Parę lat temu wybuchła wielka awantura na osiedlu. Jeden z sąsiadów miał problem z alkoholem. Jak zwykle straszliwie się opił i – dosłownie – z trudem doczołgał się do domu. No, powiedzmy – biedak zaległ przed klatką schodową. Ktoś zadzwonił po straż miejską i panowie mundurowi zabrali pijaczynę spoczywającego z głową na schodku do izby wytrzeźwień, mimo że człek ten znajdował się dosłownie parę metrów od swojego mieszkania. No i rozpętało się piekło, bo żona nieszczęsnego menelaosa zrobiła dziką awanturę, posądzając kogo się tylko dało o telefon do straży miejskiej i zgłoszenie sprawy. Oskarżeni byli wszyscy. Wszyscy oprócz mnie – grzecznej dziewczyny, która każdemu się kłania i robi zakupy osiedlowym emerytom. Tymczasem to właśnie ja, z pełną premedytacją, podkablowałam sąsiada. I wcale mi z tego powodu nie było głupio. Nie dalej jak tydzień wcześniej ten zanietrzeźwiony do granic możliwości sukinsyn uszczypnął mnie w pośladek, kiedy uczynnie otworzyłam mu drzwi do klatki schodowej, aby mógł bezpiecznie poturlać się do swojego mieszkania.
Dodaj anonimowe wyznanie
Ja mam pana Stefana, grzecznie pijący w wozkowni z kolegami, potem grzecznie do domu, żona grzecznie "spier..." Więc pan Stefan grzecznie do piwnicy idzie spać na swoim łóżku polowym. Takich grzecznych mam sąsiadów i zawsze dzień dobry :)
Ciekawa jest w Polsce mentalność, że zamiast szukać rozwiań problemów zrzuca się winę na "konfidentów". Ja tam nie mam litości, jak by się kobieta tak awanturowała, że ktoś wezwał straż miejską, powiedziałabym jej, żeby się cieszyła, bo następnym razem będzie policja z donosem o molestowanie, jak sobie męża nie ogarnie.