#liGN0

Mam traumę. Nie będę się rozczulać nad tym, co ją spowodowało, bo nie jest to istotne w kontekście tego wyznania. Ważne jest, że z jakiegoś powodu nie potrafię rozmawiać z moją mamą na trudne dla mnie tematy. Gdy w naszej rozmowie przewija się taki temat, czuję się zdenerwowana, łamie mi się głos, cała się trzęsę, prawie panikuję. Z innymi ludźmi mogę rozmawiać na takie tematy bez większych oporów.

Rok po zdarzeniu, której wynikiem jest wyżej wspomniana trauma. Jeszcze nie do końca wtedy doszłam do siebie. Był wieczór, miałam kłaść się spać. Moja mama rozmawiała ze swoim facetem i poruszyli temat tego, co przeżyłam. Bardzo się zdenerwowałam i położyłam się spać, strasznie przeżywając te emocje. No i w nocy posikałam się do łóżka... Wstyd się przyznać, ale tak było. Zmieniłam spodnie i bieliznę, położyłam się spać dalej i jakiś czas później problem się nie powtarzał. OK, myślałam, zdarzyło się jeden raz, z powodu silnych emocji. Aż do pewnego czasu. Kładłam się spać i przypomniała mi się ta sytuacja. Nie wiem czemu, ale spanikowałam, że to się powtórzy tej nocy. Bałam się nawet zasnąć, ale wkrótce sen mnie pokonał. Tej nocy znowu się posikałam, tym razem chyba zadziałał jakiś efekt placebo, przekonałam siebie, że to się stanie i się stało...

Było to rok temu i wciąż mam nietrzymanie moczu. Tylko że teraz nawet w porze dnia. Noszę wkładki higieniczne, na szczęście w nocy coraz rzadziej zdarza mi się posikać się. I nie wiem, kto powinien się tym zająć, urolog czy psycholog? Obstawiam psychologa, w końcu wszystkiemu winna trauma, a traumę dobrze by przepracować na terapii.

#ChE6Y

Witam, mam 24 lata i w sumie nigdy nie byłem na klubie ani na żadnej większej imprezie, mam też mało znajomych. Długi czas byłem zamknięty w sobie, ale w końcu poczułem w sobie taką pustkę i chęć wyjścia do ludzi. Myślę, że powoli jest coraz lepiej, jednak nadal są dni, w których nie mam gdzie wyjść czy czym się zająć, nadal czuję się za mało otwarty, żeby wyjść z ludźmi, których nie znam, więc pustka dalej momentami się pojawia. Mam często ochotę po prostu gdzieś wyjść, byle gdzie i z kim, a na to też nie zawsze jest opcja.

Są dni w, których czuję dołka i jest ciężko, ale powoli do przodu.

#epUeG

Czy tylko mnie wkurzają reklamy środków typu Braveran w ciągu dnia?
Non stop reklamują ww. środki, nie bacząc, czy jest to kanał dla dzieci, czy telewizja Trwam.

Mam małego braciszka. Ostatnio obejrzał taką reklamę i zapamiętał jedno słowo. Erekcja. Non stop mnie męczy pytaniem: "Co to jest erekcja?". Weź tu wytłumacz kilkulatkowi. Poza tym w moim domu nigdy nie rozmawiało się na takie tematy.

Wyobraźcie sobie moje zażenowanie, gdy brat zapytał księdza chodzącego po kolędzie: "Co to jest erekcja? Bo siostra nie chce mi powiedzieć... ".

#BPvyh

Mam ciągoty i w kierunku mężczyzn, i w kierunku kobiet, natomiast z uwagi na to, że nigdy jeszcze nie byłam w związku, nie potrafię określić swojej orientacji i strasznie mnie to frustruje. Moje jedyne doświadczenie to pocałunek i jakieś tam niewinne przytulanki z facetem w liceum, co nawet mi się podobało. Jeśli chodzi o mężczyzn, to zawsze podrywa mnie ten sam typ - zarozumialec, żądny uwagi wszystkich, niebiorący nic na poważnie i sztucznie zabawny. Niedawno po raz kolejny musiałam zakończyć taką relację po kilku randkach, bo coś mi nie pasowało. Zresztą każda moja relacja z facetem tak się kończy.

Ostatnio coraz częściej mam myśli o tym, że może jednak moim przeznaczeniem jest mieć dziewczynę, tylko ja niepotrzebnie walczę z tym, wstydząc się tej mojej drugiej natury. Zaczęłam wyobrażać sobie siebie w związku z kobietą, siebie w ciąży i anonimową ją u mojego boku i zaczęło mnie to jakoś kręcić. Problem w tym, że nie przekonam się, bo jak mówiłam podrywają mnie tylko faceci i to określonego typu, a nigdy żadna kobieta. To znaczy miałam jedną koleżankę, o której wiedziałam, że jest bi i patrzyła ona na mnie tak jak patrzyli na mnie ci faceci, z którymi randkowałam, więc wiem, że byłam w jej typie, ale ona mi się nie podobała ani z wyglądu, ani z charakteru, ani z poglądów.

No cóż ja mam ze sobą zrobić? Wiem, że wiek dwudziestu jeden lat to nie jest palący wiek na tworzenie poważnego związku, ale ja tak bardzo potrzebuję tej czyjejś bliskości, zwłaszcza wieczorami i nocami, czy czyjegoś towarzystwa na wspólne kolacje czy spacery po parku. Chciałabym być dla kogoś ważna, ale nie tak jak przyjaciółka czy rodzina. Jak osoba do pokochania. Po prostu.

Czuję się głupio, że muszę zwierzać się na anonimowych internetach, ale o mojej drugiej naturze nie wie nikt poza mną samą i nie chcę tego zmieniać. Chociaż prawie cała półka lesbijskich romansideł na mojej półce w domu rodzinnym (krzywo komentowana przez matkę uznającą takie uczucia za ZŁE), kolejna tutaj na studyjnej stancji, czy moje coroczne zainteresowania kolejnymi sławnymi kobietami mogą być dla niektórych wskazówką, którą przemilczają dla spokoju swojego i mojego.

#cqalO

Największy przypał w moim życiu.
Kilka lat temu zostałem zaproszony na małą imprezę, której motywem przewodnim były najoryginalniejsze przebrania. To było jedyne, główne przykazanie, więc każdy z nas musiał się przyłożyć do skombinowania sobie dobrego stroju.
Kogo tam nie było? Jeden kumpel przebrał się za kapitana Jacka Sparrowa, inny ufajdał się jakimś mazidłem i robił za Baracka Obamę. Moja przyjaciółka założyła na siebie jakieś kartony i na zawołanie "składała" się w małą, kartonową ciężaróweczkę (taki niby Optimus Prime).

A ja wraz z moimi dwoma kumplami kupiliśmy na Allegro kostiumy... penisów. Zrobione to było z jakiejś grubej gąbki pokrytej mięciutkim, różowym materiałem. Zakładało się to przez dziurę u podnóża jajek, trzeba było się wcisnąć niczym gąsienica, znaleźć dziury na ręce, a w żołędziu - także i na głowę. Przebrania te miały dwie wady. Przede wszystkim były cholernie ciepłe, ale w tym wypadku radziliśmy sobie rozbierając się do majtek i na gołe ciało zakładaliśmy kostiumy. Drugim problemem była dziura na nogi. Była ona tak mała, że nie dało się zrobić normalnego kroku, tylko trzeba było sobie dreptać, drept drept - to akurat było bardzo upierdliwe, bo krępowało nam ruchy.

Padła propozycja, abyśmy wszyscy w tych naszych strojach poszli do Żabki i zrobili trochę sympatycznego przypału. No i my w tych penisowych kostiumach zgodziliśmy się na taki pomysł. Gdy wszyscy byliśmy już na dole to okazało się, że jednak to było głupie przedsięwzięcie, bo z naszymi kroczkami, drept drept, będziemy spowalniać całą ekipę.
Umówiliśmy się więc, że reszta pójdzie do Żabki, a my - trzy wesołe k#tasy dotrzemy do celu na końcu. I spoko - tak też uczyniliśmy.
Dreptanie szło nam ciężko, bo co chwilę któryś z nas zaliczał glebę i musieliśmy go podnosić. Albo ktoś podchodził i chciał robić sobie z nami fotkę.
Ostatecznie, kiedy już dotarliśmy do celu, to zobaczyliśmy... zamknięty sklep i ani żywego ducha. I co teraz? Postaliśmy jak te trzy ch#je pod sklepem i zgodnie postanowiliśmy wrócić do domu kumpla. Jednak nikogo tam nie było. No i panika - co robić? Poczekaliśmy z godzinę, zimno zaczęło się robić, więc trudno - wracamy do domów. Tylko jak? Pod kostiumem mieliśmy tylko gacie i ani grosza na taksówkę!

Tak, wracaliśmy z buta. Wyobraźcie sobie trzech gości w puchatych strojach wielkich penisów wracających w weekend przez miasto, drept drept. Ostatecznie udało się złapać autobus, ale to wcale nie poprawiło sytuacji, bo kanary wpadły... i nas wyśmiały, tak, że wszyscy pasażerowie dosłownie tarzali się z radości. No ch#jnia straszliwa!

A znajomi? Przypadkiem byli świadkami kradzieży w sklepie i wezwana policja zabrała wszystkich (łącznie ze sprzedawcą) do suki. Jeździli pół nocy po mieście i szukali złodzieja. Też im się impreza udała...

#ZCGj2

Masz dziecko? To się nim zajmuj, wychowuj, interesuj!

Mam syna, Franek, lat 3. Młody uwielbia inne dzieci, lubi się z nimi bawić, potrafi się dzielić zabawkami. Ale jest jedna rzecz, którą się nie dzieli i ja to rozumiem. Taki wymęczony już na maksa rudy, pluszowy kocur. Może to głupie porównanie, ale ja też nie chciałabym, żeby ktoś bawił się moim telefonem. Dotyczy to tylko tej jednej zabawki.
Przed właściwą historią dodam jeszcze tylko, że jestem rodzicem, który stara się nie mieszać w sprawy dzieciaków, dopóki sytuacja nie robi się nieciekawa. Ale to nie znaczy, że nie reaguję. Obserwuję i wkraczam, jeżeli sytuacja tego wymaga.

Akcja właściwa:
Odwiedziła mnie koleżanka z synem Stasiem w podobnym wieku. Dzieciaki się bawią, my kawka. Ale widzę, że kolega zaczyna się interesować kocurem. Więc od razu tłumaczę Stasiowi, że nie bardzo, bo to ulubiona zabawka Franka, ale tutaj mamy całe mnóstwo innych zabawek, wybierz coś z tego.
Staś ciągnie kocura i zaczyna się histeria. Matka Stasia zero reakcji, przegląda twarzoksiążkę w telefonie. OK, udało mi się załagodzić sytuację. Chłopaki bawią się dalej, ale po 5 minutach znowu atak na kocura. Tym razem nie zdążyłam zareagować, ponieważ mój syn odepchnął kolegę, na tyle mocno, że ten wpadł pod stół. Z premedytacją nie powiedziałam ani słowa...

Koleżanka szybko się zawinęła oburzona, że dziecko mam takie niewychowane i agresywne. Wydaje mi się, że nieprędko się znowu spotkamy.

Możecie mnie zlinczować, ale uważam, że dobrze postąpiłam. Tłumaczyłam wcześniej na tyle głośno i wyraźnie, że i dziecko, i matka mogli zrozumieć, że akurat ta zabawka jest wyjątkowa i powinni to uszanować.

Po wyjściu gości wyjaśniłam tylko synowi, że mógł być trochę delikatniejszy :)

#9sJf0

Mam 20 lat, kilka miesięcy temu urodziłam piękną córeczkę, wzięłam ślub z przystojnym brunetem, jesteśmy 4 miesiące po ślubie i eh... Jestem w rozsypce.

Wierzycie w zmiany człowieka na kogoś lepszego? Otóż mój mąż kiedyś był niezłym kłamcą, oszustem i zdradzał swoja dziewczynę. Ja chciałam mu dać szansę, bo widziałam zmianę, zresztą znamy się od 6 lat, dokładnie wiedziałam jaki był kiedyś, jednak wierzyłam, że faktycznie nastąpiła w nim zmiana, może naiwnie, ale do sedna. Otóż przyłapuję go często na kłamstwach, jakichś drobnych lub większych, a oczekuję tylko szczerości, ponieważ kłamstwem się brzydzę, a jednak... Gdy tylko się dowiem o kolejnym, jak on to mówi, minięciu się z prawdą i proszę go, żeby się przyznał, bo wie, że najbardziej mnie boli jak kłamie, to on kłamie mi prosto w oczy... Ostatnio byłam cała zapłakana i go spytałam, czemu tak ściemnia, a on dalej brnął, patrząc mi prosto w oczy, że jest grzeczny jak aniołek i że mnie tak bardzo kocha, przysięgając na naszą córeczkę, że mówi prawdę. A ja wiem, że jednak kłamał, bo przejrzałam mu telefon... Wiem, że to nie fair, ale nie mogłam wytrzymać czując, że on znowu kłamie.
Nie wiem co powinnam w tej sytuacji zrobić, jednak bardzo mocno go kocham...

#rdqeZ

Brak asertywności i wiary w siebie doprowadziły mnie do ściany. Czuję się jak służąca rodziców i mojego faceta.
Wykorzystują mnie, a w zasadzie moje dobre serducho, a ja nie umiem powiedzieć „dość”. Dzieje się to często moim kosztem finansowym i emocjonalnym. Za to kiedy ja mam problem, nie ma nikogo, kto chciałby mi pomóc. Zmuszona jestem liczyć sama na siebie. Jaki jest tego efekt? Ano taki, że najpierw ogarniam rzeczy innych, a moje na końcu, więc nie starcza już czasu na moje sprawy.

Czy kiedyś się zdobędę się na odwagę i powiem „dość”?

#FT2p6

Zawsze wiedziałem, że wyglądam staro jak na swój wiek (mam 17 lat od miesiąca), ale nie sądziłem, że aż tak.

Dzisiaj w kolejce w sklepie, podczas kupowania alkoholu, pani poprosiła 24-letniego studenta (znajomy), który stał przede mną, o dowód. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo przecież może młodo wyglądać, ale mnie nie poprosiła. Co gorsza - opowiadała mi jak to teraz musi sprawdzać te dowodziki, bo młodzież często wygląda na starszą i marzy o tym, żeby przed 18 kupić alkohol.
Nawet nie wiecie jak głupie to było uczucie.

#CZNKY

Zawsze w niedzielę jeździmy do babci i spotykamy się tam całą rodziną. W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia znów spotkaliśmy się wszyscy razem. Na początku było naprawdę super, ale nic dobrego nie trwa wiecznie. Pod koniec wizyty postanowili zrobić rodzinne zdjęcie przy choince. Jako że ja naprawdę nie lubię być na zdjęciach, zaproponowałam, że mogę je zrobić. Jak powiedziałam, tak zrobiłam. Kiedy już myślałam, że mi odpuszczą, zaczęli namawiać mnie do stanięcia przy reszcie. Gdy kilka razy grzecznie odmówiłam, jeden z moich wujków użył siły do postawienia mnie przy reszcie. Wywiązała się szarpanina, ale udało mi się wyrwać. Pobiegłam do łazienki i się zakluczylam. Zaczęłam płakać. Po chwili usłyszałam kłótnie i obelgi kierujące się w moją stronę. Przykładem może być wypowiedź dotycząca mojego ślubu. "To co, na ślubie też nie będzie chciała zdjęć?". Chciałabym zaznaczyć, że mam dopiero 14 lat. Jedyną osobą, która mnie broniła, była moja starsza siostra. Zwracajcie uwagę na takie zachowanie w rodzinie, bo może to kogoś bardzo skrzywdzić.
Dodaj anonimowe wyznanie