#FYWc3
Około 5 lat temu strasznie dusiłam go o zaręczyny. Uważałam, że to niezbędne, żeby założyć rodzinę, chciałam zostać matką, kupić dom na przedmieściach i spokojnie żyć. Bartek za to nie był jeszcze gotowy, ojcostwo, rodzina nie były dla niego priorytetami. Chciał podróżować, rozwijać się zawodowo i szaleć razem ze mną. Zrozumiałam to po roku ciągłych awantur i przekonywania, że teraz tylko dziecko jest nam potrzebne do szczęścia. Przecież i tak bym go nie zmusiła (z natury jest bardzo uparty). Żyliśmy więc sobie na kocią łapę i w sumie ani za bardzo nie podróżowaliśmy, ani on za bardzo się nie rozwinął zawodowo. W tym czasie moja kariera poszybowała do przodu. A teraz on nagle wyskoczył z propozycją małżeństwa i posiadania dzieci...
Chciałabym się cieszyć, ale nie potrafię. Nie chcę teraz siedzieć w pieluchach, totalnie mi przeszło. Boję się, że jak wyjdę z zawodu, to już do niego nie wrócę (mam dosyć prężnie rozwijający się zawód). Nie chcę utkwić w domu już od pierwszego dnia ciąży (pracuję z prądami i ultradźwiękami, które szkodzą dziecku). Jasne, jest tacierzyński i on może poświęcić karierę, ale wprost mi powiedział, że nie może, bo przecież ma tak szerokie perspektywy...
Kocham go i chcę z nim być, ale mam ochotę mu powiedzieć, żeby się wypchał. Było się decydować 5 lat temu, kiedy prosiłam go o to, byśmy wspólnie zostali rodzicami.
No to mu powiedz żeby się wypchał. Czemu on ma zawsze dyktować warunki.
ja też przeczekałam ten moment wyrzutu hormonów i napadu instynktu macierzyńskiego, obecnie minęło już wiele lat i ona nadal nie wrócił. chyba robimy coś nie tak jako całe społeczeństwo, że ludzie przestają chcieć się rozmnażać, co przecież jest podstawowym pędem każdego gatunku. taka luźna dygresja.
Oj Hva, ale ty lubisz się poklepywać po plecach.
Chimo, nie chcę cię martwić, ale całe nasze życie to "poddawanie się niezależnym od nas hormonom i tym podobnym rzeczom". Chęć posiadania potomstwa wynika z nich tak samo jak potrzeba jedzenia, snu, potrzeby społeczne, seksualne. Wydaje Ci się, że np. to, że chcesz być w związku, lub mieć partnera seksualnego lub grupę przyjaciół, lub ambitną pracę, to tylko i wyłącznie twój niezależny wybór i biologia nie ma tu nic do rzeczy? Bardzo się mylisz.
Akurat odnoszę się do tego, że "wiesz, że będziesz dobrą mamą". Prawda jest taka, że nic nie wiesz, bo mamą nie jesteś. Chwilowa opieka nad cudzym dzieckiem to coś zupełnie innego od wychowywania swojego dziecka. Znam sporo osób, które nie chciały mieć dzieci, a są świetnymi rodzicami. Dobre podejście to "postaram się być najlepszym rodzicem, jakim można być", a nie zakładanie, że ma się tak wspaniały charakter, że na pewno będzie się cudownym rodzicem. To nie tak działa.
@Hvafaen zgadzam się stuprocentowo z ohlala, nie ma absolutnie żadnego sposobu, żeby przewidzieć, jakim się będzie rodzicem. Opieka nad cudzym dzieckiem i jakieś własne wyobrażenie o macierzyństwie/ojcostwie nie jest żadnym wyznacznikiem. Przerabiałam to sama i uwierz mi, że macierzyństwo wygląda w ten sposób, że wszystko, co Ci się wydawało wcześniej, możesz ładnie zapakować i wywalić do kosza. Nie mówię, że wszystko będzie źle, po prostu wszystko będzie inaczej. Ja do macierzyństwa byłam przygotowana w teorii perfekcyjnie - studia pedagogiczne, szkoła rodzenia, dosłownie lata poświęcone na czytanie książek o psychologii i rozwoju dzieci. Nie wspomnę o tym, ile czasu poświęciłam na niańczenie cudzych i jakie miałam z nimi doświadczenie. Ciąża oczywiście chciana i planowana kupę czasu. I co? Tymi wszystkimi książkami mogłam sobie tyłek wytrzeć, jak przyszło do macierzyństwa. Zakładanie, że charakter czy opieka nad czyimś dzieckiem mówi cokolwiek o tym, jakim będziesz rodzicem, to brednie i mydlenie sobie oczu. Życie zweryfikuje wszystko. Codziennie staram się być najlepszym rodzicem, jakim tylko mogę być, a kiedyś moje dziecko oceni, na ile mi to wyszło.
@Hvafaen to jest świetne podejście, jeśli zamierzasz załatwić sobie depresję poporodową lub ogólnie depresję. Bo popełnisz błędy, i to pewnie jeszcze w czasie pierwszego miesiąca życia dziecka. Twoje podejście tylko pokazuje, jak nierealne i wydumane jest Twoje podejście do opieki nad dzieckiem i wychowania go.
@Hvafaen twierdzę, że stawianie sobie samej wymagań, które są nierealne do spełnienia, będzie skutkowało poczuciem winy i porażki, które przy burzy hormonalnej może doprowadzić do depresji. Na dziecko trzeba przygotować nie tylko ciało, ale też psychikę. Poczytaj o tym - bycie dla siebie łagodną i wyrozumiałą (nie pobłażliwą) jest bardzo istotne w okresie czwartego trymestru i później, to nie jest żadne odkrycie.
@Hvafaen a gdzie ja tak napisałam? Bo w tym momencie nie mam pojęcia, do czego się odnosisz.
@Hvafaen no tak, brakło argumentów, więc najlepiej zaatakować. Spoko, mnie to ani ziębi, ani grzeje, jak bardzo przejedziesz się w życiu. Jeśli myślisz, że energetykami załatwisz wychowanie dziecka, to zostaje mi tylko życzyć Ci powodzenia.
@Hvafaen Nie wiem jaką będziesz kiedyś mamą i życzę Ci byś była najlepsza na świecie. Jednak napiszę jedno- każda z tych mam, które teraz nie dają rady, też chciała być najlepsza na świecie. I zdanie z jakiegoś serialu który widziałam w dzieciństwie ale nie znam tytułu: Później powtórzyli sobie to samo kłamstwo które od wieków pary sobie powtarzają "nasze dzieci będą inne" ;)
I i tak życzę Ci, by Twoja przygoda z macieżyństwem, była najpiękniejsza na świecie :)
Hvafaen to lepiej zacznij terapie już dziś, bo z takim zaborczym podejsciem „perfekcyjnego macierzyństwa” zniszczysz dzieciakowi życie na mur beton. Także między bajki sobie włóż swoje wynurzenia, bo nie maja nic wspólnego z realnym życiem.
Ty musiałaś go zrozumieć jak mówił, że nie czas na dziecko, to teraz on niech zrozumie Ciebie. I tyle.
A mi się wydaje, że się boi, że Cię nie dogania, i zamiast zrobić coś ze swoją stagnacją, chce w ten sposób uziemić Ciebie.
Aha, czyli twój facet chce dziecka, ale jak to większość facetów: kobieta ma zostać w domu i je wychowywać.
Cóż, on 5 lat temu był zbyt niedojrzały na dziecko, a ty po 5 latach dojrzałaś na tyle, że masz inne priorytety. To nie jest tak, że jak Bartuś kiwnie palcem to się ma wszystko robić tak, jak on chce.
Ohoho, ale bym mu teraz przypomniała jakże miał inne podejście.
To powiedz mu, że teraz ty chcesz zaczekać parę lat. Tylko lepiej sobie załóż spiralę, bo mężczyźni z parciem na dziecko mają różne pomysły.
Tylko że wkładka domaciczna zwiększa ryzyko zajścia w ciążę ektopową, a to już może zagrażać życiu.
Eldingar: Trochę zwiększa, ale za to zmniejsza ryzyko ciąży tak bardzo, że ogólnie wychodzi na plus. Paradoksalnie masz większe szanse na ciążę pozamaciczną, jeśli nie używasz wkładki, niż podczas jej używania, ponieważ szanse na to, że zajdziesz w ciążę z wkładką są takie małe.
Przede wszystkim, teraz to już teraz. Nie podejmuj decyzji na szybko, bo akurat on chce. Teraz to ty potrzebujesz czasu, może niech on po podróżuje albo po rozwija karierę?
Powiedz mu, że ślub chętnie, a dzieci - to za jakiś czas może.