Zakochałam się w chłopaku przez internet.
Jakiś czas temu poznałam na czacie B. Był zabawny, doradzał mi, motywował. Z każdym dniem lubiłam go coraz bardziej. Gdy postanowiliśmy przerzucić się na Facebooka, wyznał mi, że ukrywał przede mną pewien ważny fakt. Mianowicie B. miał pół roku temu wypadek, w wyniku którego amputowano mu obie nogi. Uczy się na nowo chodzić w protezach, czasem korzysta z wózka inwalidzkiego. Bał się, że przestraszę się i nie zechcę dalej z nim pisać. Ja jednak nie zraziłam się tym i wciąż z nim korespondowałam. Już wtedy zaczynałam coś do niego czuć. Wiem, to głupie – zakochać się w chłopaku, którego nigdy się nie widziało i który mieszka na drugim końcu Polski. Jednak serce nie sługa. Gdy mówiłam o B. koleżankom, dziwiły się: „Jak to? Niepełnosprawny koleś? Ogarnij się”. Ja jednak nie pokochałam go za ciało, tylko za charakter.
Nie wiem już, co robić. Każdego dnia łapię się o tym, że o nim myślę. Gdy do mnie pisze, mam motyle w brzuchu. A najśmieszniejsze jest to, że prawdopodobnie nigdy nie będziemy razem.
Ostatnio z chłopakiem zebrało nas na małe "igraszki". Byliśmy wtedy w moim rodzinnym domu. Gdy skończyliśmy robić swoje, zauważyłem swojego sąsiada Z LORNETKĄ patrzącego na nas... Zapomniałem zasunąć żaluzji, które mama kupiła specjalnie po to, aby bronić się przed jego wzrokiem... Najgorsze jest to, że nie zrobiłem jeszcze coming-outu przed rodziną i nie zamierzam robić, bo mieszkam w bardzo katolickiej wsi. A jak to na wsi, wiadomości szybko się rozchodzą...
Na razie minęły 2 dni od tego zdarzenia i moja rodzina o tym jeszcze nie wspomniała, choć pewnie już wiedzą...
Jako że jestem osobą, która szybko się denerwuje, mam problemy z zapanowaniem nad moim układem trawiennym. Niekontrolowane dźwięki w moim wnętrzu są dość krępujące. Często też mam potrzebę robienia dwójki o różnych porach dnia.
Pewnego dnia na uczelni poczułam, że muszę znaleźć toaletę. A że wstydzę się robić kupę (właściwie to sraczkę) na uczelni, to patrzę na to, żeby w toaletach nie było nikogo, czasem idę na inne piętro. Jednak tego dnia nie było już czasu na takie podchody, poszłam, zrobiłam co miałam zrobić i nie będę się z tym kryć – śmierdziało niemiłosiernie. Wiedziałam, że zaraz będzie przerwa i do toalety wpadnie dużo dziewczyn. Szybko więc zmieniłam kabinę na inną i tam postanowiłam dokończyć czyszczenie siebie.
Dobrze to rozkminiłam, bo faktycznie chwilę potem wpadło dużo dziewczyn, które głośno komentowały smród, który się unosił w mojej wcześniejszej kabiny. Na szczęście uniknęłam konfrontacji z potencjalnymi znajomymi i na luzaku wyszłam z drugiej kabiny, w której niby tylko sikałam. Taka ze mnie spryciula he, he.
Jestem sprzedawcą w znanym sklepie odzieżowym na dziale dla dzieci. Często przychodzą do mojego sklepu rodzice z dzieciakami, którzy zbytnio nie potrafią nad nimi zapanować. Rozumiem, wielka galeria handlowa, dzieci rozdrażnione, a to nudno, a to zmęczone. Nie raz zdarzały mi się sytuacje, że rodzice z braku cierpliwości krzyczeli na swoje dzieci, wszystko rozumiem, ALE...
Często słyszę, jak rodzice mówią do dzieci np. „Kamilku, bądź grzeczny, bo dostaniesz od pani lanie”, „bądź grzeczny, bo pani na ciebie nakrzyczy”, „nie rozrabiaj, bo mamusia cię zostawi tu z panią!”.
Drodzy rodzice! Nie używajcie argumentów, które przedstawiłam powyżej. Ekspedientki wcale nie gryzą i nie będą bić Waszych dzieci. Postawcie się w mojej sytuacji, kiedy wpajany jest dzieciom stereotyp złej kasjerki, która bije złe dzieci... Jak chcecie, to nastraszcie dzieciaka, że zabierzecie mu jego srajfon3000, na pewno się uspokoi ;)
W jednej z pierwszych klas technikum znalazł się średnio lubiany bajkopisarz, który swoimi zmyślonymi historiami wciąż musiał udowadniać, jaki to on nie jest spoko gość. Razu pewnego przeszedł sam siebie i od słów przeszedł do czynów. Jego ówczesny plan to miał być ostateczny dowód na to, jaki to on nie jest „śmieszek” poza kontrolą. Oczywiście po fakcie pochwalił się kolegom.
Tego samego dnia mocno wzburzona pani sprzątaczka ćmiła papierosa za winklem przed szkołą.
- Co pani taka zdenerwowana? – spytał któryś z uczniów starszych klas.
- A bo jakiś skończony kretyn nasrał do pisuaru i musiałam to posprzątać. – odparła.
Reakcja była szybka.
Ponieważ „śmieszek” chwalił się na lewo i prawo, co to on nie zrobił w toalecie, chłopaki nie mieli problemu z namierzeniem sprawcy. Załatwili to po dżentelmeńsku. Ukradli mu plecak, nasrali do środka, oddali.
To byłby wystarczająco spektakularny koniec historii, jednak „śmieszek” poszedł do toalety i wytrzepał zawartość plecaka na podłogę… sprawiedliwość musiała zostać wymierzona ostatecznie. Pilnowany przez starszych kolegów dostał przez drzwi małą ściereczkę i polecenie posprzątania tego bajzlu.
W ciągu jednego dnia dowiedział się, że trzeba ponosić konsekwencje swoich czynów i że panie sprzątające trzeba szanować.
Już nie mogłam tego znieść, więc bardzo powoli i bardzo spokojnie tłumaczyłam mojemu znajomemu, że mój blond kolor włosów nie zamienia mnie z automatu w kretynkę.
Nie dokończyłam wywodu, bo weszłam w zamknięte szklane drzwi.
Dokonałem 10 transakcji na jednej z najbardziej nielegalnych stron po ciemnej stronie internetu, bez jakichkolwiek problemów, a nawet z delikatną pomocą ze strony całkowicie anonimowych użytkowników, którzy mogliby mnie bez żadnych konsekwencji ojebać na kasę.
Dokonałem również około 20 transakcji na stronach innych niż allegro, po jasnej stronie internetu, i dwie z nich zakończyły się ojebaniem mnie na kasę.
Ten świat jest dziwny...
Faceci jednak potrafią być romantyczni...
Mój napisał do mnie długi list miłosny. W trakcie czytania z każdą chwilą byłam coraz bardziej w siódmym niebie, a na samym końcu odebrało mi wręcz dech.
Wyznał tam, że spał z moją koleżanką, ale „przez przypadek” i „to nic nie znaczyło”, więc „na zawsze będziemy już razem”.
Mam 18 lat. Od niedawna. Kontaktu z ojcem nie miałam nigdy. Nie mieszkałam z nim, toteż nie czuł obowiązku bycia moim ojcem. Nie brakowało mi tego. Miałam wszystko, czego potrzebowałam, dorastałam w dobrobycie otoczona ludźmi, którzy mnie kochali i o mnie dbali. Ojciec wpadał ze dwa razy w roku... może częściej, przypadkiem, a może i rzadziej. Zazwyczaj w moje urodziny, gdy moja mama mu o nich przypomniała (w 12 urodziny dowiedziałam się, że to robi, co roku przypomina mu o nich). Przychodził, rzucił pięć dych i sprawa z głowy. Nie było mi z tym źle. Przyzwyczaiłam się.
Zbliżał się dzień 18 urodzin, więc postanowiłam zaprosić go na rodzinną imprezę. Nie chodziło mi o kasę, nigdy mi o to nie chodziło, bo mi jej nie brakowało. Uznałam, że pomimo tego jaki jest i że nie szuka ze mną żadnego kontaktu, to nie mam do niego żalu, jest moim ojcem i mógłby wpaść na chwilę. Nie musi siedzieć do nocy, niech przyjdzie i będzie miło. Taki był plan. Dogadał się nawet z moją mamą, że będzie i nawet coś fajnego ma dla mnie itd. Mógł sobie mieć co chciał, nie obchodziło mnie to. Na początku nie wierzyłam nawet, że przyjdzie, jak dostanie zaproszenie. Gdy powiedział, że jednak będzie, to jakoś tak naprawdę po raz pierwszy ucieszył mnie fakt, że przyjdzie. Spędzi choć chwilę ze mną i moją rodziną. Tak po prostu, normalnie, jak to w rodzinach przecież bywa.
No i nastał ten dzień. Czekałam. 10 minut, 30... godzinę... po półtorej przestałam. Oczywiście, że się nie zjawił.
Wiecie dlaczego nie przyszedł, jakie było jego wytłumaczenie, które sam napisał mojej mamie? Wiecie jak ono brzmiało? Nie zgadlibyście. Na pewno. Więc UWAGA: „NIE PRZYSZEDŁEM, BO SKORO ONA NIE PAMIĘTA O MOICH URODZINACH, TO JA TEŻ WCALE NIE MUSZĘ”.
Dobra wymówka, „tato”... Wiem, że pewnie szkoda było mu pieniędzy, choć ja ich nie chciałam. Być może bał się spędzić czas z moją rodziną, choć mi nie zależało, żeby siedział godzinami. Ten jedyny raz zależało mi po prostu, żeby przyszedł chociaż na chwilę. Pierwszy raz mnie to chyba w jakiś sposób zraniło. I wiecie co? Uważam, że nie był gotowy na dziecko, gdy się urodziłam... i dalej nie jest, niestety. Może za kolejne 18 lat będzie. A ja kiedyś spróbuję jeszcze raz. Może nawet go zaproszę w przyszłości na ślub...? Kto wie... Ale dodam na zaproszeniu, że nie oczekuję prezentu. Tak dla pewności.
Aha... Zapomniałabym. 10 STYCZNIA. Ma urodziny 10 stycznia. Mam po nim oczy, włosy i ponoć zdarza mi się mówić tak jak on. Ba, nawet robić te same, głupie miny. Zupełnie nieświadomie, bo nie znam go na tyle. Mama to zauważa. Pewnie on tego nie wie. Może kiedyś mu powiem... Jak nadarzy się okazja.
Moi rodzice pochodzą z biednych rodzin (obaj dziadkowie odeszli, kiedy byli dziećmi). Moje babcie pracowały na 3 etaty, żeby było im jak najlepiej, jednak to nie zawsze wystarczało. Rodzice wzięli sprawy w swoje ręce. Od najmłodszych lat pracowali, żeby odciążyć swoje mamy. Dorobili się. Bardzo. Nie brakuje nam teraz niczego, a w dodatku w naszym pięknym domu panuje bardzo rodzinna atmosfera.
Moje wyznanie działo się, kiedy miałem ok. 10 lat. W klasie miałem pewnego kolegę. Zawsze ubierał się w stare, zniszczone ubrania. Zawsze ze smakiem patrzył, jak jem swojego rogalika w szkole. Był chudy... i biedny. Jego ojciec przepijał wszystko i bił jego mamę. Biedaczyna potrafił spędzić noc na osiedlu i rano przyjść do szkoły. Tak, 10-letnie dziecko. A ja? Ja się z niego naśmiewałem..
Pewnego dnia, kiedy jak zwykle po szkole wyśmiewałem się i poniżałem go, podjechał po mnie tata - który wszystko słyszał.
I wiecie co zrobił? Nie zbił mnie. Nie krzyczał. Kazał mi go przeprosić. Nie chciałem tego zrobić.
Następnego dnia, kiedy chciałem ubrać się do szkoły, w szafie była jedna para starych dresowych spodni i 3 koszulki. Przez pierwsze kilka tygodni byłem nieugięty. Kiedy prosiłem o zakupy, rodzice zabierali mnie do najtańszego lumpeksu. Moi "przyjaciele" zaczęli się ode mnie odwracać. Do szkoły nie dostawałem już rogalika, tylko "wczorajszą" bułkę z masłem. Pewnego dnia wkurzyłem się. Rzuciłem zapakowaną bułkę na ławkę. Wyżej opisany kolega spytał nieśmiało, czy mógłby ją zjeść, bo już nie wytrzymuje. Zgodziłem się. Zaczęliśmy rozmawiać. Niedługo po tym zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi.
Pewnego dnia spytałem rodziców, czy mógłby przyjść do nas na obiad. Ojciec tylko uśmiechnął się, a mama powiedziała coś, czego nigdy nie zapomnę. "Synku, nie chcemy dla ciebie źle, ale mam nadzieję, że poczułeś bezsilność, którą czuje ten chłopiec".
Moje ubrania wróciły na miejsce. Damian stal się naszym częstym gościem. Do szkoły dostawałem już dwa rogaliki. A ja zyskałem szacunek do pieniądza, ale przede wszystkim do ludzi.
Zyskałem też brata. Na nikim nie mogę bardziej polegać. Do dzisiaj jest mi głupio za to, jak kiedyś go traktowałem. Dziękuję moim rodzicom za tę lekcję życia.
Dodaj anonimowe wyznanie