#mjsez
Miarka się przebrała dokładnie 1 marca 1997 roku. Wracaliśmy z bratem ze szkoły, ja lat 17, brat 18. Na klatce sąsiadka z mieszkania obok poprosiła, żebyśmy wstąpili do niej pod pretekstem pomocy w przesunięciu szafy. U niej w kuchni, na taborecie, siedziała zapłakana nasza matka. Podbite oko, krew z nosa. Prosiła, żebyśmy nie wracali na razie do mieszkania, bo stary wziął wypłatę i oczywiście zachlał, siedzi tam i szuka zaczepki. We mnie się krew zagotowała, rzuciłem tylko "No to k@#+!a znalazł", brata szturchnąłem w ramię, żeby szedł ze mną i poszliśmy wymierzyć sprawiedliwość. Stary w drzwiach dostał kopa w brzuch, potem brat go przytrzymywał, a ja zaciągnąłem mu mój skórzany pasek na szyi. Komentowaliśmy z bratem przy tym, że matce i nam będzie lepiej bez takiego gnoja jak on, upozorujemy, że powiesił się na klamce po pijaku. Niedługo mama znajdzie sobie lepszego faceta, odżyje po latach biedowania przy nim. A my nawet na jego grób nie będziemy zaglądać...
Ojciec pod wpływem alkoholu i emocji narobił pod siebie. Uwierzył, że zaraz umrze.
Puściliśmy go ostatecznie, ale usłyszał, że to ostatnia szansa i jeśli jeszcze raz podniesie rękę na matkę, to nie zawahamy się dokończyć. I możecie wierzyć lub nie, ale to był ostatni raz, kiedy widzieliśmy ojca pijanego. Pozwalał sobie co najwyżej na małe piwo w niedzielę po obiedzie, ale skończyły się powroty z pracy po pijaku, wyzwiska i rękoczyny. Gdy zaczynał o coś krzyczeć na matkę, wystarczyło jedno krzywe spojrzenie moje lub brata i grzecznie się wycofywał. Mama dopytywała co stało się wtedy w mieszkaniu, ale obiecaliśmy sobie z bracholem, że nigdy nie pozna prawdy. Ojciec nigdy się o to nie mścił, podejrzewam, że uznał całe zajście za bardzo realistyczny sen. Zresztą nie żyje już od kilku ładnych lat, zmarł na raka płuc.
Jest taka książka "Magma II", jest to zbiór autentycznych acz kuriozalnych spraw kryminalnych z czasów komuny i jest tam opisany podobny przypadek. Matka z dziećmi związali znowu pijanego tatuśka i urządzili sąd. Skazali go na śmierć od siekiery z natychmiastowym wykonaniem, założyli na łeb worek i walnęli kaloszem. Chcieli chłopa nastraszyć tymczasem on fiknął ze stołka nieprzytomny. Okazało się, że zawału dostał.
Jeśli był potworem to zasłużył. Jeśli nie to przykra sprawa. Mimo wszystko parsknęłam przez tego kalosza.
Albo chciał muchę ubić ale nie miał stabilnego stołka.
To jest prawie dokładny opis sceny z filmu Nic smiesznego
Nie oglądałam akurat tego filmu to i nie wiedziałam. Właśnie doczytałam, że wspomniana książka ma właściwie tytuł "Morderstwo stołowe", Magma II to ponoć pseudo autora ;) i była wydana w 1987 roku więc kto wie być może scenarzysta się zainspirował. Tak czy siak książkę gorąco polecam.
Ten autor to Jerzy Urban.
Wiem dlatego mi się pokręciło z tym pseudonimem i tytułem, bo cały czas kojarzyłam, że to sprawka Urbana :)
U mnie dokładnie to samo. Ojciec alkoholik maltretował matkę od lat. Podczas kolejnej awantury, mój brat lat 17 usłyszał jak krzyczę by tatuś nie bił mamusi. Pierwszy raz pobił ojca kwitując, że jeszcze raz podniesie rękę, a go zabije. Od tamtej pory tato jest grzeczny jak baranek.
Jeżeli to prawda, to jest to przykre, aczkolwiek pokazuje, że niektórym konieczny do życia jest kubeł zimnej wody
Najprzykrzejsze jest to, że facet wcale tak naprawdę się nie zmienił (na co wskazują wyskoki co jakiś czas), tylko bał się kary...
Mógł się starać zmienić i wtedy przykre jest to, ze przychodziło mu to z trudnością
Brawo!!! Tak powinno się robić z każdym damskim bokserem. Mama powinna być z was dumna.
i bardzo dobrze, tak nalezy z gnojami postepowac, bo prawo im poblaza
Pierwsze dobre wyznanie od miesiąca!
O ile dobrze pamiętam, w "Nic śmiesznego" to pozorowały ucięcie tasakiem poprzez kalosza, a nie zaciągały nikomu paska od spodni na szyję.
Aczkolwiek dobre wyznanie, ode mnie plusik.
Mocne wyznanie. Podziwiam za odwagę, a matka niech się cieszy, że ma takich synów, skoro ona sama nie potrafiła zadbać o swoje dzieci.
Musiało mu to dać do myślenia.