#ABYnF

Umawiałam się z chłopakiem od półtora roku. Kiedyś on i jego współlokatorzy urządzili imprezę, na której przesadziłam z drinkami.

Rozbolał mnie brzuch i poszłam do łazienki. Siedząc na sedesie poczułam, że chce mi się rzygać. Pochyliłam się w stronę wanny i zaczęłam do niej wymiotować. Zdążyłam w międzyczasie napisać do chłopaka, żeby przepędził ludzi stojących w kolejce do łazienki. Zrobił to, a potem wszedł do łazienki i trzymał moje włosy, gdy rzygałam do wanny. Potem, gdy w końcu wstałam z sedesu, gołymi rękami przerzucił moje rzygi z wanny do ubikacji. Nawet mu powieka nie drgnęła.

Jeśli to nie jest miłość, to nie wiem co nią jest.

#A3dAj

Wiecie może jak powinnam zachować się w takiej sytuacji?

Otóż chodzę do technikum, gdzie w mojej klasie nikt zbytnio nie przykłada się do nauki i nie zależy im jakoś bardzo na ocenach. Chyba tylko ja w klasie staram się zdobywać dobre stopnie, jeśli czegoś nie rozumiem, to po prostu szukam informacji, czy to w książce, ewentualnie w internecie, bądź proszę o pomoc i wytłumaczenie tematu mojego rodzeństwa. Natomiast niektóre osoby (nie wiem, czy wszyscy, a nie chcę wrzucać wszystkich do jednego wora) przeczytają polecenie i po prostu mówią, że nie umieją i już. Oczywiście nie chce im się samym chociaż spróbować poszukać rozwiązania. Wtedy, rzecz jasna, przypominają sobie o mnie (w szkole ze mną nie rozmawiają ani nic...) i proszą o wysłanie zrobionego zadania, zwłaszcza teraz, podczas zdalnej nauki. Z jedną koleżanką moja konwersacja na Messengerze wygląda tak, że po prostu są same pytania typu "Masz zrobione to zadanko?". Jak odpowiadam, że nie, to pojawia się pytanie "A jak zrobisz, to wyślesz?"/"Wysłałabyś te zadania zrobione?"/"Wiesz jak zrobić to zadanko?" etc. Ja oczywiście wysyłam, nie lubię kłamać, że nie wiem jak zrobić, a na lekcji i tak się wyda, że mam zadanie zrobione i to dobrze.

Jest mi przykro, że tak chamsko mnie wykorzystują. W szkole ze mną nie rozmawiają i mnie "nie widzą", ale jak czegoś nie wiedzą, to nagle przypominają sobie o moim istnieniu. Chciałabym im grzecznie odmówić, ale znając ich i tak się obrażą i nie zrozumieją moich intencji, ponieważ ja doskonale rozumiem, że można czegoś nie rozumieć, więc jak ktoś poprosi o zadanie i jakieś wytłumaczenie, to nie miałabym nic przeciwko, ale oni proszą o gotowe, bo im się po prostu nie chce. Nie lubię niesprawiedliwości, że ja muszę poświęcić wiele swojego czasu, żeby jakieś zadanie dobrze wykonać, a ktoś sobie tylko spisze i dostanie to samo co ja :/ Mam dość pełnienia funkcji "kujonki do spisywania zadań", sprawia mi to przykrość. Wiecie jak teraz komuś ciężko komuś odmówić, szczególnie gdy dobrze się uczysz (jak nie dasz spisać, to jesteś stereotypowym kujonem, który nigdy nikomu nie pomaga i dosłownie "chowa zeszyt"). Już czuję się nieakceptowana, a jak jeszcze wszyscy się na mnie poobrażają i będą szydzić, to nie wiem jak wytrzymam to psychicznie, bo bardzo się wszystkim przejmuję i jestem bardzo wrażliwa. Nie wiem co robić. Macie jakieś porady/sposoby na radzenie sobie z takimi zachowaniami?

#nWnmm

Mam pewien problem z przyjaciółką, nazwijmy ją Kasia. Otóż znamy się około półtora roku, a poznałyśmy się przez Internet przez wspólne zainteresowania. Wielokrotnie rozmawiałyśmy przez telefon oraz komunikatory internetowe, parę razy także widziałyśmy się na żywo. Jest ona naprawdę w porządku osobą i prawie że nigdy się nie kłóciłyśmy. Ostatnio jednak znajomość z nią zaczęła mnie niesamowicie męczyć.

Jestem studentką, a poza tym mam pracę zaoczną, więc to oczywiste, że nie mam tak dużo czasu wolnego jakbym chciała. Niedawno tkwiłam także w szale sesji na studiach, więc tym bardziej ledwo znajdowałam chwilę na złapanie oddechu. Kasia za to pracuje, ale zaledwie po trzy godzinny dziennie bez weekendów, również zaocznie, więc ma więcej wolnego czasu. Ostatnio napisała do mnie, że ma wrażenie, że nasza przyjaźń się rozluźnia - rzeczywiście, mniej pisałyśmy, ponieważ jak wspomniałam wyżej, brakowało mi czasu, ale to nie było też tak, że całkiem urwał nam się kontakt. Z natury nie jestem także osoba, która randomowo podbija do swoich znajomych z pytaniem ''co tam?'', robię to bardzo okazjonalnie, a jeżeli z kimś rozmawiam, to całkiem naturalnie opowiadając o swoim dniu albo zadając pytania związane z tym, co zakomunikuje mi znajomy. Odpisałam więc, że zwyczajnie wykańcza mnie sesja, a poza tym przyjaźń nie urywa się nagle, jeśli nie ma się ze sobą kontaktu parę dni... Ona jednak wciąż nie daje mi spokoju! Co chwila do mnie wypisuje o jakieś głupoty, czasem parę razy dziennie, wysyła obrazki, które wyglądają jak randomowo wpisane w Google grafika, a kiedy przykładowo czegoś nie odpiszę, bo mi wyleci z głowy, to mówi, że ją ranię albo że na pewno jej nienawidzę, zupełnie jakby próbowała we mnie wzbudzić poczucie winy, ponieważ śmiem mieć własne życie. Ogólnie od jakiegoś czasu także non stop mówi o sobie bardzo negatywne rzeczy i choć początkowo zapewniałam, że tak naprawdę jest fajną osobą, ona nie odpuszcza, wygląda to niemal jakby celowo na siebie wrzucała, byle dostać pochwały. Ostatnio wysłała mi masę serduszek i buziaków, a jak zareagowałam na to neutralnie, tzn. nie zaczęłam jej słodzić, to się obraziła... Czasem, gdy rozmowa w większym gronie przez 5 minut nie dotyczy tematu, o którym ona ma pojęcie, to też wychodzi z pokoju albo grupowej konwersacji. Jak wychodzę gdzieś ze znajomymi, to sobie "żartuje", że ona jest zazdrosna... Kiedy za to zwróci jej się delikatnie uwagę na jakąś rzecz, to ona się od razu denerwuje i potrafi na przykład w przypływie emocji opuścić konwersację naszych wspólnych znajomych.

Ja nie wiem, może to ja jestem okropna, ale zaczynam odczuwać wobec niej okropną niechęć, to wszystko mnie przytłacza.

#vHBii

Jako nastolatka byłam molestowana. Teraz sama jestem mamą, więc w związku z tym, że córa szła do przedszkola, chciałam ją trochę uświadomić, że nikt nie ma prawa dotykać jej części intymnych. Ćwiczyłyśmy nawet w domu, że jak ktoś ją dotknie, to ma głośno krzyczeć: „nie dotykaj mnie!”.

Jakiś czas temu byliśmy rodziną w restauracji. Córce zachciało się kupę. Mąż z nią poszedł, bo ja musiałam zostać z synkiem.
Wrócił po 5 minutach czerwony jak burak po tym, jak córka po zrobieniu zaczęła na niego krzyczeć, że ma jej nie dotykać (chciał ją wytrzeć).
Bał się wyjść z łazienki. W sumie się nie dziwię ;)

#CyN92

Jestem byłą partnerką sadysty. Piszę tego posta, bo od roku męczy mnie myśl, że którąś z Was mogłoby spotkać to, co mnie, czyli bicie, manipulacja, zdrada, wykorzystanie finansowe oraz udawanie miłości. Facet utworzył sobie otoczkę dobrego gościa, bo udziela się społecznie, ale tak naprawdę to człowiek, który udaje czułego misia, by następnie kontrolować życie kobiety.
Dziewczyny, miejcie oczy szeroko otwarte. Taki "agent" szuka czułych, delikatnych i skromnych dziewczyn. Gdy się zakochacie, dosłownie zmieni Wasze życie w piekło. Sprawdzi co lubicie i jakie macie poglądy, by wydać się ideałem.

Codzienna myśl o tym, że któraś może zostać tak zeszmacona jak ja, nie daje mi spokoju... Nie mogę podać więcej szczegółów, bo boję się, ale chcę Was ostrzec – uważajcie, nie pozwólcie na to.

#tUknv

List do Św. Mikołaja.

Kiedy miałam jakieś 5 lat, pisałam z mamą list do Św. Mikołaja. Chciałam wtedy dostać pieska (pluszowego), lecz dostałam prawdziwego, którego strasznie się bałam i uciekałam przed nim gdzie popadnie.
Na drugi rok mama się mnie pyta co tym razem bym chciała dostać, a ja jej na to, że lalkę, ale boję się, że Mikołajowi znów się pomyli i że przyniesie mi dzidziusia.

Rodzice śmieją się z tego do dnia dzisiejszego, a mam już prawie 23 lata ;)

#ukpeU

Czy waszym zdaniem lepiej jest usunąć ze swojego życia taką osobę?

Mój przyjaciel jest ze mną od lat. Kiedyś zawsze mogłem na niego liczyć, a on na mnie. Niestety w ostatnim czasie on skończył swój związek ze swoją dziewczyną. Gdy proszę o pomoc, zawsze rozmowa dotyczy tylko tej dziewczyny i jak jemu jest źle. Pomagam mu, wspieram, doradzam, ale sam nie mogę liczyć na to samo od niego. Dodatkowo zaczął mi robić ostatnim czasem pod górę. Nie chcę tego dodawać, ale długi czas już zauważam, że jest zwykłym samolubem. Kiedyś nasza relacja była naprawdę dobra, byliśmy najlepszymi kumplami i zawsze mogłem do niego przyjść po pomoc. Teraz nawet nie wiem, czy przypadkiem on tego nie wykorzystuje przeciwko mnie. Proszę bez krytyki o radę...

#sREfk

Pamiętacie tę akcję jednej z sieci handlowych, która mówiła, że jeśli nam dany produkt nie zasmakuje, to możemy go w jakimś tam terminie zwrócić? W całości, części albo samo opakowanie i domagać się oddania pieniędzy.

To był jakoś początek listopada. Wpadłem do owego marketu na małe zakupy. I po tym, co zobaczyłem, to nie wiedziałem, czy się śmiać, płakać, czy wręcz bić brawo za pomysłowość.

Gość, 40. jeszcze nie miał na karku. Podjechał jakimś kombi. I wyładował do dwóch wózków sklepowych cały samochód pustych opakowań po napojach/chipsach/przekąskach/słodyczach i innym jedzeniu. Po czym jak gdyby nigdy nic wszedł do sklepu, podszedł do działu obsługi klienta i domagał się zwrotu pieniędzy za zakupy.

Trochę w szoku, trochę z czystej ciekawości, stałem i przyglądałem się, co z zaistniałej sytuacji wyniknie. I wiecie co? Gość dostał zwrot kasy. Na odchodne zaśmiał się tylko do jakiegoś klienta, który również oczom nie wierzył, że "No, to urodzinki Oli wyszły prawie za free, hehehehehehe".

Cwaniactwo poziom ekspert, nie ma co.

#L4tAE

Muszę się wyżalić, bo nie wiem co mam robić.
Zacznę od początku.

Po maturze wyjechałam z narzeczonym za granicę, znaleźliśmy pracę, wynajęliśmy mieszkanie i ogarnialiśmy sprawy związane z weselem w Polsce. Wszystko spoko, fajnie funkcjonowaliśmy, zwiedzaliśmy, układało nam się dobrze. Zaczęliśmy być parą w młodym wieku, miałam 15 lat, on 18. Braliśmy ślub po 7 latach. Po ślubie postaraliśmy się o dziecko i w ciąży on się bardzo o mnie starał. Czułam się jak taka rozkwitająca księżniczka, byłam szczęśliwa. Później poród i tak odkąd urodziła się nam córka czar prysł... Z miesiąca na miesiąc było coraz gorzej.

On jest dobrym tatą, ale jako mąż stał się okropny. Pracuje na budowie od 6 do 18, czasem nawet dłużej go nie ma. Ja wróciłam do pracy na 1/2, gdy mała miała 8 miesięcy i poszła do żłobka. Sama wszystko ogarniam – dziecko, pracę, dom, obiad, zakupy. On przychodzi i o wszystko się czepia. Pracuje z samymi takimi gburami, co źle traktują swoje żony i robi się do nich podobny, wszystko mu nie pasuje i o wszystko obwinia mnie.
Kiedyś porozmawialiśmy szczerze i zdecydowaliśmy się na drugie dziecko z myślą, że może to uratuje nasz związek. I co? Jestem w 6 miesiącu ciąży i czuję się jak skończone zero. Ciągle przez niego płaczę. Ciągle ja jestem taka strasznie zła, dziś mi powiedział, że "kto inny by mnie dawno w dupę kopnął". Nie chcę z nim rozmawiać, bo nie chcę, żeby mnie ciągle obrażał. A gdy zwracam mu uwagę, to mi mówi "zamknij się".
Nie wiem co mam robić, mam 2-letnią córkę i jestem w ciąży w obcym kraju, bez żadnego wsparcia.
A najgorsze jest to, że on tylko w domu jest taki, a np. na wakacjach w Polsce zgrywa wspaniałego i kochanego... Mam dość takiego życia.

#VCMdv

Gdy chodziłam do przedszkola pamiętam, że ważnym i emocjonującym wydarzeniem były godziny, gdy dostawaliśmy śniadania i obiadki. Nie chodzi o sam fakt, że to jedzenie, ale o to, że naprawdę uwielbiałyśmy panią Krysię - pogodną staruszkę, która przynosiła nam te posiłki. Razem z koleżankami uważałyśmy, że była wróżką i dodawała szczyptę magii, dlatego te potrawy były takie pyszne (ahhh, wciąż tęsknię za tą pomidorową). Ważnym elementem wyznania jest to, że moja mama również pracowała w tym przedszkolu, tylko że na innej grupie i nie widywałam jej za dnia.

Któregoś ranka moja rodzicielka poinformowała mnie, że pani Krysia jest chora i przez następne kilka dni ktoś inny będzie nam dostarczać śniadania i obiady. Oczywiście, gdy przybyłam do przedszkola, ta szokująca wiadomość rozniosła się po grupie momentalnie i wszystkie dziewczynki (razem ze mną) popadły w histerię, zaczęłyśmy tworzyć czarne scenariusze co się stało z naszą wróżką, kto teraz dostarczy nam jedzenie i czy umrzemy z głodu. Po jakimś czasie jedna z nas wymyśliła teorię, którą uważałyśmy za najprawdziwszą i najbardziej prawdopodobną. Pani Krysia została otruta przez Złą Czarownicę, która przyniesie nam jedzenie i sama będzie chciała nas otruć. Przytaknęłyśmy i obmyśliłyśmy plan. Gdy tylko ta Zła Czarownica przybędzie, rzucimy się na nią (czytaj: podbiegniemy i zaczniemy skakać będąc w odległości 2 metrów) i będziemy żądać, by oddała nam panią Krysię. (Naprawdę nie wiem skąd my to wytrzasnęłyśmy).

Gdy wybiła godzina 9:00 usłyszeliśmy odgłos metalowych kółek na korytarzu. W gotowości obserwowałyśmy drzwi, z których (jak się domyślacie) wyłoniła się.... moja mama. Wszystkie dziewczynki oprócz mnie zaczęły realizować swój plan, lecz po chwili przekrzyczałam je słowem "Mamo co ty tu robisz? Jesteś Złą Czarownicą?". Po tym zdaniu moje koleżanki oskarżyły mnie o współudział w zamachu na panią Krysię, jednak wycofały swoje oskarżenia, gdy kanapki z nutellą były tak samo dobre jak za "Panowania pani Krysi".

Wkrótce dowiedziałyśmy się, że pani Krysia nie była wróżką, lecz i tak została w naszych oczach dobrą staruszką przynoszącą pyszne jedzenie ;D.
Dodaj anonimowe wyznanie