#mK9Ho
Mieszkamy w centrum miasta, bloki naprzeciwko siebie. Ze swojego balkonu mam wprost widok na jej mieszkanie. Pewnego dnia paląc fajkę i spoglądając na okolicę zauważyłem ją, w szlafroku, słuchawkach na uszach, po prostu tańczącą. Była naprawdę ładna, ale to jej sposób poruszania się sprawił, że potwornie zapadła mi w pamięci. Od tamtej pory za każdym razem, jak wychodziłem na balkon, patrzyłem w jej mieszkanie. W pewnym momencie nabrałem takiego nawyku spoglądania w jej mieszkanie, kiedy tylko mogłem.
Zauważyłam, że mieszka sama, ma kota, który non stop siedzi na balkonie. Często jej nie ma w domu. Raz/dwa razy w tygodniu wyciąga wino, które pije sama, i sprząta mieszkanie tańcząc. Nawet i bez tego tańczy i śpiewa, praktycznie zawsze jak jest w domu. Dzieli nas 30 m, więc często słyszę, jak śpiewa. Czasem chodzi po mieszkaniu w samej bieliźnie, ale wiem, że tańczy i śpiewa i bez niej, wtedy zasłania okna zdając sobie sprawę, że naprzeciwko ma setki sąsiadów.
To już wpadło w taką moją rutynę, oglądać ją, jak tańczy. Sprawia wrażenie takiej absolutnie szczęśliwej, beztroskiej osoby. Tańczy z całej siły, to nie jest jakieś podrygiwanie.
Kilka razy spotkałem ją w sklepie, który jest obok naszych mieszkań, za każdym razem nie mogłem się oprzeć, musiałem jak najdłużej zostać póki ona jest i ją oglądać, myślałem do niej zagadać, jako że jesteśmy w tym samym wieku (czyli młodzi dorośli), ale ona zawsze po pierwsze ma słuchawki na uszach, a po drugie jest tak przeraźliwie piękna, że nie mam odwagi.
Raz wpadła na mnie w alejce i z rozbrajającym uśmiechem powiedziała, że ślicznie przeprasza, i dotknęła mnie w ramię, w które mnie uderzyła. Nigdy w życiu nie spotkałem takiej osoby, która sprawia tak ogromne wrażenie na innych ludziach.
Raz gdy miała zgaszone światło, ale odsłonięte rolety, widziałem jak się masturbuje do porno.
Mam obsesyjne myśli o niej cały czas, i nie mam pojęcia co z tym zrobić, więc po prostu codziennie ją oglądam.
Wiem, że to jest creepy, ale ja po prostu przeraźliwie, po raz pierwszy w życiu zakochałem się bez pamięci.
nie mogłeś się zakochać w kimś, kogo nie znasz. nie masz pojęcia jaką jest osobą, jak myśli, jakie ma poglądy. to tylko pożądanie i ciekawość.
Jak najbardziej mozna zakochac sie w wyobrazeniu jakiejs osoby.
@ultraviolett to nadal nie jest miłość do niej, tylko do własnej wyobraźni;)
@oldhighhat, ale właśnie zakochanie to nie jest miłość. Mógł się zakochać, bo zakochać można się nawet w aktorze, piosenkarze, czy postaci z kreskówki. Ale to nigdy nie będzie miłość. Ludzie często używają tych dwóch słów jako synonimów, a to znaczy zupełnie co innego.
Nom, takie zakochiwanie się w kimś kogo się prawie nie zna albo w jakiejś z osobie z neta to przegryw lvl expert.
zakochał się w jej wyglądzie i powierzchownych manieryzmach. to wystarczy większości mężczyzn.
Illuminae, zakochanie może przerodzić się w miłość. Może być wstępem do miłości. Gość wie, co ta dziewczyna lubi robić, jak wygląda jej zwykły dzień. Często na pierwszej randce wie się tylko tyle albo i mniej, a mimo to wtedy to już można być zakochanym, a będąc tylko sąsiadami niby nie. Owszem, gość "realizuje" to zakochanie w creepy sposób, ale to nie tak, że nie mógłby poczuć do sąsiadki czegoś więcej
@3time, ja znam różnicę między zakochaniem a miłością, więc wiem, że jedno może przerodzić się w drugie :) to nie ja napisałam, że autor nie mógł się zakochać, a wręcz przeciwnie, tłumaczyłam innym, że mógł jak najbardziej, bo zakochanie to nie to samo co miłość.
Wyznanie ze strony sąsiadki: "Boże, mam stalkera. Ciągle mnie podgląda, łazi za mną do sklepu, aż z tego wszystkiego coraz więcej piję i muszę rozładowywać napięcia".
Najgorsze, że takich zakochanych świrow jest w życiu realnym cała masa. Zobaczą uśmiechniętą kobietę lub taką o miłym usposobieniu i łapią obsesję... A później od wyobraźni przechodzą do różnych form stalkowania, napaści, gwałtu, czy porwania...
A jak ktoś uważa to za romantyczne to polecam fikcję filmową w postaci serialu na podstawie powieści "You".
Hva, w jaki sposób? Ja tam nie widziałam ani odrobiny miłości, jedynie chorą obsesję. Chyba że Twój komentarz to sarkazm, to ok.
@hva w necie do takich zdań dodaj odpowiednią emotkę, to nie będzie tyle nieporozumień :)
Bo tak to w sumie nie wiadomo czy wypowiedź ma być ironią czy zdaniem oznajmującym rzeczywisty pogląd, zwłaszcza tam gdzie cie nie widac, nie słychać i nikt Cię nie zna, a wypowiadają się ludzie o różnych poglądach ;)
Albo „ktoś mnie podgląda, warto się temu przyjrzeć, bo często mnie nie ma i mieszkanie stoi wtedy puste. Troche się boje bo może planuje je okraść”. Nie wszyscy myślą tylko o jednym ;)
Zawsze mnie zastanawiało, jak ludzie mogą komfortowo żyć, kiedy tyle osób może ich sobie właśnie oglądać. Mam tak, jak autor, czyli jakieś 30m między balkonami, w dodatku naprzeciwko podwójne drzwi balkonowe, a u nas potrójne. Jak wychodzę wieczorem i w jednym mieszkaniu zawsze widzę poodsłaniane zasłony i zapalone światło, to aż czuję jakiś taki wewnętrzny dyskomfort na myśl, że można tak żyć :D
U mnie to mieszkanie jest praktycznie na linii wzroku, kiedy siedzę na balkonie. Nic mnie nie obchodzi, co oni tam robią, ale jeśli nie robię nic konkretnego i tak sobie tylko patrzę przez siebie, to tak jakoś naturalnie ruch przykuwa wzrok bardziej, niż zasłonięte zasłony obok. No i nigdy nie wiadomo, czy nie masz takiego sąsiada, jak autor wyznania. Dom to jest dla mnie taka ostoja prywatności i nie byłabym w stanie normalnie funkcjonować, jeśli bym tej prywatności nie miała.
Skoro mieszkasz w takiej odległości co autor, to może chodzić o ciebie. Niby kąt niezgodny, ale to tylko jeśli chodzi o te mieszkanie. Wyżej tez są (może) sąsiedzi i jeden (albo więcej) może Cię obserwować. Ale i… duże okna. A to, ze cię nie ma to interpretacja ‚faktu’ ze się mijacie godzinowo np pracując 😝😈
Aż mi się przypomniało "w domach z betonu" Martyny Jakubowicz.
"...sa stosunki malzenskie oraz akty nierzadne, Casanova tu nigdy nie gosci..."
Kurde, swiat sie zmienia i nic sie nie zmienia. Troche to deprymujace.
TAK! IDEALNE!!! TO SAMO POMYŚLAŁAM!
„Ten z przeciwka, co ma kota i rower stał przy oknie nieruchomo jak skała…”
Wiem, że czasem trudno się zdobyć na odwagę, żeby zagadać, ja sam przez wiele lat miałem straszne trudności w zagadywaniu do kobiet, ale jak w końcu spotkałem tę jedną, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie (chociaż zupełnie czym innym niż w twoim przypadku ;)), to po prostu nie było wyjścia - wóz albo przewóz, albo zagadam, albo stracę szansę. Muszę, chociaż się boję. No i udało się :)
Jak nie chcesz zostać na zawsze z obsesyjnymi myślami o tej sąsiadce i brakiem pojęcia, co zrobić, to po prostu podejdź do tego w ten sposób - musisz do niej zagadać, nie masz wyjścia. Co masz do stracenia? Tak naprawdę tylko swoją obsesję i łudzenie się cały czas, że "może coś kiedyś z tego będzie". Więc w końcu sprawdź - raz kozie śmierć. Albo będzie, albo nie.
Można tez patrzeć i zapamiętać, nie trzeba prześladować i szpiegować żeby zauważyć i zapamiętać tyle ile on ;)
Niemniej jednak no… ja bym się odwrócił i nie patrzył. To już by można pod to szpiegowanie podciągnąć, zależy od interpretacji. Poza tym nie rob drugiemu co tobie nie miłe. Często się to słyszy i ja akurat to wyznaje, a niechciałbym być podglądany gdy o tym nie wiem, zwłaszcza w podobnych sytuacjach…
Łooo jeju, nie przesadzacie z tym stalkowaniem?
Ja nie widzę, by koleś zrobił coś złego. Nie podgląda jej przez lunetę, nie nagrywa, nie łazi za nią, nie obczaja znajomych itd. Normalny, zauroczony facet, i zupełnie normalne zachowanie.
Jakie stalkowanie i jakie walenie go w pysk? Za co? Za to, że patrzy przez okno?
Chyba zaczyna Wam już odbijać, i przeginacie w drugą stronę.
A do Autora. Wiesz, pół życia byłam taką kobietą. Tańczyłam sama w domu, piłam sama wino. I marzyłam o tym, by jakiś facet zaprosił mnie na randkę. Ale oni nie mieli odwagi. Dopiero po latach się dowiadywałam, jak to ten czy tamten się podkochiwał skrycie. Szkoda, bo i ten i tamten mieliby szansę. Kilku z nich mi się podobało, jednak nigdy nie sądziłam, że są mną zainteresowani. Nie dość, że nie okazywali sympatii, nie zaprosili do kina, to wręcz unikali wzrokiem. :)
Zatem przestań być frajerem, pogmeraj w gaciach, ściśnij swoje cohones, i do dzieła! Podejdź i najzwyczajniej w świecie powiedz jej, że bardzo Ci się podoba i zapraszasz ją na kawę. Nie sil się na durnowate teksty o aniołach lecących na ryj z nieba. Prostota i szczerość zawsze jest w cenie. I nie znam kobiety, której by to nie pochlebiło. Nawet jeśli z jakiegoś powodu odmówi: może ma chłopaka, może nie jesteś w jej guście, może woli kobiety - to i tak będzie myślała o Tobie z uznaniem, że zdobyłeś się na odwagę. Bo prawda jest taka, że im atrakcyjniejsza kobieta, tym mniej facetów do niej zagaduje. Poza żulami i starymi oblechami, którzy i tak wiedzą, że nie mają szans.
Dawno temu pracowałem w dość dużym budynku, nasza firma (to była duża firma) zajmowała mniej-więcej połowę, i były jeszcze jakieś mniejsze. I rzuciła mi się w oczy dziewczyna, nie od nas, nie wiedziałem kim jest i co robi, ale strasznie mi się podobała. I oczywiście z czasem coraz bardziej. Aż pewnego dnia wyszedłem razem z nią z windy, zaczepiłem i powiedziałem:
Przepraszam, ale chyba się w pani zakochałem.
A ona na to: Ale ja mam chłopaka.
A ja: A to przepraszam. Ale nie gniewa się pani na mnie?
A ona: Nie, dlaczego.
(mniej-więcej cytuję, bo to dawno było)
Teraz wiem, że nie mówi się "a to przepraszam" tylko "ale ja nie jestem zazdrosny". Gdybym to wiedział wtedy, to kto wie, może żylibyśmy długo i szczęśliwie. A tak... w każdym razie całe napięcie ze mnie opadło, pogodziłem się z tym i zacząłem znowu zauważać inne kobiety.
Ważne że z lekcją - co mówić następnej „ofierze” (przepraszam jbc to zainspirowane innymi komentarzami i innymi takimi innymi tam - dopisuje bo Ci ostatnio napisałem @hva o ironii i podobnych, tez chce się zastosować😉) 😂
Stalker alert.
Coś mi się zdaje, że za parę miesięcy będziemy słuchać w wiadomościach o facecie, co zamordował sąsiadkę...
Z tego podniecenia wymyślania durnych historii aż zdążyłaś zmienić płeć...dzieciaku zacznij pisać na blogach dla małych dziewczynek bo te wypociny już robią się nudne.
Czyli już weszłeś z butami w jej prywatność. Jak ja się cieszę, że nie mieszkam w bloku
Wszedłeś ;)