#Q0nsE

Jestem bardzo rozgoryczona warunkami pracy. Pracuję jako asystentka stomatologa. Szef przyjmuje też dzieci. A dzisiejsze dzieci to koszmar - krzyczą, piszczą, kopią, biją i drapią. Rodzic nie potrafi zapanować nad własnym dzieckiem. Po sytuacji, gdzie drugi raz straciłam okulary, bo dzieciak złapał w szale za oprawki i zrzucił je na ziemię, zastanawiam się, czy chcę kontynuować tę pracę. Ile razy zostałam kopnięta bądź podrapana już nie wspomnę.

Szef też zastanawia się, czy całkowicie zrezygnować z przyjmowania małych pacjentów, czy lepiej podnieść cenę usługi, dodając do tego coś w rodzaju opłaty za trudnego pacjenta. Czasami do takiego małego pacjenta trzeba podchodzić po kilka razy, zanim w ogóle pozwoli sobie zajrzeć do buzi, nie mówiąc już o leczeniu, bo zazwyczaj rodzice nawet nie chcą słyszeć o narkozie. W tym samym czasie i bez uszczerbku na zdrowiu może przyjąć dwóch dorosłych.

Planuję poważną rozmowę po świętach o mojej przyszłości w tej pracy. Jeżeli on sobie wprowadzi jakąś dopłatę od trudnych dzieci, to ja nie mam zamiaru pracować dalej w takich warunkach za te same pieniądze. Mam już dość.
Tilia2 Odpowiedz

Zakładam, że macie jakąś stronę itp. Można tam dodać informacje jak przygotować dziecko do wizyty: nie straszymy dentystą (np. przy okazji nieumycia zębów), nie mówimy, że bardzo boli, tym bardziej nie mówimy, że nie boli. Dobre są też wszelkie zabawy "okołodentystyczne" w domu, oglądanie zębów, można kupić lusterko stomatologiczne itp. i pokazywać, co się będzie działo w gabinecie. Dla dziecka taka wizyta to ogromny stres, dlatego cały proces trzeba zacząć odpowiednio wcześnie i to jest zadanie rodziców. Ze swoich smutnych doświadczeń mogę dodać, że jak byłam dzieckiem, to cierpiałam po cichu i w spokoju (wiadomo, dzieci musiały być "grzeczne"), ale był to dla mnie taki stres, że bardzo często na fotelu dostawałam gorączkę, nie byłam w stanie powstrzymać łez albo trzęsienia się, zdarzyło mi się też ugryźć lekarza - nawet jako dorosła osoba, przy pełnym znieczuleniu. Wiesz, jak strasznie było mi wstyd? Dopiero w którymś z kolei gabinecie dowiedziałam się, że prawdopodobnie to są skutki sposobu przeprowadzania zabiegów w dzieciństwie. Na szczęście jest poprawa, choć łatwo nie było. Ani tanio ;)

DlaSary

W pełni się zgadzam. Dzieci zachowują się tak, bo traktujecie je jak… rozwydrzone bachory. A one najzwyczajniej w świecie odczuwają stres. Spróbujcie podejść do nich profesjonalnie. Wejdźcie, przywitajcie się z dzieckiem. Jak mamusia lub tatuś odpowiadają za niego, uciszcie ich, bo wy przecież rozmawiacie z PACJENTEM, opowiedzcie mu, co będziecie robić, zapewnijcie, że może trochę boleć, ale postaracie się zrobić wszystko, żeby wizyta była przyjemna. Jak dzieciak będzie widział, że ma kontrolę nad sytuacją, że nie macie zamiaru go „torturować”, to od razu inaczej będzie się zachowywał.
Nasza pani dentysta mówiła moim dzieciom - Nikt cię nie będzie przywiązywał do fotela. To jest twój wybór - możesz pójść do domu i ząb będzie cię bolał, albo pobili przez chwilę (albo wcale) i pójdziesz do domu ze zdrowym zębem. Jaka decyzja?
Potrafiła nawet wypuścić malucha do poczekalni, żeby przemyślał sprawę i w międzyczasie przyjmowała kolejnego pacjenta.
Ani razu nie zdarzyło nam się, żeby dzieci wróciły do domu z bolącym zębem. Nigdy też nie wyczyniali takich cyrków.
Zastanówcie się, jakbyście zachowali się wobec dorosłej pacjentki, która panicznie boi się dentysty. Trzymalibyście ją na siłę na fotelu podczas zabiegu? Nie - staralibyście się jej zredukować poziom stresu.

MaryL

@DlaSary niestety na zachowanie dziecka ma wpływ nie tylko to co do niego powiesz tu i teraz, ale też lata wychowywania przez rodziców, dziadków. Możesz używać super technik, mieć super podejście, a dzieciak będzie miał cie w dupie.

livanir

Też panicznie balsam się za dziecka dentysty. Ale bo swego czasu trafiłam na dwóch dentystów pod rząd, którzy byli straszni. Jeden mnie straszył, a drugi irytował, że płynną mi łzy po policzkach, nie wyrwałam się, tylko łkałam z otwartą buzią. Wyczułam to i balsam się chodzić, bo kogoś zirytuje.

PaniPanda

Takie rzeczy powinny być uczone przez rodziców, a nie napisane na stronie u dentysty. To jest kwestia wychowania rodziców. Wizyta nie musi być wielkim stresem dla dziecka, jeśli jest dobrze wychowane i wie, co go czeka.
W dodatku społeczeństwo straszy dentystą. Ale zabawnym jest oczekiwać od lekarza, aby naprawiał świat w tym temacie. Takie odruchy w wieku dorosłym wynikają z braku wychowania i serio mówią o jakimś braku kontroli nad sobą, a sorry - to wiąże się z psychiką i podejściem, a nie źle przeprowadzonym zabiegiem w dzieciństwie.

Solange

PaniPanda zgadzam się, że rodzice powinni się zająć przygotowaniem dziecka, nie straszyć go niepotrzebnie i tak dalej, ale od lekarza też dużo zależy. Co z tego, że rodzic nastawi dobrze dziecko, jeśli lekarz będzie chamem i samym sobą będzie przerażał? Jako dziecko panicznie bałam się igieł. Mimo starań rodziców nie przechodziło i pamiętam tylko jedną pielęgniarkę, która podeszła do mnie jak do dziecka. Dentysty też się bałam i unikałam przez wiele lat, a nikt mnie nie straszył. Nawet do ortodonty się bałam iść dopóki mi wyjaśnili, że to nie to samo co dentysta. Uważam, że zarówno rodzice, jak i personel medyczny mają wpływ na to czy wizyta będzie stresem i przerażeniem, czy nie.

Obronca1 Odpowiedz

Też pracuje jako asystentka. Często przyjmuje dzieci i to uwielbiam, moja dr też. Niegrzecznych dzieci jest ułamek, my jesteśmy bardzo entuzjastyczne, ja uśmiecham się już idąc po dziecko, zagadujemy, usmiechamy, wlaczamy bajke. To co mnie wkurza to często podejście rodziców ale naprawdę mamy ogarnięte dzieci (jest ich kilkadziesiąt tygodniowo). Nie robimy na siłę chyba że jest taka ostatecznosc typu przetoka, ból, i to za zgodą rodzica. Jeśli dziecko nie chce współpracować po kilku próbach wysyłamy na narkoze i często jest to naprawdę dobre rozwiązanie.

Vito857 Odpowiedz

Niestety powszechnym jest wzbudzanie w dzieciach lęku przed dentystą i jego działaniami. Te lęki potem zostają na lata w umysłach już nawet dorosłych ludzi.

Caldas Odpowiedz

To trzeba wiązać gówniaki - przywiązać ręce i nogi, a do paszczy wstawiać jakieś ustrojstwo uniemożliwiające im gryzienie. A jak się komuś nie podobają metody leczenia, to może wybrać inny gabinet.

MaryL

Tak, trzeba torturować dzieci. Nie wychowywać, tylko doprowadzać do paniki.

Velasco

Wizyta u dentysty już sama w sobie jest torturą.

tramwajowe Odpowiedz

W dzieciństwie mieszkałem obok gabinetu dentystycznego, to żadna nowość że dzieci sie tak zachowują. Z drugiej strony wtedy dzieci nie byly szanowane, ba! czasem były traktowane jal zwierzęta nie ludzie.
Myślę że opłata na sens, ale trzeba rodziców uprzedzac. Można tez stworzyć instrukcję jak dziecko przygotować by było łatwiej, co już ktoś wspomniał.

(Sam nie zgodziłbym się na narkoze własnego dziecka.)

Aura90 Odpowiedz

A nie dysponujecie w gabinecie podtlenkiem azotu? U większości pacjentów działa cuda i jest niemalże neutralny dla zdrowia, więc bezpieczny. Znieczulenie ogólne, to mimo wszystko dość ciężka artyleria związana z intubacją, koniecznością monitorowania czynności życiowych i całym szeregiem możliwych powikłań; więc nie dziwię się, że rodzice nie chcą słyszeć o "narkozie" (btw, jaki medyk w ogóle używa jeszcze tego przestarzałego określenia?!). No i to co napisały już osoby poniżej - podejście do pacjenta. Agresja wynika ze strachu oraz niewiedzy. Dziecko jest takim samym człowiekiem jak osoba dorosła - czuje ból, strach, dyskomfort; a nie kawałkiem nieświadomego mięsa do obsłużenia. Powinno mieć poczucie, że samo decyduje o przebiegu wizyty. Dużo daje uprzedzanie każdego najmniejszego ruchu, prezentowanie narzędzi i opisywanie ich działania oraz odczuć/dźwięków temu towarzyszących. Jak Ty byś się czuła, jakby zniecierpliwiony lekarz bez wyjaśnienia wykonywał Ci na siłę nieprzyjemne i niezrozumiałe dla Ciebie zabiegi? To, że rodzice nie potrafią ogarnąć dzieci, to jedno, ale "Wy" jako gabinet specjalistyczny decydując się na przyjmowanie nieletnich powinniście przejść odpowiednie szkolenia z zakresu psychopedagogiki.
Bez urazy Autorko, ale z tonu Twojego wyznania wnioskuję, że nie masz wystarczających kompetencji do pracy z dziećmi. Może warto zmienić gabinet na taki wyłącznie dla dorosłych?

Elphaba09 Odpowiedz

Też jako dzieciak gryzłam i kopałam u dentystki, bo ta idiotka wmawiała rodzicom dzieci, że przy wierceniu w mleczaku / rwaniu mleczaka dzieci nie czują bólu. Traumę do dentysty mam do dziś.

Jalapeno Odpowiedz

To samo dzieje się w punktach pobrań krwi - dzieci biją, kopią, gryzą, uciekają rodzicom. Przytrzymanie dziecka i pobranie krwi na siłę?- zapomnij, mamusia z tatusiem będą prosić czterolatka żeby grzecznie usiadł i dał się ukłuć. Odesłanie rodziców z dzieciakiem do punktu przyjaznego dzieciom albo takiego gdzie jest więcej personelu (ja pracuje w pojedynkę) spotyka się z obrazą majestatu i komentarzami - skoro nie potrafię poradzić sobie z ich bombelkiem to mam zmienić zawód. Generalnie najgorszym aspektem pracy z małym pacjentem najczęściej są jego rodzice.

Aura90

@Jalapeno Jestem dorosłym już dzieckiem, któremu pobierano krew na siłę od momentu, gdy jedna piguła wykonała zabieg mega boleśnie. Niestety ze względów zdrowotnych byłam badana bardzo często, więc nie było czasu na przepracowanie traumy. W latach 90' nie było też punktów pobrań przyjaznych dzieciom i żadna pielęgniarka nie kwapiła się, żeby wykonać pobranie na spokojnie. Pomimo, że jestem już po 30-tce wciąż panicznie boję się igieł. Nie ma opcji pobrania mi krwi bez wcześniejszego znieczulenia skóry żelem z lidokainą i mimo perfekcyjnych żył sam zabieg trwa nawet do 20 minut, ponieważ moje ciało się blokuje i krew nie leci dokąd się nie uspokoję; na co zupełnie nie mam wpływu. Wszelkie znieczulenia regionalne zawsze są poprzedzanie podaniem podtlenku azotu, po którym szczęśliwie tracę świadomość. Czuję ból już na sam widok igły wbijanej w cudze ciało.
Także "profesjonalna" piguło zapamiętaj sobie raz na zawsze, że każde dziecko, któremu kiedykolwiek pobrałaś krew na siłę może w przyszłości mieć cholerne problemy z najprostszymi procedurami medycznymi, tylko dlatego, że Tobie było wygodniej i szybciej.

Jalapeno

@Aura90
- Teraz są punkty pobrań dedykowane dla dzieci. Skoro rodzice nie chcą z nich skorzystać mimo mojej rady to nic na to nie poradzę.
- Na 4h pracy punktu mam około 50 pacjentów. U dziecka które nie współpracuje robię jedno podejście. Nie wbijam igły gdzie popadnie, jeśli widzę że nie mam szans na bezpieczne wkłucie (czyli nie wbiję igly w siebie, rodzica, albo jakąś część ciała dziecka bo akurat tak się wygnie) to rezygnuję.
- Ostatecznie i tak wszystko zależy od rodzica. Jeśli jest w stanie przytrzymać dziecko stabilnie i mówi żeby pobierać to, że tak powiem, klient nasz pan.
- Nie jestem pigułą :*

GorzkaPomarancza Odpowiedz

A ja Ci się nie dziwię. Jestem matką takiego dziecka. Ma zestaw PlayDoh z dentystą, oglądamy bajki o dentyście, miał grającą szczoteczkę, miał milion smakowych past. Walczę z nim jak lwica BY MYŁ ZĘBY. Przymusowe mycie jeszcze gorzej. Smakowe płyny do płukania, cuda, wianki. No dentysta też - lapisowanie było, ledwo mogłam go utrzymać mimo, że krzywda mu się nie działa. Coraz częściej rozważam wysłanie go z ojcem do stomatologa, bo chce mi się wyć. Jedyne na czym mi zależy to jego zdrowe zęby. Gad ma 3 lata, próchnicę, a każde mycie kończy się moim rykiem, bo jest silniejszy niż można byłoby zakładać, a polubownie nie chce.

Atropos

A próbowałaś ograniczyć mu słodycze - coś pt. jak nie umyjesz zębów, jutro przez cały dzień nic słodkiego, nawet soczku. I się tego konsekwentnie potem trzymać, słodycze nie motywują - nie ogląda bajek, czy co tam lubi... Zacznie myć - przywileje wracają

GorzkaPomarancza

@Atropos słodyczy bardzo długo nie dostawał. Teraz też rzadko. Problem obawiam tkwi w czymś innym. Niedługo idę z nim do psychologa jeśli będę na tyle wydolna finansowo w tym miesiącu. Oprócz mycia zębów milion innych rzeczy też mnie niepokoi. Jest nadaktywny, głównie skacze, wdrapuje się, biega... ale nie ma w tym nic zdrowego. Nasze mieszkanie wygląda jak po trąbie powietrznej, mimo, że codziennie sprzątam. Wybiórczość pokarmowa, cuda na kiju.

MissBennet

Ale trzylatek nie umyje sam dobrze zębów! Pozwoliłabyś umyć mu samemu włosy? A umycie dokładne zębów jest dużo trudniejsze. Musisz je myć sama. Niestety, próchnica ma ścisły związek z brakiem właściwej higieny...

Atropos

Pomarańczo, to brzmi jak zaburzenia SI. Mam takie dzieciaki w otoczeniu i pocieszające jest to, że terapia na to dobrze pomaga w przypadku młodszych dzieci, więc jeśli to to, to macie spore szanse na wyjście na prostą

DlaSary

Pomarańcza idź do publicznej poradni. Jako rodzic też możesz zgłosić się z dzieckiem. Czeka się, ale masz papier, który otwiera ci różne drzwi, co nie zawsze jest możliwe po terapii w gabinetach prywatnych (wiem, co mówię).
Poczytaj o przetrwałych odruchach niemowlęcych.

Lcf Odpowiedz

Do 10 roku życia powinni usypiać przed zabiegiem, lżejszą dawką oczywiście. Innym takim zawodem/miejsce gdzie dzieci się wiercą i nie dają się obsłużyć jej fryzjer dziecięcy. Dentysta to najbardziej chyba znienawidzony zawód medyczny, przez dorosłych też. Żartem można powiedzieć, że może jakiś młotek gumowy by się przydał na niesworne pociechy.

Kotka17

@Lcf Tylko z fryzjerem jest taki plus, że jak coś źle utnie (o ile to nie będzie np. ucho) to nie wywoła aż tak dużego problemu, kiedyś odrosną. Z zębami natomiast czasami błąd może być dużo poważniejszy.
I to normalne, że większość ludzi nienawidzi dentystów. Jest to lekarz, z którym każdy ma kontakt, a wizyty często sprawiają dużo bólu. Tym bardziej może się to skończyć jakimś urazem, jeżeli lekarz niedostatecznie zwraca uwagę na reakcje pacjenta i próbuje robić bez znieczulenia coś, co dziecko boli. Bo czasami może boleć coś, co wydawałoby się, że nie ma prawa boleć. Chociaż akurat pod tym względem ja jestem wyjątkiem, o ile coś nie boli tak, że nie da się tego wytrzymać, to bardziej boję się zastrzyku ze znieczuleniem, niż bólu przy remontach na żywca. :D

Zobacz więcej komentarzy (1)
Dodaj anonimowe wyznanie