#ALDTu
Matura jest bez sensu, bo albo promuje absolwentów, którzy są średni we wszystkim i napiszą wszystkie przedmioty na trochę ponad próg zdawalności, albo naturalnych geniuszy. Jeżeli nawet jesteś mistrzem w jednej dziedzinie, to będziesz musiał ją zaniedbać, żeby zdać przedmioty, które ci nie wychodzą.
Przykład z życia.
Mam przyjaciela, który jest pasjonatem historii. To ten typ, który wyrecytuje ci na pamięć wszystkie daty ważnych wydarzeń i jeszcze wygłosi godzinny wykład o przyczynach tego wszystkiego. Jest też świetny z języka angielskiego i polskiego.
Niestety ma problemy z matematyką. Sytuacji nie poprawiało to, że w liceum miał kiepską nauczycielkę (ja miałem szczęście chodzić do innej szkoły). Znam ją tylko z opisu, ale fakt, że cała klasa chodziła na korepetycje i nie było tam oceny wyższej niż trzy chyba o czymś świadczy.
Kolega niestety nie zdał matury z matematyki. Do poprawki postanowił podejść dopiero za rok, bo wyjechał do Norwegii do pracy. Niestety wypadł z rytmu nauki i też mu nie poszło. Nie sądzę, żeby jeszcze kiedyś podszedł do poprawki. On tego nie potwierdził, ale widzę w nim zrezygnowanie i rozpacz.
Co z tego, że moglibyśmy zyskać świetnego historyka, gdyby tylko matura z matematyki była nieobowiązkowa? Bo wiecie, na kierunku historia i tak matura podstawowa z matematyki nie jest punktowana. Niestety przez ten jeden brak umiejętności koleś nie rozwija się w tym, co jest jego pasją, popadł w wir pracy i chyba nie jest szczęśliwy.
Powiecie, że mógł się więcej uczyć, że jak nie radzi sobie z licealną matematyką, to go nie szkoda i tego typu duperele. Ale powiedzcie sami, po co? Po co historykowi uczyć się pochodnych, funkcji wykładniczych itd.? Student matematyki nie musiał pisać matury z historii, więc dlaczego wymaga się tego od kogoś, kto chce studiować historię/psychologię/medycynę/biologię itd.?
Nie wiem, czy ktoś jeszcze pamięta, ale był taki czas, że matura z matematyki była nieobowiązkowa i ludzie wcale nie stali się od tego głupsi, a świat się nie zawalił.
Przepraszam, że to napiszę... Ale żeby nie zdać dzisiejszej matury na 30% z czegokolwiek naprawdę trzeba być idiotą, nieukiem albo jakimś totalnym ignorantem. A skutki takiego obniżania progów są fatalne. Wystarczy przejrzeć pierwsze lepsze forum internetowe. Ludzie piszą "ktury" przez "u", nie znają podstawowych zasad kolejności wykonywania działań. Nie potrafią sobie policzyć, ile podatku zabiera im rząd. Dysleksja, dysgrafia, dyskalkulia, dysmózgia... Właśnie, że świat się zawali jak będziemy sobie obniżać poprzeczkę zamiast ją podnosić!
Ps. I nie miałabym nic przeciwko temu, żeby podstawowa matura z historii też była obowiązkowa. Człowiek aspirujący do wyższego wykształcenia powinien znać historię swojego kraju.
To ma nawet swoją nazwę - analfabetyzm funkcjonalny. Ludzie, którzy formalnie mają jakieś tam wykształcenie, zachowują się jak idioci. Nie potrafią czytać ze zrozumieniem, nie potrafią obsługiwać nawet najprostszych urządzeń, o zrozumieniu ich instrukcji obsługi nie wspominając. Do tego tragiczny poziom gramatyki i ortografii, czy brak umiejętności wykonywania nawet najprostszych obliczeń.
Wiele wyznań z tej strony i co niektóre komentarze to właśnie doskonałe przykłady takich osób.
Poziom matury (i całego nauczania) jest niski, że nawet idioci kończą studia - a potem trafiasz na taką osobę w pracy i zastanawiasz się jakim cudem on/ona ma wyższe wykształcenie.
Szkoła/studia nie powinny polegać na zakuwaniu materiału, tylko na umiejętności zdobywania potrzebnych informacji, ich analizy i wyciągania wniosków.
I to matma poziom podstawowy... PODSTAWOWY.
Znam osobę, która nie zdała podstawowej matury z matematyki pomimo rozwiązywania wielu zbiorów zadań. Udało się na poprawce, brała korepetycje przez całe wakacje - ledwo przekroczyła 30% ale zdała. Poszła na humanistyczne studia i bardzo dobrze sobie na nich radzi. Spotkała się w życiu z takimi opiniami, jak tutaj, ale nie przejmuje się nimi. Tłumaczyła mi kiedyś, że rozwiązanie zadania z matematyki to dla niej tak, jakby dać komuś nieuzdolnionemu plastycznie kartkę i ołówek i kazać przerysowywać jakiś obrazek.
homoopathie - właśnie, przypadki są różne, a system edukacji pozostawia wiele do życzenia. Przede wszystkim ma wychować armię robotów, które będą robić wszystko według klucza.
DioBrando
Dokładnie tak. Przygotowanie do pracy w korpo..
Brawo! 👏👏👏
@Efetonina - piszemy "PS", a nie "Ps.". Przepraszam, ale takie mam zboczenie zawodowe :p
Już wiedziałem, ze jakieś zdebilałe ścierwa będą miały ból dupy o matematykę. Tak, ludzie mają problemy z nią i to nie jest nic wstydliwego. Ale wasza kompletna dysmózgia jest żenujaca i powinniscie się wstydzić. Pewnie zaraz zaczniecie na mnie szczekać. No dalej, róbcie to. Tylko w tym jesteście dobrzy.
Gdyby mu aż tak zależało na byciu historykiem, to nie wypadłby z rytmu nauki, bo uczyłby się intensywnie, żeby tę maturę poprawić i się na studia dostać. Czy on nie wiedział, że bez zdanej matury nie będzie mógł się kształcić na wymarzonym kierunku? Nie przyszło mu do głowy wziąć korepetycji?
Czemu to, że jest w czymś dobry ma oznaczać, że inni powinni się nad nim trząść i broń boże nie wymagać niczego innego?
ricko:
1.Nie każdy, ale u dużej części to kwestia priorytetów. Nikt nie mówi o wykupieniu pełnego kursu, tylko o godzinie raz w tygodniu, u kogoś kto odpowie na pytania i wytłumaczy niejasności.
2. A gdybyś miał świadomość, że to twoja jedyna szansa na bycie umięśnionym i jak się teraz nie zepniesz to przepadnie, to też byś wypadał?
3. Nie trzeba mieć zdolności matematycznych, żeby zdać na minimum. Trzeba umieć się uczyć i robić to regularnie, a to są jednak cechy bardzo potrzebne na studiach.
Historia może i jest ciekawa, ale jakby poszedł na historię na studiach - to by pewnie skończył jako nauczyciel historii, ew. w zawodzie nie związanym ze studiami - niestety tak to wygląda w praktyce i raczej wątpliwe, żeby został drugim Wołoszańskim.
Może chcieć zostać nauczycielem, a taki z pasją to skarb. Ja jestem historykiem z wykształcenia, zrobiłam specjalizację nauczycielską bo tego chciałam i nie żałuję wyboru. Jestem też ostatnim rocznikiem, który nie miał obowiązkowej matury z matematyki. To, że na historii matematyka nie jest potrzebna, to mit - jest choćby przedmiot "statystyka historyczna", gdzie uczy się obliczać np odchylenia standardowe itp
@nevada36, o ile dobrze pamiętam, to Makłowicz jest historykiem z wykształcenia?
@GoMiNam
Ale jakoś mu się to zawodowo średnio przydaje - owszem w swoich programach rzuci coś ciekawego nt. miejscowosci gdzie gotuje, ale tyle to każdy może z przewodnika przeczytać.
@Cotusiedzieje
Nie każdy, kto interesuje się historią musi chcieć zostać nauczycielem.
Napisałam, że "może chcieć", a nie że każdy chce :)
Żeby zdać podstawową maturę z matmy na 30% wystarczy ogarniać najbardziej podstawowe informacje. Albo po prostu nauczyć się korzystać z tablic.
Piszesz tak, jakby na matmie były jakieś kosmicznie trudne zadania, sama trygonometria i w ogóle najlepiej całki.
Jeśli ktoś nie ogarnia TAK PODSTAWOWEJ matmy to z całym szacunkiem się nie przyłożył. Nawet dla osób nie mających predyspozycji matematycznych, którzy poświęcą trochę czasu i wysiłku zrozumienie równań z niewiadomą, potęgowania, pierwiastkowania i ciągów jest do zrobienia. A to wystarczy na 50%, nie tylko 30.
Nauczycielka może i fatalna, ok. Ale jakby zapłacił za korepetycje albo odpalił tego znanego korepetytora na youtubie to by zdał z palcem w nosie.
Matura podstawowa jest w tej chwili tak uproszczona, że głowa mała. Chciałabym zobaczyć jakby kolega zdał maturę z lat 90tych. Ja miałam wysokie wyniki na maturze, ale matury mojej mamy bym nie zdała absolutnie.
A widziałeś te matury? Materiał niby ten sam, ale przykłady 10x trudniejsze.
Dla zobrazowania - do matury nie uczyłam się w ogóle! Ale z podstawowej matmy miałam 70%, z polskiego 86% pisemny/91% ustny, a z angielskiego 96% pisemny i 100% ustny. Bez żadnego wysiłku.
Jedyne, czego na matmie nie ogarnęłam za dobrze to trygonometria. Na maturze mojej mamy matmy nie było, ale z Pana Tadeusza miała pytania o tak szczegółowe rzeczy jak wzory na cukierniczce! Jak mi opowiadała o koleżance, która na maturę przyniosła ściągę ręcznie pisaną, 30 stron drobnym druczkiem zwinięte w rulon. Mi do matury wystarczyłyby 1-2 strony max. A nawet i bez tego nie miałam problemu.
Nie wiem czemu uważasz, że matury wtedy były łatwiejsze. Owszem, na ocenę, ale trzeba było więcej wiedzieć na 4 niż teraz na 100%. A egzaminy na studia to już w ogóle swoją drogą. Ale w tamtym czasie nie wszyscy musieli mieć mature, wiele osób szło do zawodówek i znajdowało dobrą pracę.
Chłopie, ja nie pisałam matury 20 lat temu. Pisałam maturę w 2015 roku, nową reformą. Widziałam mature mojej 4 lata starszej siostry. Widziałam mature mojej mamy i widziałam mature rodziców mojego chłopaka, którzy zdawali na początku lat 80tych. Nie wiem co Ty widziałeś ani co Ci się wydaje, ale matury były dużo trudniejsze.
Dodatkowo szkoły pielęgniarskie np nie wymagały matury i masa osób z dobrym zawodem szła bez matury.
Heh, tak szczekacie, ze dzisiaj jest łatwo a nie zdają, a jestem pewien, ze i tak nie zdaliscieby matur z czasów waszych rodziców, które de facto były łatwiejszew. Więc nie podskakujcie tak, debile bezmózgie.
Karty wzorów, kalkulatory ale kutwa 30% z podstawy to dla niektórych i tak za wysoko. Jak to jest kutwa możliwe??? Jak??? Rynce i nogi opadają. Cycki też by opadły jakbym je miał.
Może jakby zaglądali zdawalność byłaby większa. Jak to się mówi jak się jest starym zgredem? Aaa, już wiem: "Za moich czasów" nie zdobycie 30% z podstawy to był naprawdę wyczyn. Z biegiem czasu poziom tylko opadł.
Moja matura była jakieś 8 lat temu, czy były łatwiej czy trudniej nie będę się zagłębiać, choć mam wrażenie ze z każdym rokiem młodzież jest coraz głupsza. Lubię, języki, historię, geografię, matma nigdy mi nie siadała, uważam się za kiepską osobę w tej dziedzinie, ale matura jest prosta, wystarczy miesiąc Matemaksa na YT i masz maturę, bo nie jest ona dla wybitnych to poziom, nawet dla debila. Żeby nie mieć 30% trzeba po prostu nie chcieć i oddać pusty arkusz i mieć to w dupie by mieć tłuczenie 'facetka się uwzięła". Nawet wybitny historyk, którego oszukają w sklepie przy zakupie bułek nie byłby dla mnie autorytetem.
Bo tak wygląda system nauczania w tym kraju. Uczeń ma przerobić materiał, zaliczyć go, ale wcale nie musi tego rozumieć - klasyczne zzz - zakuć, zalicz, zapomnij. Program nauczania w niewielkim stopniu przygotowuje do dorosłego życia, np. uczy się rozwiązywania równań, ale nie uczy się do czego to może przydać się w życiu, z kolei nie uczy się np. obliczania podatków. Do tego wszystko musi być zrobione wg. klucza - szkoła zabija kreatywność.
A potem taki delikwent poszedłby na studia historyczne, z których szybko by wyleciał, bo tam też są przedmioty ścisłe. A nawet jakby je ukończył, to do żadnej pracy by się nie nadawał, bo nauczyciel, czy archiwista albo muzealnik też musi jednak umieć coś policzyć. Więc nie ma co żałować, świat nie stracił świetnego historyka.
Idąc tym tokiem rozumowania, życie też jest bez sensu, bo nieważne jak będziesz żyć i tak umrzesz.
Abstrahując od mojego podejścia do matury, to ja prawdopodobnie wiem, dlaczego twój kolega nie zdał tej matury z matematyki. Nie dlatego, że jest totalnym matematycznym jełopem, tylko się nie wziął zawczasu do przerabiania arkuszy maturalnych.
W dobie internetu, gdzie masz multum stron z rozwiązaniami arkuszy maturalnych wystarczy rzetelnie przysiąść i przerabiać typy zadań, które się powtarzają. Żeby zdać maturę potrzeba 30%, czyli 15 punktów, a tyle jest w stanie człowiek zrobić na pytaniach zamkniętych, których typy rokrocznie się powtarzają.
A pytanie "po co ma człowiek się tego uczyć, skoro mu to nie będzie potrzebne" wyjątkowo mnie irytuje. A skąd wiesz, czy ci się kiedyś nie przyjdzie przebranżowić i nie będziesz musiał sobie przypominać rzeczy, które wg ciebie nie są potrzebne? Nigdy nie wiesz, jak ci się życie potoczy. A przypadek kolegi historyka może się takowym okazać, bo po historii tak naprawdę nie masz szerokiego wyboru pracy.