#aAVqU

Ostatni raz kierowałam się dobrym sercem w prowadzeniu biznesu.

Prowadzimy z mężem pub. Interes idzie rewelacyjne. Od pracowników wymagamy dużo, ale też płacimy lepiej niż konkurencja. Jednym z wymogów jest aparycja. Zauważyłam, że jedna z kelnerek za bardzo się roztyła. Wzięłam ją na rozmowę i wyjaśniłam, na czym polega ten biznes. Szkoda mi było pozbawiać dziewczynę pracy, pracowała u nas kilka lat, przetrwała pandemię, więc postanowiłam być szczera i wyjaśniłam, że żeby zachować pracę musi schudnąć. Trzy miesiące później musieliśmy zakończyć współpracę. Nie tylko nie chudła, a wręcz miałam wrażenie, że przybrała.
Mogłam nie odstawiać tej całej litościwej szopki, tylko posłuchać męża i po prostu ją zwolnić. Czeka nas sprawa w sądzie pracy, bo oskarżyła nas o dyskryminację. Dziewczyna czuje się dyskryminowana ze względu na otyłość. Taki mamy wymóg zatrudnienia – dziewczyna musi być ładna, szczupła i miła. Zdecydowana większość naszych gości to panowie, którzy przychodzą do nas nie tylko ze względu na walory smakowe naszej kuchni i trunków, ale też dla obsługi. Miło jest zamienić podczas obsługi dwa zdania z atrakcyjną kelnerką i jak to mówi mój mąż, "obczaić" jej tyłek. Bacznie obserwuję każdą z kelnerek i spostrzegłam, że dziewczyna, którą zwolniliśmy była na tyle gruba, że przestała budzić zainteresowanie mężczyzn. Zaczęła być wolniejsza, szybciej się męczyła i zahaczała ciałem krzesła i stoliki klientów.
Biznes to biznes. Musieliśmy ją zwolnić.

#eRteR

Ponad 20 lat temu podłączyłem ojcu internet. To były czasy modemów jeszcze. Nauczyłem go używać poczty, wchodzić na strony oraz, to najważniejsze, pokazałem mu, jak działa IRC. Było wtedy kilka pokoi, ale ojciec do dziś uważa, że to był cały internet :D
Jak sam czasem wspomina: „Pamiętam czasy, jak internet w Polsce miało tylko kilkunastu ludzi, ja byłem jednym z nich”.

#NCFwH

Siedzę w pracy, rozmyślam nad swoim życiem i nie chce mi się wracać do domu, tutaj przynajmniej odpoczywam.

Zaliczyłem wpadkę z dziewczyną, którą znałem 3 miesiące. Obecnie jest w 4 miesiącu ciąży. Mieszkamy u niej. Dom jest podzielony na dwie rodziny, ale wejście mamy wspólne. W drugiej części domu mieszka jej bezrobotna siostra z małym dzieckiem, którą zostawił facet. Od tamtego momentu przestała płacić rachunki. Liczniki mamy wspólne i dzielimy się opłatami według liczby osób. To że ktoś się kąpie dłużej czy pali światło to osobny temat do awantur. My jej przelewaliśmy pieniądze, a ona płaciła rachunki. A właściwie okazało się, że ja jej przelewałem pieniądze, a ona nie płaci od 3 miesięcy, a moje pieniądze wydaje na siebie i dziecko. Chcą nam odciąć prąd, wodę i zaraz pewnie będą grozić odcięciem gazu. Moja dziewczyna ma tylko jakiś nędzny zasiłek dla bezrobotnych w ciąży. Zadłużenie wynosi ponad 4 tys. zł. Mogę albo wziąć kredyt i to spłacić, albo czekać aż odetną media i żyć z kobietą w ciąży bez prądu, wody i gazu.

W domu są ciągłe awantury, bo one nie mogą się dogadać. Te awantury odbijają się na mnie i codziennie jest nerwówka i krzyki. Chciałbym to wszystko rzucić i odejść, ale będę miał dziecko, a moja dziewczyna za cholerę nie chce się wyprowadzić z ojcowizny. Rozmawiałem z jej siostrą, a dokładniej to się kłóciłem. Ona mówi, że nie ma pieniędzy i nie zapłaci, a później przychodzi, żebym pożyczył jej 400 zł na leki dla dziecka. Wiadomo, że ona mi tych pieniędzy nie odda i jej nie dam. To zadłużenie będzie rosło, a ja nie mam zamiaru brać na siebie tych kosztów. Moja dziewczyna zaczęła jeszcze wczoraj mieć do mnie pretensje, że nic z tym nie robię i w końcu zabiorą nam dom i wychodzi nagle, że to moja wina. Kilka miesięcy temu to była inna kobieta i nie potrafię zrozumieć w co za patologię się wpierdzieliłem.

#RwDvf

Mam 20 lat, a prawko niecały rok. Sytuacja ta zdarzyła się na parkingu. Chciałam wyjechać tyłem z miejsca parkingowego, jednakże był ogromny ruch i za każdym razem miałam zbyt mało czasu, aby wyjechać. Czekałam więc cierpliwie na dogodny moment.

Patrzę w lewo, w prawo, do tyłu – pusto. Spokojnie wyjeżdżam. Kiedy ujechałam zaledwie pół metra, jakiś typ zajechał mi drogę. Zatrzymał się zaledwie kilka cm od mojego auta. Chciałam wjechać z powrotom na parking, jednak nie zdążyłam. Wiecie co typ zrobił? Podjechał te parę cm, uderzając delikatnie w mój samochód. I zaczął drzeć twarz, że to moja wina. Jako że była to moja pierwsza w życiu "stłuczka", wysiadłam bardzo zdenerwowana i roztrzęsiona. Typ mówił, że mam mu dać 200 zł, to łaskawie nie zadzwoni na policję. Jestem blondynką, więc myślał, że może coś wskóra. Nie zgodziłam się i od razu zadzwoniłam do taty zapytać się co robić.
Facet jeszcze nie wiedział, ale wam już zdradzę, że mój tata jest policjantem.
Wytłumaczyłam mu, w którym miejscu zaszło całe zdarzenie. Bardzo szybko zjawiła się straż miejska, wyjaśniając temu jegomościowi, że 10 metrów dalej jest kamera, która wszystko nagrała i na której doskonale widać, jak stare panisko wjeżdża mi w tyłek. Gość czerwony jak cegła, wkurzony jak dziki rosomak, dostał karę nawet nie wiem jaką, bo byłam zbyt przerażona całą sytuacją. Jednakże wbrew powszechnemu stwierdzeniu, dobrze mieć znajomości. Oczywiście jeżeli wina nie leży po waszej stronie.

#JX7BL

To było w czasach szkoły średniej, czyli daaawno temu. Organizowaliśmy sobie w klasie 18-urodziny. Kwota zbiórki na każdego ucznia wynosiła kilka złotych. Miało się zwrócić za torty. Klasa liczyła 30 osób. Każdy przystał na to, bo zawsze w tym dniu były spokojniejsze lekcje, a nauczyciele nie pytali. Prezenty były różne, ale zazwyczaj była to duża maskotka.

Ja mam urodziny na koniec roku. Po sylwestrze przyniosłam dwa torty. Jeden dla uczniów, a drugi do pokoju nauczycielskiego. Przyznam, że miło było dostać życzenia od dyrektora i nauczycieli. Do tej pory to pamiętam, jak po lekcjach nauczycielka od chemii pytała, z jakiej cukierni zamawiałam torty. Potrzebowała zamówić identyczny na prywatną uroczystość. A zawsze miałam jakiś zatarg z tą kobietą. Ludzie, których traktowałam zawsze jako zło, okazali się być w porządku.
Za to kiedy wniosłam tort do mojej klasy, nastała cisza. Tylko kilka osób odśpiewało mi sto lat. Część udawała, że mnie nie widzi. Nauczycielka, która też była moją wychowawczynią, zwróciła się do towarzystwa, że to już ostatnia taka uroczystość w klasie i powinni bardziej się zaangażować. Pokroiłam tort i... rzucili się na niego jak sępy. Nawet mi kawałka nie zostawili, bo niektórzy brali po dwa i wynosili z sali dla osób z innych klas. Usiadłam w ławce i zjadałam wafla. I przyszły do mnie trzy dziewczyny, które trzymały w ręce foliowy woreczek z 16 zł. "Każdy już się znudził tymi urodzinami, tylko tyle zebrałyśmy na ciebie od klasy". Jakbym dostała w twarz. Zawsze się składałam i nawet chętnie pomagałam w transporcie tortów, bo jako 17-latka zrobiłam prawo jazdy. Wtedy bardzo mnie lubili i nie miałam nigdy z nikim konfliktu.

Nie przyjęłam tych pieniędzy. Wracałam do domu ze łzami w oczach. Jak to wspomnę, to do tej pory zbiera mi się na płacz.

#BzwEW

Pierwszy pocałunek przeżyłam na kolonii, z chłopakiem, któremu zaraz po oświadczyłam, że teraz musi zostać moim mężem. Przez resztę pobytu mnie unikał.

Rok temu mój narzeczony M. mi się oświadczył. Oczywiście, głośne "TAK!", wielka radość i szał przygotowań. Na wesele wymyśliliśmy takie jakby girlandy z naszymi zdjęciami. Brat mojego już męża zaoferował się, żeby przejrzeć nasze albumy z dzieciństwa i powybierać co śmieszniejsze. W trakcie wesela wygłaszał toast, który zaczął od wyciągnięcia mojego zdjęcia z wspomnianej wcześniej kolonii... I drugiego takiego samego z kolonii, na której był z M. Obydwoje z mężem łzy wzruszenia, bo szybko połączyliśmy fakty. I razem z wszystkimi naszymi gośćmi wysłuchaliśmy jego historii, jak to brat zakosił mu dziewczynę sprzed ołtarza...

Tak, tym chłopcem od pierwszego pocałunku był mój szwagier. Trochę głupio, ale przynajmniej się uśmialiśmy :)

#tHUFL

Jako 10-latek bawiłem się z moim najmłodszym bratem (miał wtedy około roku) na tapczanie. Kulałem go z jednej strony łóżka na drugą, obracałem i takie tam. Zesrał się, a ja tego nie zauważyłem ani nie wyczułem. No i tak go kulałem, że pod ciuchami miał osrane wszystko w każdą stronę. Brzuch, nogi do kolan... Zauważyłem to dopiero jak gówno mu kołnierzem wyszło.
Zawsze wspominamy to przy wigilijnym stole albo jak jacyś specjalni goście przychodzą :D

#xxrjr

Zawsze interesowałem się wojskiem. Już jako dziecko zamiast obrazków z rodziną czy zwierzakami malowałem czołgi. Ba! Nawet znałem ich konkretne nazwy. Tak więc poszedłem za ciosem i w latach późniejszych uczyłem się oraz przygotowywałem fizycznie do mojej przyszłej wymarzonej pracy, ukończyłem szkołę z wysokimi wynikami oraz byłem okazem zdrowia… do czasu.

Parę tygodni przed złożeniem wniosku o przyjęcie do jednostki dowiedziałem się, że zachorowałem na raka. Cały mój świat legł w gruzach, niedługo zaczynam walkę z chorobą, nigdy nie sądziłem, że na taką walkę będę musiał być gotów.

No cóż, taki jest niestety świat.
Dodaj anonimowe wyznanie