendanta.

I wyobraźcie sobie, że bez wyjątku każdy, kto nazywał mnie kiedyś jeb***m psem, zaczepia mnie na ulicy i pyta, czy mógłbym coś zrobić, bo dostał mandat za coś. Czy mogę mu pomóc...

Nie piszę tego po to, by pochwalić się moim stanowiskiem. Chcę wam powiedzieć, żebyście nigdy nie palili mostów. To, że ktoś wybrał taką drogę a nie inną, nie czyni z niego gorszego.

Moja babcia zawsze mówiła, że dobro, które dajesz wraca do ciebie z podwójną siłą. Nie będę bronił wszystkich policjantów. Część z nich tak naprawdę karząc ludzi rekompensuje sobie np. problemy życiowe, albo małego ptaka, na którego narzeka dziewczyna ;) Ale część z nich dba o to, żeby twoje dziecko bezpiecznie wróciło do domu, żeby żaden pijany kierowca albo pirat drogowy nie potrącił go na pasach.
Wiec zastanów się zanim następnym razem będziesz wyzywał kogoś w niebieskim mundurze. Bo być może on już nie raz ratował życie Tobie lub komuś bliskiemu,  zatrzymując twojego znajomego, który prowadził pod wpływem.

#AAGTu

Pracuję w restauracji typu fast food, również z obsługą "drive-thru". Przed samym zamknięciem restauracji codziennie trafi się grupka pijanych bądź nafuranych gości, chcących zaimponować reszcie. Zazwyczaj przemilczam te głupie uwagi, ale ostatnio chamstwo przeszło samo siebie. To gdzie i co mi wsadzą to jedna z milszych uwag od tych panów. Cały czas leciały jakieś obelgi, darcie się i trąbienie na pół restauracji.

Jako że było przed zamknięciem, na zamówienie trzeba było chwilę poczekać. W tym czasie zniknęłam, by donieść potrzebne produkty na następny dzień. Gdy wróciłam, zamówienie było gotowe. Wydając je, rzekłam jedną bardzo znaną kwestię:
- W przyszłości nie radziłabym mieć wrogów u osób, które przygotowują państwu zamówienie, smacznego.

Dawno nie widziałam takiego przerażenia w oczach i wściekłości w tym samym momencie.
Dodaj anonimowe wyznanie