Czy wasze kobiety też nie chcą się przyznać do masturbacji ? Opowiem wam pewną śmieszną historię z mojego życia.
Mieszkam z dziewczyną razem od 2 lat, życie seksualne kwitnie, ale za każdym razem jak spytam w żartach, czy się masturbuje, to wielka obraza... Jak ja mogłem tak pomyśleć. Przechodząc do sedna... Zbliżał się mój wyjazd do pracy do Norwegii. Miałem jechać na 2 miesiące. Moja ukochana była załamana, ale postanowiłem zrobić jej niespodziankę i kupić jakiegoś czasoumilacza. Pojechałem do sex shopu, kupiłem 7 różnych gadżetow( jakieś na przyssawki, cyber skóry itp.), zapakowałem ładnie do kartonu, wsadziłem też liścik motywacyjny i schowałem głęboko w szafie.
Będąc już w Norwegii, powiedziałem o prezencie. I znowu wielka obraza. Powiedziała, że będzie czekać na mnie i koniec. Nie wiedziałem, kiedy dokładnie wrócę... Prace trwały miesiąc dłużej i o powrocie dowiedziałem się 4 h przed odlotem, więc z lotniska w Polsce zadzwoniłem do ukochanej, że już jestem. Była godzina 19. Była trochę zła, bo nie zdążyła posprzątać ani nic przygotować, ale rozumiem to, bo też ma dużo pracy... A co najgorsze, nie mogła wziąć na drugi dzień wolnego.
Wstałem skoro świt, zawiozłem ukochaną do pracy i postanowiłem z racji, że jest bardzo wczesna godzina posprzątać mieszkanie. Patrzę, a tu wszędzie są okrągłe kółka - na stoliku szklanym, na filarze, na kafelkach i wielu innych dziwnych miejscach. Szybko połączyłem wątki i pobiegłem po gadżety. Bingo! "Pan przyssawka" pasował idealnie :D Dodatkowo znalazłem 18 zużytych baterii, co mnie zaskoczyło, bo używam akumulatorów :D ... Mam cię! Zabezpieczyłem dowody i ze szklanką whisky (jak na filmach) czekałem, aż moja druga połówka wróci z pracy... Najpierw zapytałem o baterie, gdyż to trochę dużo mając tylko jednego pilota! Zmieszanie było widać od razu, nie umie kłamać. Przyłożyłem "Pana przyssawkę" do jednego ze śladów. To był błąd. Moja kobieta zaczęła płakać i mnie przepraszać. Była pewna, że ja zostawię! Nie mogłem powstrzymać śmiechu przez 2 dni, ale wszystko skończyło się dobrze :)
Tak że ten... to przecież nic złego. A kiedy facet w delegacji, to już całkiem OK! Lepsze to od zdrady!
Jestem bardzo rozgoryczona warunkami pracy. Pracuję jako asystentka stomatologa. Szef przyjmuje też dzieci. A dzisiejsze dzieci to koszmar - krzyczą, piszczą, kopią, biją i drapią. Rodzic nie potrafi zapanować nad własnym dzieckiem. Po sytuacji, gdzie drugi raz straciłam okulary, bo dzieciak złapał w szale za oprawki i zrzucił je na ziemię, zastanawiam się, czy chcę kontynuować tę pracę. Ile razy zostałam kopnięta bądź podrapana już nie wspomnę.
Szef też zastanawia się, czy całkowicie zrezygnować z przyjmowania małych pacjentów, czy lepiej podnieść cenę usługi, dodając do tego coś w rodzaju opłaty za trudnego pacjenta. Czasami do takiego małego pacjenta trzeba podchodzić po kilka razy, zanim w ogóle pozwoli sobie zajrzeć do buzi, nie mówiąc już o leczeniu, bo zazwyczaj rodzice nawet nie chcą słyszeć o narkozie. W tym samym czasie i bez uszczerbku na zdrowiu może przyjąć dwóch dorosłych.
Planuję poważną rozmowę po świętach o mojej przyszłości w tej pracy. Jeżeli on sobie wprowadzi jakąś dopłatę od trudnych dzieci, to ja nie mam zamiaru pracować dalej w takich warunkach za te same pieniądze. Mam już dość.
W oparach wyznania #hJAR0
Poszłam specjalnie do spożywczaka, żeby sprawdzić. Poprosiłam o 30 deko szynki, takiej z największego świńskiego dupska jakie było, a po pokrojeniu poprosiłam o przekrojenie wszystkiego na pół, bo mi się na kanapkę nie zmieści.
I już byłam cała gotowa na strzelenie focha i obrót na pięcie, a tu pani - ciach - i nie ma problemu. No naprawdę, ludzie to świnie.
Wraz z 7-letnim bratem poszliśmy do Maca. Natrafiliśmy na wycieczkę. W końcu zamówiłem 2 zestawy. Brat, jako że dziecko, to po jedzeniu się nudził. Zaprowadził mnie do jakiejś bawialni na drugim końcu Maca. Mijają minuty, a on się bawi, a ja z nim. Rzucamy piłkami, gramy w koszykówkę itp. Po chwili wchodzi dziecko rozmiar XL, a z nim typowy moher. Kopnąłem piłkę (lekko) tak, że odbiła się od słupka i poleciała do dziecka. Babcia nie wytrzymała. Od razu w krzyk, że prawie trafiłem w jej Mateuszka.
Po pierwsze piłka się toczyła, a poza tym z taką prędkością, że noworodek by nie poczuł. Każe prowadzić do opiekuna wycieczki, bo myślała, że z nią tu wszedłem. To idę z nią do jakiegoś chłopaka wyglądającego na opiekuna. Ona mu tłumaczy, jaki to ja jestem. On się na mnie patrzy i widząc me zakłopotanie wrzeszczy na babcię, że jej wnuk to przekracza normy wzrostu i wagi, przez co urządzenia mogły się połamać. Ona fuknęła i wyszła twierdząc, że pójdzie na policję.
Popatrzyłem na niego, a on tylko:
- Nie ma za co. Nie znosiłem jej. :)
We wsi, w której mieszkają rodzice mojego narzeczonego, mieszka również pan Zenio.
Pan Zenio nie pracuje i lubi napić się piwka (i nie tylko), ale nie zalewa się w trupa. Pan Zenio jest też bezrobotny.
Pewnie wielu pomyśli że to typowy pijaczek, ale tak nie jest. Pan Zenio opiekuje się upośledzonym umysłowo bratem, Jacusiem, który ma wprawdzie ok. 45 lat, ale umysłowo jest jak sześciolatek.
Utrzymują się z pieniędzy, które pan Zenio otrzymuje na brata. I trzeba przyznać, że pan Zenio jako nieliczny spośród ludzi w podobnej sytuacji, wydaje pieniądze na to na co powinien - na rachunki, jedzenie, leki dla brata. Jacusiowi nic nie brakuje - zawsze ma czyste, ładne ubranie, jest czysty i najedzony, zawsze wyszykowany na warsztaty - w tygodniu bus zabiera go do sąsiedniej wsi na zajęcia dla osób takich jak on.
Niestety, gdyby pan Zenio poszedł do pracy straciłby zasiłek na brata, dlatego kiedy Jacuś jest na zajęciach dorabia sobie na czarno - a to pomoże węgiel wrzucić, a to drzewa narąbie, w ogródku posprząta, coś tam naprawi, a teraz łowi, patroszy i sprzedaje karpie (to że niekoniecznie ma pozwolenie na łowienie ryb to już inna para sandałów jak mawia mój przyszły teść).
Niby taka sobie historia, ale niedawno coś się wydarzyło. Jedna z sąsiadek (okropne babsko, najgorszy rodzaj mohera) doniosła opiece społecznej, że w domu 'ciągle' panuje nieporządek - pan Zenio naprawił babie pralkę a ona w zamian za to zaniosła mu jajek. Owszem, może wtedy w domu był bałagan, ale mnóstwo osób może też zaświadczyć że najczęściej wszystko jest posprzątane.
Teraz panu Zeniowi grozi, że brat trafi do domu opieki. To byłaby dla obu katastrofa - pan Zenio naprawdę troszczy się o Jacusia i nikomu nie pozwala się z niego nabijać (dzieciaki bywają okropne, a Jacuś nie do końca rozumie, że jest trochę inny). Jacuś traktuje brata jak superbohatera. Brat, Dona (ich suczka) są dla niego całym światem.
Większość sąsiadów chce im pomóc, by Jacusia nie zabrano z domu.
Miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie.
Miałam kiedyś przyjaciółkę. Przynajmniej ja tak uważałam, do czasu kiedy sama mi powiedziała, że nigdy nie byłyśmy przyjaciółkami, a od tego czasu to wszytko się posypało, nawet to nasze koleżankowanie się.
Od pewnego czasu mam chęć napisania do niej zwykłego "hej", ale czuję, że zacznę ją męczyć i się narzucać na pisanie. Tak naprawdę brakuje mi jej i wspólnego pisania, w którym mogłam być w pełni sobą.
Kiedy to napisałam, mimo tego, że to tylko kilka zdań, to czuję się trochę lepiej, mimo że i tak tęsknię.
Jestem uczennicą liceum, a mój starszy o 4 lata chłopak studentem informatyki. Zwykle gdy on coś zaprogramuje, to z uwagą słucham jak wyjaśnia mi wszystkie te zawiłości (dlaczego tu kropka, a dlaczego tam nawias), ale nie do końca rozumiem o co chodzi. Ogólnie jeśli chodzi o technikę, to nie radzę sobie najlepiej, co czasem jest elementem naszego wspólnych żartów.
Jakiś czas temu znalazłam w internecie grę do nauki programowania (od podstaw do zaawansowanych problemów). Wysłałam ją lubemu jako ciekawostkę. Następnego dnia widzę go uśmiechniętego pod moimi drzwiami, z laptopem w ręku. "No przecież chciałaś się nauczyć!" Może nie do końca o to mi chodziło, ale nie miałam serca mu o tym mówić. (Zresztą, mogło być nawet ciekawie - może zrozumiałabym dlaczego go tak to pasjonuje?)
Przejście wszystkich poziomów zajęło mi 9 godzin. Mojemu chłopakowi 11.
Cóż, przestał wspominać już o wspólnej nauce programowania.
P.S. Dwa dni temu zaczęłam przygotowywać prezent gwiazdkowy dla niego - mój pierwszy program.
Przez 5 lat chciałam zmienić płeć, ale dałam sobie czas, by mieć co do tego pewność i okazało się, że zaakceptowałam siebie taką, jaką jestem. Bardzo się z tego cieszę, bo wymagało to wiele pracy, by czuć się dobrze ze swoim ciałem i życiem. Ale jak wyznałam to na forum LGBT, to zostałam zaatakowana i praktycznie nazwana zdrajczynią, bo wiele osób nie rozumie, że istnieje coś takiego jak zmiana zdania, oraz zarzucano mi, że musiałam kłamać o mojej poprzedniej identyfikacji płciowej. Z innej strony też zarzucano mi negatywny wpływ na pozostałe osoby transpłciowe i negowanie tożsamości płciowej. Wszystko o czym mówiłam to tylko mój przypadek i że poprzednia tożsamość płciowa wynikała z braku samoakceptacji oraz wsparcia. Ludzie z tamtego forum bardzo mnie zrazili do utożsamiania się z LGBT.
Późne lata 80. (a może już nawet początek lat 90.) Mieliśmy wtedy po jedenaście - dwanaście lat. Szczytem luksusu był He-man z Pewexu, czy guma balonowa Donald. A jak ktoś już posiadał w domu odtwarzacz kaset video to przez resztę dzieciaków uważany był za wcielenie boga.
Tak się złożyło, że do naszej klasy chodził Pawełek. Miał on bardzo bogatych rodziców. Tata raz na kwartał jeździł bowiem do Niemiec na roboty i wracał do domu z toną hajsu. Przywoził też różne gadżety. Kamera, walkmany, jakaś 8-bitowa konsola, no i właśnie odtwarzacz video (plus setki kaset).
Kiedy mieliśmy okienka, albo urywaliśmy się z lekcji, to cała nasza paczka gnała właśnie do Pawełka. Rodziców nie było w domu do 16, więc mieliśmy okazję obejrzeć chyba wszystkie filmy (oczywiście z germańskim dubbingiem).
Pewnego dnia Pawełek znalazł kilka nieznanych nam kaset, co to były ukryte w jakiejś szafie. Cóż - przystąpiliśmy więc do "degustacji". Nawet nie wiecie z jaką radością odkryliśmy, że na tych nośnikach nagrane są pierwszorzędne, niemieckie pornole!
I tak co kilka dni wpadaliśmy sobie do Pawełka i oglądaliśmy po kolei wszystkie świńskie filmiki.
...aż dotarliśmy do TEJ kasety. Nie była podpisana. Pamiętam tylko, że ktoś czerwonym flamastrem narysował na etykietce serduszko. Siedzieliśmy więc w salonie w kilkunastu, a Pawełek zamontował kasetę w odtwarzaczu. Po kilku chwilach wszyscy już wiedzieliśmy, że trafiliśmy na bardzo zły film. Było to bowiem prywatne nagranie rodziców Pawełka. Jego tata najwyraźniej zechciał przetestować kamerę przywiezioną z Niemiec. W każdym razie na nagraniu ojciec Pawełka dogadzał jego mamie za pomocą... konewki.
Pawełek bardzo się zestresował i zamiast normalnie, po bożemu, zakończyć emisję filmu, szybkim ruchem wyszarpał wtyczkę z gniazdka. Efekt był wprawdzie natychmiastowy, ale po ponownym włączeniu odtwarzacza do prądu, okazało się, że sprzęt chyba się zepsuł, bo za Chiny nie chciał się uruchomić. I niby problemu by większego nie było, gdyby nie to, że w środku wciąż tkwiła feralna kaseta...
Nośnika nie dało się wyjąć z odtwarzacza. Zresztą i tak większość z nas spanikowała i uciekła. Pawełek zresztą też. Jak potem wrócił do domu to zastał tatę dłubiącego w urządzeniu za pomocą śrubokręta i mamę podlewającą kwiatki... konewką. Podobno spojrzała wówczas na niego z dziwnym połączeniem zażenowania i zgrozy w oczach. Jego rodzice nigdy nie poruszyli tematu nagrania. My zresztą również. To było zbyt krępujące chyba dla wszystkich.
Mam 25 lat i jestem prawiczkiem. Nie mam pretensji, że dla was będzie to śmieszne i żałosne. Tym bardziej, że cieszyłem się i cieszę powodzeniem. Więc w czym problem? Cóż, w gimnazjum jeszcze nie przeżywałem burzy hormonów. W liceum nabawiłem się koszmarnej depresji przez wiele rzeczy, o których nie będę wspominać.
Na studiach było na moim kierunku stosunkowo mało dziewczyn, a nie chciałem być z nikim na siłę, jak i na siłę mieć tego pierwszego razu. Tym bardziej, że przez 3 lata studiów też pracowałem, więc nie było zbyt wiele czasu.
Dlatego rozważam pójście do prostytutki i ponieważ z tego co czytam i co mnie dołuje młodzież rozpoczyna współżycie coraz wcześniej i wszyscy mają od groma partnerów, zamierzam do prostytutek chodzić regularnie zanim kogoś poznam, ba, jedna nawet prostytutka powiedziała przez telefon, że żaden problem, że jestem prawiczkiem, że wszystkiego "nauczy".
I nie wyskakujcie, że pierwszy raz nie może być w agencji, że do tego trzeba uczuć, miłości. W moim wieku na taki pierwszy raz jest po prostu za późno, a wielu moich znajomych tak rozwiązało ten problem. Poza tym wiem, że skoro pierwszy raz jest najważniejszy, każda dziewczyna, kobieta zawsze będzie wspominać ten dzień, a każdy kolejny partner jest już z mniejszymi emocjami. Nie mam już 16 lat i nigdy mieć nie będę, a jeśli mam w przyszłości z kimś być, to też przynajmniej chcę pewien etap intymny mieć za sobą. A tak nigdy nie będę mieć żalu do kobiety o jej intymną przeszłość, jak powiedzmy sam z 10 razy pójdę do agencji.
Dodaj anonimowe wyznanie